InformacjeBez prądu - film

Uwaga, zły pies - recenzja filmu Pitbull. Ostatni pies

... Joanna Kułakowska

Zastąpienie Vegi Pasikowskim to strzał w dziesiątkę. Ten pitbull mocno gryzie i towarzyszy mu sfora złych, ostrych psów – ostatnim ciężko go nazwać.

Pitbull. Ostatni pies w reżyserii Władysława Pasikowskiego generalnie spełnia pokładane w nim nadzieje – a przynajmniej nadzieje tych widzów, którzy tęsknili za klimatem serialu, a zarazem oczekiwali spójnego, konkretnego filmu (nie zaś luźno połączonych nowel), opowieści z wartką akcją, ciętym, czarnym humorem oraz solidną dawką przemocy, która jednak nie stanowi formy sztuki dla sztuki i nie występuje zamiast logiki i sensu. Głównym bohaterem obrazu, można by rzec, tytułowym pitbullem, jest ponownie Despero (Marcin Dorociński), lecz w trakcie seansu bynajmniej nie odnosimy wrażenia, iż jest „ostatnim prawdziwym gliną”, jak również nie on jeden spośród plejady postaci umie wgryźć się komuś w gardło i nie puścić. Dlaczego więc podtytuł brzmi Ostatni pies?

Raczej nie jest to zapowiedź definitywnego końca serii. Sam reżyser kultowych Psów stwierdza, co następuje: Próbuję nakręcić sensacyjny film tak, jak potrafię najlepiej zrobić to ja. Nie imituję stylu mojego znakomitego poprzednika. Może stąd tytuł filmu Pitbull. Ostatni pies. Niby gatunkowo pitbull, ale w szerszym znaczeniu jednak pies. Będzie więc dużo starego, ale też więcej nowości.

Fabuła najnowszego Pitbulla rozgrywa się około dekady po tym, jak straciliśmy z oczu Despero. Okazuje się, że bynajmniej w tym czasie nie próżnował, a widownia zapewne będzie ukontentowana ostrym wejściem bohatera w otoczce charakterystycznego dla naszych wschodnich sąsiadów folkloru... Powracają też inne znane nam persony: Nielat (Rafał Mohr), który zdążył zrobić niezłą karierę i zmienić ksywę na Quantico, Metyl (Krzysztof Stroiński), który z kolei niezbyt się zmienił, a także straszliwy Barszczyk (Michał Kula), któremu na szczęście dla kolegów i podkomendnych twórca obrazu Pitbull. Ostatni pies nie dał zbyt wiele do roboty. Niestety, nie zobaczymy w filmie Gebelsa (Andrzej Grabowski). Władysław Pasikowski w miarę sensownie połączył niniejszą odsłonę serii z poprzedniczkami, tak by prezentowane wydarzenia miały ręce i nogi – co prawda, te „nogi” niekiedy kuleją, a sama historia jest grubymi nićmi szyta, ale dopóki nie zaczniemy się zbyt wnikliwie przyglądać, wszystko jest na swoim miejscu i, co najważniejsze, dobrze się ogląda. A choć podczas seansu nieraz się uśmiechniemy, ukazana sytuacja generalnie nie należy do wesołych. Po odejściu Majamiego (Piotr Stramowski) sprawy rzeczonego policjanta przejmuje jego były partner Soczek (Piotr Chojnowski). Jako że ochrona nie przeszła automatycznie na zastępcę (a to Polska właśnie...), nieszczęśnik ginie, pozostawiając ciężarną małżonkę (Izabela Kuna).

Oczywiście, czegoś takiego nie można darować. Sprawa Soczka wydaje się być związana z pruszkowską mafią... Aby nawiązać kontakt z Gawronem (Cezary Pazura), szefem grupy pruszkowskiej, Despero zaczyna pracować pod przykrywką, podając się za niejakiego Hycla (dla wielu gwiazdę polskiego świata przestępczego). Dość szybko sytuacja okazuje się dużo bardziej skomplikowana, niż można by przypuszczać, a potem – bo jakżeby inaczej – komplikuje się jeszcze bardziej. Pasikowski oferuje widowni kanoniczne już pruszkowsko-wołomińskie przepychanki, perskie oko odnośnie afery Amber Gold, a także klasyczną opowieść o rodzinnych niesnaskach, pokazującą, że miłość od nienawiści dzieli tylko jeden nierozważny krok. Nie patyczkuje się też z państwowymi urzędnikami, sugerując nie tylko powszechność korupcji, ale odmalowując również sadystę i zboczeńca na eksponowanym stanowisku.

Bardzo mocną stroną obrazu Pitbull. Ostatni pies są wielowymiarowe postacie – większość okazuje się nieoczywista. Na pewno zwraca uwagę totalnie rozbrajający menel Gawełek (Zbigniew Zamachowski) albo gangster Kowal (Jacek Król), który uosabia swego rodzaju romantyczny archetyp – jest lojalny wobec tych, którzy wzbudzą jego szacunek, na swój szorstki sposób sympatyczny, szarmancki, a nawet rycerski: owszem, przeciwnika zabije bez problemu, ale nie pozwoli katować prostytutki. Ten ostatni wydaje się wariacją na temat, kim byłby Despero, gdyby zdecydował się przekroczył granicę „ciemnej strony mocy”.

