InformacjeZapowiedź - PC

Space Marines na wstecznym? Pierwsze wrażenia z WH40k: Dawn of War III

... Sławek Serafin

Widzieliśmy Dawn of War III w akcji i jesteśmy gotowi dać świadectwo niezachwianej wiary w Imperatora

Nie będę owijał w bawełnę i krygował się jakimś wielkim wstępem. Po pierwszym pokazie Warhammer 40.000: Dawn of War III coś we mnie umarło. Przed nim byłem podniecony jak jakiś szczeniak przed rozpakowaniem prezentów gwiazdkowych. Od lat czekałem na następnego Dawn of War, słodko wspominając ponad tysiąc godzin spędzonych na tłuczeniu się w sieci w Dawn of War II. Żaden inny tytuł nie był w stanie wykrzesać ze mnie takiego fanowskiego entuzjazmu, jak właśnie trzecia odsłona "czterdziestkowej" serii od Relic. A potem zobaczyłem grę i... wszystko mi opadło. Dosłownie. Zawód i rozczarowanie to zbyt małe słowa, by oddać me uczucia. Relic wziął fantastyczną grę i ją dokumentnie spie... zepsuł. No, może nie dokumentnie, ale w dużym zakresie z pewnością.

Dawn of War III odrzuca wszystko to, co druga część wniosła do serii. Osłony na polu bitwy, przygniatanie ogniem, wycofywanie jednostek i wszystkie opcje związane z tym rdzeniem rozgrywki - nie uświadczymy tego w "trójce". No dobra, osłony niby będą, takie ograniczone i uproszczone, sprowadzone do roli niby-bunkra, do którego wprowadza się piechotę, żeby przez chwilę była mniej wrażliwa na ogień przeciwnika. Ale poza tym? Zniknęło prawie wszystko. Wszystko, co seria Dawn of War pożyczyła z siostrzanego Company of Heroes. Niezły szok, prawda? Nie mam pojęcia dlaczego Relic się tego wszystkiego pozbyli. Nie działało? No jak to nie. Nie było fajne? Jasne, że było. Za skomplikowane? No może, gdyby chcieli uprościć grę na potrzeby konsolowe. Fakty jednak są takie, że Dawn of War III jest taki, jakby Dawn of War II nigdy nie istniał i poprzednią grą z serii była tylko ta pierwsza. To wzięte z niej koncepcje i rozwiązania zostały tutaj rozwinięte, to na ich bazie wprowadza się elementy nowe. A nowości są, i owszem. W tym także takie stare.

Baza powraca. W Dawn of War III będziemy budować bazy. Takie klasyczne, z kilkoma budynkami i w ogóle. Na szczęście nie nastąpił kompletny regres i nie będziemy wysyłać serwitorów do kopania kryształków, bo podstawą ekonomii nadal będzie wprowadzony w pierwszym Dawn of War system kontrolowania terytorium i czerpania punktów rekwizycji oraz energii z przejętych punktów. Ale baza będzie taka, jak to dawniej bywało. I nie wiem po co, skoro i tak nie szkolimy w niej jednostek, tylko masowo zrzucamy wojsko z orbity. A przynajmniej Space Marines zrzucają. Dawn of War III w niepojęty dla mnie sposób odrzucił fajne rozwiązania poprzednika, to fakt. Ale to nie jest tak, że nie wprowadza w to miejsce paru własnych, które wcale nie wyglądają na bezdennie głupie. Wśród nich są właśnie charakterystyczne cechy poszczególnych armii.

Dawn of War III na wejściu pozwoli nam grać trzema armiami - Orkami, Eldarami oraz Space Marines oczywiście. I każda z nich ma jedną unikalną, taką bazową cechę, która ma decydujący wpływ na sposób rozgrywki. Adeptus Astartes na przykład, mogą zrzucać nowe jednostki z orbity. Nie muszą ich produkować w bazie, nie muszą podciągać na linię frontu, nic z tych rzeczy. Mają trzy lądowniki gotowe na każde zawołanie i do każdego mogą wsadzić dowolną ze swoich jednostek - czy to zwykłych taktycznych marines, czy drużynę dewastatorów, czy też zwiadowców albo pancernego dreadnoughta. I potem wystarczy rąbnąć tym lądownikiem w wybrany punkt, robiąc przy okazji papkę z parszywych xeno, na których go zrzucimy. Fajne, nie? Armia Space Marines będzie miała znakomitą dynamikę i możliwości prowadzenia natarcia. Od opcji taktycznych kręci się w głowie. W każdym momencie możemy odwrócić losy bitwy, wystarczy bam, bam, bam i w jednej chwili mamy o trzy drużyny więcej. Trzy z dziesięciu, bo limit populacji ma być mniej więcej taki, że będziemy mogli wystawić do boju właśnie około dziesięciu drużyn taktycznych marines. W sumie pół setki żołnierzy, licząc po pięciu tacsów w teamie. Oczywiście, taki układ się chyba nigdy nie zdarzy, bo są jeszcze oddziały wyspecjalizowane i jednostki bohaterskie, ale generalnie Dawn of War III zwiększa skalę starć, jak widać. Jak będzie widać.

