Recenzja

Smocze Szaleństwo - recenzja Spyro: Reignited Trilogy

Michał Grabowski, 23.11.2018 11:00 1

Mały smok o wielkim sercu powraca w jeszcze lepszym stylu!

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, iż remastery są dziś niepotrzebne. Czasami dobrze jest zobaczyć swoich ulubionych bohaterów z dzieciństwa w nieco lepszej oprawie graficznej lub bez pewnych ograniczeń tamtych czasów. Mimo, że po włożeniu płyty do napędu pewne ciarki po plecach już nie przechodzą, to nadal warto przenosić się starych, dobrych czasów. Sprawdzać, czy dane produkcje po latach sprawiają tyle samo frajdy. Pojawienie się na rynku Spyro: Reignited Trilogy z okazji dwudziestolecia serii o sympatycznym stworku to świetna okazja na to, aby pokazać młodszym odbiorcom, w co grali ich starsi koledzy w czasach pierwszego PlayStation.

Co najważniejsze – mimo wielu lat Spyro pod względem pewnych mechanik oraz łamigłówek w platformówkach wcale się nie zestarzał. A już na pewno nie tak, jak faktycznie myślałem, że mógłby. Być może dlatego, że każda z odsłon trylogii opiera się na bardzo podobnym schemacie działania, a jedyne co się zmienia to wachlarz umiejętności głównego bohatera oraz kilka elementów urozmaicających zabawę np. nowi bohaterowie czy zadania do wykonania. O wiele lepiej obserwuje się ewolucję serii w przypadku Spyro niż chociażby Crasha Bandicoota, w którym pierwsza część o wiele bardziej odstawała od reszty. Spyro trzyma ten poziom oddając w ręce gracza coraz to nowe możliwości, a trzon zabawy pozostaje ten sam. Nadal skaczemy, latamy, podpalamy przeciwników i zbieramy skarby rozrzucone po różnych mapach. Zmienia się tylko stopniowo poziom trudności, który w przypadku trójki jest nieco wyższy w porównaniu z jedynką, co jest bardzo dużym plusem.

O ile warstwa platformowo-łamigłówkowa praktycznie się nie zestarzała, tak pod względem samej oprawy graficznej ekipa Toys for Bob zrobiła kawał solidnej roboty. Nie tylko odwzorowali znane przed laty poziomy, ale również tworząc pewne ich elementy od zera. Porównując wersję oryginalną z dzisiejszą muszę przyznać, że powrót bolał i to bardziej, niż myślałem że faktycznie może. Twórcy dzięki Reignited Trilogy podarowali Spyro drugie życie w świetnym stylu zachowując również wierność oryginałowi. Dosłownie. Kto bawił się w skakanie do ostatniego smoka w Tree Tops wie co mówię.

Znalazło się również miejsce na nowe żarty, które nadają tej całej przygodzie jeszcze większego uroku.

To, co jednak może niektórych graczy kuć w oczy to fakt, iż odświeżona trylogia Spyro działa w trzydziestu klatkach na sekundę i co jakiś czas potrafi lekko chrupnąć. Nie jest to co prawda coś, co skutecznie potrafi odebrać radość z zabawy i można się do tego przyzwyczaić, ale szkoda, że nie udało do tej pory uzyskać idealnego wyniku bez przycinek. Nie licząc kilku nietypowych sytuacji, to właściwie można byłoby powiedzieć, że to remaster prawie idealny wraz z odświeżonymi na tę okoliczność utworami (co wcale nie wyklucza możliwości odsłuchania oryginalnej ścieżki dźwiękowej).

Świetnym ułatwieniem jest dodatnie do gry mini-mapy, choć prawdę mówiąc z mojej perspektywy o wiele lepiej czułem się bez niej. Być może to kwestia przyzwyczajenia lub znajomości danych poziomów, ale tak czy inaczej to zawsze dobry gest w kierunku tych, którzy w dzisiejszych czasach mogliby czuć się zagubieni. Zaskoczył mnie natomiast kompletny brak napisów w przypadku dialogów, co w przypadku wielu gier tak właściwie jest już czymś normalnym. Sam czasami wolę zerknąć na to, co znajduje się trochę niżej tylko po to, aby sprawdzić, czy coś dobrze usłyszałem… a tu pojawia się przykra niespodzianka chociażby dla tych, którzy mają problem ze słuchem lub zwyczajnie potrzebują tego typu wsparcia w obcowaniu z grami. Mam nadzieję, że z czasem ta opcja w grze zagości, bo głupio jest obniżać ocenę tak dobrego remasteru przez brak tego elementu.

Inną przypadłością jest fakt, że kupując wersję pudełkową gry tak właściwie instalujecie za pośrednictwem płyty tylko kilkanaście megabajtów danych. Resztę trzeba pobrać, a to już około 80 gigabajtów danych. Bez względu na to, czy macie stałe łącze kosmicznej prędkości, czy też wasz internet z miesiąca na miesiąc ledwo zipie, to w rzeczywistości wydawanie wersji pudełkowej tylko dla faktycznej chęci posiadania pudełka mija się z celem. Tym bardziej, jeśli liczyliście na o wiele szybszą instalację gry na dysku konsoli i dociągnięcie kilku niezbędnych łatek. Choć z drugiej strony to naprawdę zaskakujące, że wszystkie trzy gry ze Spyro zajmują aż tyle miejsca na dysku. Nie żeby to było w dzisiejszych czasach aż tak dużym zaskoczeniem, ale być może twórcy chcieli w ten sposób pokazać ile faktycznie zajmował na dysku PlayStation pierwszy Spyro… Tego chyba nigdy się nie dowiemy.

Nie zmienia to jednak faktu, że Spyro: Reignited Trilogy to naprawę porządny i na swój sposób uroczy remaster, który wielu graczom posłuży za świetny powrót do czasów dzieciństwa. Z drugiej strony, jeśli po prostu uwielbiacie platformówk, a nigdy nie mieliście przyjemności zapoznać się z sympatycznym smokiem, to gwarantuję wam, że również będziecie się świetne bawić. Tym bardziej, że idąc w kolejności chronologicznej nie tylko poznacie przyjemną historię pełną zabawnych sytuacji, ale również sama gra będzie stawiała przed wami coraz to nowsze wyzwania. Dlatego z tym większym smutkiem przychodzi mi tych kilka punktów odjąć kilka problemów, które aktualnie tę pozycję trapią.

Ale kto nie jest bez wad? No i kto nie lubi tego przeuroczego smoka?

  • Świetnie odświeżone trzy pierwsze części przygód Spyro
  • Graficznie przepiękna
  • Możliwość wyboru jednej z dwóch wersji ścieżki dźwiękowej
  • Mimo wielu lat na karku nadal trzyma poziom!
  • Ułatwienia dla nowych graczy.
  • Brak napisów
  • Regularna, drobna czkawka w płynności rozgrywki
  • Po co komu płyta, gdy gra ściąga się praktycznie w całości...
Mimo pewnych braków warto ponownie wyruszyć w poszukiwaniu przygody! 8.5
najnowsze