Równie dobre, a może nawet lepsze, są postacie żeńskie, a wśród nich wiedzie prym Mira (Dorota „Doda” Rabczewska), żona Gawrona – Władysław Pasikowski od razu wprowadził rzeczoną z przytupem, a następnie zadbał o ewolucję bohaterki, pokazując, jak twarda, niedająca się poniżać, wulgarna i nieprzejmująca się niczym dziewczyna dominuje otoczenie i staje się niebezpiecznym gangsterem. Mira to sprytna oportunistka, osoba prostacka, ale bynajmniej nie prosta, która upaja się zdobywaniem kontroli nad sytuacją i swoją siłą, twórca jednak uniknął oczywistej pułapki i nie zrobił z niej psychopatki. Nawet jeśli bohaterka nie kocha swego męża, który zwykle ukazuje przy niej oblicze poczciwego, romantycznego safanduły, to jednak wyraźnie go lubi, kocha natomiast swoją cierpiącą na demencję (a i bez tego irytującą) babcię (Mirosława Maludzińska) i zrobi dla niej wszystko. Interesująco wypadła także Mona (Agnieszka Kawiorska), małżonka Juniora (Adam Woronowicz) – z pozoru pusta lala i typowa żonka „chłopca z miasta”, a w istocie kobieta nieszczęśliwa, która w niezgrabny sposób usiłuje mieć swój udział w wydarzeniach i zyskać szacunek jako ktoś przydatny. Tak więc osoby wyczulone na ślady mizoandrii i mizoginii (która zresztą nie jest Pasikowskiemu tak zupełnie obca) tu ich raczej nie znajdą.

Realizacja filmu Pitbull. Ostatni pies jest ciekawa. Łączy w sobie z premedytacją serwowaną wschodnio-europejską obyczajową siermięgę z zachodnim sznytem. Stylistyka utrzymana jest w klimacie lat 90., natomiast zdjęcia, praca kamery, dynamika poszczególnych scen znajdują się praktycznie na poziomie hollywoodzkim. Świetny przykład wyżej wymienionego schematu stanowi sekwencja strzelaniny i gonitwy na bazarze, włącznie z wozem meblowym stojącym przy warzywniaku lub humorystycznym momentem, gdy taktyczny, chcąc odciąć uciekinierowi drogę, zeskakuje na stoisko, po czym tandetny daszek załamuje się pod jego ciężarem. W wielu scenach zachowana została brudna hiperrealistyczna atmosfera serialu Pitbull (częściowo zawdzięczamy to pewnie znakomitej ścieżce dźwiękowej, za którą odpowiada Radosław Łuka, pracujący również przy serialu i pierwszym Pitbullu), a zarazem słyszymy nieco surrealne „ujadanie” Psów. Otwarcia kolejnych warstw fabularnych mają charakter wręcz komiksowy (w znaczeniu „grubej kreski”, pewnej umowności, fanfaronady i przerysowania). Na przykład historia poznania Gawrona i Miry mogłaby nosić tytuł Kopciuszek w Sin City. Bryzgi krwi na twarzy Miry obrazują zmiany, jakie zaszły w jej osobowości. Wątek Metyla, który można wręcz rozpatrywać w kategoriach karmy, kosmicznej sprawiedliwości. Nie zabrakło też policyjnej nomenklatury i świetnych, zmuszających do chichotu tekstów. Parafrazując: Hycel, już się bałem, żeś konfident, a ty po prostu jesteś psem... Po prostu pozamiatane.

Na koniec wypada bardzo pochwalić aktorów i aktorki – dawno nie było tak dobrze zagranego polskiego filmu sensacyjnego. I znów szczególnie błyszczy słynna Doda. Pozwolę sobie stwierdzić, że Dorota Rabczewska mogłaby spokojnie zrezygnować z kariery wokalnej i skoncentrować się na aktorstwie, bo do tego ostatniego ma o wiele większy dryg. Chociaż oczywiście nie wiadomo, jak prezentowałaby się w rolach wymagających innych środków wyrazu... Cóż, ciekawie byłoby zobaczyć, jak sobie radzi.

Pitbull. Ostatni pies to obraz, na którym można się dobrze bawić – ma wszystko, co powinien mieć dobry film sensacyjny i kryminał. Ma również niedociągnięcia i kwestie, które ledwo trzymają się kupy (po swoich wyczynach w czasie dziesięcioletniej „nieobecności” Despero ląduje na prowincjonalnym komisariacie? Chyba tylko dla podtrzymania mitu, że Polakowi to zawsze wiatr w oczy. I dlaczego grupa pruszkowska liczy tak mało członków? Ciężko uwierzyć, że Gawron i jego brat Junior radzą sobie w interesach). Pozytywne wrażenie trochę psuje niezbyt wiarygodne zakończenie (ciężko wyobrazić sobie, że dana postać potulnie godzi się na to, co zgotował jej los w osobie Władysława Pasikowskiego – no, chyba że w wydaniu DVD dojdzie scena, która ową sytuację wyjaśnia, ale w takim razie nie powinna ona wypaść podczas montażu). Tak czy owak, warto przejść się do kina, bo najnowsza odsłona groźnego brytana o niebo przewyższa zarówno średni „odcinek” serii, jakim okazał się Pitbull. Nowe porządki (zrecenzowany tutaj), jak i lepszy Pitbull. Niebezpieczne kobiety (zrecenzowany tutaj).


Pitbull. Ostatni pies to film dla Ciebie, jeśli lubisz poszaleć przy kolejnych odsłonach serii GTA albo bawią Cię Rezerwowe psy.

Najnowsze
Lubisz nas?