InformacjeFelieton

Cudze chwalicie, a T-Bull nie znacie - niezależne wrocławskie studio i ich mobilny sukces

... Paweł Pochowski

Po ich gry sięgnęło już 60 milionów graczy, ale dotychczas nie byli zainteresowani krajowym rozgłosem. Aż zaprosili nas na pokaz swojej nowej gry.

Dziś siedziba studia T-Bull mieści się w SkyTower we Wrocławiu. Może nie w samej główniej wieży, ale w przylegającym do niej budynku przeznaczonym na pomieszczenia dla firm. Ale nie zawsze było tak dobrze - początku studia sięgają roku 2010, gdy dwójka przyjaciół, Damian Fijałkowski i Grzegorz Zwoliński, postanowili spróbować swoich sił w gamedevie. Ich pierwsze kroki to praca z domu, po godzinach. Później ich prywatne pokoje w dzień zamieniały się w miejsce pracy dla innych osób. Gdy o ósmej Grzegorz i Damian wychodzili do pracy, do ich domów przychodzili zatrudnieni przez nich ludzie. Aby mogły powstawać ich pierwsze produkcje, panowie sami musieli pracować, by mieć za co utrzymać pracowników. Pieniędzy nie było za wiele, a spokój rodzinnego mieszkania naruszony, nic więc dziwnego, że żony obu założycieli studia ciężko znosiły taki stan rzeczy. Odbiło się to także na ich formie, Damian przyznał się, że ówczesnym czasie schudł aż 15 kilogramów. Pierwsze debiutujące produkcje nie poprawiły stanu rzeczy. Debiutancka gra zarobiła oszałamiające 70 eurocentów w swoim pierwszym tygodniu na rynku. Kolejna poprawiła ten wynik o kilkaset procent, ale nadal było to jedynie trzy euro zarobku w ciągu pierwszego tygodnia. Jednym słowem dramat. To właśnie wtedy chłopaki postanowili spróbować przygody z modelem free-to-play. I to był strzał w dziesiątkę.

Oczywiście sukces nie przyszedł od razu. T-Bull miało nawet się w pewnym momencie poddać, a pracownicy trzymali już w rękach wypowiedzenia, gdy sytuację udało się uratować poprzez niewielki zastrzyk gotówki od pierwszego inwestora, który był równocześnie ich przyjacielem. Odzyskana finansowa płynność pozwoliła na uregulowanie zobowiązań wobec pracowników i dalszą egzystencję studia. Przez ten czas T-Bull wyrosło na potentata branży mobilnej, którego produkcje codziennie pobierane są przez ponad kilkadziesiąt tysięcy graczy. Łączy wynik studia to obecnie 60 milionów pobrań, z czego aż 50 milionów to wynik wypracowany tylko w zeszłym roku. Pozwoliło to na osiągnięcie zysku w wysokości miliona dwustu tysięcy złotych. Aktualnie w T-Bull pracuje ponad czterdzieści osób, które na bieżąco zajmują się różnymi projektami. Ten, który był nam prezentowany podczas zeszłotygodniowego spotkania, to Top Speed: Drag & Fast Racing.

Jak większość mobilnych produkcji, nie jest to gra skomplikowana pod względem obsługi. Polega na wyścigach na dystansie 1/4 mili. Sam wyścig przejść można za pomocą jednego palca - najpierw sterujemy obrotami czekając na zielone światło i starając się w tym momencie trafić w wyznaczony zakres obrotów. Potem, w zależności od preferencji dodając gazu sami lub zostawiając tę funkcję grze, skupiamy się przede wszystkim na idealnym zmienianiu biegów. Pomysł jest więc prosty, ale jego tło całkiem rozbudowane. Za zarabiane pieniądze ulepszamy posiadany samochód pod względem wyglądu lub osiągów, albo też, decydujemy się na zakup nowych aut. Łącznie jest ich aż 60. Wraz z coraz szybszym pojazdem pniemy się wyżej i wyżej po lokalnych szczeblach, odwiedzamy kolejne terytoria, a nawet nawiązujemy współpracę z policją, by pomóc w zatrzymywaniu groźnych przestępców. Tak, to też odbywa się w formie wyścigu na ćwierć mili, ale bądźmy wyrozumiali, w końcu to gra dedykowana głównie smartfonom i tabletom, choć nie tylko, bo T-Bull zamierza udostępnić ją także na PC za pomocą Windows Store, a w przyszłości studio chciałoby pojawić się także na przenośnych konsolach pokroju PlayStation Vita. Że to nieopłacalne? Tak samo mówi się o tworzeniu aplikacji z myślą o BlackBerry, a jednak wrocławskie studio nawet na tej platformie zapewnia sobie zysk i doczekało się aż sześciomilionowej grupy klientów. To niezły wynik, który z całą pewnością zostanie poprawiony dzięki premierze Top Speed.

