Resident Evil 6 - recenzja
26Resident Evil 6 nie jest survival horrorem. Nie jest też straszne. Jesteście w stanie się z tym pogodzić? Od odpowiedzi na to pytanie zależy czy pokochacie, czy znienawidzicie tę produkcję.

Szalone pościgi, wszechobecne eksplozje, nieznani bohaterowie, a nade wszystko zatrważająca ilość strzelania - u wielu wywołało to prawdziwy szok. Wiem coś o tym. W połowie roku przyszedł czas na ekskluzywne demo, które pokazywało, że w nowym Residencie tkwi spory potencjał, ale nie pozostawiało też złudzeń, że od czasu "piątki" seria konsekwentnie zmierza w kierunku gry akcji. I kiedy już starzy fani zaczęli tracić wszelką nadzieję pojawiła się wersja preview, która poza efekciarskimi kampaniami Redfielda i syna Alberta Weskera, pokazała klimatyczny wątek Leona. Mało tego, dostaliśmy też obietnicę jeszcze jednej historii, formułą najbliższej survival horrorowi. Jednak o całej tej huśtawce nastrojów, jaką zaserwował nam w ostatnich miesiącach Capcom już niedługo mało kto będzie pamiętać. Teraz ważne jest jedynie pytanie jaki naprawdę jest Resident Evil 6?
Siedmioro wspaniałych
Zacznijmy od tego, że "szóstka" wzorem Resident Evil: Revelations powraca do konwencji prezentowania historii z różnych perspektyw. Posuwa się w tym nawet dalej niż spin-off na 3DS-a, ponieważ oddaje w nasze ręce cztery samodzielne wątki fabularne, które momentami przeplatają się ze sobą i dopiero przejście wszystkich da nam spójny obraz tego jak wyglądają wydarzenia rozgrywające się 10 lat po incydencie w Raccoon City. W menu głównym od początku widnieją imiona trzech bohaterów i to do nas należy decyzja, od którego wątku rozpoczniemy swoją przygodę z Resident Evil 6. Aby umożliwić rozgrywanie historii w trybie lokalnej i sieciowej kooperacji, Kennedy'emu, Redfieldowi i Mullerowi aka Weskerowi jr. dokooptowano towarzysza. Są to odpowiednio Helena Harper, Piers Nivans oraz Sherry Birkin. Ostatnie nazwisko brzmi znajomo? Nic dziwnego, to córka doktora Birkina, twórcy G-virusa, bez którego całego zamieszania z zombie w ogóle by nie było.
Zamysłem twórców było, żeby każda z kampanii miała odmienny charakter i trzeba im oddać, że w dużej mierze się to udało. Misje Leona i Heleny to jakby uwspółcześniona wersja Resident Evil 2. Rozgrywają się one w miasteczku uniwersyteckim Tall Oaks, bardzo podobnym do Raccoon City i równie mocno dotkniętym wybuchem epidemii zombie. Ciasne i ciemne korytarze wypełniane echem groźnych pomruków przeplatają się tutaj z bardziej otwartymi terenami jak parkingi stacje metra, gdzie nie brakuje dużych grup klasycznych, powolnych nieumarłych. Chris i Piers stylem gry mocno nawiązują z kolei do ostatniej części serii, czyli walą z karabinów do wszystkiego co się rusza robiąc okazjonalne przerwy na przeładowanie i rzut granatem. Nie powinno to dziwić, stają oni bowiem naprzeciwko J'avi, zainfekowanych, którzy posługują się bronią, a na domiar złego mutują w poczwary podobne do necromorphów z Dead Space. Najważniejszą różnicą w stosunku do Resident Evil 5 jest to, że pejzaż afrykańskich pustkowi zamieniony został na nowoczesną chińską metropolię.

