InformacjeRecenzja - konsole

Jedyne takie wyścigi - recenzja Burnout Paradise Remastered

... Paweł Pochowski

Powracamy do Paradise City, by po raz kolejny rozpędzić się do absurdalnych prędkości, a następnie zrobić z auta metalową kulkę, yeah!

Wierzcie mi lub nie, ale odpalając dziesięć lat temu Burnout Paradise nawet przez myśl mi nie przeszło, że prędzej doczekam się odświeżenia dokładnie tej samej produkcji niż prawdziwego, nowego Burnouta. W 2008 nikt nie spodziewał się, że branża zacznie odgrzebywać stare tytuły na masową skalę, ale co więcej nic nie zapowiadało, by kultowa już wtedy marka miała zaliczyć taką pauzę. Paradoksalnie jedyną grą z serii, która została opracowana i wydana już po premierze Paradise, był Burnout Crash!, ale fani tytułu z całą pewnością wiedzą co to za ziółko i dlaczego nie warto o nim nawet wspominać.

Burnout Paradise natomiast do dziś pozostaje wzorem do naśladowania dla twórców zręcznościowych gier. Zupełnie, jakby nie minęło dziesięć długich lat. Praktycznie większa część aktywności sieciowych w grach wyścigowych bazuje na tym, co Criterion Games wypracowało właśnie dekadę temu. Dzięki temu odpalając grę nawet dziś można cieszyć się nią bez irytowania się wiekowymi mechanikami, bo te wydają się świeże. Ale przecież świetne podwaliny rozgrywki obroniłyby się i bez "odświeżania". Wiem to, bo sam całkiem niedawno katowałem Burnout Paradise na XOX, choć w trybie wstecznej kompatybilności. Czy wersja Remastered jest więc w ogóle potrzebna?

Przyznam, że pierwsze małe rozczarowanie przeżyłem tuż po uruchomieniu gry, gdy okazało się, że raczej nie mam co liczyć na zaimportowanie zapisanego stanu rozgrywki z poprzedniej wersji. Było to dla mnie szczególnie ważne, ponieważ przy pierwszej części spędziłem blisko kilkadziesiąt godzin - do zdobycia pozostało mi głównie kilka sieciowych osiągnięć. Liczyłem na to, że będę mógł zacząć rozgrywkę w miejscu, w którym zostawiłem ją całkiem niedawno. Niestety, z jakiegoś powodu twórcy nie pokusili się o takie udogodnienie, przez co rozgrywkę musiałem rozpoczynać od zera. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam Burnouta, ale nie oznacza to, że będzie mi się chciało zdobywać jeszcze raz te same osiągnięcia czy od nowa uganiać się za wszystkimi bilbordami w mieście. Szczególnie, że odkrywanie kolejnych samochodów jest dość czasochłonne i odbywa się stopniowo.

Na szczęście nie traciłem wiele czasu na marudzenie i z piskiem opon udałem się na małą wycieczkę po ulicach rajskiego miasta w wersji HD - oczywiście przy akompaniamencie muzycznym samego Guns'n'Roses. Praktycznie z miejsca wciągnąłem się w kolejne takedowny, bicie czasówek czy kręcenie szalonych trików na potrzeby zawodów kaskaderskich. Jest bowiem dokładnie tak, jak się spodziewałem. Pod względem grywalności Burnout Paradise nie zestarzał się praktycznie nic. Model sterowania jest tak samo przyjemny. Uczucie prędkości nadal robi wrażenie, jak w żadnej innej grze. A zniszczenia aut może charakteryzują się nie najlepszą pracą kamery, ale za to do dziś budzą szacunek za bezlitosne gniecenie metalu i urywanie kół. Dla fanów Burnouta nadal będzie stanowiło to ucztę dla oczu, szczególnie, że odświeżona wersja gry charakteryzuje się lekko poprawioną oprawą wizualną.

