informacje
najnowsze informacje
- Alien versus Predator - bitwa taneczna Piątek, 12.03.2010, 19:28
- DLC do BioShock 2 znajduje się na płycie z grą?! Piątek, 12.03.2010, 18:50
- Mafia II raczej bez kolejnego poślizgu Piątek, 12.03.2010, 16:31
- Dirt 3 w produkcji! Piątek, 12.03.2010, 15:25
- God of War III - posłuchaj polskiej wersji językowej Piątek, 12.03.2010, 14:34
- pełna lista informacji kliknij by zobaczyć
Mass Effect 2 - recenzja
Poniedziałek, 01.02.2010, godzina 19:05, autor: gram.pl
Premiera już za nami, szum medialny nieco ucichł... Czas więc najwyższy rozprawić się z najnowszą częścią kosmicznej sagi BioWare. Zapraszamy do lektury naszej recenzji gry Mass Effect 2.

Mass Effect 2, druga część kosmicznej trylogii BioWare, to kawał naprawdę dobrej, solidnej roboty. Kanadyjczycy dokonali wielu zmian w mechanice, jeszcze bardziej zbliżających grę do typowych strzelanek TPP. I wyszło jej to na dobre. Mass Effect 2 przykuwa na długie godziny do monitora i może być przyczyną kilku zarwanych nocy. Wciąga, choć nie porywa.















> Dragon Age - co do sieczki to jest, ale czy można ją nazwać bezsensowną? To kwestia sporna
> - dla niektórych [np. dla mnie] ciężkie, wymagające użycia talentów i odrobiny myślenia
> taktycznego bitwy są czymś, czego mi w grach tego typu brakowało. W większości RPG'ów
> nie trzeba wykorzystywać więcej niż 1-2 umiejętności aby ukończyć całą grę. Tutaj jest
> inaczej. :)
Ja nie przypominam sobie stosowania jakiejkolwiek zaawansowanej taktyki przy wycinaniu 2700 wrogów w DA. Z powodu tych kilku czarów które rozwalają całą grę, po prostu odpalasz = wygrywasz i idziemy dalej. Bardzo szybko nudne się to robi. W ME2 jest przegięcie w druga stronę, mała liczba strać z symboliczną ilością przeciwników. Nie ma kiedy pobawić się bronią i mocami.
Recenzje niestety są mocno przesadzone. Jak dla mnie gra lekka, łatwa, przyjemna, ładna i płytka jak kałuża. Materiały przedpremierowe o ME2 jako nowym standardzie cRPG można już spokojnie wyśmiać.
Ja mam pytanie, do tych co zarzucają ME2 uproszczenia w sferze "tworzenia" postaci. czego się spodziewaliście? Że wyzerują Sheparda i od nowa, 60 leveli, budujemy nowego bohatera? Wicie, rozumicie Shepard, uratowaliśmy Was, ale macie amnezję i nic nie pamiętacie. Dla mnie, to by grę zdyskwalifikowało na starcie. Bioware genialnie wykaraskało się z tradycyjnej wady kontynuacji, że nasz bohater nie jest na starcie lamusem totalnym. Owszem, na końcu jest jeszcze lepszym niż na starcie, ale podkreślam "jeszcze", bo na starcie jest dobry. Do tego czytałem gdzieś, że myk "dwa lata nie żył a wszyscy go poznają". A ile upłynęło od premiery "jedynki"? A kto ma być bardziej rozpoznawalny niż Bohater Drogi Mlecznej? Na czyj temat jest najwięcej plotek?
Do tego jesli ktoś zaczyna ME od dwójki, no to dla mnie jest to porażka sama w sobie. Ja grałem w dwójkę prawie zaraz po zakończeniu jedynki i doskonale się wczułem w nową rolę. Choc mojej renegackiej Shepardowej nowe "umocowanie prawne" mocno wadzi :D
Do tego dwójka - jak to część środkowa - nie może odkrywać za dużo kart, bo wtedy zakończenie nie miałoby pier...uderzenia :) To jest ta część gry, która świetnie "prowadzi" nas ku ostatecznemu rozwiązaniu. Dlatego tyle wysiłku włożono - moim zdaniem - w kompletowanie nowej ekipy. Dlatego - moim zdaniem - jest tak pozorny wybór zakończenia. Bo to wszystko ma prowadzić do ME3. Do WIELKIEGO FINAŁU.
