InformacjeFelieton

Wino, kobiety i śpiew - zabawa w wirtualnym świecie

... Myszasty

Święta, święta i po świętach. Bożonarodzeniowym rozpędem udało nam się również pokonać barierę dzielącą nowy rok od starego. Jest to tradycyjnie okres wszelakiej maści zestawień, podsumowań, rozliczeń ze starym i nadziei na nowe, oczywiście lepsze.

Ale również czas zabawy, spotkań w mniejszym bądź większym gronie oraz radosnego i często ostro zakrapianego różnorakimi pochodnymi etanolu witania nowego roku. Kobiety, wino i śpiew to słowa, które towarzyszą naszej cywilizacji niemalże od zarania dziejów. Od czasu, kiedy człowiek nauczył się, że jego ziemska egzystencja to nie tylko obowiązki, ale również przyjemności. Często piętnowane przez wiele systemów religijnych, przez niektóre wręcz zakazywane, nazywane rozpustnymi i grzesznymi, stawały się tym bardziej pociągającymi i atrakcyjnymi.

Choć młode wino w odpowiedniej ilości potrafi odebrać rozum równie skutecznie, jak czysty spirytus, starożytni doceniali wszakże oczyszczające duszę działanie alkoholu, połączonego w odpowiednich proporcjach ze śpiewem i tańcem. Przez wieki był to jeden z najprostszych i najbardziej rozpowszechnionych - mimo wszelakich zakazów i obostrzeń - sposobów na oderwanie się od szarej rzeczywistości dnia codziennego. Z czasem gama rozrywek wszelakich zaczęła się powiększać, przy czym największy postęp w tej dziedzinie dało się odnotować w ciągu ostatnich 150 lat. Upowszechnienie się takich mediów, jak radio, telewizja czy Internet sprawiło, że szeroko pojęta rozrywka z pogardzanego często marginesu przerodziła się w jedną z największych gałęzi gospodarki. I choć katharsis zaczęła przyjmować coraz to nowe oblicza, wino, kobiety i śpiew wciąż mają swoich zwolenników w zdrowej części każdego społeczeństwa. A w grach?

Pierwsze piwo

Rzecz to ciekawa, gdyż gry komputerowe jako niemalże z definicji charakteryzujące się daleko posuniętym eskapizmem, same w sobie stanowią dla wielu osób sposób na odreagowanie negatywnych emocji związanych z życiem codziennym. Mimo to elementy związane z radosną i wesołą zabawą, często w powiązaniu ze spożywaniem alkoholu, pojawiają się również w takich produkcjach. Pojawiają się, choć rzadko stanowią główny ich temat, zazwyczaj będąc elementem tła, i to tylko sporadycznie interaktywnym. Cóż, taka już specyfika gier elektronicznych - tym, co nas w nich przecież najbardziej pociąga, jest możliwość wcielania się w osoby i wykonywania działań, które normalnie leżą poza naszym zasięgiem. Jakoś trudno wyobrazić sobie symulator, strategię w klimatach drugiej wojny światowej czy wirtualne wyścigi, a nawet futurystyczną strzelankę, w których ważną rolę odgrywałyby picie piwa, tańce, hulanki i inne swawole. Ani to do klimatu nie pasuje, ani w żaden sposób zabawy by nie wzbogaciło.

Nieco inaczej sprawa ma się w komputerowych grach fabularnych. Tam motywy tego typu można o wiele łatwiej i w dużo bardziej naturalny sposób wpleść w fabułę oraz świat przedstawiony. Nie mamy bowiem do czynienia jedynie z wyrywkiem rzeczywistości, lecz całym, pełnym światem i swoistą symulacją życia w nim. Oczywiście tutaj również elementy takie nie będą pełnić dominującej roli - przecież naszym celem jest ratowanie świata/galaktyki/własnego ja. Trudno, żeby Wielki Bohater chodził cały czas narąbany jak bieszczadzki drwal i potykając się o własne nogi podśpiewywał sprośne piosenki. Z drugiej jednak strony zazwyczaj twórcy dają nam dostęp do różnorodnych trunków, trudno bowiem wyobrazić sobie jakikolwiek świat - szczególnie fantasy, w którym występują krasnoludy - bez jakiegokolwiek alkoholu.

Weźmy jako przykład nieśmiertelną sagę o Wrotach Baldura. W kilkunastu knajpach, jakie możemy odwiedzić w grze, barmani serwują nam różnorakie napitki - począwszy od tanich sikaczy, przez wina dla smakoszy, a skończywszy na krasnoludzkim spirytusie. Popijając i gawędząc z właścicielem knajpy możemy wyciągnąć od niego często różne ciekawe informacje i plotki, samemu jednocześnie doprowadzając się do stanu kilkugodzinnego zawieszenia w nicości. Innymi słowy, nawalić możemy się praktycznie w trupa, co oczywiście uwzględnia mechanika systemu - kłopoty z koordynacją motoryczną odbijają się na naszych statystykach, problemy z klasycznym trafieniem kluczem do zamka odnoszą się także do pary miecz-brzuch przeciwnika. Nie poszalejemy natomiast zbytnio w Baldur's Gate pod innymi względami - chociaż część druga tego eposu dopuszcza możliwość nawiązania romansu z postacią z drużyny. A przy włożeniu w rzeczony romans odpowiedniego wysiłku i odrobiny potu (oczywiście wirtualnego) możemy nawet dorobić się potomka (również wirtualnego).