Nowe powołania do kadry
Początkowo pomysł wprowadzenia aż czwórki nowych postaci może nie wydawać się najlepszym rozwiązaniem, ale te gryzipiórki potrafią zaskarbić sobie sympatię. O ile Helena niczym specjalnym się nie wyróżnia i jest zwyczajnie wygadaną towarzyszką Leona, to już Piers jako młody, ale świetnie wyszkolony strzelec wyborowy swoją obecnością wprowadza do rozgrywki pewien powiew świeżości. Prawdziwymi gwiazdami są jednak Muller i Birkin. Młodzi, bezczelni, nie żałują sobie ciętych ripost nawet w najbardziej dramatycznych sytuacjach i ma się wrażenie, że najzwyczajniej w świecie się lubią. Oczywiście ciągła obecność dwójki bohaterów poza tym, że wzbogaca fabułę i diametralnie odmienia obliczę rozgrywki, ma jeszcze jedną, nieprzyjemną konsekwencję - pozbawia poczucia osamotnienia i beznadziei, tak charakterystycznego dla survival horroru. Nie jest łatwo się bać w momencie, gdy wiemy, że obok stoi partner gotowy do tego, by rzucić się nam na ratunek w krytycznym momencie.
Capcom przygotował jednak sporą gratkę dla tych fanów, dla których esencją marki Resident Evil jest samotne odkrywanie tego, co chce ukryć korporacja Umbrella i amerykański rząd. Po ukończeniu głównych kampanii, co wyjmie nam z życiorysu około 20 godzin, dostajemy bowiem dostęp do czwartej, przeznaczonej wyłącznie dla pojedynczego gracza. Pokierujemy w niej Adą Wong, prawą ręką Alberta Weskera, której ponętne kształty po raz ostatni mieliśmy okazję oglądać w RE4. Ten wątek fabularny jest hołdem złożonym kultowej residentowej trylogii i można śmiało założyć, że tak wyglądałaby pierwsza odsłona serii, gdyby została wydana w 2012 roku. Owszem, i tu nie brakuje akcji, ale proporcje między walką a powolną eksploracją mrocznych korytarzy i opuszczonych budynków zostały wyważone lepiej niż w przypadku pozostałych bohaterów. Podstawową bronią Ady jest kusza, która wymaga każdorazowego przeładowania, a amunicji nie ma zbyt wiele, trzeba więc używać jej z rozmysłem i strzelać celnie. Obecne są tutaj również zagadki, bez rozwiązania których nie można posuwać się naprzód. I już pierwsza z nich potrafi wprawić w zakłopotanie gracza rozleniwionego pozbawionymi łamigłówek wcześniejszymi kampaniami. Nade wszystko jednak Wong jest zdana tylko i wyłącznie na siebie, co świetnie wpływa na klimat.
Światła, kamera, akcja!
Model rozgrywki Resident Evil 6, choć zróżnicowany, ciąży jednak mocno w kierunku rozwiązań znanych ze strzelanin TPP. Liczenie amunicji na sztuki to już przeszłość, podobnie jak rzadkie i oddalone od siebie punkty zapisu gry. W "szóstce" po raz pierwszy w kanonicznej serii (wcześniej było to możliwe w Revelations) można chodzić i strzelać jednocześnie, korzystać z systemu osłon i walczyć w zwarciu. Ten ostatni element jest zresztą dość rozbudowany. Poza wyprowadzeniem ciosu, który ogłusza przeciwnika, możliwe są też finiszery, dobijanie leżącego oponenta, wyprowadzanie kontry i ataki kontekstowe. Nic tak nie cieszy jak zrzucenie J'avi ze szczytu wieżowca czy rozwalenie głowy zombie o sklepową ladę.

