InformacjeFelieton

Switch najbardziej przereklamowaną konsolą w historii

... Mateusz Mucharzewski

Proszę, nie rozpalajcie pochodni. Nie chciałem urazić majestatu Nintendo i Switcha.

Żarty na bok. Jeśli piszę, że Switch to najbardziej przereklamowana konsola w historii to raczej nie oznacza, że poniższy tekst będzie zbiorem zachwytów nad sprzętem Nintendo. Oczywiście jest w tym stwierdzeniu sporo przesady. Pojawia się ona jednak w celu podkreślenia moich spostrzeżeń. Switcha używam od początku roku i notorycznie widzę jak powszechne w Internecie zachwyty nijak mają się do rzeczywistości. Nie traktujcie jednak tego tekstu jako wielkiego ataku na konsolę Nintendo. Jeśli ktoś korzysta z niej i jest zachwycony to pozostaje się tylko cieszyć. Moja opinia nijak tego nie umniejsza. Swój tekst kieruję więc przede wszystkim do graczy, którzy jeszcze Switcha nie mają. Jeśli podobnie jak ja uwierzyli w liczne zachwyty i planują kupno sprzętu, lepiej aby poznali również jego drugą, ciemniejszą stronę.

Podstawowy problem Switcha to poziom jego zaawansowania technologicznego. Nintendo podjęło decyzję o zrobienia ze swojej platformy połączenia pada z tabletem. Nic więc dziwnego, że sprzęt nie ma zbyt dużej wydajności. Po jego rozpakowaniu nie czuć też, że korzysta się z nowej technologii. Przy konsolach stacjonarnych Sony czy Microsoftu zawsze widziałem, że przesiadłem się na coś nowoczesnego, znacznie lepszego niż dotychczasowe urządzenia. Ze Switchem tak nie jest. Nawet menu konsoli jest strasznie puste, brzydkie i mało nowoczesne. Absolutną tragedią są usługi sieciowe. Nintendo nie posiada umiejętności stworzenia chociaż namiastki Xbox Live czy PS Network (nawet wersji z poprzedniej generacji), czego najbardziej jaskrawym przykładem są specjalne kody, za pomocą których dodajemy inne osoby do grona znajomych. Mamy 2018 rok, a japoński gigant nadal jest na etapie rozwiązań, które nawet w momencie powstania były przestarzałe i niewygodne.

Wiele do życzenia pozostawia również samo wykonanie sprzętu. W zestawie dostajemy dwa małe joy-cony, które podłączamy do ekranu konsoli. Takie granie niestety nie jest najwygodniejsze. Kontroler powinien być wyprofilowany i cały “leżeć” w dłoni. W przypadku Switcha tak nie jest, przez co mięśnie dłoni napinają się i szybko zaczynają boleć. Dotyczy to na szczęście tylko tych gier, które oferują stałą akcję zamiast krótkich misji między którymi można rozluźnić dłonie. W praktyce po szybkiej sesji z Super Mario Odyssey bolały mnie ręce, ale w kilku innych produkcjach już tego nie uświadczyłem. Podobne problemy miałem przed laty z PSP. Połowicznym rozwiązaniem jest nakładka, do której można przymocować kontrolery i stworzyć namiastkę pada. No właśnie, namiastkę. Dla kogoś, kto regularnie korzysta z fantastycznego pada od Xboksa One takie rozwiązanie to ponury żart.

Jako ciekawostkę napiszę, że w pewnym kwestiach wytrzymałość Switcha pozytywnie mnie zaskoczyła. Sam konsoli nie kupiłem, korzystam z egzemplarza mojego pracodawcy. Na jednej z konferencji (na naszym stoisku odwiedzający mogli zagrać w FIFĘ) mieliśmy sytuację, w której złożył się źle zamontowany stół. Switch razem z monitorem spadł na ziemię. O dziwo na sprzęcie nie widać nawet draśnięcia.

Mimo braku zaawansowanych technologii Switch jest dosyć drogim sprzętem. 1 500 - 1 800 zł w czasach, w których Xbox One S i PS4 kosztują ok 1 000 zł to bardzo dużo. Niestety aby komfortowo bawić się ze sprzętem Nintendo zalecam kupno Pro Controllera, który zapewnia znacznie wygodniejszą zabawę. Niestety i tutaj jest mały problem. Kontroler wzorowany jest na xboksowym, ale jest o minimum jeden poziom słabszy (budowa i wykończenie, np. spustów czy analogów). Nie przeszkodziło to japońskiej korporacji zażyczyć sobie za niego aż 280 złotych (ceny wahają się w przedziale 260-290 zł)! Tutaj nie ma żadnego “ale” - Nintendo kroi graczy, którzy zdecydowali się na Switcha i nie mają innego wyjścia jak kupno tego pada. Kontrolery do Xboksa One i PlayStation 4 można bez łaski nabyć za mniej niż 200 zł. W takiej sytuacji uczciwa cena za Pro Controller powinna wynosić ok 100-150 zł.

Kolejny problem, troszkę bez winy Nintendo, dotyczy gier. Po premierze Switcha dosyć szybko pojawiły się informacje o świetnej sprzedaży produkcji wydanych na tę platformę, zwłaszcza w porównaniu do Xboksa One i PS4. To zachęciło wielu deweloperów do portowania swoich tytułów. Najlepiej znam polskie realia, a więc przedstawię jak to wygląda na naszym podwórku (dosyć reprezentatywnym dla całej branży). W Warszawie powstała nawet spółka Sonka, której celem jest przenoszenia gier na konsole. Z 11 aktualnych projektów aż 8 jest na Switcha. Niestety na liście tytułów tylko 911 Operator odniosło sukces na innej platformie. Większość to mało znane, często nawet słabe produkcje. Takich przykładów jest więcej. Konsola Nintendo swoją popularnością coraz mocniej przyciąga deweloperów, głównie tych którzy nie mają zbyt wiele do zaoferowania.

