InformacjeRecenzja - konsole

Nowy początek - recenzja God of War

... Mejste

Zapomnijcie o starym Kratosie. Nowy God of War wywraca wszystko do góry nogami.

Wydawać by się mogło, że losy najpopularniejszego w historii gier wideo spartańskiego wojownika dobiegły końca wraz z końcem żywota poprzedniej generacji PlayStation. Nic bardziej mylnego. W studiu Santa Monica wykluł się pomysł, by zrobić kompletny reset serii i dać jej nowy początek. Jak się okazuje, w tym szaleństwie jest metoda.

Podobny zabieg nie tak dawno temu zastosowany został w serii Tomb Raider, jednak w odróżnieniu od Lary Croft, Kratos nie odcina się kompletnie od swych korzeni. Choć tym razem ciepłe, greckie słońce zostało zastąpione przez północny, mroźny wiatr i dużą część czasu gry spędzimy w świecie Midgardu, w nowym God of War co rusz pojawiają się nawiązania do poprzednich gier. W żaden sposób nie przeszkadza to jednak w odkrywaniu kart nowej historii dla osób, które wcześniej nie miały okazji poznać losów spartańskiego wojownika.

Po wydarzeniach z Olimpu Kratos zamieszkał w świecie norweskich bóstw i potworów. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy umiera matka jego syna i Kratos przejmuje opiekę nad Atreusem. Początkowo ze szczątkowych informacji można jedynie wywnioskować, że Kratos nie był wcześniej obecny w życiu swego pierworodnego, a Atreusowi daleko do prawdziwego wojownika. Dopiero podróż, w jaką wspólnie wyruszają, rzuca światło na zdarzenia z życia Kratosa, a wędrówka przez krainy z mitologii nordyckiej ma nie tylko nauczyć młodego przetrwania, ale i zbudować ojcowską więź i uchronić młodego chłopca przed błędami popełnianymi przez Ducha Sparty.

Zdradzanie szczegółów scenariusza gry mija się z jakimkolwiek celem, nie chcę bowiem nikomu psuć radości z samodzielnego poznawania fabuły, nota bene intrygującej i przez bardzo długi czas tajemniczej, skupiającej się na losach Kratosa i Atreusa. Warto nadmienić, że zmienił się przede wszystkim sposób prowadzenia narracji i jest on zdecydowanie bardziej filmowy. Tu już nie ma podziału na eksplorację oraz starcia z wrogami i fabularyzowane scenki przerywnikowe. Podobnie jak w ostatnich grach z serii Uncharted zastosowano tu płynne przejścia między właściwą rozgrywką, a nieinteraktywnymi fragmentami. Dzięki temu zabiegowi w obcując z God of War nie uświadczymy żadnych ekranów ładowania, a sama gra jest przez to zdecydowanie przyjemniejsza w odbiorze.

Nowe umiejscowienie akcji i sposób przedstawienia historii to nie jedyne zmiany w God of War. Największej rewolucji doczekał się system walki, któremu teraz bliżej do taktycznych starć niż prawdziwej hack’n’slashowej sieczki. Kratos swe ostrza zamienił na topór, lat mu przybyło, a to wszystko przekłada się na dużo wolniejsze starcia niż to, do czego przyzwyczaiły nas gry z tej serii. Nowy system walki charakteryzuje przede wszystkim większa precyzja oraz nastawienie na stosowanie różnych taktyk.

Niekontrolowane wciskanie różnych przycisków na padzie czy zwyczajna młócka w nowym God of War zazwyczaj doprowadza do rychłej śmierci Kratosa. Choć początkowo główny bohater nie dysponuje zbyt wieloma ciosami, to wraz ze zdobywaniem doświadczenia i rozwojem postaci zyskujemy dostęp do nowych umiejętności, dzięki którym walka nie staje się wcale łatwiejsza, lecz… bardziej zróżnicowana. W trakcie rozgrywki przeciwnicy są bowiem na równym lub wyższym poziomie względem Kratosa. A to oznacza, że w grze, nawet na normalnym poziomie trudności, nie jest tak łatwo i nietrudno tu o głupią śmierć przez nieuwagę.

Walka z nieumarłymi draugrami? Można je rąbać na prawo i lewo. Upiory? Bez pomocy syna, który potrafi aktywnie wspierać ojca w walce, Kratos nie jest w stanie zadać im obrażeń. Pojedynek ze skalnym trollem? Machanie posiadanym orężem na nic się zdaje, trzeba czekać na atak przeciwnika, uniknąć go i najlepiej rzucić toporem w odsłonięty słaby punkt. A jeśli wymieszać ze sobą tych wszystkich przeciwników, mamy tu wymagające taktycznego myślenia i uwagi starcia, w których błędy słono nas kosztują.

