Recenzja

Plague Inc: Evolved - recenzja

Kamil Ostrowski, 18.03.2016 13:00 0

Czy hit z platform mobilnych może się sprawdzić jako pełnoprawna produkcja na peceta?

Wiedziałem, że muszę sprawdzić pecetową wersję Plague Inc. kiedy ta tylko pojawiła się na Steamie w systemie Early Access. Wczesną wersję sobie darowałem, ale kiedy komunikat "wczesny dostęp" zniknął z karty gry wiedziałem, że pora wysłać maila do dewelopera i upomnieć się o wersję do recenzji. Tym oto sposobem wróciłem do gry, którą znałem już na wylot, bo z którą spędziłem już dobre dziesiątki godzin na telefonie komórkowym i tablecie. Przyszło mi oceniać tytuł, który już osiągnął w moich oczach fenomenalny wynik, jako że nie mam cierpliwości do poświęcania jednemu tytułowi więcej niż ośmiu, góra dziesięciu godzin.

Wiedziałem dokładnie, czego się spodziewać po Plague Inc. Wiedziałem, że czeka mnie fascynująca zabawa w mordowanie całej ludzkości przy pomocy śmiercionośnego wirusa/bakterii/grzyba czy innego drobnoustroju. Nie pomyliłem się, bowiem rdzeń zabawy pozostał idealnie taki sam, jak w przypadku wersji na urządzenia mobilne. Wybieramy kraj, w którym nasz zarazek rozpocznie swoją podróż po świecie, a następnie czekamy aż sytuacja się rozwinie. Podczas każdej z partii staramy się uniknąć wczesnego rozpoznania, aby jak najdalej odłożyć w czasie moment, w którym ludzkość na poważnie weźmie się za tworzenie lekarstwa na naszą dolegliwość. Jeżeli uda nam się zachować nasze istnienie w tajemnicy na tyle długo, żeby zainfekować cały świat, możemy przejść do egzekucji drugiej fazy naszego planu - nasz śmiercionośny drobnoustrój musi teraz zacząć szybko ewoluować, aby był w stanie zabijać w szybkim tempie. W praktyce wygląda to w ten sposób, że na początku rozwijamy sposoby na roznoszenie się choroby, jego wytrzymałość na warunki atmosferyczne, na lekarstwa, itd., a od pewnego momentu "pompujemy" odłożone wcześniej punkty DNA w śmiertelne symptomy takie jak krwawienie wewnętrzne, niewydolność organów, itd. Co ciekawe, najlepsze efekty uzyskamy, jeżeli pomieszamy różne symptomy. Tak więc na przykład osłabienie organizmu i bezsenność skutkuje efektem o nazwie "Żywe trupy" (ang. "The Walking Dead") i znacznie spowalnia prace nad ewentualnym lekarstwem na chorobę.

To wszystko było już w wersji na iOSa i Androida. Gra ma wszystkie zalety swojego mobilkowego pierwowzoru, ale również cierpi na wszystkie bolączki oryginału. Wciąż wielkim problemem jest dziwaczne roznoszenie się zarazy, która infekuje poszczególne kraje, bądź rejony w sposób na wpół losowy i nierzadko bezsensownie oporny. Wiecznym problemem jest zainfekowanie Islandii i Grenlandii, które często pozostają po zamknięciu portów lotniczych i morskich "ostatnimi bastionami", których nijak nie idzie ruszyć. Jakim cudem Eskimosi z Grenlandii, z całym szacunkiem do nich, mieliby opracować szczepionkę na szybko mutującego wirusa, w momencie gdy reszta świata jest martwa, pozostaje dla mnie zagadką. Takie rzeczy mogłem przełknąć w darmowej produkcji na Androida, w przypadku pełnoprawnej gry na peceta spodziewałem się nieco więcej.

Przejdźmy jednak do największej nowości, a więc trybu dla wielu graczy. Pierwszy z nich to tryb versus - w czasie zabawy w tym układzie musimy liczyć się z tym, że na Ziemi grasuje konkurencyjny wirus/bakteria/gryb kierowany przez drugiego gracza. Co ciekawe, pojawiają się nowe możliwości mutacji, przewidziane wyłącznie dla multi - jak chociażby szybsze infekowanie już zarażonych ludzi, itd. Niestety, całość rozbija się o nieco głupawą zasadę - nie ważne kto wyrządzi większe spustoszenia, kto doprowadzi ludzkość na skraj zagłady, itd. Liczy się tylko kto przetrwa najdłużej. W efekcie rozgrywki są często prowadzone w sposób absurdalnie ostrożny. Kooperacja z kolei budzi niespecjalne emocje, chociaż z pewnością na uwagę zasługują kolejne ewolucje przewidziane specjalnie na potrzeby tego trybu.

W stosunku do wersji mobilkowej pojawiła się jeszcze jedna istotna nowość - scenariusze tworzone przez twórców. Jest ich kilkanaście i oferują zabawę na parę dobrych godzin. No, pod warunkiem, że macie ambicję przejść wszystkie. Mi wystarczyła godzinka i co ciekawszych z opisu wariantów. Aha, w pewnym stopniu poprawiono też jakoś grafiki - pojawiają się też nowe elementy interfejsu, widoczne przede wszystkim w nowych trybach gry.

Prawdę mówiąc jestem trochę zawiedziony Plague Inc. Miałem nadzieję, że twórcy gry ostro się wysilą i stworzą grę godną dużej platformy, jaką bez wątpienia jest pecet. Ndemic Creations zatrzymało się gdzieś w połowie drogi i wyraźnie widać jest, że nie odcięli się od pewnych ciążących ich tytułowi założeń systemowych, co niesie ze sobą bolesne konsekwencje. Grając w Plague Inc. cały czas czujemy, że jest to gra zaprojektowana na telefony i o stopniu złożoności godnym telefonów komórkowych. Nie ma w tym nic złego. tak długo jak gramy na urządzeniach przenośnych. W związku powyższym czym gra jest przyzwoita i dostaje ode mnie plusa za całkiem niezłe nowe tryby, ale jestem w stanie polecić tej produkcji. Jeżeli nie dorwiecie gry na ostrej wyprzedaży, albo nie jesteście wyjątkowo napaleni na ten tytuł, to możecie śmiało ten tytuł odpuścić.

  • Multiplayer i tryb kooperacji są całkiem niezłe
  • Scenariusze też
  • To wciąż dobra gra
  • Mobilny rodowód mocno ciąży tej produkcji
  • Podporządkowanie prostej mechanice prowadzi do absurdalnych sytuacji
Mobilkowy rodowód mocno ciąży tej produkcji 6.7
najnowsze