InformacjeRecenzja - PC

Dobre, nie tylko dlatego, bo polskie - recenzja gry Earthworms

... Adam Berlik

Klasyczna przygodówka z dobrze napisanymi dialogami, specyficznym humorem, ciekawymi zagadkami i niesamowitą oprawą. Czego chcieć więcej?

Może jeszcze niskiej ceny? A co tam, jest i ona – raptem 21,99 złotych na Steamie. Nowa produkcja w dorobku polskiego studia niezależnego All Those Moments (o pierwszej, Bouncy Bob, mogliście nawet nie słyszeć, a szkoda) to Earthworms, czyli dwuwymiarowa przygodówka z interfejsem point and click osadzona w surrealistycznym świecie science-fiction i ręcznie malowaną grafiką. Autorzy nie kryli, że w trakcie prac nad swoim dziełem inspirowali się twórczością Edwarda Hoppera. I dobrze, bo nie mają się czego wstydzić. Czerpać wzorce trzeba umieć, a All Those Moments z pewnością to potrafi. Spójrzcie tylko na dołączone screeny.

Głównym bohaterem Earthworms jest prywatny detektyw, Daniel White, który trafia do małej wioski rybackiej, by tam odszukać pewną zaginioną dziewczynę. Schemat oklepany do bólu na wszystkie możliwe sposoby, ale w recenzowanej produkcji takie założenia fabularne sprawdzają się wyśmienicie, bo już od samego początku historia potrafi zaintrygować. Przede wszystkim dlatego, że w świecie Earthworms nic nie jest normalne. Informację na temat wspomnianej nastolatki otrzymujemy od człowieka-drzewa, a eksplorując początkowe lokacje spotykamy naprawdę dziwne postacie, jednocześnie starając się dowiedzieć, o co chodzi z porozrzucanymi tu i ówdzie wielkimi mackami... Opowieść broni się również dobrze napisanymi dialogami, a także umiejętnie zarysowanymi postaciami. Warto jednak odnotować, że rozmowy nie zostały udźwiękowione, co najpewniej wynikało ze skromnego budżetu twórców. W końcu to gra niezależna.

Tym, co mnie najbardziej przykuło do ekranu nie byli jednak zapadający w pamięć bohaterowie czy też chęć dowiedzenia się, co się stało z niejaką Lidią, ale... humor. Daniel White regularnie komentuje to, co dzieje się na ekranie, w efekcie czego trudno nie uśmiechnąć się pod nosem. Owszem, niektóre dowcipy to popularne "sucharki", a innym razem twórcy – kolokwialnie rzecz ujmując – "jadą po bandzie", ale ostatecznie dzięki obecności licznych żartów grę przechodzi się znacznie przyjemniej aniżeli w sytuacji, kiedy nasz bohater w drętwy sposób mówiłby o tym, co udało mu się znaleźć w trakcie swojej przygody. Mimo wszystko trzeba dodać, że humor w Earthworms bywa naprawdę specyficzny, więc ostatecznie nie wszystkim przypadnie on do gustu. Mnie się podobał.

Żarty na bok, bo dobra przygodówka nie istnieje bez ciekawych zagadek logicznych. W Earthworms – jak w niemal każdym innym point and clicku – zbieramy przedmioty, by następnie użyć ich w odpowiednich miejscach (niekiedy wcześniej łącząc dwie rzeczy ze sobą), a oprócz tego staramy się aktywować liczne mechanizmy. Spora część łamigłówek nie powinna nikomu sprawić większych problemów, zwłaszcza że opierają się one m.in. na skorzystaniu z klucza w sytuacji, kiedy tylko jedne drzwi są zamknięte, ale w grze bywają także bardziej wymagające fragmenty. Czasem warto powrócić do odwiedzonych wcześniej lokacji i sprawdzić, czy NPC nie mają nam jeszcze czegoś do powiedzenia lub pokręcić się nieco po okolicy z nadzieją, że uda nam się dostrzec coś, co wcześniej przeoczyliśmy.

Jeśli chodzi to duże błędy, to ciężko tutaj wskazać jakiekolwiek. Zanotowałem jednak pewną usterkę... W niektórych momentach gra pozwala na ponowne zdobycie przedmiotu, który już wcześniej posiadaliśmy, ale skorzystaliśmy z niego we wskzanym miejscu (postać, od której go otrzymaliśmy wyraźnie o tym zapomniała, dając nam go ponownie). Takich błędów jest kilka, ale w ostatecznym rozrachunku nie psują oni radości z zabawy.

Jak już wspomniałem Earthworms nie wywraca gatunku klasycznych przygodówek do góry nogami, ale serwuje nam umiejętnie przetasowaną powtórkę z rozrywki. Będziemy więc umieszczać koło zębate tam, gdzie trzeba, wciskać czaszki w puste wnęki na ścianie zgodnie z instrukcją, zapalać lampki w określonej kolejności, by otworzyć drzwi, i tak dalej, i tak dalej. Łamigłówki nie są więc szczególnie oryginalne, ale na tyle różnorodne, że ich rozwiązywanie sprawia ogromną przyjemność.

Oprócz wspomnianych usterek technicznych, które zapewne będą usunięte w najbliższych aktualizacjach, mam również zastrzeżenia do mechaniki związanej z wizjami głównego bohatera, której poprawić się już raczej nie da. W trakcie eksplorowania lokacji widzimy niewielki obrazek sugerujący, że Daniel White zobaczył coś więcej niż zwykły człowiek. Kiedy nazbieramy więcej takich wizji, możemy je sobie po prostu przejrzeć i... tyle. Szkoda, że autorom nie udało się wycisnąć nieco więcej z tej mechaniki, np. zmuszając nas do przypomnienia sobie danej wizji w określonym momencie.

Earthworms nie jest grą szczególnie długą, bo całość zamyka się w około pięciu godzinach, ale stosunek ceny do czasu rozgrywki wypada tutaj naprawdę znakomicie. Dodając do tego intrygujący, momentami wręcz niepokojący klimat panujący w kolejnych lokacjach, dobrze napisane dialogi, specyficzny humor, różnorodne łamigłówki i wszystko inne, o czym wspomniałem w powyższych akapitach, otrzymujemy pozycję obowiązkową dla fanów klasycznych gier przygodowych.

PCEarthworms

  • specyficzna atmosfera
  • dobrze napisane dialogi
  • zapadający w pamięć bohaterowie
  • różnorodne zagadki
  • klimatyczna oprawa
  • stosunek ceny do czasu rozgrywki
  • specyficzny humor, który...
  • może nie wszystkim przypaść do gustu
  • niewykorzystany potencjał wizji głównego bohatera
  • niewielkie błędy, o których mowa w tekście

Lubisz przygodówki? Musisz zagrać!

Najnowsze
Lubisz nas?