InformacjeBetatest

Wyścigi bez ograniczeń - wrażenia z bety The Crew 2

... Paweł Pochowski

Kilka spędzonych w weekend godzin z The Crew 2 przekonało mnie, że z tej mąki może być chleb. Trzeba go tylko dobrze upiec.

Wyścigowy sandbox bynajmniej nie jest gatunkiem na wymarciu - większość gier zręcznościowych uderza ostatnio w podobne tony, ale trudno się dziwić. Forza Horizon już od lat jest dla konkurencji wzorem do naśladowania - gra jest świetnie zaprojektowana, nic dziwnego, że pozostali deweloperzy podpatrują ją jako wzór. Poprzedni Need for Speed czerpał z dzieła Turn 10 pełnymi garściami i właściwie na dobre mu to wyszło. Mam wrażenie, że podobnie uczynili Panowie z Ivory Tower, którzy bacznie prześledzili co jest teraz w modzie, ale dodatkowo rozwinęli podstawowe mechaniki z The Crew i dodali do tego wszystkiego jeszcze odrobinę szaleństwa. Efekt jest taki, że po ograniu zamkniętej bety, The Crew 2 wylądowało na mojej liście "koniecznie do sprawdzenia".

I wbrew pozorom wcale nie miało tam zapewnionego miejsca. Wszystko dlatego, że The Crew niezbyt do mnie przemówiło. Owszem, byłem pod wrażeniem wielkości stworzonego przez Ivory Tower świata oraz generalnego rozmachu, ale nie da się ukryć, że całość była dość sztywna i raczej pozbawiona wyrazistego klimatu. Po czasie The Crew kojarzy mi się przede wszystkim z drętwym scenariuszem, takim sobie modelem sterowania i powtarzalnymi zadaniami pobocznymi. Gra nabrała trochę rumieńców po wydaniu DLC The Wild Run, ale mam wrażenie, że koncepcja na nią dopiero teraz w pełni się dociera, a marka ma szansę wypracować sobie mocną pozycję. Jej twórcy postanowili bowiem jeszcze bardziej do serca wziąć sobie "wolność" rozgrywki i do obsługiwanych samochodów oraz motocykli pod różnymi postaciami dorzucają jeszcze łodzie oraz samoloty. Motywem przewodnim gry stają się automatycznie wyścigi, ale nie tylko w naziemnym wydaniu, bo tym razem szalejemy także na wodzie oraz w powietrzu.

Co jednak najlepsze to fakt, że każdy z zaimplementowanych w grze pojazdów doczekał się fajnego systemu sterowania. Zręcznościowego i uproszczonego, bo jakżeby inaczej, ale przyjemnego w obsłudze i to zarówno na gamepadzie, jak i klawiaturze. W becie znalazły się jedynie cztery konkurencje (street race, power boat, aerobatics oraz rally raid), ale z ciekawości testowałem różne z dostępnych w niej pojazdów i byłem pozytywnie zaskoczony świetnym balansem pomiędzy poziomem trudności, a realizmem w prowadzeniu. Pierwsze co rzuca się w oczy to fakt, że fizyka zderzeń i interakcji z otoczeń jest tu praktycznie wyłączona. Wszelkie dzwony i wypadki generują co najwyżej delikatne zarysowania, a nasze pojazdy wychodzą z nich zupełnie, jakby były otoczone niewidzialnym polem siłowym chroniącym przed zderzeniami - czasem auto mimo kraksy nawet wyraźnie nie zwolni. Nie każdemu przypadnie to do gustu. Z drugiej strony, w świetny sposób czuć charakterystykę każdego pojazdu, w którym się znajdziemy. Samoloty są zrywne i lekkie. Monster truck przez miękkie zawieszenie reaguje na polecenia z opóźnieniem, ale czuć też jego olbrzymi moment obrotowy. Motorówki charakteryzują się pewnym poziomem bezwładności, ale ślizganie się po wodzie także daje sporo frajdy. Last, but not least - są też tradycyjne samochody wyścigowe i motocykle, a więc pojazdy, które były w grze obecne już poprzednio. Mam wrażenie, że nimi także jeździ się przyjemniej.

