InformacjeBez prądu - książki

Piotr Patykiewicz – „Rajskie zorze” - recenzja

... Grimnir Rybacy w opałach

Rybacy w opałach

Wprawdzie wydawnictwo Supernowa usilnie stara się roztrwonić posiadaną reputację na drobne, wydając książki mocno średnie, jeśli nie wręcz żałosne, ale również w nim można znaleźć coś ciekawego (oczywiście talentu Andrzeja Sapkowskiego, lokomotywy tego wydawnictwa, nikt o zdrowych zmysłach nie podważa). Pan Piotr Patykiewicz raczył był bowiem opublikować tam już trzy swoje powieści. Po Złym brzegu i Odmieńcu do rąk czytelników trafiła właśnie powieść Rajskie zorze.

Powieść ta stanowi trzeci tom sagi o mieszkańcach pewnej zapadłej rybackiej wiochy, którzy najwyraźniej mają, od Boga jedynego dany, a wyjątkowy wręcz talent do pakowania się w sytuacje o ogromnym znaczeniu dla całego świata. Delikatnie rzecz ujmując. A uniwersum to bynajmniej nie nudne. Cała rzecz dzieje się w świecie z grubsza zbliżonym do naszego wczesnego średniowiecza, ba, niewykluczone, że o nie właśnie chodzi. Mimo faktu, iż autor jak ognia unika jakichkolwiek nazw geograficznych, można się domyślić, że wspominana wiocha leży gdzieś nad Bałtykiem, po słowiańskiej stronie.

Chrześcijaństwo sobie kwitnie, tylko wszelakiego magicznego i przeciwnego Bogu plugastwa – w rodzaju trolli – jakoś tak się nadmiernie namnożyło. Żeby tylko o takie pokraki szła rzecz, to by jeszcze człek przyzwoity nie miał się czym martwić. Ostatecznie w poprzednich powieściach Patykiewicz zapoznał nas, czytelników, z nielichym zestawem monstrów, ale tym razem nie o monstra tu chodzi. Przy okazji: zaznaczyć jednak należy, że każda z owych książek zarazem stanowi osobną i jak najbardziej samodzielną opowieść.

Bohaterami Rajskich zórz są wspominani we wcześniejszych historiach bracia bliźniacy – Lestek i Pestek (wbrew nieuchronnym skojarzeniom – nie, nie jest to element pisowskiej czy antypisowskiej propagandy. Bliźniactwo zdarza się nie tylko w rodzinie Kaczyńskich). Obaj niezbyt rozgarnięci młodzieńcy wyrwali się z rodzinnych pieleszy, ścigani gniewem małżonek (zwanych tu wdzięcznie „flądrami”), żądnych dóbr cywilizacji w postaci pierścionków, kiecek i – o zgrozo – trzewików (sromota i dopust boży! Tfu!).

Niestety, jako że młodzi ludzie inteligencją nie grzeszą, szybko ładują się w takie tarapaty, że tylko nadzwyczaj szybka ucieczka na morze jest w stanie ocalić ich żałosną egzystencję. Tak zaczyna się wyprawa, która zawiedzie ich, w towarzystwie niejakiej Marzanny, na najdalszą Północ. Gdzie mieści się, ot, drobiazg – biblijny raj. Tak, ten od Adama i Ewy, jabłka i pewnej wyjątkowo wyszczekanej gadziny o wątpliwej konduicie i nieczystych intencjach...

Trzeba przyznać, że Piotr Patykiewicz wziął się za trawestację Biblii brawurowo. I wyszło mu to świetnie. Grzech Adama w interpretacji pana Piotra jest rewelacyjny. Pomysł ów, aż prosi się o zmiany w dogmatach wiary (to był, oczywiście, tylko żart, psze świętego Oficjum, recenzent jest wiernym, acz nieco podpadłym synem Kościoła). Nie popadając ani w obrazoburstwo czy inne prymitywne bluźnierstwa, ani w śmieszność. Autor zmierzył się z chrześcijańską... hm... Właśnie, z czym, bo przecież nie „mitologią”? Ujmijmy to tak: z tradycją. I wygrał. Ta książka jest naprawdę ciekawie napisana, a wyobraźni kreującej podobne pomysły można tylko pozazdrościć.

Plusy: + świetny pomysł + zacny warsztat Minusy - ohydna okładka

Autor: Piotr Patykiewicz Tytuł: Rajskie zorze Wydawnictwo: Supernowa, 2007 rok Wydanie: miękka oprawa, 453 str. Cena: 33,90 zł Strona WWW: tutaj

Najnowsze
Lubisz nas?