Jeszcze jedno - RPG to się utarło, że bohater musi mieć 120 cech, 57 atrybutów i siedem suwaków umiejętności. Ale dla mnie, Shepard budowany konsekwentnie od jedynki jest postacią o wiele bardziej pozwalająca "odgrywać rolę" niż budowane za pomocą tryliona opcji postacie z innych gier. Dla mnie najlepszym dowodem na to, że ME jest role-playing to jest to, ze jak oglądam na YT jakieś filmiki z ME, to się dziwię, co to za wesołek udaje Sheparda. Przecież Shepard siedzi u mnie na dysku ;) To ja jestem Shepard :D
>
> Jeszcze jedno - RPG to się utarło, że bohater musi mieć 120 cech, 57 atrybutów i siedem
> suwaków umiejętności. Ale dla mnie, Shepard budowany konsekwentnie od jedynki jest postacią
> o wiele bardziej pozwalająca "odgrywać rolę" niż budowane za pomocą tryliona opcji postacie
> z innych gier. Dla mnie najlepszym dowodem na to, że ME jest role-playing to jest to,
> ze jak oglądam na YT jakieś filmiki z ME, to się dziwię, co to za wesołek udaje Sheparda.
> Przecież Shepard siedzi u mnie na dysku ;) To ja jestem Shepard :D
ale nie każdemu może przypasić odegranie rolii :)
Wtedy niepotrzebnie kupił dwójkę :)
Jeśli w jedynce nie "doznało się" integracji z bohaterem, to po co kupować dwójkę?
Jakiekolwiek porównania do Dragon Age są w tym momencie zupełnie chybione.
Mając IQ większe od krzesła, od razu da się zauważyć do czego zmierza Bioware. Lansuje nowe marki, coś podobnego do działań Blizzarda sprzed dobrych paru lat. Zamiast manewrować gotowymi licencjami, tworzy własne tytuły, czyli:
Dragon Age - z założenia pewnie ma to być gra dla "ortodoksów" cRPG, jest w miarę rozbudowany rozwój postaci, dużo sprzętu do ubierania pupili, realia fantasy, magię, gra jest długa, daje pozory swobody działania. Będą DLC, mają być dodatki, uniwersum na tyle dopracowane by wierzyć, że będą kontynuacje.
Mass Effect - miał to być pewnie po prostu "inny" RPG, taki KotoR, ale bez płacenia za licencję StarWarsów. No to zrobili własne uniwersum - i to bardzo fajne! Szybko doszli do wniosku, że dobrym pomysłem będzie zrobienie czegoś oryginalnego - zmiksowanie konwencji cRPG z grą akcji. Jak wyszło, tak wyszło - osobiście jestem jedynką zachwycony.
Z tego co wiem DA był planowany (ba, może i produkowany) wcześniej niż Mass Effect 1, mogę się mylić oczywiście. W każdym razie - niedługo po premierze DA (old skulowego cRPG - no powiedzmy) było już jasne, że ME2 będzie mocną alternatywą, odskocznią od starej i oklepanej konwencji.
I tu następuje moje ogromne zaskoczenie - taki DA, który jest ciągle lansowany na true orthodox cRPG, następcę Baldursa itd. ma fabułę prostą i naiwną jak budowa cepa! W trakcie gry niczego piorunującego nie odkrywamy, od początku wiadomo o co chodzi i do czego dążymy, ba, szybko wiadomo jak to się wszystko skończy. Mimo wszystko masa ludzi bawi się przy tej grze wspaniale - ja też! Ciekawy świat z garstką naprawdę fajnych pomysłów. Ale jednak byłem mocno zdziwiony idąc dalej, w stronę końca gry - z jednej strony seks i dużo przemocy, a z drugiej ... jest jakoś tak płytko.