Capcom robi wiele, żeby odwrócić uwagę od braków w sterowaniu czy ustawieniach kamery i, niech mnie, udaje mu się to! Nie sposób przejść 10 kroków, żeby coś nie eksplodowało, nie zawaliło się, albo nie wskoczyło nam na plecy. Poziom widowiskowości tej gry jest wręcz nieprawdopodobny. Samoloty wbijają się w budynki, śmigłowce rozrzucając płonące szczątki spadają na ulice, a zmutowane monstra wyciągają po bohaterów swoje łapska w najmniej oczekiwanych momentach. Nie można jednak za bardzo dać się ponieść destrukcji odbywającej się na ekranie, bo nigdy nie mamy pewności, kiedy filmik przejdzie w quick-time-event wymagający od nas szarpania gałek albo mashowania przycisków. Takich momentów jest naprawdę wiele, ale nie sposób odmówić im pomysłowości. Ta niespotykana widowiskowość ma jednak swoją cenę - Resident Evil 6 jest bodaj najbardziej oskryptowaną grą, z jaką miałem do czynienia. Mnie to nie przeszkadzało, taka jest cena zapierających dech scen, ale jeśli ktoś ceni sobie swobodę i wolny wybór, tutaj nie znajdzie żadnej z tych rzeczy.
Odpicuj sobie Leona

Zarządzanie ekwipunkiem także doczekało niemałych zmian. Zabawnym połączeniem tradycji z nowoczesnością jest konieczność przerobienia roślinek na pigułki, które dopiero w takiej postaci posłużą do regeneracji uszczuplonego paska życia. Dalej mamy dużą swobodę w tworzeniu mikstur, a co za tym idzie często staniemy przed dylematem czy zielone ziółko skonsumować już teraz, czy wstrzymać się jeszcze i poszukać czerwonego, które wzmocni działanie lecznicze. Zrezygnowano też z konieczności uważnego dobierania wyposażenia, które zabierzemy w dalszą drogę - teraz nasze kieszenie mają nieograniczone rozmiary.
Rewolucja z kolei dotknęła system ulepszania broni, znany z piątej części, bo zwyczajnie z niego zrezygnowano. Został on zastąpiony rozwojem bohaterów. W ślad za rozwiązaniami z Resident Evil: Revelations u każdej z postaci można aktywować maksymalnie trzy specjalizacje, zakupione za zdobyte w walce punkty umiejętności. Te ostatnie wypadają losowo z pokonanych wrogów i poukrywane są różnych zakamarkach a przybierają kształt figur szachowych - ot, japońskie dziwactwo. Poszczególne ulepszenia dotyczą takich elementów jak obrażenia zadawane w walce wręcz, szybkość przeładowywania broni czy prawdopodobieństwo trafienia na konkrenty typ amunicji. Specjalizacje nie zmieniają znacząco rozgrywki, ale pozwalają dostosować postać do naszych preferencji, co zawsze jest mile widziane.
Zostań najemnikiem i zapoluj na agenta

Projektując drugi tryb o nazwie Polowanie na Agenta twórcy RE6 zapatrzyli się widocznie na Dark Souls. Mamy w nim okazję dołączyć do kampanii online, żeby zapolować na jej gospodarza. Jak to wygląda w praktyce? Host gra po prostu w jeden z wątków fabularnych, a my pojawiamy się w jego pobliżu jako losowy wróg. Może to być szeregowy zombie, ale czasami trafi nam się J'avi po potwornej przemianie albo nawet potężny B.O.W.. Bez względu na to w kogo się wcielimy zabicie gracza jest bardzo trudne, ale do odniesienia naszego zwycięstwa wystarczy nam choćby uszczuplenie życia Agenta na tyle, że wykończą go rywale sterowani przez SI. Czajenie się w skórze zombie na Leona czy Chrisa daje naprawdę mnóstwo frajdy, zapewnia też dodatkową dawkę adrenaliny gospodarzowi rozrywki, bo ma on świadomość, że poza zwykłymi przeciwnikami gdzieś tam w ciemności kryje się też inteligentne stworzenie.