Nowe pojazdy to także nowe dyscypliny i możliwości. Samoloty akrobatyczne pozwalają nam na robienie pętli, beczek, ślizgów, nurkowań, świec i całej masy innych ewolucji, dzięki którym czujemy się niczym zawodnicy Red Bull Air Race. To jedna z największych nowości, spędziłem więc za sterami samolotu całkiem sporo czasu i to zarówno przeciskając się między skałami w Wielkiego Kanionu, co i manewrując między wieżowcami Nowego Jorku i... jest mi tego zdecydowanie za mało. Choć najpierwszy rzut oka samoloty do gry o samochodach pasują jak pięść do oka, ale The Crew chce być raczej "grą o wyścigach" i pod tym względem rozwinięcie bazy dostępnych dyscyplin o inne pojazdy to strzał w dziesiątkę. Pozytywnie wypadają także motorówki - rzek, basenów i akwenów jest masa, a pomiędzy nimi wyznaczono świetne trasy, nie raz prowadzące nas slalomem przez ciasne miejsca, to innym razem prowadząc przez sam środek wodospadu z gratisowym lotem motorówką w bonusie. Realizmu nie ma za grosz, szczególnie, gdy skaczemy motorówką przez rampy lub lądujemy z 50-metrowego skoku jak gdyby nigdy nic, za to frajdy jest pod dostatkiem. A przecież w pełnej wersji będą jeszcze wyścigi aut, w tym drifting, jak i różne odmiany wyścigów motocyklowych, z motocrossem na czele.

Do zalet gry jak najbardziej zaliczyć można także wykonanie techniczne - pod wieloma względami The Crew 2 ma szansę pokazać innym, jak powinna działać gra z otwartym światem. Zmiana pojazdu? Przeniesienie się w miejsce na drugim końcu mapy? Odpalenie nowych zawodów? To wszystko zajmuje ułamek sekundy i odbywa się kompletnie bez ekranu ładowania. Dzięki temu zaliczanie chociażby aktywności pobocznych jest prawdziwą przyjemnością i zajmuje raptem chwilę. Czas działania to jedno, ale osobiście daję The Crew 2 po "punkciku" także za wygląd i brzmienie. Tekstury budynków w miastach nadal można uznać za lekko uproszczone, ale bądźmy wyrozumiali - miasta są duże i to nie one grają pierwsze skrzypce. Za to pojazdy są dopracowane jak trzeba, karoseria lśni i błyszczy w słońcu, jakby położono na nią świeży wosk, tak też się zachowuje, bo deszczu krople wody wyraźnie układają się w charakterystyczny wzór prezentując śliczne efekty cząsteczkowe. Kuleje roślinność, a całość otoczenia nie jest tak ładna jak w Forzie Horizon 3, ale pierwsze wrażenia o wyglądzie The Crew 2 są raczej na plus. Co równie ważne, każdy z pojazdów dodatkowo świetnie brzmi - silniki warczą, wyją i bulgoczą z odpowiednią mocą i temperamentem sprawiając, że dociśnięcie gazu do podłogi wywołuje uśmiech na ustach.

Czy to wszystko razem oznacza, że szykuje nam się wyścigowy sandbox idealny? Od takich ocen byłbym daleki. Mam pewne wątpliwości jak przebiegać będzie rozwój kariery, dodatkowo na tym etapie trudno powiedzieć coś o scenariuszu. Obawiam się także o to czy twórcy nie wprowadzą za dużo grindu, bo wcześniej już im się to zdarzało, a i tym razem chętnie podkreślają, że na część pojazdów w grze trzeba "zapracować". Mikrotransakcje mogą być dość upierdliwym elementem zabawy szczególnie, że pojawiły się w niej także lootboxy. Od technicznej strony także nie wszystko jest idealnie. Postronne pojazdy nie tylko potrafią pojawiać się na naszych oczach, co jedno wprost zmaterializowało się dosłownie na moim samochodzie. Dodatkowo wyraźnie widać, jak doczytują się szczegóły graficzne na obiektach i to zdecydowanie ze zbyt małego dystansu. Generalnie więc trochę znaków zapytania przy The Crew 2 można postawić. Dodatkowo czysto zręcznościowy charakter zabawy czy kompletny brak zniszczeń z całą pewnością dla części graczy będą istną obrazą. Dla mnie, najważniejsze jest jednak to, że póki co beta przekonała mnie do gry na tyle, że z wielką ciekawością sprawdzę jej pełną wersję. A to w przypadku marki The Crew i mojej dotychczasowej historii z nią, już pewien sukces.

Najnowsze
Lubisz nas?