Z kolei ME1 (warto przypomnieć - ukazał się przed DA) miał uniwersum dużo oryginalniejsze (i nie chodzi o skok z fantasy do s-f, po prostu nie jest to jakiś klon star treków/star warsów), a fabuła jest dla wielu do dziś jednym z lepszych doświadczeń jeśli chodzi o komputerowe gry nastawione na fabułę.
Czyli mamy jakiś paradoks. Gra rozbudowana pod względem mechaniki i budowy świata jest fabularnie bardzo naiwna i nie do końca wiadomo, czy jest skierowana dla dorosłych, czy dla mentalnie naiwnych dzieciaków, którzy mogą kupić grę ze znaczkiem 18+ bo niedawno odebrali dowód i ostatnio przeczytali Tolkiena. A z drugiej strony strzelanka z prymitywnym rozwojem postaci i rewelacyjnym wątkiem fabularnym. Powtarzam, że ciągle piję do ME1.
A ME2 wzbudził we mnie poważne obawy. Bawiłem się wyśmienicie, ale konstrukcja fabuły jest zrobiona w stylu bardzo podobnym do DA. Tak naprawdę od początku wiadomo jak się gra skończy - idziemy sklepać Collectorów, yo! Gdzieśtam po drodze dowiadujemy się kim oni naprawdę są, ale czy to coś zmienia? No a w dodatku już kompletnie nie mamy rozwoju postaci, ekwipunku i całej otoczki typowej dla cRPG. Całą resztę opisał świetnie Myszasty i nie rozumiem dlaczego ludzie temu przeczą. Przykład - czy bycie paragon/renegade zmienia cokolwiek poza wydźwiękiem odpowiedzi Sheparda? Nie. Często NPC odpowie dokładnie tak samo.
Mój nieśmiały wniosek jest taki - jeśli scenariusz do Me3 będzie pisał ten sam człowiek, co do DA i ME2 (bo to na pewno ten sam), to dostaniemy coś wspaniałego, jakąś mega hybrydę erpegów i strzelanek, która będzie zgarniać same 10/10, a której Myszasty wystawi 4kę albo 5kę, bo zauważy, że to wszystko jest super, ale brakuje właśnie tej jednej "małej" rzeczy - wciągającego wątku głównego.
Ale mimo to masie ludzi gra się wyśmienicie. To podobne zjawisko do DA, mimo samych różnic u obu tych tytułów, dostrzec można jedną cechę wspólną dla DA i ME2 - staranność wykonania. Nawet jeśli wątek główny kuleje z założenia (tu wielkie zło idzie z dużym demonem i cza zabić, a tu czea polecieć rozumisz i sklepać kolektorów, wszystko jasne), to jedno i drugie ma estetyczną oprawę audio wizualną, wygodną obsługę, bogaty świat wokół i po prostu dużą grywalność.
Co nie zmienia faktu, że wady wytknąć TRZEBA.
PS: Właśnie sobie uświadomiłem dlaczego nasz polski Wiedźmin był takim hitem. Warto było pisać taki wielki esej, sam się czegoś dowiedziałem :D
jeszcze mi powiedz jakie są różnice w rozwoju postaci między Geraltem a Shepardem z "jedynki" :D
Takie samo przypisywanie punktów (ba, nawet to z dwójki jest bardziej podobne do wiedźmińskiego, bo te niby "srebrne" talenty to "kumulacje" z ME2).
Ja mam na szczęście tą przewagę, że uwielbiam KotORy, Fallouty, Tormenta, NWNy, itd itp :)
ale te sympatie nie wykluczają mnie z sympatii do Sheparda. Tym bardziej, że po próbie bycia "idealistą" zagrałem "renegatem" i gra mnie ukradła ;) Nadal jestem dobry..ale dobry jak Bruce Willis. Strzelam do złych, a nadal mnie wszyscy lubią :)
Bycie złym-dobrym jest cudowne :) Szczególnie z Jennifer Hale :)
> Ja nie przypominam sobie stosowania jakiejkolwiek zaawansowanej taktyki przy wycinaniu
> 2700 wrogów w DA. Z powodu tych kilku czarów które rozwalają całą grę, po prostu odpalasz
> = wygrywasz i idziemy dalej.