Stare po nowemu

PlayStation 3Resident Evil 6
- cztery zróżnicowane kampanie
- ciekawi bohaterowie
- usprawnienia w sterowaniu
- system rozwoju postaci
- widowiskowość
- długość rozgrywki
- powrót elementów survival horroru
- satysfakcjonujący multiplayer
- za dużo akcji, za mało horroru
- ociężałość postaci
- co-op psuje nieco klimat
- idzie się jak po sznurku
Stare i nowe w jednym stało domku.










Seriale dla graczy - The Walking Dead
Marketingowe mantry
Jak powstawała gra Wiedźmin 2: Zabójcy Krlów - walka
Najlepsze reklamy konsol PlayStation
26 komentarzyDodaj swój
Przeczytaj wszystkie komentarze na forumPoniedziałek, 01.10.2012, godzina 18:38
łykam wszystko z resident evil w nazwie :) oby gra również ukazała się w GFWL.
OdpowiedzPoniedziałek, 01.10.2012, godzina 19:08
Hmm... no dobra, to zaczynam jutro od kampanii młodego Weskera :)
OdpowiedzPoniedziałek, 01.10.2012, godzina 19:17
no to jutro zobacze jaki jest nowy resident.
OdpowiedzPoniedziałek, 01.10.2012, godzina 19:42
na metacritic 69/100.. A Capcom chciał dorównać 4 części..
OdpowiedzInna sprawa, że oceny typu 3 czy 4 na 10 to moim zdaniem gruba przesada (nie grałem, ale gameplaye widziałem..)
Poniedziałek, 01.10.2012, godzina 20:05
Ocenę mocno zaniża Gamespot, ale ten sam krytyk ocenił Transformersów na 7.0, nawet Lolipop Chainsaw było według niego lepsze, więc nie brałbym tego na poważnie, ot zgorzkniały tetryk z gościa :P Generalnie nie wydaje mi się żeby gra była zła, może po prostu nie jest tak samo dobra i dopracowana jak RE4 i daleko jej do klimatu serii z Raccoon City, ale na to nic już się nie poradzi, coś musieli zrobić żeby nie było monotonii.
OdpowiedzPoniedziałek, 01.10.2012, godzina 20:44
Zgadzam sie z ocenami 4/10. Ten Resident 6 to takie niewiadomo co. Horroru zero, a do L4D jej daleko :].
OdpowiedzPoniedziałek, 01.10.2012, godzina 21:33
ale zdata premiery na pc zaszaleli
OdpowiedzPoniedziałek, 01.10.2012, godzina 21:52
Powiem tak: gry to jeszcze gry, aż tak z nimi to nie szaleją. Po tym co widzę w filmach Resident Evil to masakra. Co do RE6 to na tą grę naprawdę czekałem i się widocznie nie zawiodę, bo to będzie połączenie czwórki z piątką i kilka nowych rzeczy. Co do tuningu broni to nie wiem- jak zrobiłem sobie tego "najlepszego" assault rifle'a i dałem go dla Sheevy i Chrisa to wymiatali jak rasowi czyściciele nawet na najtrudniejszym poziomie trudności, a nie o to chodzi. Wolałbym mieć zwykłą broń i bać się o to, że amunicji mi nie starczy w magazynku i będę musiał kiedyś przeładować, a potem toporem po zębach albo piłą mechaniczną :/
OdpowiedzWtorek, 02.10.2012, godzina 07:31
8.8 ??? No chyba ktoś tu nie wie, czym powinien być RE. Na ocene 9, to zasługiwała czesc 1, na 8,5 czesc 2. Itd. Czesc piąta, JAKO RE, zasługiwała na 5, jako gra akcji na max 7,5.
OdpowiedzTa czesc to jest film. Ocena powyżej 7,5 jest brakiem wiedzy na temat tego czym powinien być RE. A nawet jak ktoś mi powie, że gra powinna iść z duchem czasu (IMO bullshit) to w tej grze brakuje "gry". To jest filmik z QTE.
