InformacjeFelieton

Nasiąkanie skorupek - felieton z cyklu Kodowanie Popkultury

... Łukasz Wiśniewski

Dziś po części dopiszemy ostatnie akapity do tematu, który wałkowałem wcześniej, ale zarazem otworzymy sobie drzwi do kolejnych felietonów. Kim jesteśmy, skąd jesteśmy, jak to nas ogranicza?

Całkowite odrzucenie tego, w czym się jest wychowanym, jest niezmiernie trudne. Już w procesie socjalizacji zostają nam wdrukowane elementy, które traktujemy jak coś oczywistego. Autor tworzący fantastykę ląduje więc w bardzo trudnej sytuacji, bo mimo tego, że zakłada kreację innego świata niż ten, który ma za oknem, co i rusz wpada w koleiny cywilizacji i epoki, z której pochodzi. Cała sztuka polega na tym, by owych pułapek unikać lub je rozbroić. Chciałbym w tym felietonie przedstawić źródło takich partyzanckich zasadzek, które na twórców gier, filmów i książek zastawia życie, to, skąd pochodzą, w jakim społeczeństwie się wychowali, w jakim momencie historii. Przy okazji, jeśli przeniesiemy taką analizę na odbiorców, pozwoli nam to nieco lepiej zrozumieć powody pewnych awantur dotyczących niektórych popkulturowych wytworów. Za jakiś czas na pewno napiszę o konkretnych przykładach w literaturze i grach, ale jeszcze nie dziś. Zaczniemy od tego, jak działa nasz ludzki system operacyjny.

Czy tego chcemy, czy nie, domyślnie mamy klapki na oczach niczym koń roboczy. Nawet w erze globalnej wioski nasz aparat poznawczy jest bazowo sformatowany. Składa się na to wiele elementów. Grupa społeczna, z jakiej pochodzimy, narodowość i poglądy rodziców mają kluczowy wpływ na proces wczesnej socjalizacji, czyli na to, jak napisany jest bazowy kod naszego systemu operacyjnego. Potem do tego naszego oprogramowania wprowadzane są poprawki związane z tym, czego uczymy się na kolejnych etapach edukacji. Ta zaś bywa różna w różnych krajach i miejscami zależna od zamożności. Bywa, że już na tym etapie pojawiają się rozbieżności, które ów system operacyjny czynią czasowo niestabilnym - widać to bardzo dobrze na początku nastoletniości, gdy na przykład pojawia się bunt przeciw autorytetowi rodziców. Do tego dochodzą wpływy środowiska, w jakim się obracamy - to ma największe znaczenie gdy jesteśmy nastolatkami zbliżającymi się powoli ku pełnoletniości (i kilka lat po jej osiągnięciu). Przy okazji jest to okres, gdy sami chcemy wprowadzić najwięcej zmian w otaczającym nas świecie.

Zderzając się z wytworami innej kultury lub innej epoki (nie mówiąc już o połączeniu obu), zbyt łatwo przykładamy do wszystkiego własną miarę. Czasami też, zwłaszcza we wspomnianym okresie “naprawiania świata”, staramy się nadpisać własny kod na bazie przyswojonych wzorców innej kultury. Zwykle robimy to po amatorsku, powierzchownie i... po prostu głupio. Zamiast poświęcić czas na dogłębną analizę, rzucamy się na nowinki jak Reksio na szynkę. Uwaga - to był właśnie konkretny kod kulturowy. Czytelny w obrębie naszego kraju, dla osób, które miały okazję poznać konkretną kreskówkę (czyli ze wskazaniem na wiek 30+) i na dodatek po drodze zarazić się kilkoma meme. Poza tym gronem jest to figura myśli, którą trzeba zdekodować, by zrozumieć, co autor chciał za jej pomocą przedstawić. Akapit wcześniej zresztą pojawił się koń roboczy z klapkami na oczach - czytelny już bardziej globalnie, ale na pewno nie w każdej kulturze. Cała mapa naszego umysłu jest usiana takimi figurami. Każdy język ma zwroty idiomatyczne, które przetłumaczone dosłownie tracą sens. Aby było jeszcze weselej, wszelkie figury myśli i idiomy są bardzo podatne na erozję w czasie.