Nie wiadomo jeszcze, jak będą działały cechy specjalne Eldarów i Orków. Space Marines mają swoje zrzuty. I laser orbitalny, który grzeje przez dobrych kilkanaście sekund, stale zyskuje na sile i na dodatek można nim wodzić po wrogach Imperatora. Co mają pozostali? Eldarowie prawdopodobnie będą mieli te swoje bramy pozaprzestrzenne i maskowania, które dadzą im niesamowitą mobilność i nastawią skubańców na wojnę podjazdową. A Orki? Tutaj ma wkroczyć do akcji potęga hordy. Nie wiem jaka, ale podejrzewam, że zielone parszywce będą w jakiś sposób uzupełniać straty za darmo. Czy coś w tym stylu. Nikt z Relic nie chciał się wypowiadać na ten temat. Tak samo, jak nie chcieli ani słówkiem pisnąć na temat rozgrywek sieciowych. Nie powiedzieli nawet, czy wróci Last Stand z Dawn of War II... ale główny producent jakoś tak uśmiechnął się znacząco gdy o to zapytałem, więc ja bym stawiał na to, że tryb hordy w ujęciu "czterdziestki" będzie też w trzeciej części gry.

Dawn of War III poznałem jedynie od strony kampanii singlowej i jednej, jedynej pokazanej misji. Która to misja wyglądała... fatalnie. Serio. Nędza jak w Bangladeszu. Zarówno od strony wizualnej, jak i samego pomysłu na misję. Rzecz dzieje się na jakimś standardowym lodowcu, gdzie Krwawe Kruki i Gabriel Angelos... tak, chłopaki wracają, i podobno można się nawet spodziewać gościnnych występów postaci znanych z drugiej gry. Pocieszające. Trochę. Tak więc Gabriel i jego Kruki leją na tym lodowcu Eldarów. W tak prosty i prymitywny sposób, że aż żal. Mam nadzieję, że to jest jakaś misja z samouczka albo coś, tak liniowa i prostacka jest. Idziemy kawałek, pojawiają się xeno jakoś tak znikąd, rozwalamy ich, idziemy kawałek dalej, pojawiają się, rozwalamy, idziemy, pojawiają... i ciągle na tym nudnym lodowcu, tak aż do końca, gdy odpalamy laser, masakrujemy małą armijkę i demolujemy jakąś tam wielką bramę sukinkotów. No szału nie ma. Relic potrafi przecież robić takie znakomite misje... i w Dawn of War takie były, a w Company of Heroes to już w ogóle. A to tutaj, to co na pokazie zaprezentowali? Jakaś popierdółka. Mam nadzieję, że nie reprezentatywna dla całej reszty kampanii. Kampanii, która na papierze wygląda całkiem fajnie.

W Dawn of War III będziemy mieli tryb singlowy, który opowie historię zmagań Space Marines, Eldarów i Orków na jednej z planet. Coś na niej jest, jakiś artefakt, ruiny, diabli wiedzą co. Potęga jakaś. Groźna bardzo, jak się ma później okazać, gdy już ktoś naciśnie wielki czerwony przycisk i pojawi się... no właśnie nie wiem co. Nikt nie wie. Chaos? Pewnie tak. Ale nie na sto procent. Może Relic odkurzy Necronów? Nie wiadomo. Ale nawet jeśli w grze pojawi się jakaś kolejna armia, to nie będzie grywalna, ani w singlu, ani w trybie wieloosobowym. Nie w dniu premiery. Inne armie będą, ale potem. Na wejściu tylko Marines, Orki i Eldarowie. I wszyscy będą w kampanii, bo podzielona ma być na trzy przeplatajace się wątki, pokazujące z różnych stron te same wydarzenia. To brzmi nieźle. Oby tylko misje były jednak nieco bardziej zaawansowane i ciekawsze od tej porażki, która była na pokazie. I żeby było więcej bohaterów. No właśnie...