Wtorek, 02.10.2012, godzina 07:48
po raz pierwszy od jakiegos czasu kompletnie nie zgadzam sie z recenzja, Gra jest niestety dosyc slaba, a po tak szumnych zapowiedziach, przyznam szczerze ze jestem po prostu zawiedziony. Ale po kolei. Atutem miala byc dlugosc kampanii i to ze wlasciwie otrzymamy trzy gry w jednej. Od poczatku wydawalo mi sie to zbyt pieknym snem. Wolalbym jedną, sensowna kampanie o dlugosci 20 godzin (tj. w RE5) niz króciutkie 5-godzinne historyjki, przez to ma sie wrażenie granie w strasznie poszarpana opowieść, tak jakby twórcy nie mieli odwagi zdecydować sie na te jedną. Mimo dodania możliwość strzelania podczas chodzenia, o co domagano sie już wcześniej, sterowanie postaciami jest tak toporne jak w żadnej innej grze, dodając do tego, że gre często przerywają QTE i koszmarna kamerę otrzymujemy irytację zamiast satysfakcji płynącej z samego grania. Osobistym koszmarem jest dla mnie menu gry - spróbujcie w miare sprawnie zmienić jakieś ustawienia w grze - koszmar !! I tu dochodze do sedna - ten widowiskowy charakter gry, maksymalne oskryptowanie i stworzenie bardzo filmowej opowiesci moim zdaniem odbilo sie na przyjemnosci granie - sceny akcji, przeplatane QTE w pewnej chwili staja się po prostu męczące i irytujace : scenka, nacisnij A, scenka, pokręć grzybkiem, scenka, naciśnij w odpowiednim momencie X, długa scenka, koniec. Zero survivalu i klimatu zastraszenia, a porownanie gameplayu do Gearsów to chyba jakieś nieporozumienie, w co drugiej recenzji ktos wyciąga na wierzch to zestawnie, co tylko wprowadza graczy w bład. Dlatego warto powtarzać na każdym kroku - granie w Residenta nie ma nic wspolnego z jakąkolwiek częścią Gearsów, z ich płynnością i wielką przyjemnościa z samego grania. Graficznie tez niestety nie jest jakos rewelacyjnie, zdecydowanie ładniejsza była poprzednia część. Ocena 8.8 jest gruuuubo zawyzona - dla mnie to niestety 5/10. Szkoda :/
OdpowiedzWtorek, 02.10.2012, godzina 07:57
No niestety, ale tak musi być- gry muszą iść z duchem czasu, bo inaczej nie trafią do takiego targetu jaki zamierzył sobie producent. Gracze są coraz mniej wymagający, a co za tym idzie gry tak samo. Jeszcze kilka lat temu nie używano na potęgę zabezpieczeń do jakichkolwiek gier, teraz się na nie okłada milion łańcuchów dlatego, że gry są coraz krótsze i coraz mniej zawartości mają w sobie. Wcześniej gry były długie i miały tony wszystkiego- więc sama zachęcała do kupienia i nie trzeba było jej bronić przed złymi crackerami.Jeżeli mielibyśmy wszystkie gry oceniać pod kątem wcześniejszych części to często byśmy widzieli oceny na poziomie 4-5. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego- po prostu sentyment. Dlatego trzeba bardziej oceniać to co jest here and now niż to co było wcześniej przez to co jest teraz i tak dalej i tak dalej. Nie mówiąc o tym, że recenzja to ocena subiektywna, choć osoba recenzująca powinna kręcić się w tych klimatach, a nie z JRPG iść oceniać Fifę- jak ludzie z EGM ;)
OdpowiedzWtorek, 02.10.2012, godzina 10:21
innymi słowy jak chcecie zagrać w Gears of War to grajcie w Gears of War a nie gearsopodobne badziewie tyle w temacie.