O ile same zmiany w systemie walki można uznać za plus, tak w trakcie rozgrywki po dłuższym czasie zaczęło mnie męczyć kiepskie zbalansowanie przeciwników. Choć starcia z bossami czy większymi, bardziej wymagającymi przeciwnikami to w tej grze wisienka na torcie, tak rozprawianie się z pomniejszymi bestiami bywa męczące. I w każdym innym hack’n’slashu, gdzie zwykły przedstawiciel „mięsa armatniego” padłby po 2-3 ciosach, tutaj nierzadko wymaga to zdecydowanie za dużo wysiłku, niezależnie od poziomu postaci.

Twórcy z Santa Monica Studios na szczęście nie dokonywali rewolucji w każdym aspekcie gry, dzięki czemu starzy wyjadacze odnajdą kilka rozwiązań z poprzednich odsłon God of War. Nadal więc Kratos może wpadać w szał bitewny, zdrowie nie odnawia się zgodnie z panująca modą automatycznie, lecz w tradycyjny sposób po podniesieniu zielonej kuli, a magia została tu tylko zamieniona na runy, które działają w podobny sposób. Nowością są natomiast nie tylko podstawowe współczynniki opisujące bohatera (siła, obrona, witalność etc.), ale także możliwość zbierania i tworzenie elementów ubioru Kratosa oraz jego syna. Dzięki różnorodnemu uzbrojeniu wpływamy na statystyki bohatera, a następnie wybierając konkretne umiejętności z różnych drzewek (walka w zwarciu, na dystans, użycie run itp.) jesteśmy w stanie tak zbudować postać, by jak najlepiej odpowiadała preferowanemu przez nas stylowi rozgrywki.

Po raz pierwszy w historii serii mamy możliwość dość swobodnej eksploracji światów. Piszę „dość”, ponieważ God of War daleko do sandboxowej wolności – teren jest ograniczony, a dostęp do niektórych lokacji możliwy jest tylko po odblokowaniu konkretnych umiejętności czy rozwiązaniu różnorodnych, wymagających logicznego myślenia i kombinowania zagadek środowiskowych. Pod tymi (i nie tylko zresztą) względami nowemu God of War bliżej do The Last of Us niż GTA.

Poza głównym wątkiem fabularnym czeka nas także mnóstwo pobocznych wyzwań, sekretów do odkrycia czy przedmiotów do zdobycia. Na ukończenie gry w 100% potrzeba grubo ponad 40 godzin, a co najważniejsze w tym wszystkim, nie da się przy tym nudzić – większość „znajdziek” można bowiem odnaleźć w trakcie głównej rozgrywki; nie trzeba na długo porzucać fabularnego wątku by przykładowo złamać pieczęcie na zabezpieczonej runami skrzyni z cennym ekwipunkiem. Projektanci poziomów odwalili tutaj kawał dobrej roboty.

Na koniec nie można nie docenić kunsztu artystycznego gry. God of War to absolutna czołówka jeżeli chodzi o aspekty audiowizualne gier na PlayStation 4 i uważam, że do poziomu zaprezentowanego przez God of War blisko obecnie tylko Uncharted 4 i Horizon Zero Dawn. Wystarczy zerknąć na załączone do recenzji zrzuty ekranu ze zwykłego PlayStation 4 czy filmiki z rozgrywki. Na dużym telewizorze i dobrym nagłośnieniu God of War robi piorunujące wrażenie. Szkoda tylko, że moją poczciwą konsolę zakupioną miesiąc po premierze PS4 najnowsza produkcja Santa Monica Studios potrafi rozgrzać do czerwoności – nigdy wcześniej, przy żadnej innej grze nie słyszałem, by konsola zachowywała się niemal tak głośno, jak stary odkurzacz…

God of War to jeden z najlepszych tytułów na wyłączność PlayStation 4. Operacja wywrócenia serii do góry nogami i rozpoczęcia wszystkiego od początku zakończyła się sukcesem. Choć nowy system walki i balans nie każdemu przypadnie do gustu, nie zmienia to faktu, że God of War gwarantuje wielogodzinną, długą rozgrywkę, w trakcie której ani razu nie spojrzałem na zegarek. A to chyba najlepsza rekomendacja dla gry wideo.

PlayStation 4God of War

  • Osadzenie akcji w mitologii nordyckiej
  • Ciekawie poprowadzony wątek fabularny
  • Nowy system walki
  • Wiele sekretów do odkrycia
  • Długość rozgrywki
  • Wszechobecne filmowe starcia z bossami
  • Widowiskowa oprawa audiowizualna
  • Spowolnienie akcji
  • Niezbyt zrównoważony balans starć z pomniejszymi przeciwnikami
  • Gra mocno obciąża zwykłe PlayStation 4, przez co konsola głośno się zachowuje w trakcie rozgrywki

Kratos w nowej odsłonie daje radę

Najnowsze
Lubisz nas?