Dawn of War III kładzie większy nacisk na jednostki bohaterskie. Cała reszta to takie trochę mięsko armatnie. Ważne i tak dalej, owszem, ale już bez tych wszystkich zdolności specjalnych i mikrozarządzania znanego z drugiej części. Chłopaki robią za sztuczny tłum statystów trochę i swoją obecnością zwiększają skalę starcia. Kluczem będą jednak bohaterowie i oddziały specjalne. Takie jak sam Gabriel Angelos, czy też Lady Solaria, druga z pokazanych przez Relic superjednostek, pilotująca ogromniastego Imperial Knighta. Każde z nich ma mieć przynajmniej dwie zdolności specjalne, które użyte w odpowiednim momencie mogą odwrócić przebieg starcia. I takich herosów będzie można posiadać w każdej misji trzech. Nie wiadomo ilu ma być dostępnych w ogóle, ale odblokowywać ich będziemy stopniowo, w trakcie kampanii i samodzielnie decydować, którzy wezmą udział w następnym starciu. Tylko te jednostki i bohaterowie będą gromadzić doświadczenie i awansować na kolejne poziomy, pomiędzy misjami. W trakcie bitwy już nikt nie będzie wbijał poziomów, tak jak w Dawn of War II. Tutaj nastąpiło spłaszczenie rozgrywki... ale przynajmniej nie będzie już aż takiego problemu z utratą oddziału, skoro zaraz można sobie zrzucić drugi, dokładnie taki sam. Tylko bohaterowie będą się więc rozwijać. I każdy z nich nie tylko będzie miał inne zdolności, ale też inne przeznaczenie. Jednych wystawimy już na starcie, bo będą względnie tani do wykupienia. Na innych zaś będzie trzeba zbierać i zbierać, jak na najsilniejsze oddziały z tier 3 w Dawn of War II. Sami zdecydujemy, czy postawimy na początkową przewagę i agresywną grę, czy wytrzymamy do pojawienia się jakiejś "czterdziestkowej" Godzilli, którą pozamiatamy wrogów.

Podejrzewam, że w kampanii nie będzie to miało aż takiego znaczenia, ale "buildy" bohaterskie staną się podstawą zabawy w sieci. Gracze będą widzieć jeszcze przed samą grą, co mają przeciwnicy i którymi atutami zechcą zagrać, więc będą mogli konstruować swoją strategię na całe starcie, tak, by pokrzyżować przeciwnikowi szyki. Jest w tym spory potencjał, nie ukrywam. Skupienie się na superjednostkach to ciekawa koncepcja i mogą się z tego urodzić naprawdę fajne rzeczy. Jeśli Relic dostarczy. A jeśli ktoś ma dostarczyć, to właśnie oni.

Dawn of War III widziany na pokazie rozczarował mnie kompletnie, jak już na początku napisałem. Jako fan Dawn of War II byłem załamany gdy okazało się, że autorzy wywalili z gry wszystko to, za co ją kochałem. Ale emocje już opadły, łzy wyschły i depresja jest w odwrocie. To może być dobra gra. Inna niż "dwójka", fakt, ale Relic to Relic jednak. Umieją w innowacje. I prawdę mówiąc po tym, jak zrobili Company of Heroes 2, które właśnie było kalką pierwszej gry, i w które bardzo szybko odechciało mi się grać, właśnie chyba wolę, żeby próbowali nowego podejścia. Dawn of War III, który byłby taki sam jak Dawn of War II, mógłby być fajny, jasne, że tak. Ale świata by nie zawojował. Trzeba odważniej, trzeba wprowadzić coś nowego, trzeba zagrać inną kartą. I Relic zagrywa. A chłopaki już udowodnili, że co jak co, ale nowe fajne strategie czasu rzeczywistego to potrafią robić. Homeworld był nowy. Dawn of War był nowy. Company of Heroes też. Każda z tych gier wyznaczała poziom i standardy. Dlatego też nie martwię się o Dawn of War III. Pokaz nastroił mnie fatalnie, to prawda. Dawno się tak nie zawiodłem. Ale już mi przeszło. I tak obiektywnie patrząc na to wszystko, znów się na Dawn of War III nakręcam. Nie sentymentem do "dwójki", jak poprzednio, ale oczekiwaniem na nowe, fajne pomysły Relica. I nie wiem, czy tak nie jest lepiej nawet...

Najnowsze
Lubisz nas?