Jak się domyślam grałeś na łatwym albo normalnym poziomie trudności? :) Musisz wiedzieć, że na trudnym czary obszarowe o których pewnie wspominasz zadają naszym sojusznikom CAŁOŚĆ OBRAŻEŃ, a nie tylko część, przez co trzeba myśleć kiedy używamy tych "kilku czarów".
Swoją drogą - skoro było dla Ciebie za prosto, to dlaczego nie włączyłeś wyższego poziomu trudności? I nie mów mi, że grałeś na jakimś wyższym, bo w to nie uwierzę - nie znam osoby, która grałaby na wyższym poziomie niż normalny i by nie mówiła o licznych wczytywaniach gry "bo nie poszło" czy ślęczeniu za każdym razem non stop w trybie pauzy myśląc w kogo co strzelić. Jeżeli z Tobą było inaczej - to gratuluję perfekcyjnego umysłu mogącego ogarnąć wszystko w 3 sekundy, chociaż i tak nie wierzę, cobyś chociaż spróbował jakiegokolwiek wyższego poziomu trudności. Pewnie było to typowe "rzuć burzę, rzuć zamieć, zsiekaj wszystko co żyje".
> Jak się domyślam grałeś na łatwym albo normalnym poziomie trudności? :) Musisz wiedzieć,
> że na trudnym czary obszarowe o których pewnie wspominasz zadają naszym sojusznikom CAŁOŚĆ
> OBRAŻEŃ, a nie tylko część, przez co trzeba myśleć kiedy używamy tych "kilku czarów".
Ale co tu kombinować, widzimy maga/emisariusza? Uderzenie many - nie ma co zbierać, nas nie rusza. Na resztki stożek zimna i roztrzaskujemy. Na wszelki wypadek pole siłowe i miażdżące więzienie. Dla lepszego efektu potęga zaklęć, i tak do końca. Jeszcze jak pójdziemy w mistycznego woj. to nic nam nie podskoczy, nawet na poziomie koszmar. Można sobie urozmaicić klątwami i masowym paraliżem, ale obejdzie się. W pomieszczeniach nawet łatwiej, walimy obszarówkami przez ściany (to chyba bug) i po zabawie.
> Z kolei ME1 (warto przypomnieć - ukazał się przed DA) miał uniwersum dużo oryginalniejsze
> (i nie chodzi o skok z fantasy do s-f, po prostu nie jest to jakiś klon star treków/star
> warsów), a fabuła jest dla wielu do dziś jednym z lepszych doświadczeń jeśli chodzi o
> komputerowe gry nastawione na fabułę.
Bez przesady. Ja w ME nic oryginalnego nie widziałem. Zwykła kompilacja pomysłów i wątków znanych od lat z książek, gier i filmów. Widać mocno inspirację m.in. Strar Trek, Star Wars i Aliens.
> A ME2 wzbudził we mnie poważne obawy. Bawiłem się wyśmienicie, ale konstrukcja
> fabuły jest zrobiona w stylu bardzo podobnym do DA. Tak naprawdę od początku wiadomo
> jak się gra skończy - idziemy sklepać Collectorów, yo! Gdzieśtam po drodze dowiadujemy
> się kim oni naprawdę są, ale czy to coś zmienia?
Czyli dokładnie jak w pierwszym ME. Już na samym początku wpadamy na Sarena i Gethy a chwilę później, po dołączeniu Tali już wiemy wszystko o Proteanach, cyklicznym wymieraniu cywilizacji i kto za tym wszystkim stoi. Pozostaje tylko wystrzelać drogę do finału.
W DA i ME główny wątek główny jest prawie identyczny. Pradawne zło ponownie zagraża Ferelden/galaktyce, któremu my jako członek elitarnej organizacji Szarej Straży/Widm musimy stawić czoła. Oczywiście wszyscy lekceważą zagrożenie więc zebranie armii/sojuszników spada na nas. Obowiązkowy "niespodziewany" zwrot akcji i zdrada.
> Czyli dokładnie jak w pierwszym ME. Już na samym początku wpadamy na Sarena i Gethy a
> chwilę później, po dołączeniu Tali już wiemy wszystko o Proteanach, cyklicznym wymieraniu
> cywilizacji i kto za tym wszystkim stoi. Pozostaje tylko wystrzelać drogę do finału.