OdpowiedzWtorek, 02.10.2012, godzina 11:06
Najważniejsze że.. są Zombie a nie wieśniacy z larwami w ciele lub czar.. murzyni ;P
OdpowiedzWtorek, 02.10.2012, godzina 13:53
Gra nie jest najgorsza, ale to kompletny groch z kapustą. Za duża mieszanka, za mało horroru. Ocena 8.8 jest po prostu pożałowania godna. Autor chyba niewiele grał we wcześniejsze części gry.
OdpowiedzWtorek, 02.10.2012, godzina 23:35
8.8? Chyba dzisiaj prima aprilis nie jest...
OdpowiedzŚroda, 03.10.2012, godzina 10:40
No ja przerobiłem na razie jeden rozdział Leona a już zdążyłem przeżyć lot i megaefekciarskie lądowanie helikopterem, zrównanie z ziemią wiaduktu, wypadek autobusu, uniknąłem kilka czołówek z samochodami, przeżyłem ciężkie oblężenie pseudoposterunku i wybiłem tonę zombie.
OdpowiedzGeneralnie nie można odmówić grze efektowności i tego że jest nudna - ciągle się coś dzieje, skrypt goni skrypt, akcja następuje po akcji.
Moje odczucia są jak najbardziej pozytywne. Nie jest to GOTY, nie jest to Resident Evil ale jak najbardziej jest do dobra gra (oczywiście dobra w skali 10-cio stopniowej a nie 8-10).
Co na plus? Przede wszystkim sterowanie. I akurat nie fakt iż można na raz chodzić i strzelać ale wszystko inne. Sterowanie zachowało swoją ociężałość ale bohaterowie już przynajmniej nie są zakutymi w zbroję bohaterem Dead Space (jemu ociężałość pasuje idealnie). Są powolni ale jak trzeba sięgnąć po gołe pięści to sięgają, wyprowadzają kontry, kombosy rzucają się na ziemie. Nie są wielkimi troglodytami na miarę Chrisa z RE5 gdzie koleś z łapą jak moje biodra był tumokiem który potrafił tylko strzelać i ledwo co się ruszać pomiędzy zombie.
Jest do zdecydowanie największa gra do tej pory. Różnorodność kampani jest przytłaczająca, mam 2h pierwszego rozdziału z 5, jednej kampani z 4. Więc jeśli chodzi o czas który tutaj spędzicie to liczcie na przynajmniej 25h. A gra sama w sobie ma sporo replayability bo by odblokować przykładowo najlepsze perki to trzeba się sporo namęczyć.
Dodajcie do tego kampanie przechodzone w coop, przyszłe wsparcie dla multi (tzn. polowanie na agenta - imo świetny pomysł, oraz mercenaries) i macie grę na wiele jesiennych wieczorów.
Owszem strachu to tu nie ma, miasto owszem przypomina Racoon City i nawet ma ciekawe momenty ale do takiego DS1 który też nie był horrorem to brakuje.
Jedynie czego się obawiam to kampani Chrisa bo słyszałem, że to ciężka sieczka...
Więc na razie mocne 7/10 nie żałuję tych 120 za pre-ordera od Cenegi. Tak trzymać!
Środa, 03.10.2012, godzina 14:47
nie wprowadzajmy ludzi w blad, ze spedza przy grze 25 h !!!!!!!!! Litosci - kampanie Leona w calosci mozna przejsc w przedziale 4-5 h, wiec skad ty masz te 25 h ???!!!!!! Kampania Chrisa to 4 h, wiec w trzy podstawowe kampanie zagramy nie dluzej niz 12 h + czwarta tez ok.4 h, wiec nie siejmy glupich plotek, ze to da 25 h. Znam ludzi, ktorzy przechodzili kampanie w MW3 10 h, ale tu chodzi o normalna dlugosc kampanii, ktora poswieca jej normalni gracze :)) Jesli chodze w kolko po jakims poziomie i spedze w jednym miejscu godzine, to nie znaczy, ze tyle samo zajmie to innym graczom. Ludzie, litosci....
