InformacjeRecenzja - konsole

Sny o Przedwiecznym - recenzja Call of Cthulhu

... Łukasz Wiśniewski

Wciągająca wyprawa do świata, w którym zdrowie psychiczne jest największym przekleństwem.

Zew Cthulhu. Ciekawe, czy gdyby Lovecraft miał wskazać dowolne ze swoich dzieł, które najmocniej zakorzeni się w kulturze masowej, to wybrałby właśnie to, wydane już niemal sto lat temu krótkie opowiadanie. Być może nie, ale jednak to historia podmorskiego szkaradzieństwa i jego wpływu na ludzki umysł stała się fundamentem dla propagowania twórczości mistrza grozy i czerpania z niej garściami przez nowożytne media. Z tym tematem postanowiła zmierzyć się także ekipa z francuskiego Cyanide Studio, a o owocach jej prac nad przygodówką Call of Cthulhu przeczytacie poniżej.

Rok 1924. Prywatny detektyw i weteran I wojny światowej Edward Pierce stopniowo popada w dekadencję. W przy pomocy środków nasennych i sporej dawki alkoholu walczy z dręczącymi go wspomnieniami i dosyć nietypowymi koszmarami, które nawiedzają go we śnie. Konsekwentnie odrzuca wszystkie zlecenia, co wkrótce ma go kosztować utratę licencji. Niespodziewanie u jego progu pojawia się ojciec popularnej malarki, która tragicznie zginęła wraz z całą rodziną w niezbyt jasnych okolicznościach. Przyparty do muru detektyw decyduje się podjąć sprawę i wyjaśnić przyczyny śmierci Sary Hawkins. Tak w dużym skrócie kształtuje się fabuła pierwszych minut rzeczonej produkcji. Z oczywistych przyczyn nie będę zagłębiał się w dalsze jej aspekty, bo już po chwili możemy się zorientować, że to ona jest największą siłą Call of Cthulhu. Pozornie prosta sprawa na słynącej kiedyś z wielorybnictwa wyspie Darkwater szybko okazuje się pełna nieoczekiwanych przeszkód, a wykreowana na potrzeby gry intryga wcale nie jest szyta tak grubymi nićmi, jak mogło się to początkowo wydawać.

Deweloperzy nie tylko garściami czerpali z twórczości Lovecrafta, ale podchwycili też sposób prowadzenia przez niego narracji. Mroczna opowieść stopniowo zatacza coraz szersze kręgi, a na jaw wychodzi także fakt, że początkowo transparentne motywacje niektórych bohaterów były jedynie pozą, która miała nas zbić z tropu. Wszystkie elementy opowieści, tak jak u Lovecrafta, są dokładnie i wyczerpująco opisane, by dostarczyć nam jak najwięcej informacji o zebranych poszlakach. Ich właściwa interpretacja zależy już jednak wyłącznie od nas. Do tego wszystkiego dochodzi jednak czynnik zupełnie przez protagonistę nieoczekiwany, jakim jest wpływ tytułowego Przedwiecznego. O ile twórcy zdecydowali się zaprezentować nam poszczególne wydarzenia w sposób klarowny i zrozumiały, to kolejne kontakty bohatera z czynnikami nadprzyrodzonymi konsekwentnie posuwają go w kierunku coraz mniejszej poczytalności. Warto przy tym zaznaczyć, że dla niemal każdego wątku śledztwa istnieje kilka rozwiązań, a od wybranej przez nas ścieżki zależy, jak potoczy się dalsza opowieść i z jaką traumą dla Pierce’a się ona zakończy.

Muszę przyznać, że przełożenie stylu, w jakim Lovecraft zawiązuje wątki fabularne w swoich opowiadaniach, wyszło twórcom nad wyraz dobrze. W konsekwencji miejscami akcja zwalnia nieco za mocno, aczkolwiek nie stanowi to zbyt dużej przeszkody w odniesieniu do całości i jedynie podkreśla silnie zarysowany wątek detektywistyczny. Wykreowane na potrzeby gry postacie są przekonujące, wiarygodne i chociaż wydaje się, że dzięki bogatym opisom w dzienniku wszystko mamy podane jak na dłoni, to historia nie staje się banalna i przewidywalna.

