InformacjeBez prądu - film

Pakt. Recenzja serialu dobrego i polskiego

... Kamil Ostrowski

Pakt to świetny polski serial bez kompleksów, stworzony na światowym poziomie, a jednocześnie niepozbawiony rodzimego kolorytu.

Coś się stało, bo już nie tylko polska kinematografia, ale również telewizjografia (jest takie słowo? Czy już może uprawiam słowotwórstwo?) podniosła się z kolan, co zresztą ostatnio jest dosyć modnym zajęciem. Odkładając śmiechy na bok – faktycznie przyznać trzeba, że poziom twórczości dostarczanej znad Wisły podniósł się dramatycznie. Jeszcze nie tak dawno rodzime produkcje były synonimem obciachu i rozrywki skierowanej niemalże wyłącznie do widza niewymagającego, bądź wiekowej babinki, której życie wypełnić jakoś trzeba masowo produkowanymi tasiemcami. Nim się człowiek zorientował, sytuacja uległa nagłej poprawie. Ja sam zacząłem z wytęsknieniem wypatrywać kolejnych polskich produkcji w kinach, a przysięgam, że nigdy w życiu nie podejrzewałbym się o nadmiar wolnego czasu, tudzież miłośnika wspakultury (to też słowo? Czy znowu grafomania? Gdzieś to słyszałem, więc niech będzie).

Idąc tropem rodzącej się we mnie miłości do rodzimego kina postanowiłem sięgnąć też po seriale. Co zadziwiające, okazało się, że nie brakuje produkcji na prawdziwie światowym poziomie. Na pewno już słyszeliście, a połowa z Was oglądała, ale Pakt i tak wypada opisać, skoro niedawno wyszedł nowy sezon, prawda? Tym bardziej, że w przeciwieństwie do pierwszego powstaje on w oparciu wyłącznie o polski scenariusz (w przeciwieństwie do pierwowzoru za który odpowiadają Norwegowie o ile mnie pamięć nie myli – nasza wersja była tylko adaptacją).

I chociaż skupię się tutaj głównie na drugim sezonie, to i pierwszemu warto poświęcić akapit, bo to pierwszy raz kiedy poczułem, że będziemy robić coraz więcej seriali bez kompleksów w stosunku do Zachodu. Będziemy robić seriale tak dobrze, że zrozumiem kwestie wypowiadane przez bohaterów (bo dźwiękowcy wyjęli wreszcie watę z uszu), takie w których nie brakuje bohaterów palących w skupieniu papierosy na dachach wieżowców (co poradzić, lubię takie klimaty), wreszcie takie w których reżyser do spółki z aktorami potrafią się popisać i stworzyć unikatowe napięcie dzięki świetnej grze i znakomitej zabawie intrygą czy scenariuszem. Historia śledczego dziennikarza Piotra Grodeckiego opowiadana jest w taki sposób, że aż chciało się włączać kolejny odcinek. Co z tego, że końcówka delikatnie rozczarowywała, skoro całościowo Pakt zapadał w pamięć jako „ten porządny polski serial”. Swoją drogą polecam równie dobrego, chociaż zdecydowanie bardziej kameralnego Prokuratora.

Jednak po pierwszym sezonie i niejakim szoku związanym z odkryciem, że polski serial może być naprawdę dobry przyszedł sezon drugi, a wraz z nim ogromne oczekiwania. Pierwotnie sądziłem, że to właśnie z powodu wysoko postawionej poprzeczki byłem lekko rozczarowany drugą serią.Dopiero parę dni po obejrzeniu finałowego odcinka zmieniam zdanie.

Problemem powyższy wynikał z faktu, że twórcy Paktu bardzo zmienili charakter swojego dzieła. Nagle, bez żadnego płynnego przejścia, bez ostrzeżenia serial stał się wyraźnie mniej kryminalny, a bardziej polityczny. Co prawda już w pierwszym sezonie pojawiały się wątki dotyczące kuluarów władzy, czasami inspirowane wydarzeniami z kraju, ale były one raczej tłem dla bardziej osobistej, mniejszej historii o grupie ludzi, których połączyła bezwzględność i ambicja.

Tymczasem sezon drugi to przede wszystkim polityczny kocioł w którym od początku do końca mieszają się tutaj interesy partyjne, polityczne zarówno w mikro jak i marko skali, a szybko widoczne staje się jaką władzę mają „szare eminencje” i grupy lobbystów. Do tego pojawiają się oczywiste wręcz odniesienia do sytuacji politycznej w Polsce. Pozmieniano nazwiska, nazwy partii i gazet, tak niemniej Pakt pokazuje nam jak głęboko potrafią sięgać polityczne rozgrywki. Co nie jest oczywiście niczym odkrywczym – widzieliśmy to setki razy w produkcjach zagranicznych. Mam jednak wrażenie że twórcom serialu znów udało się stworzyć coś wyjątkowego – polską produkcję bez kompleksów. Poza tym świetnie jest obserwować jak rzeczywiste wydarzenia inspirują do tworzenia scenariusza. Wystarczy tu być chociażby pobieżnym obserwatorem polskiej sceny politycznej aby docenić rozmaite smaczki.

Poza tym całościowo Pakt to po prostu świetny serial. Dorociński gra swoją jedyną słuszną rolę, czyli „właściwego” Dorocińskiego, postać która momentalnie kojarzy się nam z Despero z Pitbulla czy kapralem Wydrą z Obławy. Niektórzy aktorzy są po prostu skazani na siebie samych i na robienie tego, co im wychodzi najlepiej. Poza tym pojawia się parę ciekawych ról drugoplanowych, ale nie ma się co oszukiwać, że to głównie teatr jednego aktora. Warto wspomnieć też o niezłych zdjęciach i bardzo dobrej reżyserce, która nadaje kolejnym odcinkom odpowiednie tempo.

Ostatecznie werdykt może być tylko jeden - Pakt to świetny serial. Zarówno pierwszy jak i drugi sezon różnią się jednak od siebie znacząco. Pierwszemu bliżej do zmainstreamowanych klimatów skandynawskich w stylu Dziewczyny z tatuażem, drugi to natomiast polska wariacja na temat House of Cards. Obydwie serie mają swój klimat, swoje tempo i swój urok, jednak obydwa łączy ze sobą tylko parę postaci i generalne założenie „robimy thriller”. Z tymże w jednym przypadku kryminalny z elementami polityki, a w drugim polityczny z elementami kryminalnymi. Co kto lubi, mi się podobały obydwa.

Najnowsze
Lubisz nas?