InformacjeFelieton

Nie taki Gundam straszny. Gunpla to doskonałe hobby dla każdego

... Jakub Zagalski

Cztery dekady temu nikt się nie spodziewał, że serial zdjęty z anteny da początek popkulturowemu fenomenowi. Wszystko dzięki niepozornym zabawkom.

Jeżeli tak jak ja dorastaliście na przełomie lat 80. i 90., to z pewnością nie obce są wam dwa zjawiska: sklejanie plastikowych modeli na lekcjach techniki i oglądanie "chińskich bajek" na Polonii 1, niemieckim RTL-u i innych kultowych kanałach. W tamtym czasie dzieciaki z wypiekami na twarzy zasiadały przed telewizorem, by oglądać niesamowite przygody Generała Daimosa, chyba najbardziej znanego anime z gatunku mecha. Przynajmniej nad Wisłą, gdzie o Gundamie czy Macrossie słyszeli wówczas nieliczni spece.

Wspominam o szkolnym modelarstwie i anime z wielkimi robotami, bo te dwa światy obrazują jeden z największych fenomenów japońskiej popkultury - Gundam, który do Polski zawitał stosunkowo niedawno. Przed pojawieniem się prasy branżowej w stylu Kawaii, Animegaido (oba debiutowały w 1997 roku) czy kącika Manga Room na ostatnich stronach Secret Service, świat mangi i anime był dla nas czarną magią. Oglądało się to, co leciało w telewizji (często nie zdając sobie sprawy z japońskiego rodowodu danej animacji), a komiks był utożsamiany z polskimi szlagierami Papcia Chmiela, Janusza Christy i amerykańskimi seriami od TM-Semic. Gadżety, koszulki, figurki czy wreszcie modele do składania, nawiązujące do danej serii anime po prostu nie istniały. Oczywiście w Polsce lat 90.

Nie wiem, czy moje dziecko będzie za kilka lat składać modele na ZPT-ach (takie lekcje jeszcze istnieją?), ale pewnym jest, że dziś mogę bez problemu spełnić swoje nastoletnie marzenia o posiadaniu własnego Gundama. Od jakiegoś czasu GUNPLA (GUNdam PLAstic models) można kupić w Polsce bez konieczności korzystania z usług zagranicznych pośredników czy sklepów. Modele nawiązujące do kultowego Gundama trafiły także do oferty naszego sklepu Sferis.pl. Po więcej informacji odsyłam na tę stronę.

Gundam to bezsprzecznie jeden z elementów japońskiego dziedzictwa popkulturowego, o którym słyszał każdy, kto choć trochę interesuje się Japonią. Niektórzy stawiają śmiałą, ale przy tym bardzo uprawnioną tezę, że Gundamy dla Japończyków są tym, czym dla Amerykanów Star Wars i Star Trek. Nota bene pierwszy serial anime Mobile Suit Gundam (1979) debiutował mniej więcej w tym samym czasie co pierwsze Gwiezdne Wojny (1977) i podobnie jak film George'a Lucasa, zrewolucjonizował gatunek bazując na doskonale znanych elementach.

Historie o wielkich robotach należące do gatunku mecha pojawiały się w japońskiej popkulturze już w latach 50., jednak przełom nastąpił w 1972 roku wraz z narodzinami Mazingera Z, który zdefiniował podgatunek Super Robot. Z kolei o 7 lat młodszy Mobile Suit Gundam pokazał Japończykom, a wkrótce całemu światu, czym jest Realistic Robot. W tej konwencji wielkie maszyny sterowane przez ludzi rządzą się realistycznymi prawami futurystycznej technologii. Tutaj nie ma miejsca na super moce, magię i inne tego typu nadnaturalne zjawiska. Mobile Suit Gundam to w dużej mierze historia żołnierzy posługujących się bronią w postaci wielkich robotów. Jedną z inspiracji dla twórców anime był egzoszkielet opisany w amerykańskiej powieści Żołnierze kosmosu (1959), która doczekała się kultowych ekranizacji. Pierwotnie Mobile Suit Gundam miał być mroczną, militarystyczną opowieścią atrakcyjną także dla starszej widowni. I chociaż dziś mówimy o tym serialu jako początku gatunkowej rewolucji, pierwsze recenzje nie były przychylne, co doprowadziło do zdjęcia go z anteny po 43 odcinkach.

Gundamy przeżyły wyłącznie dzięki staraniom firmy Bandai. Potentata w branży zabawkarskiej, który zaczął wypuszczać modele na licencji nielubianego anime w 1980 roku. Serial nie zrobił furory, jednak otaku, fanatycy wielkich mechów zakochali się w Gunpla. Bandai poszło za ciosem i z roku na rok wypuszczało nowe modele, wprowadzało kolejne skale, zabawki były coraz bardziej szczegółowe i atrakcyjne zarówno dla weteranów modelarstwa jak i kompletnych laików, którzy bali się klejenia czy malowania mechów.

Współczesne Gunpla, które od niedawna podbijają także polski rynek, są tworzone w duchu podejścia "dla każdego coś miłego". Bezklejowe modele są dostępne w kilku różnych skalach, co wiążę się ze stopniem trudności składania i oczywiście z ceną. Aby zacząć przygodę z Gunpla nie trzeba więc od razu skakać na głęboką wodę i pozbywać się wszystkich oszczędności. Producent przygotował szereg różnych wariantów trafiających w gusta doświadczonych modelarzy, którym zależy na rozmachu i dbałości o szczegóły. Z drugiej strony istnieje wiele prostych, ale niemniej atrakcyjnych modeli, które będą świetnie wyglądać na półce czy biurku. Warto spróbować, ale mieć przy tym na uwadze, że składanie i kolekcjonowanie Gunpla bardzo wciąga.

Najnowsze
Lubisz nas?