InformacjeRecenzja - PC

Prawie jak Alan Wake, prawie jak Max Payne... - recenzja gry Past Cure

... Adam Berlik

Ale jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę. W przypadku Past Cure nawet ogromną.

Nietrudno zwrócić uwagę na Past Cure. Karta na Steamie zawiera informację na temat wyróznień, jakie produkcja zdobyła przed premierą na rozmaitych imprezach branżowych. Dodając do tego intrygujący opis fabuły oraz najważniejszych cech tytułu, a także dołączone zrzuty ekranowe przypominające swoją jakością gry z segmentu AAA prawie każdy, kto miał do czynienia z takimi hitami, jak Max Payne czy Alan Wake zrobi krok w kierunku Past Cure. Zwłaszcza, że za stworzenie tej produkcji nie odpowiada wielka firma, ale skromna, niezależna ekipa zrzeszona pod szyldem Phantom 8 Studio.

Tym bardziej szkoda, że obok tych wszystkich rzeczy, które skutecznie zachęcają do zakupu Past Cure mamy jeszcze komentarze użytkowników. Niestety są one w większości negatywne. Nie bez powodu, bo Phantom 8 Studio najzwyczajniej w świecie przerosły ambicje, a brak doświadczenia widać niemal na każdym kroku, czego efektem jest trzecioosobowa gra akcji w konwencji thrillera psychologicznego, którą ciężko polecić nawet najbardziej zagorzałym fanom gatunku.

Czasem staram się przymknąć oko na oklepane założenia fabularne jeśli scenarzyści potrafią umiejętnie poprowadzić kolejne wątki opowieści i w ten sposób zachęcić mnie do śledzenia zdarzeń widocznych na ekranie. Past Cure bazuje na tym, co już doskonale znamy. Głównym bohaterem jest były żołnierz imieniem Ian, który przez długi czas był poddawany licznym torturom w wyniku czego zyskał nadprzyrodzone zdolności, ale jednocześnie zaczął pogrążać się w szaleństwie. Mężczyzna stara się dowiedzieć, co działo się przez ostatnich kilka lat jego życia, a zarazem próbuje zemścić się na tych, którzy sprawili, że jest teraz wrakiem człowieka. Przynajmniej emocjonalnie, bo Ian umiejętnie posługuje się bronią palną, potrafi rozprawić się z przeciwnikiem wręcz, a także zabić wroga pozostając niedostrzeżonym przez innych strażników czy kamery monitoringu. Wszystkiego nauczył się w wojsku, rzecz jasna.

W znalezieniu osób odpowiedzialnych za aktualny stan Iana naszemu bohaterowi pomaga brat, Markus, a także – w późniejszej fazie rozgrywki – jeszcze jedna osoba. Mamy tu więc wszystko. Zagubionego bohatera, jego towarzysza przy zdrowych zmysłach oraz bliżej nieokreśloną agentkę i... a jakże, głównego antagonistę, z którym będziemy musieli się ostatecznie rozprawić. Past Cure nie stara się jednak zatrzymać nas przy komputerze. Wprost przeciwnie. Najbardziej irytujące okazują się długie, niewiele wnoszące monologi Iana. Jestem przekonany, że dzięki nim autorzy chcieli wprowadzić do swojego dzieła jeszcze więcej tajemniczości i zaintrygować odbiorcę, ale ostatecznie uzyskali skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast próbować analizować psychikę byłego żołnierza chcemy, by ten wreszcie po prostu się zamknął. Sytuacji nie ratuje voice-acting (nie tylko Iana, ale również innych postaci), bo aktorzy użyczający swoich głosów są mało przekonujący, ale być może wynika to również z niskiej jakości dialogów. Rozmowy brzmią niezwykle sztucznie, a bohaterowie sprawiają wrażenie, jakby czasem sami nie wierzyli w to, co mówią.

