InformacjeInne

Brandon Sanderson o ekranizacjach, czasie wolnym i mormonach - druga część wywiadu dla gram.pl

... Joanna Kułakowska i Łukasz M. Wiśniewski

Rozmawiamy o mormońskim spisku opanowania świata za pomocą literatury fantastycznej, rozrywkach Brandona, ekranizacjach i zawracaniu głowy George'owi R.R. Martinowi.

Łukasz M. Wiśniewski: Napisałeś dwie powieści osadzone w uniwersum gry Infinity Blade. Do nowelizacji poproszono tylko ciebie i Orsona Scotta Carda. Czy grałeś w tę grę, nim zgłoszono się do ciebie z projektem?

Brandon Sanderson: Ludzie, którzy robili grę Infinity Blade, chodzili ze mną do szkoły, do tego samego koledżu, w dodatku pracowali w Salt Lake City, gdzie mieszkam. Któregoś dnia przyszli do mnie i spytali: Hej, czy myślałeś kiedykolwiek o tym, żeby pisać historie do gier komputerowych? A ponieważ przez całe życie byłem graczem, bardzo chciałem spróbować – tak dla zabawy. Nie zamierzałem robić niczego wielkiego, ale, owszem, zagrałem w grę, owszem, zgodziłem się i napisałem historie rozgrywające się w tym uniwersum. To działa w taki sposób, że mamy pierwszą grę i pierwszą historię, drugą grę i drugą historię, i trzecią grę – a więc to tak jakby seria pięciu opowieści. Taki sposób – to, jak to wszystko razem wyszło – jest dla mnie trochę dziwny, ale praca okazała się świetną zabawą.

Foto: Łukasz M. Wiśniewski

L.M.W.: Skoro już jesteśmy przy wolnym czasie: grasz lub słuchasz podcastów, pewnie czytasz – a czy może korzystasz też z audiobooków? Czy to czynność zarezerwowana na zupełnie inny czas?

B.S.: Ależ nie. Uwielbiam audiobooki i często słucham ich w ciągu tych dwóch godzin. Ale nie tylko. Często dostaję wielkie sterty kartek do podpisania. Wydawcy – zazwyczaj mój brytyjski wydawca – chcą mieć tysiąc podpisanych stron, które potem zostaną włączone do książek. Dlatego w każdym tygodniu – w czwartek – spędzam trzy lub cztery godziny na podpisywaniu różnych rzeczy. I w tym czasie również słucham audiobooków.

Joanna Kułakowska: No tak, audiobooki są świetne, bo umożliwiają robienie dwóch rzeczy naraz.

L.M.W.: A czy zdarza ci się słuchać audiobooków na bazie twoich powieści? Jak się udały i czy ogólnie ci się to podoba?

B.S.: Tak, bardzo je lubię. Wiele z moich książek przedstawiają Michael Kramer i Kate Reading – wybrałem ich, ponieważ podobały mi się audiobooki Koła czasu, w których występowali. I lubię ich słuchać, mam wtedy uśmiech na twarzy... Często jednak nie mogę wysłuchać całości, bo od razu znajduję miejsca, w których powinienem wprowadzić poprawki. To spowalnia pracę nad nowym materiałem, bo niestety rzecz często kończy się tak, że chcę poprawiać wcześniejszą książkę.

J.K.: Czy masz inne podejście do pisania dla młodzieży i dla dorosłych?

B.S.: Doskonałe pytanie. Tak. Książki dla młodszych nastolatków, czyli seria Alcatraz kontra Bibliotekarze bardzo się różnią od tych dla starszych czytelników. Chciałem po prostu napisać coś fantazyjnego, lekkiego i zabawnego... Z kolei Stalowe Serce (seria Mściciele – dopisek red.) różni się trochę mniej, lecz gdy pisałem tę powieść, moim zamiarem było stworzyć coś dla wszystkich, którzy kochają filmy akcji – skierowane do nastolatków, takich, jakim i ja kiedyś byłem, którzy nie lubią książek albo jeszcze nie wiedzą, że je lubią, ale którzy na pewno pokochaliby książki, gdyby je poznali. I dlatego ta powieść jest „szybsza”, a mniej „rozległa”. Jest w dużym stopniu skoncentrowana na jednym bohaterze, i to bohaterze bardzo wyrazistym. Tak, podchodzę do nich w inny sposób.

J.K.: Skoro już wspomniałeś o kinie akcji – czy coś drgnęło w sprawie ekranizacji twojej twórczości?