Postapokaliptyczny kac Geralta

O ile BioWare pozwolił nam wyłącznie na picie i niezwykle poprawny politycznie, ugrzeczniony romans, o tyle ekipa z Black Isle poszła o wiele dalej. Szczególnie w dwóch częściach Fallouta, w których oprócz upijania się możemy choćby odwiedzić jeden z kilku domów publicznych, zabawić z jedną lub nawet kilkoma panienkami na raz, a wszystko to w stanie chemicznej nirwany wywołanej wszechobecnymi narkotykami. Mamy ochotę na wyposzczoną żonę miejscowego mafioso lub jego młodziutką córkę? Da się załatwić. Jeśli sami wiemy, jak się zabawić, możemy tego nawet nauczyć sztywniaków z Vault City. Prohibicja i syntetyczne alkohole? Zorganizujemy więc troszkę prawdziwego piwa oraz kilka flaszek wódki - niech zobaczą, co to znaczy bawić się na całego. Ktoś ma ochotę na karierę godną Jenny Jameson czy Johna Holmesa? Bez problemów, zagrać w ostrym pornolu też można, choć droga do sławy długa, żmudna i pozostawiająca w ustach pewien niesmak.

Elementy związane z zabawą i imprezowaniem pojawiają się również w wielu innych grach tego gatunku i aż dziw bierze, że dopiero twórcy naszego rodzimego, swojskiego Wiedźmina potrafili je w pełni wykorzystać. Bo czego jak czego, ale czysto słowiańskiej, skorej do zabawy i wypitki duszy tej grze odmówić nie można. Wiesław jest taki, jak być powinien - twardy i męski, a co za tym idzie tak od kobiet, jak i od trunków nie stroni. Tutaj również - podobnie jak w Baldurze - możemy wypić co nieco w każdym z szynków. Ale jakże inaczej wypić! Po pierwsze bowiem robimy to przede wszystkim dla sportu, po drugie dla klimatu, po trzecie zaś... Ano właśnie, mamy tu superbohatera, który jednak dzięki Sapkowskiemu i scenarzystom znacznie różni się od herosów z innych gier fantasy - jest jakiś taki swojski, w swej nadzwyczajności wciąż obdarzony przywarami charakterystycznymi dla zwykłych szaraczków. Nie ma nic bardziej naturalnego niż Geralt wychodzący chwiejnym krokiem z oberży i potykający się o własne nogi podczas walki.

Co więcej, to właśnie w Wiedźminie odnajdziemy wszystkie interesujące nas dziś elementy, na dodatek nie będące często li tylko ozdobnikiem czy tłem. Ostra popijawa z Jaskrem czy domowa imprezka zostały wkomponowane w fabułę, co sprawia, że te tak często traktowane po macoszemu lub też celowo ignorowane - w imię wszechpotężnej politycznej poprawności lub PEGI - elementy stanowią tu ważny składnik całości. Oprócz picia i Jaskrowego śpiewu mamy przecież także kobiety, z którymi nasz bohater może również poprowadzić konwersację w najstarszej mowie - języku ciała. Cóż, relatywizm moralny ma dwa końce, także i na tej płaszczyźnie. Może więc nasz Geralt być tutaj hulaką, pijanicą i psem na kobiety. Seksistowskie? Bez walorów edukacyjnych? I owszem, ale jakże prawdziwe!

Książę, samochody i hodowcy mrówek

Co najciekawsze, innego z najbardziej kultowych bohaterów gier, którzy wręcz epatują swym macho etosem, znajdziemy w grze należącej do gatunku, który zazwyczaj elementy związane z szeroko pojętą zabawą traktuje raczej po macoszemu. Mowa tu o słynnym Duke'u Nukemie, który zapisał się w annałach elektronicznej rozrywki między innymi swoim pozbawionym jakiejkolwiek subtelności "Shake it, Baby!". Prawdę powiedziawszy, nawet nasz Geralt wypaść może przy tej kwintesencji męskiego narcyzmu niczym grzeczny harcerzyk. Tak na marginesie, mała ciekawostka dla nieświadomych - niemalże każdy z wypowiadanych przez Duke'a kultowych tekstów, łącznie z pełnym samouwielbienia "Damn, I'm looking good!" jest... cytatem. Ekipa 3D Realms oglądała najwyraźniej podczas pracy całe mnóstwo mocnych filmów.

