logo

artykuły - Publicystyka

spis treści

GRAM.UNITY

Andrzej Zimniak - "Biały Rój" - recenzja

Sobota, 26.05.2007, godzina 20:32, autor: Grimnir

Mroczna wizja przyszłości

Andrzej Zimniak nie jest bynajmniej debiutantem na polskiej arenie literackiej. Ktokolwiek interesował się polską fantastyką nazwisko to rozpozna od razu. W końcu Pan ten publikuje już od ponad dwudziestu lat i dorobił się już dziesięciu wydanych pozycji. A są to "Szlaki istnienia" (Nasza Księgarnia 1984, debiut), "Homo determinatus" (Wyd. Poznańskie, 1986), "Opus na trzy pociski" (Iskry, 1988), "Spotkanie z wiecznością" (Nasza Księgarnia, 1989), "Marcjanna i aniołowie" (Wyd. Poznańskie, 1989), "Samotny myśliwy" (Alfa, 1994), "Klatka pełna aniołów" (Prószyński i S-ka, 1999), "Łowcy meteorów" (Sorus, 2000), "Śmierć ma zapach szkarłatu" (Fabryka Słów, 2003) i powieść "Biały rój" (Wyd. Literackie, 2007). I właśnie o tej ostatniej traktuje niniejsza recenzja.

Jest rok 2207. Pewien astronom, nazwiskiem Benon Haywick, podczas rutynowych badań nieba wykrywa rój ogromnych lodowych brył zmierzających prosto na Ziemię. "Goście" dotrą na naszą małą błękitną planetkę za około sto lat i zmienią ją nie do poznania. Tak zmienią jak zmieniłby wybuch adekwatnej liczby bomb atomowych. Coś może ten eksperyment przeżyje, ale ludzie niekoniecznie. Niestety, ludzkość nie dysponuje artylerią zdolną ten problem rozwiązać w sposób klasyczny, czyli odstrzelić intruzom to i owo, a najlepiej wszystko. W obliczu tak postawionego problemu pan Haywick dochodzi do wniosku, że jedyną metodą na przetrwanie jest dostosowanie się człowieka do warunków mających nastać na Ziemi. W chwili, kiedy nasz bohater stara się zainteresować władze zaistniałym zagrożeniem, rozpoczyna się intryga będąca istotą całej powieści.

Zarysowana fabuła nie wygląda może zbyt rewolucyjnie. Takie pomysły mieli już inni, wcześniejsi pisarze, taki Kuttner chociażby. Sęk w tym, że sam pomysł to nie wszystko. Zimniak przede wszystkim stworzył bardzo ciekawą opowieść a fakt, że posłużył się znanym wcześniej motywem, w ogóle nie umniejsza jego dzieła. Co jest jednym z największych jego atutów - oprócz doskonałego warsztatu - to kreacja świata. Od naszych smutnych czasów minęło dwieście lat. Świat podzielony jest na tzw. latyfundia. Polska niestety - znów - zniknęła z mapy, stając się częścią latyfundium Preussen. Cóż, mogło być gorzej. Mogły być to Rosja lub Chiny... Autor nie rozpisuje się zbytnio na temat historii, ale nastąpić musiała jakaś zaiste większa zawierucha, skoro część obecnych terytoriów USA zajmuje twór państwowy o nazwie Królestwo Mzinga. Zamieszkany i rządzony przez ludzi rasy czarnej. Nie, to brzmi rasistowsko. Afroamerykanów. Nie, jakich Amerykanów - Afromanów. Jednym z ich największych miast jest Garvey, ze starą dzielnicą o swojskiej nazwie Harlem. Cóż, Wielkie Jabłko przemianowywane było już wcześniej. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że tym razem nie odkupiono go za garść paciorków...

następna strona

Najnowsze komentarze

ta pierwsz lepsza heh

'Biały rój' ma ten sam opis co 'Bogini z labradoru' xD

No :P Takie same opisy. A recenzję przeczytam później ;)

Ach te techniki klonowania, stają się coraz popularniejsze. tereaz stosują je już nawet e-chochliki ;)

Poprawine.

żeby książka się dobrze sprzedała musi mieć dobry tytuł

Chyba się skusze na "Biały Rój" :D

Hm, książki mogą być nawet ciekawe, ale nie mam na nie niestety kasy. :/ Może kiedyś sobie coś z tego kupię. Choć mam też na oku wiele innych książek. :P

Chciałbym zaznaczyć, że wkradła się literówka pod koniec wstępu newsa. :P Jest "opowiada o dwudziestoleciu między wojennym..." a powinno być "opowiada o dwudziestoleciu międzywojennym...". To się chyba razem pisze. ;)

Czytałem tą książke musze powiedzieć że bardzo mnie wciągneła chociaż przekładam fatastyke nad sci-fi.
Ciekawe zakończenie którego oczywiście nie zdradze :P Polecam !!!


graja z namithe witcher