B.S.: Nie mogę powiedzieć zbyt wiele, ale mogę powiedzieć, że do wspomnianych powieści kupili prawa producenci filmowi. Mają być zekranizowane książki Z mgły zrodzony i Stalowe Serce oraz Archiwum Burzowego Światła, miał być Legion. Zrobienie filmu jest trudne i długo trwa. Powiedziałbym, że jak na razie prace nad Z mgły zrodzonym i Drogą królów z Archiwum Burzowego Światła posunęły się najdalej. Mają scenariusze, dostałem scenariusz Archiwum Burzowego Światła... jest bardzo długi... jak możecie sobie wyobrazić. Ale ludzie, którzy mają prawa do ekranizacji tych powieści, są bardzo zdeterminowani, by doprowadzić do ich realizacji, i cudownie się z nimi pracuje. Ale z Hollywood nigdy nic nie wiadomo. Mam nadzieję, że pewnego dnia dostaniemy film, ale nie umiem ocenić kiedy. Ja po prostu piszę książki i staram się wybrać ludzi, którzy mogą doprowadzić do realizacji filmów. Co się tyczy Legionu, pewnie będziemy musieli zmienić tytuł, jeśli chcemy liczyć na adaptację telewizyjną. Wszyscy w Hollywood byli bardzo podekscytowani... dopóki nie pojawił się serial Marvela. A teraz koniec. (Śmiech)

J.K.: No tak, zwłaszcza że istnieją pewne podobieństwa między bohaterem twojego Legionu a Legionem Marvela... A odnośnie supermocy. Tworzysz serię Mściciele, a George R.R. Martin tworzy świat dzielony, Dzikie Karty, dotyczący osób mających supermoce. Czy nigdy cię nie kusiło, żeby wziąć w nim udział?

B.S.: George mieszka w Albuquerque, czyli całkiem niedaleko ode mnie, przynajmniej z amerykańskiego punktu widzenia. George stanowi taką wielką figurę ojca w świecie amerykańskiej fantasy i jest po prostu wyjątkowo miły dla wszystkich pisarzy. Przez wiele lat był redaktorem i nadal nim jest, więc darzę go wielką sympatią, lecz Dzikie Karty nie są czymś, co chciałbym zrobić. Zaprosił mnie do kilku swoich antologii i w jednej z nich wziąłem udział. Opowiadanie Cienie dla Ciszy w lasach Piekła powstało do antologii Niebezpieczne kobiety pod egidą George’a Martina i Gardnera Dozois. Gdybym chciał napisać coś do Dzikich Kart, pewnie by mi pozwolił, ale po prostu nigdy nie wyraziłem zainteresowania. Przeczytałem kilka z tych książek, podobały mi się, ale nigdy nie śledziłem zbyt dokładnie uniwersum. Ale tak, George jest miły, jest super, urządza wiele imprez, troszczy się o ludzi...

Ł.M.W.: Nie masz przypadkiem lekkiego poczucia winy? George’a tak łatwo odciągnąć od pracy... Ty organizujesz swoją pracę, więc końca Archiwum Burzowego Światła możemy się spodziewać szybciej niż Pieśni Lodu i Ognia...

B.S.: Sądzę, że czytelnicy powinni dać George’owi spokój. Pracował przez bardzo wiele lat i zawsze był powolny. To nic nowego, zawsze pisał w swoim własnym tempie. A teraz jest sławny i dobrze dla niego! Zasłużył też na szansę, żeby trochę odpocząć, zrelaksować się i dobrze się bawić. Ja z kolei mam inny styl pracy. Mam szczęście, bo jestem bardzo konsekwentny. Nie lubię rozmawiać o stylach pisarskich innych ludzi, powiem tylko: dajcie George’owi trochę spokoju, a ja będę nadal robił to, co robię.

Ł.M.W.: W jaki sposób zachowujesz higienę mentalną i ład w procesie twórczym? Czy te wszystkie, różnorodne projekty ci się nie mieszają?

B.S.: Dobre pytanie, a odpowiedź brzmi: nie jestem pewien. Odkryłem, że muszę często przeskakiwać między projektami, bo to sprawia, że jestem wydajny. Oszalałbym, gdybym wciąż pisał na ten sam temat, i zwykle, kiedy kończę jedną rzecz, pragnę zrobić coś zupełnie innego. To przyczynia się do różnorodności – reaguję na rzecz, którą właśnie napisałem, próbując napisać coś zupełnie innego. Trzymam wszystkie swoje światy w Wiki na komputerze – jest u mnie i u moich asystentów – i to pomaga nam nad tym wszystkim zapanować. Tak więc w zasadzie nigdy nie musiałem się martwić, że będą do siebie zbyt podobne. Chociaż... czasami martwię się, że Rozjemcę i Elantris łączą elementy wspólnej tematyki. Nie jest to jednak jakiś wielki problem – poza tym, że muszę pilnować, żeby się nie powtarzać.