Bo choć to tylko mobilna gra, prace nad nią trwały aż 12 miesięcy. Koszty produkcji sięgnęły miliona złotych. Kolejna, nieujawniona kwota, po raz pierwszy w historii firmy, wydana zostanie na marketing. Z produkcją wiązane są wielkie nadzieje, które pozwolą na dalszy rozwój firmy. Ale fakt, że Top Speed zadebiutował na rynku 23 lipca wcale nie oznacza, że deweloperzy czekają teraz z założonymi rękami na zysk. Wprost przeciwnie, jeszcze przed debiutem rozpoczęli prace nad pierwszą duża aktualizacją, która wprowadzi do gry zunifikowany na wszystkich platformach system tworzenia i zapisywania kont. Dzięki temu gracze będą mogli logować się do swoich profili z kilku różnych urządzeń i nigdy nie będą musieli rozpoczynać zabawy na nowo. Ale to jeszcze nic, bo łatka wprowadzi także tryb wieloosobowy, w którym do wyścigu na 1/4 mili staną z sobą gracze ze wszystkich aktualnych platform - a więc iOS, Android i BlackBerry, a w niedalekiej przyszłości także i Windowsa.

Wyścigówki to jeden z czterech gatunków, na którym skupiają się twórcy. Tworzą także strzelanki (Zombie Call: Shooter of Duty) oraz gry sportowe traktujące przede wszystkim o piłce nożnej, które z oczywistych względów największą popularnością cieszą się we Włoszech. Ale ogólnie, produkcje T-Bull znane są bardziej poza Ojczyzną. Dotychczas zespół wychodził z założenia, że rodzimy rynek jest zbyt mały, by poświęcać na niego cenne moce przerobowe, stąd też ekipa jest powszechnie nieznana w naszym kraju, ale właśnie zaczyna się to zmieniać, bo T-Bull przekonało się o potencjale tkwiącym w polskich graczach i stara się wyciągnąć do nich rękę, chociażby za pomocą spotkań z dziennikarzami. Zresztą, ich najnowsza gra, choć oferuje dostęp do wielu samochodów, póki co posiada tylko jeden licencjonowany. Nową Warszawę. To kolejny "polski" akcent tego tytułu.

- Chcieliśmy, aby Top Speed wyróżniał się na tle dotychczas stworzonych mobilnych gier wyścigowych. Dzięki współpracy z ekipą projektu New Warsaw, użytkownicy odnajdą w grze dawną królową polskich szos - poczciwą Warszawę - mówi Marcin Markowicz, Art. Director w T-Bull. - W głowach zrodził się nam już kolejny pomysł na to, jak następnym razem zaskoczyć graczy. Niewykluczone, że znów będzie to coś wyjątkowego - dodaje Marcin.

Obecność projektu New Warsaw w Top Speed to jedynie preludium do dalszego rozwoju. Już teraz twórcy planują współpracę z producentami prawdziwych samochodów. Często ekskluzywnych lub wręcz niezależnych, jak właśnie Nowa Warszawa. Dzięki temu w grze w przyszłości pojawi się więcej licencjonowanych aut. A te, jak wiadomo, są przez fanów wirtualnego ścigania się wprost uwielbiane.

Najnowsze
Lubisz nas?