InformacjeRecenzja - PC

Doom w dwóch wymiarach - recenzja Butchera

... Mateusz Mucharzewski

Takiej gry nie powstydziłoby się pewnie samo id Software w latach 90-tych. Old-school w starym, dobrym stylu.

Doom wrócił. Ba, zrobił to w tym roku dwa razy. Pierwszy dzięki nowej, genialnej produkcji ekipy id Software. Drugi powrót miał miejsce niedawno za sprawa polskiego studia niezależnego Transhuman Design. Ich Butcher to nic innego jak przeniesienie idei Dooma do dwóch wymiarów - ta sama akcja, krew oraz adrenalina. I najlepszy shootgun od czasu... ostatniego Dooma. Fani prawdziwej rzeźni na ekranie po raz drugi w tym roku wpadają w stan ekstazy.

Transhuman Design to ta sama ekipa, która ma na koncie Soldata, King's Arthur Gold czy wydany w tym roku Trench Run. Wszystko to multiplayerowe gry w pixel-artowej oprawie graficznej. Butcher bierze z nich w zasadzie tylko ten drugi element. Gameplay to klasyczna kampania dla pojedynczego gracza, w której gracz rzucony jest w niewybaczający absolutnie niczego świat. Jeśli komuś uda się tam odnaleźć, czeka go wspaniała nagroda - ogromna satysfakcja z wystrzelenia każdego pociski i zabicia każdego wroga. To nie zdarza się często. Ostatni raz czułem to chyba w Hotline Miami. Obie produkcje łączy poziom trudności, który nie daje choćby minimalnego marginesu błędu.

Butcher to z pozoru zwykła gra akcji 2D. Trafiamy na stację kosmiczną i mamy tylko jeden cel - dojść do końca poziomu zabijając po drodze każdego napotkanego przeciwnika. Nic trudnego. Problem w tym, że Butcher to niezwykle wymagająca gra. Tutaj nie ma tysiąca mechanik, broni i umiejętności. Kombinowanie ze zmianą strategii nie zawsze wiele daje. Trzeba być szalenie szybkim i mieć niesamowity refleks oraz celność. Nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale Butcher potrafi się odwdzięczyć. Satysfakcja z pokonania każdego przeciwnika jest ogromna, każda ukończona plansza to niemalże powód do dumy. Troszeczkę wyolbrzymiam, ale faktycznie trzeba się napracować, aby przejść każdy poziom. Pierwszy też, nie ma tutoriala dla mięczaków. Zamiast tego uruchamiając grę otrzymujemy ostrzeżenie, że w Butcherze najniższy poziom trudności to Hard. Potwierdzam, nie jest to puste hasło.

Ekipa Transhuman Design zdecydowała się na kilka zabiegów, dzięki którym w Butcherze strategia tchórza (tj. chowanie się w bezpiecznym miejscu i delikatne wychylanie, aby zabić jednego przeciwnika) nie opłaca się. Po pierwsze w grze jest niewiele amunicji, apteczki też są na wagę złota. Takie skarby wypadają z zabitych przeciwników, ale po krótkim czasie znikają. Trzeba więc być w ciągłym ruchu, aby zbierać zapasy. Inaczej szybko nie będzie czym strzelać, a piła mechaniczna, mimo iż zawsze wartościowa, z kilkoma przeciwnikami sprawdza się dosyć kiepsko. Drugi zabieg zwiększający poziom trudności to pomieszczenia, z których nie ma ucieczki. Jak tylko wsiadamy do windy wiadomo, że zaraz trzeba będzie rozwalić kilku wrogów, a możliwości schowania się na pewno nie będzie. Innym razem wchodzimy do pomieszczenia, w którym zamykają się drzwi i trzeba sobie poradzić z nadciągającymi wrogami. W takiej sytuacji niezwykle ważne jest trafienie za pierwszym razem. Przeładowywanie bron, mimo iż ekspresowe, trwa wystarczająco długo aby dowolny przeciwnik rozwali naszego bohatera na kawałki. Nie ma lekko, a to i tak tylko wstęp do walk z bossami.

Butcher swój wysoki poziom zawdzięcza nie tylko wyzwaniu jakie stawia przed graczami. Ta gra nie frustruje tylko daje ogromną przyjemność. Każdy wystrzelony pocisk czy zabity przeciwnik dostarcza hurtową ilość frajdy. Właśnie znowu zginąłem? Trudno, spróbuje jeszcze raz i ponownie rozwalę kilku kolesi. Robotę robi między innymi shootgun, który w tej grze sprawdza się idealnie. Chociaż przeciwnicy składają się z kilku pikseli, widok ich rozpadających się ciał po kontakcie z pociskiem strzelby jest bezcenny i nigdy się nie nudzi. Do tego gra jest bardzo szybka, a sterowanie tylko ułatwia pokonywanie przeszkód. Jest wiele gier, w których poruszanie się jest tylko problemem i kolejnym czynnikiem zwiększający poziom trudności. W Butcherze jest wręcz odwrotnie, zawsze postać robi to czego chcę i zwinnie skacząc między platformami pozwala nie raz uratować życie.

Wizualnie Butcher to z pozoru klasyczny, bardzo mroczny pixel-art. Oprawa wizualna ma jednak w sobie wiele uroku i świetnie pasuje do całej koncepcji gry. Jednocześnie nie obciąża zbyt mocno komputera, dzięki czemu nawet na słabszych sprzętach można bawić się bardzo komfortowo. Płynność rozgrywki to w tym wypadku jeden z najważniejszych elementów, bez niej pewnie nie dałoby rady przejść nawet pierwszej planszy. Wrażenie robią również wybuchy czy płomienie „wyplute” przez miotacz ognia. Efekt potęguje oprawa dźwiękowa. Ciężkie, idealnie pasujące do klimatu brzmienia przygotował Maciej Niedzielski znany z zespołu Artrosis z Zielonej Góry. To bardzo ciekawe, że jako zielonogórzanin o jego istnieniu dowiedziałem się dopiero dzięki Butcherowi.

Dla fanów indie w zasadzie nie ma wymówek – produkcja ekipy Transhuman Desing to pozycja obowiązkowa i nie ma tłumaczenia, że jestem za słaby na taką grę. Butcher w krwawym stylu z casuali robi hardcorowców. Przy swoim poziomie trudności świetnie nadaje się również na multiplayer hot seat, w którym każdy po kolei próbuje swoich sił. Wysokie wyzwanie to jednak nie jedyny atut tej gry – ona po prostu jest szalenie satysfakcjonująca. Nic dziwnego, że ostatnio docenił ją nawet John Romero, współtwórca Dooma. Obok takiej gry trudno przejść obojętnie.

PCBUTCHER

  • Satysfakcjonująca rozgrywka
  • Wymagający poziom trudności
  • Oprawa A/V
  • Shootgun!
  • Mimo wszystko część osób odrzuci poziom trudności

Definicja słowa HARDCORE