Akcja Call of Cthulhu została podzielona na kilkanaście rozdziałów, które przebiegają liniowo i rozgrywają się w najistotniejszych dla opowieści zakątkach wyspy Darkwater. Mogłoby się wydawać, że gra skorzystałaby mocno z umieszczenia jej akcji w otwartym świecie, ale szybko przekonujemy się, że zamknięte, wcale nie bardzo małe obszary i tak dostarczają nam sporo kłopotów w odnajdywaniu niektórych poszlak. Całość wykonana jest dosyć intuicyjnie, ale jasno określone cele dla każdego etapu pozwalają nam z pasją oddać się temu, co w Call of Cthulu najważniejsze, czyli prowadzeniu śledztwa.

Na każdym kroku poddajemy pod wątpliwość przekazywane nam informacje, szukamy wskazówek, podsłuchujemy czy grzebiemy w cudzych rzeczach. Wszystko to ma pozwolić nam złapać właściwy trop i nawet jeśli często dochodzimy ostatecznie do tych samych wniosków, to jak już wspomniałem, dla wielu zagadek istnieje kilka rozwiązań. Pierwsze decyzje zaczynają się już w gabinecie Pierce’a, gdzie musimy rozdysponować otrzymane punkty dla kilku dostępnych statystyk. Wśród nich znajdziemy: dociekliwość, która pozwoli interpretować niektóre dowody; elokwencję odpowiedzialną za więcej opcji dialogowych podczas interakcji z postaciami niezależnymi; intuicję, dzięki której w świecie gry pojawi się więcej ukrytych przedmiotów; siłę, która pozwala skorzystać z najbardziej elementarnych argumentów oraz psychologię, za której sprawą lepiej rozszyfrujemy stojące za niektórymi działaniami motywacje. Na dokładkę otrzymujemy jeszcze medycynę i okultyzm, które pozwolą lepiej zinterpretować okoliczności śmierci czy naturę powiązanych z siłami nadprzyrodzonymi przedmiotów. Obok tych początkowych, punkty rozwoju bohatera otrzymujemy wraz z zakończeniem kolejnych zadań, a inwestowanie ich w określone dziedziny ma decydujący wpływ dla przebiegu rozgrywki i dostępnych podczas niej działań dla protagonisty.

Uzupełnieniem dla czytania książek, zbierania poszlak czy interakcji z postaciami niezależnymi jest dostępny jedynie w wybranych pomieszczeniach tryb retrospekcji. Po pojawieniu się odpowiedniego komunikatu możemy cofnąć się w czasie, by zbadać niezbyt czytelne miejsce i ustalić przebieg wydarzeń. W tym aspekcie niestety gra jest zdecydowanie za łatwa — o ile zazwyczaj dla osiągnięcia wymaganych celów musimy się nieco wysilić i pokombinować, to tutaj otrzymujemy wszystkie poszlaki jak na dłoni. Wystarczy tylko podążać nimi jak po sznurku, by dojść do oczekiwanych wniosków. Podczas retrospekcji przydałoby się sporo elementów zupełnie przypadkowych, wprowadzających w błąd czy zwyczajnie bez większego znaczenia oraz opcja by to po sprawdzeniu ich wszystkich gracz konkludował wyniki retrospekcji. Oczywiście niewłaściwa interpretacja mogłaby nieco wypaczyć to, co twórcy chcieli nam zaprezentować, ale z pewnością podniosłoby poziom immersji z Call of Cthulhu.