> W DA i ME główny wątek główny jest prawie identyczny. Pradawne zło ponownie zagraża Ferelden/galaktyce,
> któremu my jako członek elitarnej organizacji Szarej Straży/Widm musimy stawić czoła.
> Oczywiście wszyscy lekceważą zagrożenie więc zebranie armii/sojuszników spada na nas.
> Obowiązkowy "niespodziewany" zwrot akcji i zdrada.
W ME1 nie ma "obowiązkowej zdrady". A po drodze do końca dowiadujemy się wielu ciekawych i często zaskakujących rzeczy. Gdy przechodziłeś grę pierwszy raz, miałeś jedynie szczątkowe informacje i dostawałeś małe ochłapy. Kilka mocnych momentów w dalszym etapie gry uchylało coraz więcej prawdy - spoiler: [ o Sarenie i jego "statku", spotkanie Thoriana, Benezii, dyskusja z Sarenem w fabryce sztucznych Kroganów, aż wreszcie kolejny beacon i dialog z Namiestnikiem. A na dobitkę proteańskie AI na Ilos, które opisało dramatyczną walkę z Reaperami. ]
W jedynce działo się wiele, a wiadomo było bardzo niewiele. Mieliśmy ogólny zarys sytuacji, która była poniekąd jasna, ale w momencie gdy dochodziły kolejne informacje, zupełnie zmieniało to wszystko postać rzeczy. Porównanie tego do DA jest moim zdaniem obraźliwie. Jedyna "tajemnicza" i dramatyczna kwestia jaka wynikła w trakcie gry, to fakt, że jak Grey Warden usiecze arcydemona to sam dednie. Coś jeszcze?
Naskrobałem już coś w temacie głównym o ME2 ale widzę, że tutaj toczy się ciekawsza dyskusja wiec pozwolę sobie (po kilku zmianach) wypowiedzieć się i tutaj. Tytułem wstępu zaznaczę tylko, że uniwersum z ME podoba mi się dużo bardziej niż to z Gwiezdnych Wojen czy Star Treków. Poniżej będzie tylko o minusach gry, pozostałe jej aspekty przypadły mi raczej do gustu (mniej lub bardziej).
ME2 miało według mnie bardzo duży potencjał, który został niestety zmarnowany. BioWare wyszło chyba z założenia: "Nie dajmy im teraz za dużo, zostawmy to sobie na część trzecią". Ktoś tutaj napisał, że ME2 jest czymś w rodzaju wypełniacza i zapchajdziury pomiędzy ME1 i ME3, uważam, że się nie w ogóle pomylił bo takie można właśnie odnieść wrażenie, tak zapewne też jest ale tak na pewno być nie powinno! Ogromny minus za to dla BioWare.
Główny wątek fabularny w swoich ogólnych założeniach jest dość dobry ale już jego poprowadzenie zostało zepsute. Jest za krótki, przydałby się jakiś zwrot akcji, zaskakujące wydarzenie lub jedno czy dwa dodatkowe spotkania ze Zbieraczami, ponadto zadania poboczne mogłyby być nieco bardziej rozbudowane.
Oprócz misji związanych z członkami drużyny i trzech (o ile dobrze pamiętam) dotyczących głównego celu i Zbieraczy w galaktyce nie ma praktycznie nic ciekawego do zrobienia, nie warto też tracić czasu na zbieranie złóż na wszystkich planetach bo nie ma co z nimi później zrobić, kończąc grę miałem na koncie kolejno po około: 50k, 200k, 150k i 250k minerałów, a z większości planet złóż i tak nie zebrałem (na oficjalnym forum ktoś ma chyba nawet po 700k).
W ME1 mieliśmy dużo planet, na których po wylądowaniu robiliśmy praktycznie zawsze to samo, w ME2 mamy masę planet, na których nie lądujemy, a jedynie skanujemy w poszukiwaniu złóż. Z jednej skrajności w drugą.