OdpowiedzŚroda, 03.10.2012, godzina 15:08
Ja w przechodząc Resident Evil 5 spędziłem przy tej grze jakieś 40 godzin- 24 na kampanię (wszystkie poziomy trudności) i tryb Mercenaries, który rąbałem do oporu, aż mi się znudziło. Zakładając, że kampania w RE6 jest dłuższa, nawet te 12 godzin plus przejście na jeszcze jednym poziomie trudności jak ktoś grał na łatwym i chce spróbować trudniejszej plus tryby Mercenaries i te inne... to wyjdzie jakieś 25-28 godzin. To zależy czy kupuję grę aby tylko odwalić kampanię i gadać że gra za krótka (co dla mnie jest ewidentną stratą kasy) czy kupuję grę i eksploatuję ją do oporu.
OdpowiedzŚroda, 03.10.2012, godzina 15:22
bedzie ciezko ... - chodzi o to, ze gramy na normalnym poziomie i przechodzimy gre - RE 6 zaliczymy w 12 h + dodatkowa kampania 4 h. I to liczy sie jako czas przejscia gry w normalnym swiecie - nie slyszalem jeszcze zeby ktos jako dlugosc kampani np. w MW3 podawal, ze trwa ona 12 h, bo przechodzil ja trzy razy zbierajac wszystkie popierdolki i ogladajac kazdego trupka. Kampania MW3 to 4 h na normalnym poziomie trudnosci i juz. Wiec jak ktos podaje 25 h, to inny gracz moze odniesc wrazenie ze to dluga gra i sie niemilosiernie nabierze. Po prostu po przejsciu gry nie wypisujmy glupot i nie wprowadzajmy innych graczy w blad. To, ze ktos przechodzi gre po kilka razy i katuje jakis dodatkowy tryb nie wydluzy czasu potrzebnego na przejscie gry. Tym sposobem mozna napisac, ze MW3 to kampania na 100 h. Kampania w Borderlands 2 zajela mi 22 h, a za drugim razem z wiekszoscia zadan pobocznych 30 h, czyli ile zajmie przejscie gry - 22 h czy 30 h ? Jak ktos sie uprze i gra mu sie podoba, to kazda gre moze katowac do oporu i wtedy jest zadowolony. Tu chodzilo o cos zupelnie innego - o to ile zajmuje normalne przejscie gry - to ile ktos czasu spedzi w grze, bo go zainteresowala to zupelnie inny temat (rzeka).
OdpowiedzŚroda, 03.10.2012, godzina 16:20
Ale to nawet jakby dla przykładu- grając w Dragon Age: Origins i dodatek Przebudzenie robiąc główny wątek "pi razy drzwi" wyszło mi jakieś 30 godzin na normalu robiąc dodatkowe misje gdy się napatoczyły i były akurat pod ręką bądź kasa była potrzeba (no zbroja z łusek smoka piechotą nie chodzi). Oczywiście bez żadnych DLC. A też kolega napisał 25 godzin pisząc jednocześnie o zdobywaniu perków- czyli jednak orząc tą grę do oporu. Ale też np. nie wiem skąd wziąłeś wcześniej 20 godzin przy RE5, gdzie mi kampania na normalu zajęła jakieś 6 w porywach do 7 h ;)
OdpowiedzCzwartek, 04.10.2012, godzina 15:55
Co Ty pieprzysz za farmazony? W dniu premiery byłeś w stanie wykalkulować ile dni zajęło Ci przejście całej gry? Posiadasz ją czy po prostu szczydzisz sie wys... z d...y informacjami jako typowy użytkownik który najwięcej ma jak zawsze do powiedzenia na temat gry której nie ma ale za to wie o niej wszystko i nade wszystko jej nie lubi?Gry pokroju MW przechodze w 6h, RE4 przeszedłem w 9h a tutaj przejście KAŻDEGO rozdziału Leona zajmuje mi przy każdym kolejnym praktycznie 2 godziny. Więc zachowując prostą kalkulację 4*5*2 wychodzi 40 co przy dobrym spięciu i fakcie że Leon to kampania wiodąca wychodzi na pewno więcej niż to co sobie ubzdurałeś.Prosze Was nie wypowiadajcie sie na temat szczegółów gier których i tak nie macie.
