InformacjeBez prądu - film

Cargo to najambitniejszy film o zombie jaki zobaczycie

... Kamil Ostrowski

Sądziliście, że w temacie zombiaków wszystko zostało już powiedziane? Twórcy Cargo udowadniają, że się mylicie.

Bilbo Baggins po ukąszeniu przez nieumarlaka przemierza australijskie zombie-pustkowie w poszukiwaniu bezpiecznej przystani dla swojego dziecka, po drodze spotykając Aborygenów, który są mądrzejsi niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Tak mógłbym w telegraficznym skrócie opisać Cargo. Byłaby to jednak znacząca krzywda dla najambitniejszego filmu o zombie w dziejach. Debiutujący na australijskim festiwalu w zeszłym roku, dziś nabiera popularności na Netfliksie, które pozostaje zresztą jego jedyną platformą dystrybucji. Zbiera pochlebne recenzje, opinia widzów i całkiem nieźle się ogląda. Co więc sprawia, że po raz kolejny komukolwiek chce się odgrzebywać wyświechtaną już formułę zombie-apokalipsy?

Jeżeli miałbym pokrótce wskazać najważniejsze powody to: wiarygodna gra aktorska, wrażliwość reżysera na przyrodę i parę naprawdę dobrych pomysłów, mądrze wplecionych w główny wątek. Ostudzę jednak Wasz zapał – Cargo nie jest idealne. Scenariuszowo historię można było rozegrać śmielej, mocniej należało zaakcentować pewne wątki. Ostatecznie film jest „tylko” dobry, nawet jeżeli trzeba mu przyznać, że jest mądry.

Ciężko nie oprzeć się wrażeniu, że sam motyw zombie-apokalipsy jest w tym przypadku wybitnie służebny. Twórcy filmu chcą nam opowiedzieć coś ważnego. Mamy typową, ale dobrze opowiedzianą historię o miłości do dziecka – walce do samego końca, potrzebie zachowania zimnej krwi i tak dalej. O wiele ciekawszy moim zdaniem pozostaje jednak wątek pierwotnych mieszkańców Australii, tj. społeczności Aborygenów. Reżyser wielokrotnie daje nam do zrozumienia z jakim szacunkiem odnosi się do tubylczych plemion tego kontynentu. Ich pierwotną wiedzę, czerpaną z uważnej obserwacji, poczucia wspólnoty z przyrodą i dziesiątek tysięcy lat tradycji, stawia na piedestale w hipotetycznej sytuacji implozji społeczeństwa zachodniego – tutaj pod wpływem zombie-apokalipsy, przy czym powód mógłby być dowolny. Lekcja jest prosta, ale zrozumiała „my przyszliśmy, oni trwają, kto wie ile jeszcze zniosą”. Spodobało mi się, że był to morał zaserwowany wdzięcznie, bez przesadnego umoralniania widza.

Na marginesie mówiąc – historia produkcji filmu rozpoczęła się od genialnej krótkometrażówki z 2013 roku. Wielu widzów uważa, że jest on nawet lepszy niż pełnoprawny film. Coś w tym może być, ale z drugiej strony, zwięzłe formaty są łatwiejsze zarówno z punktu widzenia scenariuszowego, jak i reżyserii.

Muszę natomiast zarzucić Cargo, że momentami jest zbyt naiwny (czy też dziecinny, to też dobre słowo). Tworząc postapokaliptyczną wizję nie można uciec od pewnych aksjomatów, które muszą zostać przyjęte z uwagi na sam fakt występowania ekstremalnych warunków. Wobec tego trudno mi uwierzyć w to, że generalnie rzecz biorąc ludzie pozostają relatywnie przyjaźnie do siebie nastawieni. The Walking Dead i dziesiątki innych książek, gier, filmów i seriali już mi dawno tę naiwność wybiło z głowy.

Film z pewnością spodoba się tym, którzy lubują się w obrazach o niewymuszonej, ale wyraźnej estetyce. Łatwo i przyjemnie docenia się zarówno pracę kamery jak i nie męczący montaż, ale przede wszystkim w pamięci widza pozostają śliczne ujęcia dzikiej australijskiej przyrody. Ot, takie safari z zombie w tle. Brzmi dziwacznie, ale jakimś cudem udaje się to zgrać.

Tak jak pisałem w tytule – Cargo to bez wątpienia najbardziej ambitny film o zombie jaki powstał. Czy najlepszy? Co do tego można mieć już poważne wątpliwości. Składając do kupy układankę z tego, co składać się miało na film ambitny, nie zadbano o bardziej przyziemne sprawy. Dobra gra aktorska, przede wszystkim Martina Freemana, nie ratuje średnio napisanego scenariusza, i mało koherentnej wizji świata. Zabrakło mi też jakiegoś tupnięcia i parę okrzyków rozpaczy głównego bohatera nie zmienia diametralnie tej sprawy. Wobec tego kończąc seans kiwamy mądrze głową, ale jednocześnie o filmie przestajemy myśleć gdy tylko odejdziemy od telewizora. Niemniej, szacunek za oryginalne podejście do tematu. Teraz już z absolutnie czystym sumieniem możemy pozwolić zombie-apokalipsie zejść ze sceny.

Komu spodoba się netfliksowe Cargo? Oczywiście wszystkim miłośnikom zombie, aczkolwiek przede wszystkim tym, którzy preferują nieco ambitniejsze kino. A poza tym - lubicie The Walking Dead od Telltale Games czy Project Zomboid? Spodoba Wam się również ten film.

Najnowsze
Lubisz nas?