Te kilka dodatkowych zadań na dwóch głównych stacjach i dwóch głównych planetach nie wyróżnia się niczym szczególnym, przynajmniej żadne z nich nie utrwaliło mi się na tyle bym mógł o nim teraz wspomnieć, jawią się one bardziej jako typowe zapychacze, a przydałoby się choć kilka związanych mniej lub bardziej z wątkiem głównym. Są jeszcze zadania ukryte na kilu planetach ale tutaj też nie jest różowo. Obiecywali poprawę w tej materii i fakt, lokacje na których lądujemy różnią się od siebie znacząco ale zabawa na nich sprowadza się do 10-minutowych rajdów przez fabrykę lub bazę wroga, wyjątek to misja obronna rannej Quarianki i badanie miejsca katastrofy Normandii. Co z królową Raknii? Jeden króciutki dialog z jej posłańcem to stanowczo za mało (chyba, ze coś przegapiłem).
Szkoda też, że nie wprowadzono zbroi dla członków drużyny. Istnieje możliwość zmiany stroju towarzysza po osiągnięciu przez niego statusu lojalności ale nie wiąże się to z żadnymi korzyściami dla niego, oprócz wizualnych, a wystarczyło dodać do każdego z wdzianek jakieś dodatkowe bonusy.
Przyczepie się jeszcze do achivmentów. Zdecydowana większość z nich robi się sama więc co to za osiągnięcia? W części pierwszej zdobycie któregoś z nich wiązało się z dodatkowymi bonusami do statystyk broni czy umiejętności, więc i motywacja była większa, w ME2 nic z tego się nie uświadczy, a moja satysfakcja z ich posiadania, oprócz tego z kombinacjami dwóch mocy biotycznych, równa się 0.
W ogólnym rozrachunku w ME2 grało mi się bardzo przyjemnie niestety dość często czułem pewien niedosyt, a w głowie pojawiały się myśli „To już koniec?” lub „To wszystko?”. Brakuje dopieszczenia głównej opowieści i historii pobocznych. Co do użytego schematu fabularnego, identycznego zresztą jak w DA, to nie przeszkadzał mi on tak bardzo, za to podsumowania po każdej misji efektywnie wyrywały mnie z tzw. imersji.
> a to co mnie nie cieszy - końcówka me1, anderson i udina tacy podjarani, że będą walczyć
> ze żniwiarzami i że ludzie jako rada będą działac i takie sranie w banie...a w dwójce
> próbują wszystko zatuszować (tzn. żniwiarzy)
W sumie dobre zagranie pasujące chociażby do polityków. Obiecują wiele a nie robią nic :)
> > a to co mnie nie cieszy - końcówka me1, anderson i udina tacy podjarani, że będą walczyć ze żniwiarzami i że ludzie jako rada będą działac i takie sranie w banie...a w dwójce próbują wszystko zatuszować (tzn. żniwiarzy)
>
> W sumie dobre zagranie pasujące chociażby do polityków. Obiecują wiele a nie robią nic :)
W grze brakuje jakiegoś poważniejszego wytłumaczenia tego co działo się prze te dwa lata. Zginęło mnóstwo obywateli, ogromne straty materialne, zniszczenia w Cytadeli i na dobrą sprawę nikt się tym później nie przejął. Po części rozumiem posunięcia rady w stosunku do obywateli, chcieli nie dopuścić do paniki itp. ale ich wyjaśnienia przy spotkaniu z Shepardem to kpina. To samo zresztą przy spotkaniu ze znajomą reporterką, prasa zupełnie olała temat jakby był to nic nieznaczący incydent, ot codzienność na Cytadeli.
Brakuje jakiś zadań związanych ścisłe z przeszłością i tymi dwoma latami, nikogo nie interesowało czy Żniwiarze mimo bycia rzekomym mitem mogą być jednak prawdą, tym bardziej, że mnóstwo ludzi i przedstawicieli innych ras widzieli jednego z nich osobiście. Społeczność galaktyczna w uniwersum ME to sami ignorancji i głupy, inaczej ich podsumować się nie da.