OdpowiedzPiątek, 05.10.2012, godzina 02:40
"Gry pokroju MW przechodze w 6h, RE4 przeszedłem w 9h a tutaj przejście KAŻDEGO rozdziału Leona zajmuje mi przy każdym kolejnym praktycznie 2 godziny. Więc zachowując prostą kalkulację 4*5*2 wychodzi 40 co przy dobrym spięciu i fakcie że Leon to kampania wiodąca wychodzi na pewno więcej niż to co sobie ubzdurałeś."
Odpowiedzno skoro przechodzisz MW w 6 h , to rzeczywiscie RE6 moze zajac ci kuuuuupe czasu.
A dlczego oskarzasz mnie, ze piszę o grze ktorej jakoby nie mam, a sam zachowujesz "prostą kalkulacje" i obliczasz czas gry i wychodzi ci jakas liczba z księżyca ????!!
kampania Jake'a - 1 h 5 min, 59 min, 47 min,1 h 11 min, 55 min - ok. 5 h calosc
kampania Ady - 53 min, 59 min, 37 min, 41 min, 50 min - ok. 4 h calosc
grałem na normalu
wiec jak ci to wyszlo ???!!!!
zanim zaczniesz szczekac i oskarzac innych to laskawie przejdz całą grę, a nie przemnażaj sobie jedną kampanię i wydawaj wyroki, że tylko ty jeden grasz, a inni to pewnie nie.
Sobota, 06.10.2012, godzina 17:49
ogladalem sporo filmow na YT z tej gry, przyczepic sie moge tylko do faktu ze bohaterowie (a moze to tylko dotyczy Jake'a) sa jacys bardzo odporni na ostrzal i nie reaguja wyraznie, tj. to bylo w re5 gdy ktos pruje do nich w plecy), poza tym dla mnie must-have w styczniu 2013 gdy pojawi sie na pc.
OdpowiedzNiedziela, 07.10.2012, godzina 20:27
Świetna recenzja - płynna, konkretna, ciekawa oraz na temat.
OdpowiedzJa osobiście na chwilę obecną ogrywam poprzednie części Resident Evil - i powiem, że do szóstki mi jeszcze daleko, ponieważ mam do przejścia jakieś 4 części jeszcze, także więc czeka mnie dużo czasu ogrywania starych i dobrych Residentów :).
Niedziela, 24.03.2013, godzina 02:08
Uwielbiałem stare rezydenty, uwielbiam horrory, ale nie mam też nic przeciwko grom akcji. Jednak nowy RE nie jest ani horrorem, ani grą akcji, bardziej interaktywnym filmem a "grając" mam wrażenie, że twórcy mają gracza za idiote. Wiem wiem, gry dostosowywują się do rynku, i przeraża mnie ten stan rzeczy bo czy dzisiejsi gracze są naprawde tacy płytcy?:/. Najbardziej rozwala mnie ten system QTE po co to komu, czy to wogóle się komus może podobać?. Jeszcze ze 2-3 części i zmienią nazwę na Call of Resident.
OdpowiedzNiedziela, 24.03.2013, godzina 12:34
Można powiedzieć, że po niezbyt ciepłym przyjęciu tej odsłony twórcy zrozumieli, że gracze oczekują czegoś innego. Zobaczymy tylko czy poza stwierdzeniem tak oczywistego faktu - kolejna część przyniesie jakiekolwiek zmiany ;)
Odpowiedz