J.K.: Chcieliśmy cię pociągnąć za język, jeśli chodzi o rozmaite inspiracje. Czytając o Boskich Oddechach i Powracającym w świecie Nalthis (w książce Rozjemca), miałam skojarzenia z ideą nieograniczonego potencjału człowieka jako potomka Boga w sensie Nieśmiertelnego Ducha, która występuje w twojej religii – zwłaszcza że Oddechy są Odłamkami Odprysku. Czytając o trzech Krainach – Materii, Umysłu i Ducha – automatycznie przyszedł na myśl szamanizm. Z tym ostatnim kojarzy się też idea Złamania, czyli doprowadzenie do skraju śmierci, tak by allomanci lub mocowiązcy mogli czerpać ze źródła mocy, bo inicjacja szamana/szamanki to rytualna śmierć i odrodzenie. Proces powstania Odprysków z kolei wydaje się mieć co nieco wspólnego z gnozą, a ich podnoszenie z ascendencją, która pojawia się w buddyzmie. Śmierć bóstwa jako początek nowego ładu to podstawa wielu mitologii. Można by tak wymieniać i wymieniać...

B.S: Nie wspomniałaś nawet o sprenach i shinto!

J.K: O! A więc wszystkie takie elementy to świadome nawiązania do konkretnych doktryn.

B.S.: Tak. Naprawdę uwielbiam filozofię i religię, jeśli jeszcze tego nie zauważyliście. (Śmiech) Jeśli chodzi o źródła Krain Materii, Umysłu i Ducha, zazwyczaj wskazuję nie na szamanizm – choć to dobra korelacja – ale na formę platońską i ideę, że wszystko ma swoją wersję idealną i wersję materialną. Uwielbiam religie, bardzo interesują mnie wszystkie rodzaje światowych religii. Jak zauważyłaś, sam jestem mormonem, ale jednocześnie należę do szkoły myślenia, do której należał też Tolkien, kiedy powiedział, że nie znosi alegorii. I to jest taka „dziwna sprawa”, że chcę wykorzystywać rozmaite elementy i opowiedzieć historię, która opiera się na wielu różnych tradycjach, bo uważam je za fascynujące. Jak powiedziałem już wcześniej, uwielbiam w fantasy to, że pozwala umieścić ludzi w sytuacjach ekstremalnych i zbadać, co oznacza człowieczeństwo. Uwielbiam to, że możemy zadać pytanie: A co by było, gdyby Bóg dosłownie umarł, a ludzie pozostali i próbowali zbierać resztki? Co by się wtedy stało? Otóż mnóstwo fajnych rzeczy, które można przedstawić w książce fantasy, a których tak naprawdę nie można zamieścić w żadnym innym gatunku literackim. To częściowo powód, dla którego uwielbiam fantasy. Te wszystkie rzeczy stanowią inspirację, a ja naprawdę nie chcę nauczać niczego ściśle określonego – chcę umieszczać interesujących ludzi w interesujących sytuacjach i bawić się tym, sprawdzać, dokąd to prowadzi i co się dzieje. To wszystko rzeczy, które uwielbiam. Oczywiście, moglibyśmy dużo rozmawiać o filozofii...

Ł.M.W.: Skoro została wspomniana religia... Fascynuje nas, jak wielu członków Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich uprawia poletko fantastyczne – docenili to nawet autorzy Ekspansji. Czy macie jakąś tajną lożę? Dzielicie się tajemnicą sukcesu i przekazujecie sobie sekretną wiedzę o tym, jak pisać bestsellery? (Śmiech)

