InformacjeRecenzja - PC

Mass Effect 2 - recenzja

... Michał Nowicki

Mass Effect 2, druga część kosmicznej trylogii BioWare, to kawał naprawdę dobrej, solidnej roboty. Kanadyjczycy dokonali wielu zmian w mechanice, jeszcze bardziej zbliżających grę do typowych strzelanek TPP. I wyszło jej to na dobre. Mass Effect 2 przykuwa na długie godziny do monitora i może być przyczyną kilku zarwanych nocy. Wciąga, choć nie porywa.

Mass Effect 2, druga część kosmicznej trylogii BioWare, to kawał naprawdę dobrej, solidnej roboty. Kanadyjczycy dokonali wielu zmian w mechanice, jeszcze bardziej zbliżających grę do typowych strzelanek TPP. I wyszło jej to na dobre. Mass Effect 2 przykuwa na długie godziny do monitora i może być przyczyną kilku zarwanych nocy. Wciąga, choć nie porywa.

Pełny poradnik do gry Mass Effect 2 - ściągnij

Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda...

Rozczarowuje przede wszystkim główny wątek i jego zakończenie. Oczekiwałem epickich fajerwerków na końcu, a otrzymałem jedynie garść rzuconych pod nogi petard. Nie można jednak wykluczyć, że w tym szaleństwie jest metoda i Mass Effect 2 służy po prostu przygotowaniu gruntu pod wielki finał historii. Szkoda tylko, że bardzo słabo moim zdaniem rozegrano w tej części wątek Cerberusa. Przez całą grę brakowało mi poważniejszych tarć i konfliktów, przez co Shepard miast być bezkompromisowym bohaterem galaktyki, zaczął się jawić jako zwyczajny oportunista. Tak, wiem, że bez tego nie byłoby fabuły, a gra zakończyłaby się zapewne po pierwszych 20 minutach. Ale można było zrobić to z większym biglem.

Lojalność najemnika Przecież prosiłem, żeby dali mi kulki z zieloną farbą!<span class= screen by Lucas The Great" src="http://img7.gram.pl/thumb/20100201183119.jpg" />

Główny wątek fabularny porównałbym tutaj do gier z serii Fallout. Jest krótki, mało wyrazisty i w zasadzie stanowi jedynie klamrę spinającą stanowiący główne danie środek. Ma kilka ciekawych momentów, jednak to co najlepsze, kryje się wewnątrz. Powtórzę tutaj to, co napisałem przy recenzji poprzedniej części – naprawdę podoba mi się ten świat. Owszem, są tam różnorodne kalki i opieranie się na schematach. Jednak całość jest na tyle spójna, wiarygodna i bogata, że mam ochotę do tego uniwersum wracać. Dzięki całkiem sporej liczbie misji pobocznych, podzielonych na dwie podstawowe grupy, w Mass Effect 2 będziemy mieli wiele okazji, by to uczynić.

Nocne zabójców rozmowy

Pierwsza grupa, to kompletowanie załogi dla nowej – i znacznie lepszej – Normandii oraz związane z tymi postaciami zadania. Sami bohaterowie są zdecydowanie ciekawsi i mniej jednoznaczni, choć z drugiej strony rozczarowało mnie ich wiernopoddańcze przywiązanie do Sheparda. Tutaj aż prosiło się o większe zróżnicowanie reakcji w zależności od poczynań, czy odpowiedzi komandora. Nikt się jednak na nas nawet nie obrazi, a interakcje między samymi BN-ami można zliczyć na palcach jednej ręki. Poza tym sama koncepcja kompletowania ekipy (zdobywania sojuszników) w formie zadań dziwnie przypomina mi inną grę z logo BioWare. Nie zmienia to jednak faktu, że całość jest całkiem udaną – choć nie porywającą – mieszanką space opery z operą... mydlaną.

Te asari i ich perwersyjne gierki...

Na szczęście olbrzymim plusem są pozostałe zadania poboczne, które w niczym nie przypominają powtarzanego do znudzenia czyszczenia dwóch identycznych lokacji z „jedynki”. W Mass Effect 2 każdy z tych krótkich epizodów odbywa się w innym środowisku, ma odpowiedni klimat, czasem składa się z kilku etapów, przede wszystkim zaś mamy tu do czynienia ze sporym zróżnicowaniem samych zadań. Owszem, nierzadko będzie to kwestia wyczyszczenia lokacji za pomocą zmasowanego ognia, ale trafimy również na proste gry logiczne, zwiedzimy klimatyczny i niestabilny wrak transportowca, czy przyjdzie nam błądzić w gęstych oparach chloru.