Poza tym, podstawową wadą ME2 jest właśnie całe to niedopracowanie fabularne i zrobienie gry na odwal się, na dobrą sprawę ME2 nic nie wnosi do samej historii. Nie wiem czy EA naciskało BioWare żeby wypuścili ME2 jak najszybciej przez co cięto wszystko jak i kiedy się dało czy też była to ich własna inicjatywa ale jedno mogę stwierdzić, że nie wyszło to grze w wielu kwestiach na dobre.
> W ME1 nie ma "obowiązkowej zdrady".
A Saren?
> A po drodze do końca dowiadujemy się wielu ciekawych
> i często zaskakujących rzeczy. Gdy przechodziłeś grę pierwszy raz, miałeś jedynie szczątkowe
> informacje i dostawałeś małe ochłapy.
Po przyłączeniu Tali wiadomo już wszystko na temat Gethów, Sarena, Benezji i Żniwiarzy. Czyli w ok. 1h gry. Reszta sprowadzała się do odnalezienia i dokopania temu towarzystwu. A większość czasu i tak spędzamy skacząc po planetach w Mako.
> Kilka mocnych momentów w dalszym etapie gry uchylało
> coraz więcej prawdy - spoiler: [ o Sarenie i jego "statku", spotkanie Thoriana, Benezii, dyskusja
> z Sarenem w fabryce sztucznych Kroganów, aż wreszcie kolejny beacon i dialog z Namiestnikiem.
> A na dobitkę proteańskie AI na Ilos, które opisało dramatyczną walkę z Reaperami. ]
Co do samej fabuły już niewiele wnosiło, popychało tylko akcję do przodu. Od początku wiadomo kto pociąga za sznurki i jaki ma w tym cel.
Dyskusja o wyższości uniwersum ME nad DA, czy odwrotnie, jest pozbawiona sensu. Obydwa są totalnie wtórne i pełne kalek z innych produkcji. Do bólu typowe fantasy z elfami, krasnoludami, smokami i równie typowa space opera z humanoidalnymi obcymi i statkami kosmicznymi ze świstem przecinającymi próżnię. Bioware nigdy nie słynęło z oryginalności a recykling fabuły i postaci to norma.
> Dyskusja o wyższości uniwersum ME nad DA, czy odwrotnie, jest pozbawiona sensu. Obydwa
> są totalnie wtórne i pełne kalek z innych produkcji. Do bólu typowe fantasy z elfami,
> krasnoludami, smokami i równie typowa space opera z humanoidalnymi obcymi i statkami
> kosmicznymi ze świstem przecinającymi próżnię. Bioware nigdy nie słynęło z oryginalności
> a recykling fabuły i postaci to norma.
Mimo to fabularnie obydwie gry są naprawdę dobre i wciągają na długie godziny co jest najważniejsze. Ciężko wymyślić już coś nowego szczególnie w klimatach fantasy...Jeśli idzie o wyjątkowość to chyba tylko Jade Empire było czymś "innym".
gra wyśmienita, wsyssa jak nie wiem co.
największe brawa i gratulacje należa się Jackowi Wallowi za muze w super klimacie, dodającą ostro tempa dokładnie w tych momentach w których potrzeba.
brawo!
