InformacjeRecenzja - konsole

Dragon's Crown - recenzja

0 Adam Berlik

Wychowaliście się na chodzonych bijatykach i tęsknicie za naprawdę dobrym beat 'em upem? Zagrajcie w Dragon's Crown, a poczujecie się, jak za dawnych lat.

Spoglądając na grafiki promujące Dragon's Crown można odnieść wrażenie, że twórcy gry przespali ostatnie dwie dekady. To błędne rozumowanie – producent postanowił bowiem zrobić ukłon w stronę dorosłych graczy, którzy pamiętają jeszcze takie klasyki gatunku chodzonych bijatyk, jak Knights of the Round, Guardian Heroes, Cadillacs & Dinosaurs czy Golden Axe, jak również nie stronią od Diablo i innych tego typu produkcji. I choć grafika faktycznie jest wybitnie archaiczna, a mechanika czerpie garściami z produkcji wydanych w latach dziewięćdziesiątych (bądź też nieco wcześniej), to mimo wszystko najnowsze dzieło studia Vanillaware zapewnia kilkadziesiąt godzin wyjątkowo absorbującej rozgrywki.

Zabawę rozpoczynamy o wybrania klasy postaci – w Dragon's Crown możemy grać wojownikiem, amazonką, czarodziejem, elfem, krasnoludem lub wiedźmą. Trzeba jednak zaznaczyć, że wybór bohatera na początku rozgrywki ma ogromne znaczenie na jej przebieg, gdyż każdy z herosów dysponuje unikatowymi zdolnościami i atakami, które skutecznie urozmaicają starcia z przeciwnikami. Kolejne lokacje eksplorujemy w pojedynkę lub z maksymalnie trzema towarzyszami (początkowo są oni sterowani przez sztuczną inteligencję, ale później odblokowujemy możliwość współpracy z prawdziwymi graczami), a ponadto w naszej drużynie znajduje się także złodziejaszek, który na nasze polecenie (poprzez wskazanie kursorem) otwiera skrzynki ze skarbami.

Dragon's Crown jest nastawione na zabawę w kooperacji, ale ten moduł rozgrywki pojawia się dopiero po kilku godzinach gry. Aby móc uzyskać do niego dostęp należy przejść wszystkie etapy samotnie lub z kompanami kierowanymi przez sztuczna inteligencję. Dopiero potem aktywuje się multiplayer. Wówczas zajmujemy się eksploracją lokacji, które już wcześniej zwiedziliśmy. Ale – po pierwsze – czynimy to z innymi graczami, a po drugie – w każdym z poziomów mamy do wyboru alternatywną ścieżkę prowadzającą do innego, dużo bardziej wymagającego bossa. Odblokowując rozgrywkę wieloosobową dowiadujemy się również, że ostatecznym celem gry jest odnalezienie dziewięciu kryształów – gdy je zdobędziemy, spróbujemy swoich sił w potyczce z finałowym, monstrualnym przeciwnikiem.

Twórcy gry Dragon's Crown za wszelką cenę starają się zatrzymać gracza przed ekranem, co jest niezwykle trudną sztuką. Ekipie zrzeszonej pod szyldem Vanillaware udało się jednak tego dokonać. Mało tego – zrobili oni to, co chociażby Blizzard z Diablo, z którym zabawa tak naprawdę rozpoczyna się po pierwszym przejściu – kończąc grę nie tracimy postaci i przedmiotów, więc możemy kontynuować zabawę bez utraty postępów, próbując swoich sił w kolejnych wyzwaniach. Recenzowana produkcja należy do tych gier, które przechodzimy raz za razem, pokonując hordy kolejnych przeciwników, zbierając przedmioty, rozwijając postać i tworząc rozmaitych bohaterów. Tutaj to zadanie jest o tyle ułatwione, że jedna postać może dysponować nawet kilkoma zestawami – przed wyruszeniem w drogę należy wybrać jeden z uprzednio przygotowanych pakietów zawierających tarczę, miecz, czary, przedmioty lecznicze i inne elementy.

Dragon's Crown ogromny nacisk stawia właśnie na loot, czyli przedmioty wypadające z poległych przeciwników. Zdobywanie coraz lepszych rodzajów broni, tarcz i innych jest tutaj najważniejszym (zaraz po walce) elementem rozgrywki. Niezwykle istotne znaczenie ma także rozwój zdolności naszego bohatera. Umiejętności możemy podzielić na dwie grupy: w pierwszej z nich znajdziemy te, które są powiązane z konkretną klasą, natomiast w drugiej widnieją jedynie ogólne ulepszenia naszego herosa. Co ciekawe, każda z umiejętności posiada kilka poziomów rozwoju, które odblokowujemy na określonych poziomach doświadczenia naszej postaci, więc warto inwestować w kilka konkretnych zdolności niż w każdą możliwą umiejętność.

Pomiędzy wyprawami w Dragon's Crown zajmujemy się zwiedzaniem miasta składającego się z kilku centralnych punktów. Możemy w nim wskrzesić zmarłych bohaterów, by ci pomogli nam w walce, możemy również zidentyfikować przedmioty zdobyte podczas rozgrywki i zakupić zioła lecznice, możemy również naprawić broń, sprzedać to, co zalega nam w inwentarzu oraz – rzecz jasna – rozwinąć postać. Nie brakuje ponadto możliwości zakupu run, które wykorzystamy w trakcie walki, gdy na mapie pojawią się odpowiednie znaki. Dzięki runom uzyskamy dostęp do sekretnych przejść wypełnionych nie tylko kolejnymi wrogami, ale i rozmaitymi przedmiotami.