Mordin, czyli jak zostać mesjaszem

To wszystko, mimo wspomnianych wad, składa się na naprawdę niezły klimat całości. Tego Mass Effect 2 odmówić nie można. Dodatkowo podczas gry trafimy na pokaźną liczbę nawiązań do poprzedniej części, choć duża część z nich, to jedynie maile, które odbieramy na naszym laptopie. Smaczne, choć mało spektakularne. Zachowane z poprzedniej części zapisy gry nie wpływają niestety w zbyt znaczący sposób na samą rozgrywkę. Ot, czasem pojawi się gdzieś BN, z którym powspominamy stare, dobre czasy, czy wykonamy związane z nim, mało znaczące zadanie. Przykłady, kiedy decyzje z „jedynki” mają większy wpływ na kształt świata, można policzyć na palcach jednej ręki. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się niczego więcej, choć miałem maleńką nadzieję na jakąś większą niespodziankę.

Drugie ujęcie... Akcja!

Zespołowa krio-amunicja. Takie lokalne wunderwaffe

Od chwili, kiedy po dość długiej choć efektownej introdukcji zostajemy wreszcie wypuszczeni na szeroki przestwór galaktyki, zaczynamy dostrzegać całe mnóstwo zmian w stosunku do części pierwszej. I tu muszę wyraźnie powiedzieć, że są to zmiany na lepsze. Pod warunkiem wszakże, iż zgodnie z intencjami twórców przewartościujemy nieco nasze podejście do gry, traktując ją jako strzelankę TPP z rozbudowaną mechaniką i mnóstwem filmowych dialogów. Musimy sobie bowiem jasno i wyraźnie powiedzieć, że właśnie tym przede wszystkim jest Mass Effect 2. Rozbudowaną fabularnie strzelanką z erpegowymi elementami. I w tej kategorii nie ma sobie równych.

Kanadyjczycy całkowicie przeprojektowali mechanikę, co bez wątpienia wyszło grze na dobre. Skuteczność ostrzału oparta jest teraz wyłącznie na umiejętnościach gracza i charakterystyce używanej broni. Tych nie ma co prawda zbyt wiele (niech zgadnę: będą nowe w DLC?), jednak różnią się teraz od siebie w dość wyraźny sposób. Pozwala to wreszcie dobrać broń w zależności od preferencji gracza, a nie dopisanej na jej końcu rzymskiej cyfry. Zamiast niej mamy towarzyszące nazwie oznaczenia literowe, wynikające z wykupionych i odkrytych ulepszeń. W grze tego typu zdecydowanie wolę takie właśnie rozwiązanie.

A teraz pomyślimy, gdzie ci wsa... Co zrobić z tą fiolką

Z tego samego powodu zupełnie nie przeszkadza brak klasycznego ekwipunku. Zamiast tego mamy opcję doboru części pancerza dla Sheparda, a przed każdą misją lub na pokładzie Normandii możemy zmienić uzbrojenie drużyny. Bardzo dobrym posunięciem jest również wprowadzenie w Mass Effect 2 ogniw schładzających broń, działających dokładnie, jak klasyczne magazynki. Dzięki temu nie musimy już strzelając obserwować wciąż paska temperatury broni, co było jedną z najbardziej denerwujących rzeczy w „jedynce”. Dodajmy do tego znacznie usprawnione oraz wygodniejsze korzystanie z osłon i tak oto otrzymujemy wreszcie sprawnie działający system walki, wspomagany dobrze sprawdzającą się aktywną pauzą.

Jeśli jednak chcecie, aby walka w Mass Effect 2 była choćby minimalnym wyzwaniem, proponuję rozpoczynać grę na trzecim z pięciu poziomów trudności. Dwa pierwsze chyba niczym się od siebie nie różnią i najwyraźniej zostały stworzone dla desperatów grających na laptopowym touchpadzie. Dopiero na kolejnym SI zaczyna pokazywać pazurki – przeciwnicy już nie tylko kryją się za osłonami, ale dużo częściej korzystają z mocy biotycznych i technologicznych oraz celniej i częściej strzelają.

Dementuję plotki:

Natomiast drużynę najlepiej nadzorować osobiście, korzystając z menu pauzy oraz klawiszy Q i E, wyznaczających im pozycje na polu walki. W innym wypadku mogą polec bohaterską śmiercią, wybiegając pod lufy wrogów, czy też radośnie pobiec sobie tuż przed walką w przeciwnym kierunku. Na szczęście główna postać zazwyczaj samodzielnie daję sobie radę na tyle skutecznie, by używać ekipy jedynie jako wsparcia i ochrony przed oflankowaniem.

Czas wspomnieć o kilku pozornie mniej ważnych, ale znaczących zmianach w rozgrywce. O wiele bardziej przyjazny jest nowy system wydobywania surowców na planetach, które wreszcie do czegoś się przydają. Skanowanie złóż odbywa się teraz z orbity i choć wciąż monotonne, jest o wiele bardziej realistyczne i mniej frustrujące niż podróże w Mako. Poza tym, aby rozwinąć wszystkie badania, wystarczy znaleźć raptem kilka (do kilkunastu) planet z bardzo bogatymi złożami. O anomaliach, czyli zadaniach pobocznych jesteśmy informowani na szczęście bez tego.