Jakiś czas temu współcześnie wychowani Anglosasi wydali wielką wojnę rasizmowi w literaturze. W większości wychowali się w społeczeństwie, które narzuciło sobie tak zwaną “polityczną poprawność”, która w obecnym kształcie nabiera cech zwyrodnienia idei, które nieśli abolicjoniści tudzież dwudziestowieczni równościowcy. W efekcie za rasizm zebrali łomot, niczym koza za obierki (czy Chińczyk zrozumie tę żartobliwą figurę retoryczną?), Mark Twain i Howard Phillips Lovecraft. Ten drugi dostał tym boleśniej, że zmieniono statuetkę World Fantasy Award, by nie straszyła twarzą paskudnego rasisty. Problem w tym, że obaj wybitni pisarze, którzy stworzyli bardzo ważne teksty kultury, oberwali za projekcję dokonaną przez dzisiejszych odbiorców. Jak ta nieszczęsna koza jedząca obierki, nieświadoma wykroczenia, jakiego dokonuje - zwłaszcza że stało się to w obcej wsi, a we własnej jej za to nie bito. Obaj panowie byli produktem swoich czasów i mieli tego pecha, że nie znajdowali się w promilowej mniejszości postępowców. Zamiast założyć, że warto do ich powieści dodawać przedmowy wyjaśniające, czemu w ich czasach tak, a nie inaczej postrzegano osoby czarnoskóre, w jaki sposób wpadli w pułapkę swojej socjalizacji, zarządzono lincz. Jasne, obaj nie żyją, więc krzywda im się nie stała. Za to krzywda została wyrządzona światowej kulturze.

Jako Polacy jesteśmy wychowani w obrębie Cywilizacji Zachodu, która ma swoje korzenie zwłaszcza w starożytności Grecji i Rzymu. Przez wpływ religii judeo-chrześcijańskiej znacznie mocniej wzbogaconej o Sumer, Babilonię i Egipt, bo semickie ludy nasiąkały nimi w ramach swojej burzliwej historii. Ta niesamowita mieszanka pozwoliła na powstanie współczesnej liberalnej Europy. To była bardzo długa droga - rojąca się od zakrętów i ślepych zaułków. Bez świadomości historii, zmian, które niosła, nie będziemy w stanie zrozumieć, co osiągnęliśmy. Jeśli zaczniemy wymazywać rozmaite teksty kultury, tylko dlatego, że dziś nie pasują do na wpół utopijnej wizji naszego świata, to wyrwiemy sobie kręgosłup kulturowy. Zanegujemy postęp społeczny, który najlepiej jest obserwować właśnie poprzez dorobek dawnych pokoleń. Przy okazji zaś drastycznie ograniczymy aparat poznawczy kolejnych pokoleń, co może skończyć się tym, że cywilizacja Zachodu będzie potwornie podatna na wpływy. Wpływy, które mogą zanegować wieki postępu społecznego.

Zrozummy też, że aktywiści, którzy rzucili się na “rasistowskich” pisarzy z XIX wieku, gry Wiedźmin III: Dziki Gon i Kingdom Come: Deliverance (o tym ostatnim przypadku szerzej pisałem w innym felietonie z cyklu Kodowanie popkultury) działali w ramach swojego formatowania. W pewien sposób są więc równie niewinni, co Mark Twain i Howard Phillips Lovecraft. W pewien sposób, bo o ile tamci panowie nie mogli przewidzieć, jak potoczy się świat, jak zmieni się nasza cywilizacja, to owi aktywiści po prostu nie sięgnęli po narzędzia, które pozwoliłyby im otworzyć drzwi klatki, w której wylądowali w drodze swojej socjalizacji. Nie czuję się dobrze w świecie, gdzie wszelkie kody kulturowe są do wykopania w internecie, ale poklask zdobywają opinie wynikające z umysłowego lenistwa. To zbyt smutne. Dlatego naszą rozmowę o pułapkach kulturowych w grach, filmach i literaturze wkrótce przeniesiemy na grunt fantasy i science fiction.

Mam nadzieję, że trochę wytłumaczyłem podstawy, które będą potrzebne na kolejnych “wykładach”. Jeśli słuchaliście uważnie, to dobrze, bo nie będę powtarzać...

Najnowsze
Lubisz nas?