Największą zaletą Past Cure jest to, że gra jest wypełniona stosunkowo ciekawymi pomysłami. W pierwszej godzinie zabawy raczej nie sięgamy po broń, ale rozwiązujemy zagadki natury logicznej, dzięki którym możemy zapoznać się z unikatowymi zdolnościami Iana. Ten dysponuje umiejętnością opuszczenia swojego ciała i latania w pozornie niedostępne miejsca, a także może spowalniać czas, by wpływać na zachowanie przeciwników oraz manipulować obiektami otoczenia. W ten sposób aktywujemy rozmaite przejścia i sprawiamy, że wrogowie poruszają się wolniej, co umożliwia nam lepsze celowanie do przeciwników.

Z czasem jednak nietrudno odnieść wrażenie, że autorzy Past Cure jakby zapomnieli o tym, co zaproponowali graczom w początkowych rozdziałach opowieści, bo później gra nagle staje się strzelanką, następnie skradanką, a później do samego końca wymaga zabicia niezliczonej liczby wrogów. Niestety, problemem gry jest to, że żaden z powyższych elementów nie został wykonany choćby poprawnie. System strzelania nie sprawia najmniejszej satysfakcji (być może dlatego, że najpierw celujemy samą giwerą, a dopiero potem gra korzysta z celownika), skradanie jest po prostu irytujące (nawet przy skorzystaniu z funkcji opuszczania ciała trudno rozeznać się w sytuacji), a poziom trudności łamigłówek w sumie nie istnieje – rozwiązanie każdej z nich nie sprawi problemów nawet mniej doświadczonym odbiorcom.

Napisy końcowe w Past Cure ujrzymy zaledwie po pięciu godzinach rozgrywki. To stosunkowo krótko, biorąc pod uwagę fakt, że gra na Steamie została wyceniona na prawie 124 złote. Z drugiej strony w trakcie rozgrywki będziemy wielokrotnie znużeni. Ze względu na obecność licznych mechanizmów zabawy autorzy sukcesywnie raczą nas samouczkami, w efekcie czego zamiast po prostu grać, uczymy się tego, co produkcja ma do zaoferowania. Skaczemy więc po łepkach, bo najpierw rozwiązujemy zagadki, potem strzelamy, skradamy się, a następnie – rzecz jasna – znów sięgamy po broń.

Kampania jest naprawdę krótka, ale mimo to odnosimy wrażenie, że starcia z wrogami potrafią ciągnąć się w nieskonczność. Lokacje są zbudowane ze zbyt małej liczby elementów, którymi twórcy żonglują, by w ten sposób uzyskać efekt znacznie bardziej rozbudowanych miejscówek (a i tak nie są one zbyt wielkie). Gracz ma wrażenie, że wciąż porusza się po tych samych obszarach i wciąż wykonuje te same czynności, co niewątpliwie potrafi znudzić, a w konsekwencji skutecznie zniechęcić do dalszej gry.

Oprawa graficzna Past Cure jest bardzo nierówna. Kiedy docieramy do mieszkania Iana możemy zachwycić się pięknymi widokami i starannie wykonanymi obiektami. Tak samo jest w niektórych innych lokacjach, ale gdy już zdołamy nacieszyć oczy krajobrazami, to zauważymy, że momentami jakość tekstur zostaje drastycznie obniżona. Doprowadza to do sytuacji, w których musimy oglądać rozpikselowane twarze bohaterów czy też inne elementy zaprezentowane w niskiej rozdzielczości. W parze z tymi wadami idą również nienaturalne animacje widoczne zwłaszcza na przerywnikach filmowych (podczas samej rozgrywki ciężko im cokolwiek zarzucić).

Chcecie kupić Past Cure? Odpuśćcie sobie. Phantom 8 Studio obiecuje, że poprawi niedociągnięcia, ale nie jest to warte zachodu. Ta gra "leży" w fazie koncepcyjnej.

PCPast Cure

  • sporo ciekawych pomysłów
  • grafika wielokrotnie potrafi zachwycić
  • nieciekawa opowieść z nudnymi monologami głównego bohatera
  • niewykorzystany potencjał umiejętności naszego protagonisty
  • strzelaniny potrafią się ciągnąć w nieskończoność
  • zbyt wiele pomysłów upchniętych w krótkiej kampanii

Nieudana inspiracja

Najnowsze
Lubisz nas?