Atmosfera jest tak gęsta, że daje się po niej chodzić

Surowców używamy do badań w naszym laboratorium na Normandii, dzięki czemu możemy ulepszać ekwipunek i broń, czy nawet sam statek – co jest zresztą dość istotną kwestią. Normandia SR2 oferuje nieco więcej możliwości, niż poprzedni model, choć większość z nich to po prostu budujące klimat ozdobniki. Jednak nie od dziś wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach. Zadbano o takie drobiazgi, jak na przykład stojący na biurku hologram z portretem osoby, z którą mieliśmy poprzednio romans. W sumie niepotrzebne, ale klimat buduje. I tak jest na każdym kroku.

Dialogi na cztery nogi. I jeden teleport

I nie wódź mnie na pokuszenie...

Gra skierowana jest ewidentnie do graczy, którzy w trakcie walki preferują czystą akcję. Miłośnicy tabelek, statystyk i szlifowania perfekcyjnego buildu postaci będą zawiedzeni – króluje tu minimalizm. Nie uważam tego jednak za wadę. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że BioWare poszło przy tworzeniu Mass Effect 2 po rozum do głowy i zdecydowało o oparciu skuteczności działań bohatera na umiejętnościach gracza, a nie statystykach postaci. W tym przypadku, w tej konkretnej grze, tak właśnie powinno być od samego początku. Poza tym dużo lepiej przemyślany dobór umiejętności sprawia, że gra poszczególnymi klasami postaci jest wreszcie bardziej zróżnicowana.

Jak sądzicie? Zbadał?

Grafika nie powala na kolana, Mass Effect 2 wygląda jak podrasowana „jedynka”, ale... trudno też się do czegokolwiek przyczepić. Naprawdę duże wrażenie robią animacje i mimika twarzy głównych bohaterów historii. Ruchy gałek ocznych, synchronizacja ust z wypowiadanymi kwestiami, uśmiechy, drwiące spojrzenia, czy nawet łzy sprawiają, że w trakcie zrealizowanych w filmowym stylu rozmów, postaci z gry nabierają życia. Sam system konwersacji nie uległ większym zmianom, choć wprowadzono kilka modyfikacji. Po pierwsze są to swoiste QTE, pozwalające nam nieco zdynamizować rozmowę. Po drugie zaś, bohaterowie są podczas nich zdecydowanie bardziej aktywni: przechadzają się, wstają, siadają, a całość uzupełnia bardziej dynamiczna praca kamery. To zdecydowanie jeden z najlepiej zrealizowanych elementów gry.

Trudno być bogiem

Strzelanka prawie idealna? Niestety nie. Podczas zabawy trafiłem na kilka różnorodnych błędów technicznych. Często zdarzały się podczas dialogów „teleportacje” postaci, co potrafiło skutecznie zabić klimat rozmowy. Zupełnie, jakby system uznał nagle, że BN odszedł za bardzo w lewo, więc „poprawił” jego pozycję teleportując postać o kilka metrów. Kolejna sprawa, to blokowanie się bohatera (a nawet całej drużyny) na niektórych przeszkodach. Shepard wchodził bowiem w kilku miejscach na murki, czy stoliki, z których niestety zejść już nie potrafił. Wyjątkowo częste korzystanie z klawisza F5 weszło mi więc w krew, co zemściło się jakiś czas później. W innej lokacji zamknęły się bowiem po wejściu mini-bossa drzwi, które powinny zostać otwarte. Boss pada. F5. Misję musiałem powtarzać od nowa...

Owszem, ale

Na szczęście, poza podanymi przykładami, nie trafiłem na inne, większe błędy – jak na dzisiejsze standardy, to całkiem dobry wynik. Mocno kontrowersyjna jest natomiast kwestia wersji językowej. Instalując grę w standardowy sposób, jesteśmy skazani jedynie na pełny polski dubbing, choć płyty z grą zawierają zdecydowanie lepszą, angielską wersję. Można to oczywiście obejść, jednak naprawdę dziwi mnie fakt, iż nie uwzględniono takiej opcji w menu instalatora. Polska wersja językowa niestety nie wychodzi poza standardy – jest tradycyjnie bardzo nierówna. Części bohaterów słuchamy z prawdziwą przyjemnością, duża część jest po prostu przeciętna, kilku postaci – w tym niektórych głównych bohaterów – wolałbym nigdy nie słyszeć. Zazwyczaj najbardziej zapadają w pamięci złe wspomnienia. Polecam więc wersję oryginalną.

I czekam na ostatnią część kosmicznej trylogii BioWare. Lubię ten świat i naprawdę podoba mi się kierunek ewolucji tej serii. Tylko, na bogów, nie krzyczcie już, że to zabijanie cRPG. Bo Mass Effect 2, to po prostu bardzo dobra strzelanka.

PCMass Effect 2

  • Pełny, spójny świat i jego klimat
  • nowa mechanika walki
  • mniej jednoznaczni bohaterowie
  • misje poboczne
  • wiele pozytywnych zmian: broń, skanowanie, badania
  • Błędy techniczne
  • nie wykorzystany potencjał fabularny
  • mało odczuwalny wpływ decyzji z "jedynki"

Świetny shooter w filmowym sosie

Najnowsze
Lubisz nas?