Lekko poprawioną, bo nie ma tu miejsca na żadną rewolucję - skończyło się właściwie na podciągnięciu tekstur samochodów i niektórych elementów otoczenia i ulepszeniu wygładzania krawędzi. To wszystko jest widoczne najlepiej w przypadku wersji konsolowej - różnica bowiem między wersją na X360, a zremasterowaną edycja jest widoczna gołym okiem. Upływającego czasu całkowicie zamaskować się jednak nie da. Burnout Paradise Remastered broni się jak może, ale jeśli staniecie w miejscu i dobrze rozejrzycie się dookoła z całą pewnością dostrzeżecie wiele mankamentów wizualnych. Jestem tego tak samo pewien, jak i tego, że szybko o nich zapomnicie, bo znikają już przy zbliżaniu się do stu kilometrów na godzinę, a wraz z nabieraniem prędkości przestają być zarówno widoczne, jak i mieć znaczenie. Ale to dotyczy wersji konsolowych, a produkcja ukazała się także na PC i to zresztą w niezwykle dopracowanej wersji. W przypadku komputerowego wydania różnica w wyglądzie obu wersji będznie znacznie mniejsza, a być może i marginalna. Czy więc w przypadku PC można kompletnie olać wersję Remastered? Ano nie do końca.

Burnout Paradise Remastered ma pewną istotną przewagę nad wersją sprzed lat nawet w przypadku wersji PC. Otóż EA wyposażyło grę we wszystkie DLC, które zostały opracowane dla tej produkcji. A było tego sporo i na wysokim poziomie. Pamiętajcie, że były to czasy zbroi dla konia, a Criterion Games w ramach mikrododatków rozszerzyło swoją produkcję o tryb imprezy, dodatkowe samochody (w tym radiowozy policyjne, miniaturki samochodów czy auto wzorowane na DeLoreanie z Powrotu do Przyszłości), motocykle (!), a także dodatkowy teren do zabawy w postaci małej, lecz naszpikowanej skrótami i wyskoczniami Big Surf Island. To właśnie tego ostatniego dodatku do dziś na PC oficjalnie nie dało się ograć, a jestem pewien, że fani, którzy cały świat z podstawki znają na pamięć z przyjemnością poszaleją po nowym terenie.

Dodatkowo atutem odświeżonej wersji Burnout Paradise z całą pewnością może być przywrócone do życia multi, które na Xbox 360 wcale nie wygląda już tak dobrze jak kiedyś. Premiera Remastered to szansa, by po raz kolejny wziąć udział w sieciowych wyścigach, jak i aktywnościach polegających na kręceniu trików czy wspólnym zaliczaniu wyzwań, ale czy tak będzie faktycznie okaże się dopiero po premierze. Póki co w trybie freeburn online kręcą się pojedynczy gracze sprawdzający tytuł przed premierą w ramach triala. Bardzo mocno liczę na to, że na dłuższą metę to właśnie ten aspekt może zdecydować o słuszności odświeżenia gry.

To bardzo fajnie ze strony EA, że na dziesięciolecie gry postanowiło wydać Burnout Paradise Remastered. Szkoda, że pod wizualnym względem poprawki są dość ograniczone, ale jeśli chcecie na nowo poszaleć po Paradise City na konsoli, a dodatkowo jesteście szczególnie zainteresowani zabawą online, nowa wersja może okazać się bardzo przydatna. Jeśli natomiast nie przeszkadza Wam nadgryziona zębem czasu oprawa wizualna, a w przypadku wyścigów preferujecie singla, pewnie nie stracicie zbyt wiele pozostając przy starszej wersji. Szczególnie, jeśli już wcześniej kupowaliście DLC do gry. To tyczy się jednak weteranów serii.

Jestem pewien, że pośród młodszych graczy znajdą się i tacy, którzy nie mieli jeszcze do czynienia z tym kultowym tytułem. W ich przypadku Burnout Paradise Remastered będzie jak najbardziej słusznym wyborem.

Xbox OneBurnout Paradise Remastered

  • Grywalność
  • świetne zniszczenia
  • uczucie prędkości nie do podrobienia
  • sporo wolności w zabawie
  • lekko poprawiona grafika
  • wszystkie DLC
  • Wizualnie nie da się ukryć, że minęło 10 lat
  • modele aut nadal ładują się dość ociężale
  • brak możliwości importowania zapisanego stanu rozgrywki

Całkiem poprawny remaster - najważniejsze, że gra nadal świetna

Najnowsze
Lubisz nas?