B.S.: Pozwolę sobie zauważyć, że Ekspansję piszą ludzie, którzy znają mormonów, ale sami nie są mormonami, ale, owszem, umieścili mormonów w kosmosie. The Mote in God’s Eye również umieszcza mormonów w kosmosie, a to stary klasyk. Mormonów jest dużo wśród autorów, naprawdę. To pytanie często słyszę... Mam swoje własne wyjaśnienie, dlaczego tak jest, i sądzę, że to o wiele prostsze, niż myślą ludzie. Myślę, że Orson Scott Card bardzo szybko zdobył sławę jako pisarz fantasy i SF i mnóstwo mormońskich dzieciaków, takich jak ja, mieszkających kilka stanów dalej, przeczytało to i pomyślało: O, to jest coś, co ktoś taki jak ja mógłby zrobić. W pewnym sensie dał nam pozwolenie. A poza tym, tak szczerze, sądzę, że SF i fantasy stanowią bezpieczny rodzaj kontrkultury. Jeśli dzieciak, taki jak ja, w latach 80. i 90. chciał się zbuntować przeciwko rodzicom, ale nie chciał zrobić niczego naprawdę złego, nie chciał brać narkotyków albo robić czegoś w tym rodzaju, grał w D&D! Grałem w D&D i moi przyjaciele też, a nasi rodzice reagowali w stylu: Nie wiem, co zrobić z tymi dzieciakami, grają w te D&D!, my zaś wtedy myśleliśmy sobie, że jesteśmy takimi wielkimi buntownikami... A my tylko graliśmy w D&D i, no wiecie, Sword & Sorcery, hack’n’slash... Myślę, że to może być powód. To też może być kwestia statystyki – nie ma wcale aż tak wielu mormonów, my po prostu ich dostrzegamy, podobnie jak zauważamy, jak wielu ludzi w świecie wydawniczym jest pochodzenia żydowskiego. Może nie chodzi o to, że jest ich więcej, tylko że to coś, przez co ludzie się identyfikują, więc bardzo się to dostrzega. Nie wiem... Ale owszem, jest ich wielu wśród autorów, a Stephenie Meyer napisała Zmierzch – jedną z najpopularniejszych książek fantasy, jeśli wolno mi ją tak nazwać, w ostatnich paru dziesięcioleciach. Nie wiem... mam swoje przemyślenia i teorie. Nie wiem...

Ł.M.W.: Jeśli nie chcesz mówić prawdy, to trudno. OK. (Śmiech)

B.S.: Oczywiście, wiecie, tajne stowarzyszenie. (Śmiech)

J.K.: Mroczne rytuały i bestsellery... (Śmiech)

B.S.: Racja. Bestsellery fantasy. Jestem pewien, że to „kościół” – tak chcą być naprawdę nazywani. Różni goście przychodzą do przywódców kościoła i pytają: W jaki sposób zdobędziemy władzę nad światem?, a słyszą w odpowiedzi: Powieści fantasy.

Ł.M.W.: W końcu scjentolodzy tak zaczęli...

B.S.: W to nawet nie wchodźmy...

Foto: Łukasz M. Wiśniewski

Brandon Sanderson – amerykański pisarz fantastyki i powieści przygodowych dla młodzieży. Znany jest jako twórca oryginalnego uniwersum fantasy – Cosmere – i autor nietuzinkowych utworów o zróżnicowanej tematyce. Zadebiutował w 2005 roku powieścią Elantris, która ukazała się na polskim rynku nakładem wydawnictwa MAG w 2007 roku. Dwukrotny laureat nagrody Hugo w 2013 roku – m.in. w kategorii „Najlepsza powieść” za Duszę cesarza. Po śmierci Roberta Jordana, autora cyklu Koło Czasu, Sanderson został wybrany przez żonę zmarłego (Harriet Rigney), aby dokończył ostatni, dwunasty tom – jako że materiał okazał się niezwykle obszerny, ów tom rozrósł się do trzech. Obszerność dzieł to cecha charakterystyczna tego pisarza – obecnie jest on autorem ponad trzydziestu książek w kilku cyklach, jak na przykład: Z mgły zrodzony, Elantris, Mściciele, Rozjemca (w poprzednim wydaniu Siewca Wojny), Archiwum Burzowego Światła. Na ten ostatni składają się, liczące około tysiąca stron, tomiszcza: Droga królów (MAG, 2014), Słowa światłości (MAG, 2014), Dawca przysięgi – polskie wydanie zostało podzielone na dwie części, pierwsza ukazała się u nas w zeszłym roku, druga będzie miała premierę 18 kwietnia 2018 roku. W pracach nad tym olbrzymim wywiadem pomagała nam aż dwójka tłumaczy – Grzegorz Zieliński i Anna Studniarek, która jest autorką przekładu Archiwum Burzowego Światła i innych książek Sandersona.

Ciąg dalszy znajdziecie, klikając w zdjęcie poniżej, a poprzednią część wywiadu można przeczytać, klikając jeszcze niżej:

Foto: Łukasz M. WiSniewski

Foto: Łukasz M. Wiśniewski

Najnowsze
Lubisz nas?