Od strony technicznej Call of Cthulhu prezentuje się dwojako. Na gruncie mechanik rozgrywki — interakcji z wykreowanym światem i postaciami niezależnymi — trudno znaleźć choćby najmniejsze uchybienie czy błąd, ale chociaż pocięcie świata na kawałki stanowiło zapewne pewien kompromis dla zarządzania pamięcią sprzętu, to nietrudno zauważyć, że nie jest to najpiękniejsze wydanie silnika Unreal na rynku. O ile jakość oprawy graficznej doskonale koresponduje z ciężkim, mrocznymi i nieco oderwanym od rzeczywistości klimatem tytułu, to nieco przydługie ekrany ładowania i doczytujące się w locie tekstury przedmiotów w menu mocno rzucają się w oczy. Podobnie jak twarze bohaterów, które miejscami nieco kuleją zarówno pod względem wizualnym, jak i mimiki (chociaż po trzecim ukończeniu gry odnoszę wrażenie, że jeden z bohaterów miał być zwyczajnie brzydki). Na te elementy można jednak przymknąć oko w grze, której zadaniem nie jest ani nas przerazić, ani zachwycać pięknymi widokami, ale zwyczajnie zaciekawić.

Nie mam najmniejszych zastrzeżeń do oprawy audio. Wszystko działa tutaj bez zarzutu, a dodatkowo twórcom udało się doskonale stonować utwory ze ścieżki dźwiękowej, które akompaniują naszym działaniom. Jako osoba bardzo mocno wyczulona na punkcie muzyki w grach, ze zdziwieniem odkryłem, że mimo długiego czasu spędzonego z tytułem studia Cyanide, nawet pojedynczy motyw muzyczny nie zapadł mi na dłużej w pamięci. Gra oferuje anglojęzyczny dubbing, który również stoi na wysokim poziomie — wszystkie wypowiedzi są odpowiednio intonowane i doskonale pasują do kontekstu. Podobnie wygląda kwestia kinowego spolszczenia, w którym nie udało mi się znaleźć nawet pojedynczego błędu.

Call of Cthulhu to pozycja obowiązkowa dla fanów twórczości Howarda Phillipsa Lovecrafta. Twórcy doskonale pochwycili styl, w jakim mistrz grozy z Providence prowadził narrację w swoich dziełach, przenosząc ją na grunt interaktywnej opowieści pełnej osobliwych postaci i nie do końca naturalnych zjawisk. Mimo swoistego nawiązania do papierowego RPG za pośrednictwem palety atrybutów protagonisty Call of Cthulhu jest bardzo świadome tego, do jakiej grupy odbiorców jest kierowane. To przede wszystkim przygodówka z silnie zarysowanym wątkiem detektywistycznym. Gra nie zamierza silić się na wartką i widowiskową rozgrywkę, a zamiast niej oferuje konsekwentnie rozwijającą się opowieść okraszoną kilkoma zwrotami akcji. I chociaż poruszane w toku rozgrywki kwestie opisuje wyczerpująco, to wciąż pozostawia niedosyt, który zapewne postanowicie zaspokoić kolejnymi sesjami rozegranymi w inny sposób.

PlayStation 4Call of Cthulhu

  • Bardzo silne inspiracje twórczością Lovecrafta
  • Klimat
  • Duży wpływ elementów RPG na rozgrywkę
  • Nie przechodzi się sama
  • Historia opisana w najdrobniejszym szczególe
  • Wyraziści bohaterowie i ciekawe zwroty akcji
  • Zróżnicowane wyzwania
  • Wiele sposobów na ukończenie niektórych etapów
  • Oprawa audio i dubbing
  • Dopracowane spolszczenie
  • Pozostawia przyjemny niedosyt
  • Zbyt proste sekwencje retrospekcji
  • Nieco przydługie ekrany wczytywania
  • Mimika twarzy niektórych NPC
  • Doczytujące się tekstury przedmiotów w menu

Lovecraft w każdym calu.

Najnowsze
Lubisz nas?