Dragon's Crown charakteryzuje się nieskomplikowanym systemem sterowania. To gra w dwóch wymiarach, gdzie postać może poruszać się w zaledwie cztery strony: do przodu, do tyłu, w górę lub w dół ekranu. Zadając ciosy napotkanym przeciwnikom w zdecydowanej większości korzystamy z jednego przycisku, drugi służy nam do podniesienia broni, gdy ta wypadnie nam z dłoni podczas walki, a kolejnym wskazujemy złodziejaszkowi skrzynkę do otwarcia. To w zasadzie tyle. Jednocześnie system ten zapewnia możliwość tworzenia rozmaitych kombinacji ataków, bo nasz bohater może także skakać i atakować wrogów w powietrzu, podrzucając nimi lub ciskając nimi w ziemię.

Pod względem oprawy wizualnej Dragon's Crown prezentuje się naprawdę dobrze - lokacje są niezwykle różnorodne, postacie i tła dopracowane; nie można także złego słowa powiedzieć o wyglądzie przeciwników, zbroi i broni. Skoro już jednak o grafice mowa, to nie można nie wspomnieć o walorach fizycznych poszczególnych przedstawicielek płci pięknej, które występują w grze. Co rusz na ekranie pojawiają się czy to czarodziejki, czy to amazonki, niezwykle hojnie obdarzone przez naturę, które w dodatku w wyjątkowo bezpośredni sposób eksponują swoje piersi czy też pupy. Niekiedy zajmują nawet one cały ekran, niekiedy też rytmicznie falują, gdy dana postać walczy z przeciwnikami. Cały ekran potrafią także zająć mniej przyjazne oczom kreatury, czyli bossowie, którzy są niezwykle zróżnicowani – wśród monstrualnych przeciwników znajdziemy między innymi harpie, golemy czy smoki. Pisząc monstrualnych mam na myśli naprawdę ogromnych rozmiarów stwory z paskiem życia zajmujących niemalże całą szerokość ekranu.

Dragon's Crown nie jest jednak bez wad. Pierwszą poważną jest sztuczna inteligencja komputerowych sojuszników, którzy zachowują się irracjonalnie, nierzadko pchając się pod ostrze przeciwnika, wchodząc w ogień czy też pułapki. Nie oznacza to, że jedynie przeszkadzają – często są bardzo pomocni, bo samotne wyprawy często skazane są tutaj na niepowodzenie. Druga sprawa to walka, a właściwie chaos, jaki panuje w trakcie potyczek. Bardzo często, gdy nasza drużyna składa się z czterech wojowników, a do tego na ekranie pojawia się mnóstwo wrogów, nie do końca wiadomo, co tak naprawdę się dzieje. Wówczas nie pozostaje nic innego, jak atakowanie przeciwników po omacku. Dobrą taktyką jest także podskok – gdy naciśniemy przycisk odpowiadający za skok nasz bohater na chwilę wyłoni się spośród innych uczestników bitwy i takim sposobem będziemy mogli go zlokalizować.

Jest także jeszcze jedna, równie ważna kwestia – to cena, jaką chętni muszą zapłacić za Dragon's Crown. Produkcja studia Vanillaware nie jest oficjalnie dostępna w Polsce w wersji pudełkowej, ale można ją kupić za pośrednictwem PlayStation Network. Edycja na PlayStation 3 kosztuje 199 złotych, natomiast na PlayStation Vita jest dostępna w cenie 159 złotych. Abonenci PlayStation Plus mogą liczyć na około 20-złotową zniżkę w zależności od platformy docelowej. Pomimo wszystkich wyżej wypisanych zalet, jest to kwota zdecydowanie zbyt wysoka. Twierdziłbym inaczej, gdyby recenzowany tytuł wspierał funkcję cross-play, dzięki której kupując grę na PS3 automatycznie otrzymujemy także wydanie na Vitę (lub odwrotnie). Tej opcji w Dragon's Crown niestety nie znajdziemy. Jest za to cross-save, który pozwala przenosić zapisane stany rozgrywki pomiędzy obiema edycjami. To świetna sprawa dla tych, którzy kupią grę dwa razy.

Tak, jak napisałem we wstępie – Dragon's Crown jest tym, czego szukacie, pod warunkiem, że młodzieńcze lata spędziliście w zadymionych budkach z grami, gdzie drobne pieniądze znikały z Waszych kieszeni w mgnieniu oka. Gra nie jest długa, bo jej przejście zajmuje zaledwie kilkanaście godzin, ale swoją mechaniką, zróżnicowaniem przedmiotów i możliwościami skutecznie zachęca do kilkukrotnego ukończenia i sprawdzania rozmaitych kombinacji.

PlayStation 3Dragons Crown

  • świetny klimat
  • zachęca do wielokrotnego przejścia
  • loot
  • zróżnicowani wrogowie
  • emocjonujące starcia z bossami
  • chaos w trakcie walki z przeciwnikami
  • zbyt wyeksponowane walory fizyczne kobiet
  • brak trybu multiplayer od początku gry
  • brak funkcji cross-play
  • wysoka cena

Wspomnienia ożywają po latach za sprawą Dragon's Crown

Najnowsze
Lubisz nas?