No to zaczynając do Początku. Świat Mass Effect bardzo rozbudowany i przyjemny a moce Jedi zastąpione biotyką co wyszło bardzo ,,godnie". ME1 bardzo mi się podobało fabularnie i graficznie. Rozwój postaci też mi bardzo odpowiadał można było prawie wszystkie staty podnieść na maksa(60 poziomów) co w większości gier RPG jest niemożliwe. Przyszła dwójka i od początku dobiły mnie zmiany, które poczyniono by odróżnić od jedynki. Mniejsza ilość umiejętności do rozwoju - nie przeszkadza mi zupełnie; zmiany w sposobie strzelania i ulepszania broni - wkurzyło mnie bardzo. W jedynce na koniec mogłem strzelać z pistoletu non stop bez przegrzewania a tu wprowadzili amunicję, no i brak ulepszeń broni a to było naprawdę niezłe, rodzaje ulepszeń powodowały, ze można było zrobić naprawdę potężną broń czy pancerz; brak możliwości zmiany pancerza w czasie misji - jeszcze jakoś ujdzie ale możliwość zdjęcia lub założenia hełmu to błąd, skanowanie planet - bardzo wkurzające, monotonne i dołujące - w jedynce ciągle było to samo ale na planecie były 2-3 złóż i jakieś anomalie które były zabawne choć jazda w Mako po raz kilkudziesiąty była trochę nudna - a w ME2 było to po prostu nudne; Mała ilość badań poprawiających - stanowczo za mało i za słabo rozbudowane. Fabuła w dwójce byłą dobra, miała kilka momentów zadziwiających ale jak ktoś wyżej wspomniał nie była szczególnie tajemnicza czy niespodziewana(w ME2 kto jest głównym wrogiem na początku Saren ale później okazuje się, że Żniwiarze). Najbardziej irytujące było całkowite odcięcie od ,,mapy: i fabuły jedynki. Nie można było nigdzie wrócić (Cytadela to jeden pokój), nic rozwiązać żadnych questów czy wątku w starej przestrzeni zupełnie jak byśmy byli w innym świecie. Błąd fabularny w ME1 ciągle mówiło się, że przekaźnik Omega zaginął i nikt nie wie gdzie on jest w ME2 okazało się, że przymierze ciągle tam lata a ludzi jest tam pełno. Podsumowując gra mi się spodobała ale jak ma znowu przechodzić przez te misje poboczne i skanowanie.
Co tu dużo mówić: świetna grafika, świetna muzyka, świetna fabuła, świetne bronie, świetnie wielki wszechświat, super uzależniająca, super, czad, wypas!!!!!! chociaż ma parę minusów w porównaniu do ME 1 ale i tak to najlepszy RPG na całym świecie! BIOWARE rządzi w grach i MASS EFFECT 2 to ich najlepsza seria. Mam nadzieję że ta seria nie skończy się na trzeciej części...
> Mam nadzieję że ta seria nie skończy się
> na trzeciej części...
Historia komandora Sheparda skończy się na 3 części. Ale Casey Hudson mówi że stworzyli zbyt bogaty świat żeby go potem porzucić ;)
Marco_Polo /
supprzem
Cieszę się, że są na tym forum ludzie którzy potrafią ocenić tą grę na trzeźwo. Ja też ją oceniam tak jak wy i daleki jestem do tego wszechogarniającego podniecania się, że to jest gra naj...., super....., itd.itp. Akurat kilka dni temu ją ukończyłem chyba na 99%. Jedno zadanie którego nie wykonałem to załatwienie jakiejś flaszki dla Pani Doktor na Normandy. Reszta poszła gładziutko i bez najmniejszego wysiłku. W końcowej walce z "robalem" straciłem tylko Mirandę ale jakoś jej nie żałuję.Wiem, że można było inaczej to skończyć, czyli tak aby wszyscy przeżyli. Ale mi się już po prostu nie chce.A nie chce z tych powodów o których wy dobitnie napisaliście.
Po ukończeniu ME2 od nowa zacząłem grać w ME1. Tak dla porównania. Owszem, grafika jest zauważalnie lepsza. Mamy więcej postaci w załodze.Ale np. poszczególne lokacje niczym jakościowo się nie różnią w obydwu częściach. No i fabuła w ME2 jest uważam duuuużo gorsza od ME1.A zmiany w sterowaniu, rozwijaniu postaci czy kreowaniu fabuły? No są. Ale czy to rewolucja usprawniająca rozgrywkę. Raczej nie.
Teraz poczekam spokojnie na ME3. I mam nadzieję, że si e nie zawiodę.Mam też takie swoje fabularne maleńkie nadzieje : że Tali ściepnie w końcu kombinezon i zobaczę piękną Quariankę ( zapewne jest piękna), że Liara powróci do teamu bo Samara jest mało przekonująca jako postać fabularna,że Przymierze zawrze pakt z Cerberusem i przy pomocy technologii za statku Zbieraczy da porządnego kopa Żniwiarzom, że będzie ze mną Legion i Jack ( dla mnie najlepsze postacie) oraz na koniec to, że ME3 nie przemutuje się już kompletnie w typową strzelankę a raczej skieruje się w kierunku super RPG z elementami strzelanki.