Skoro jesteśmy przy grach akcji, grzechem byłoby nie wspomnieć o ostatnich dokonaniach studia Rockstar, które jest już chyba mistrzem wszelakiego rodzaju kontrowersyjnych tematów: od epatującej przemocą zawartości gier począwszy, na tragicznej ich optymalizacji skończywszy.

Zamiast jednak po raz setny smęcić o tym, jak potraktowano biednych pecetowców, skupmy się na strukturze ostatnich odsłon serii Grand Theft Auto. Gra przeszła bowiem niesamowitą ewolucję od prostej zręcznościówki do wielopłaszczyznowego symulatora wielkiej aglomeracji. Szczególnie daje się to odczuć w San Andreas, gdzie oprócz zabijania, kradzieży, pościgów i innych form łamania prawa dostajemy również cały wachlarz aktywności drugoplanowych. Możemy więc szpanować nowymi ciuchami i fryzurą, umawiać się na randki, zabierać pannę do knajpy albo restauracji czy też spędzić upojną noc w jednej z dyskotek. Choć elementy te stanowią jedynie dodatek i nie są obligatoryjne, to jednak właśnie one dodają grze tego niepowtarzalnego smaczku i realizmu.

Czy może pojawić się jakikolwiek przekrojowy tekst traktujący o imprezowaniu i panienkach, w którym zabrakłoby Larry'ego? Ten niewielkich rozmiarów, łysiejący chłopina o libido porównywalnym z architekturą Speera to przecież ikona i jedna z najbardziej kultowych postaci wśród nieco bardziej frywolnych tematycznie gier komputerowych. Seria Leisure Suit Larry bawi nas już swym niewybrednym, choć - trzeba przyznać - pikantnym poczuciem humoru od ponad 30 lat. Kiedy poznajemy naszego bohatera, jest 40-letnim prawiczkiem, który nagle ocknął się z geekowego transu i dostrzegł, że na świecie istnieją fascynujące stworzenia zwane kobietami. Od teraz jednym jego celem będzie zaliczanie kolejnych... Wróć! Próba odnalezienia Tej Jedynej. Brzmi znacznie lepiej, prawda?

Czy jednak zabawa w grach to tylko chlanie na umór, zaliczanie kolejnych panienek i ewentualne zachwyty nad samym sobą? Otóż nie, okazuje się, że można to zaprezentować w dużo bardziej familijny i przyjazny dla środowiska, cenzorów i wszelakich krwiożerczych prawników sposób. Co więcej, zrobić to z dokładnością i dbałością o szczegóły, jakiej próżno szukać w jakichkolwiek innych grach. Cóż to za dzieło, które pozwala na taką pełnię doznań w wirtualnej rzeczywistości, spytacie. Otóż słynne The Sims, w które granie jest dla wielu tyleż wstydliwe, co wciągające. Symulacja życia wirtualnych ludzików nie mogła przecież obyć się bez imprezowania. Dlatego też do obydwu jej części pojawiły się dodatki dedykowane specjalnie i wyłącznie temu aspektowi życia - są to odpowiednio Balanga i Nocne Życie. Tytuły mówią chyba same za siebie i jakikolwiek komentarz wydaje się być zbędny. I w ten oto sposób naszym faworytem w dziedzinie symulacji imprezowego życia została najbardziej casualowa i traktowana przez wielu z pogardą gra w naszym zestawieniu.

...i na piwie wszystko się kończy

Całość zakończymy więc na przekór temu zatrważającemu odkryciu sentymentalnym powrotem do ery ośmiu bitów. Bo może gra, która zakończy nasze dzisiejsze dywagacje, nie jest superprodukcją z powalającą grafiką, ale za to w całości, od początku do końca poświęcona jest tematowi tego felietonu - imprezowaniu. Pamiętacie jeszcze kultowego Tappera wydanego w 1983 roku przez Midway Games? Wcielamy się w rolę barmana, którego zadaniem jest podawanie coraz bardziej spragnionym klientom kufli wypełnionych po brzegi złotym napojem z pianą. Proste jak konstrukcja cepa, lecz jakże wciągające! O wielkości i kultowości tej gry świadczy nie tylko jej multiplatformowość (Amstrad CPC, Apple II, ATARI 2600, ATARI 400/800/XL/XE, ColecoVision, C-64, PC, ZX Spectrum) ale i ponadczasowość. Do grona platform obsługujących grę dołączył bowiem w 2007 roku... Xbox. Komentarz chyba zbędny.

Kończąc ten krótki i mocno subiektywny felieton chciałbym jednocześnie zachęcić Was do dyskusji na ten temat. Może znacie jakieś inne tytuły, w których imprezowanie lub szeroko pojęta zabawa odgrywają ważną rolę? I czy Waszym zdaniem jest w ogóle jakikolwiek sens, aby elementy tego typu pojawiały się w grach komputerowych? Czy może wręcz przeciwnie, doskwiera Wam ich brak lub marginalne znaczenie? Zachęcam do dyskusji, samemu udając się do lodówki. Powiedzmy, że po... mleko?

Najnowsze
Lubisz nas?