Na PC Hollow zostało zmiażdżone przez graczy. Półtorej miesiąca po premierze na Switchu gra była już przeceniona o połowę.

Forever Entertainment do tej pory nie wydawało swoich gier na konsole. Na Switchu mają już jednak całkiem spore portfolio, które co kwartał poszerza się o kolejne tytuły. iFun4All odkopało nawet Paper Wars z PSP Minis (!!!), aby przenieść je na Switcha. Z najciekawszych polskich gier zeszłego roku tylko Serial Cleaner trafił na platformę Nintendo. Czasami wydaje mi się, że jak studio nie ma na siebie pomysłu to przenosi swoją grę na Switcha. Ostatecznie z eShopu robi się straszny śmietnik, w którym bardzo łatwo trafić na słabą grę. Sony i Microsoft również mają u siebie kilka crapów, ale mimo wszystko prowadzą znacznie skuteczniejszą selekcję.

Z drugiej strony traktowanie Switcha jako alternatywę dla Xboksa One czy PS4 jest po prostu śmieszne. Fani Nintendo cieszą się, że na ich platformę trafił Skyrim, Doom czy Wolfenstein. To są jednak tytuły, które posiadacze konsol Sony oraz Microsoft dawno ograli i to w nieporównywalnie lepszej jakości. Ostatnio przeszedłem chociażby polskie Urban Trial Playground. Na 50’’ telewizorze ta gra nie wyglądała nawet jakby była w HD. Widok był koszmarny, zwłaszcza w porównaniu do gier w 4K na Xboksie One X. Jeśli więc cenisz sobie produkcje AAA czy wysoką jakość, o Switchu możesz zapomnieć. Ktoś oczywiście powie, że to jeden, mało reprezentatywny przykład. Niestety dotyczy to też najważniejszych tytułów Nintendo. Gdyby Super Mario Odyssey w takiej formie trafiło na Xboksa One czy PS4 recenzenci nie zostawiliby suchej nitki po oprawie wizualnej. Na małym ekranie aż tak to nie przeszkadza, ale na telewizorze niestety potrafi zaboleć.

Mam też spore zarzuty do gier od Nintendo. Nie będę udawać - nie grałem w Zeldę. Mój jedyny kontakt z marką to odświeżona Ocarina of Time na 3DS-a, która okazała się dla mnie koszmarnie słaba. Nie chcę jednak jej jednoznacznie oceniać, bo na Nintendo 64 standardy były inne i wtedy taka rozgrywka mogła cieszyć się sporą popularnością. Co innego świeżutkie Super Mario Odyssey. To fajna platformówka. Średnia ocen na poziomie 97% to jednak wielkie nieporozumienie. Recenzentów chyba zdecydowanie poniosła fantazja, skoro uważają tę produkcję za jedną z NAJWYŻEJ OCENIANYCH GIER W HISTORII! Jeszcze raz powtarzam - to bardzo fajna platformówka i dobrze się przy niej bawiłem. Nie ma jednak nic, co uzasadnia takie oceny. W tej generacji lepiej grało mi się chociażby w Tearaway Unfolded na PS4, które w porównaniu do Super Mario Odyssey ma genialny, niepowtarzalny design i mechanikę, która potrafi to wykorzystać.

Czasami obserwuję fanów Switcha i odnoszę wrażenie, że wszystko co trafia na tę platformę z automatu jest znacznie lepsze. Może to w jakimś stopniu potwierdzać tak wysokie noty Super Mario Odyssey. Czasami przybiera to postać wręcz paranoi kiedy niektórzy gracze zachwycają się portem gry, która na innych platformach dostępna jest od dawna i to w lepszej jakości. Oczywiście zdaję sobie sprawę z niepowtarzalnych atutach Switcha. Xboksa czy PlayStation nie włożę do torby i nie będę mógł grać w każdym miejscu o dowolnej porze. To niewątpliwie wielka siła Nintendo, któremu udało się stworzyć prawdziwą hybryde konsoli stacjonarnej i przenośnej. Niektórzy gracze mówią wręcz, że pewnych gier nigdy by nie ograli gdyby nie wersja na Switcha. Granie na dużym ekranie? Nie. Granie na małym ekranie z doskoku w krótkich sesjach charakterystycznych dla handheldów? Jak najbardziej. Rozumiem to podejście i również je cenię.

Podsumowując, Switch w mojej opinii ma strasznie dużo problemów jak na tak wychwalany sprzęt. Nie piszę tego, aby wywołać jakąkolwiek wojenkę w komentarzach. Nie chcę też wmawiać fanom sprzętu Nintendo, że ich urządzenie nie jest nic warte. Chcę po prostu przekazać tym, którzy jeszcze nie mają swojego egzemplarza, aby dokładnie przemyśleli swój zakup. Switch dzięki swojej mobilności ma sporo atutów. Sony czy Microsoft tego nie oferują. Mimo wszystko konsola, wbrew obiegowej opinii, posiada liczne mankamenty. Polecam więc nie kupować Switcha jako swój sprzęt numer jeden. Co innego dodatkowe urządzenie, które towarzyszyć będzie nam poza domem. Wtedy konsola Nintendo konkuruje z tabletami i smartfonami. W tej rywalizacji, z perspektywy graczy, nie ma sobie równych.

Tekst stanowi opinię autora i nie musi wyrażać stanowiska całej redakcji Gram.pl.

Najnowsze
Lubisz nas?