InformacjeRecenzja - PC

Czarny koń tej jesieni - recenzja gry Owlboy

... Adam Berlik

Warto było czekać dziewięć lat na premierę.

Owlboy to dziesięć godzin niezapomnianej przygody. Gra, która zaskakuje na każdym kroku, a jednocześnie nie wprowadza rewolucji do gatunku. Pokazuje, że jest w nim miejsce na rozwiązania, które sprawią, że nie trzeba wywracać znanej formuły rozgrywki do góry nogami, by stworzyć dzieło zapadające w pamięć na długi czas. Nie dziwi więc fakt, że tytuł na Steamie zbiera przytłaczająco pozytywne opinie, a i w recenzjach jego noty są bardzo wysokie.

Historia przygotowana przez autorów Owlboya ponownie oferuje konieczność walki ze złem. Tym razem głównymi antagonistami okazują się piraci, których musimy pokonać, chcąc uratować naszą wioskę, Vellie. Zanim jednak do tego dojdzie, przejdziemy krótki prolog, a później weźmiemy udział "w odprawie", z której dowiemy się, co powinniśmy zrobić, jeśli chcemy wykonać powierzone nam zadanie. Już na tym etapie rozgrywki odniesiemy wrażenie, że wkrótce czeka na nas wielka przygoda i możliwość uczestnictwa w czymś, co na stałe odmieni losy wirtualnej krainy.

Owlboy nie jest jednak produkcją, którą śledzi się z przyjemnością ze względu na fabułę, bo ta - choć obfituje w kilka ciekawych zwrotów akcji - nie oferuje raczej nic szczególnego. Dużo większe znaczenie mają tutaj relacje między postaciami. To właśnie one sprawiają, że autorom wielokrotnie udaje się chwycić nas za serce, pokazując jakie wartości są najbardziej istotne w życiu.

Recenzowana produkcja reklamowana jest jako platformówka, ale to nie do końca prawda. Wcielamy się w bohatera imieniem Otus, który jest tytułowym chłopcem - sową. Oznacza to, że potrafi latać, dzięki czemu bez problemu dostanie się w niemal każde miejsce na mapie (wyjątkiem są rozmaite wodospady, które stanowią przeszkodę nie do pokonania). Dlatego też skakanie po kolejnych obiektach otoczenia nie jest esencją zabawy, ale jedynie dodatkiem do mechaniki rozgrywki, która skupia się właśnie na lataniu, a sama gra stanowi połączenie wspomnianej już platformówki, strzelanki czy też przygodówki akcji (znajdziemy w niej nawet etapy skradankowe!).

W związku z powyższym Owlboy nie powiela utartego schematu, który wymaga od obiorcy ciągłego podążania w prawą stronę i pokonywania napotkanych przeszkód. Dzięki niesamowicie pomysłowym zagadkom, które przeplatają się z elementami walki, gra charakteryzuje się naprawdę zróżnicowaną rozgrywką. Musimy latać, aktywować rozmaite mechanizmy, zbierać przedmioty i przenosić je w inne miejsce lub rzucać nimi w przeciwników, a także oczywiście strzelać w kierunku napotkanych wrogów. Nierzadko kluczem do sukcesu okazuje się wyczucie odpowiedniego momentu, innym razem trzeba wykazać się zręcznością, a nierzadko także wysilić szare komórki. Oznacza to, że nawet w połowie kampanii gra potrafi nas czymś zaskoczyć, a jeśli chcemy szybciej dotrzeć do kolejnej lokacji, powinniśmy myśleć nieszablonowo.

Świetne wrażenie robią nie tylko angażujące łamigłówki, ale również ciekawie zaprojektowane starcia z bossami. Z perspektywy mechaniki rozgrywki starcia nie stanowią najmniejszego wyzwania - wystarczy kilka strzałów w kierunku przeciwnika, by wysłać go na tamten świat. Problemem często okazuje się jednak to, że każda potyczka z takim oponentem to pewnego rodzaju zagadka. W jednym z początkowych etapów możemy atakować wroga w nieskończoność, ale dopiero w momencie, kiedy strzelimy w sufit i zrzucimy na niego potężną cegłę, zadamy konkretne obrażenia. Należy odnotować, że Otus sam nie potrafi strzelać, ale w trakcie podróży towarzyszyć mu będą rozmaici przyjaciele (dysponujący np. bronią palną), których będzie mógł wezwać w razie potrzeby.

Owlboy zawiera także nieskomplikowany system rozwoju postaci. Eksplorując lokacje możemy zbierać kredyty, a następnie przeznaczyć je na zakup rozmaitych ulepszeń, które zwiększają chociażby energię życiową głównego bohatera czy też jego siłę ataku.

Oprócz poczucia uczestnictwa w wielkiej przygodzie, Owlboy przykuwa do ekranu ze względu na piękną oprawę graficzną. Mamy tutaj do czynienia z tzw. pixel-artem, a więc stylem, którym autorzy nawiązują do klasycznych przedstawicieli gatunku. Ogółem sama gra stanowi hołd dla produkcji wydawanych w latach 90. ubiegłego stulecia. Wystarczy ją uruchomić, by poczuć się, jak za dawnych czasów - niemy bohater, dialogi w dymkach i muzyka w stylu retro niejednemu graczowi przypomną młodzieńcze lata.

Owlboy jest praktycznie pozbawiony wad - jedyne zastrzeżenia można mieć do niezbyt wysokiego poziomu trudności. Początkowe etapy mogą spowodować niewielkie problemy, ale kiedy już przyzwyczaimy się do dość nietypowego stylu rozgrywki, przez kolejne lokacje będziemy szli jak burza. Szkoda, bo gra próbuje naśladować hity z przeszłości, a jednocześnie nie stanowi większego wyzwania, czyli nie oferuje elementu charakterystycznego dla oldschoolowych platformówek akcji, w których np. pokonanie bossa wymagało co najmniej kilku podejść.

Tak długi czas produkcji (dziewięć lat) wyszedł Owlboyowi na dobre - to tytuł dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Mamy tutaj niesamowicie zróżnicowaną i angażującą rozgrywkę, zapadających w pamięć bohaterów i świetnie wykonaną oprawę graficzną. Dla wielu ogromną zaletą będzie także stosunkowo długi czas rozgrywki. Podsumowując, można śmiało stwierdzić, że D-Pad Studios stworzyło istną perełkę; grę, która stanowi pozycję obowiązkową dla fanów "indyków".

PCOwlboy

  • zapadający w pamięć bohaterowie
  • relacje między postaciami wirtualnego świata
  • zróżnicowana mechanika rozgrywki
  • potrafi zaskoczyć nawet w połowie kampanii
  • klimatyczny pixel-art
  • może zbyt niski poziom trudności?

Zapadająca w pamięć przygoda, angażująca rozgrywka i zapierające dech widoki. Czego chcieć więcej?

Najnowsze
Lubisz nas?