InformacjeBez prądu - film

Niezły film o najlepszym najgorszym filmie, czyli Disaster Artist

... kostrowski

I did not hit her, it's not true! It's bullshit! I did not hit her! I did nooot… Oh hi, Mark.

Jeżeli nie słyszeliście o The Room, to zdecydowanie powinniście nadrobić tę zaległość, zanim zabierzecie się za czytanie tej recenzji. Disaster Artist to film, który zdecydowanie bardziej spodoba się tym, którzy widzieli kultowe dzieło Tommy’ego Wiseau. Jeżeli nie macie wolnych dwóch godzin, to zobaczcie chociaż niezły materiał PewDiePie na jego temat, wraz z wyciągiem paru najlepszych scen. Żeby zrozumieć sens stworzenia filmu na temat powstawania filmu, który jest znany głównie z tego, że jest niemiłosiernie, niewiarygodnie zły, musicie chociażby szczątkowo zapoznać się z materiałem źródłowym. Tekst jest jednak o Disaster Artist, a nie The Room. Wróćmy więc do meritum.

Fabularnie film stoi na trzech zasadniczych filarach fabularnych. Mamy opowieść o ekscentrycznym dziwaku i początkującym aktorze, imieniem Tommy Wiseau. To barwna postać, o której nie wiemy w zasadzie nic. Skąd pochodzi? Ile ma lat? Skąd ma pieniądze? Gdzie jego rodzina, znajomi z poprzednich lat? Po drugie mamy wątek przyjaźni Tommy’ego z Gregiem Sestero – równie marnym aktorem, ale sympatycznym człowiekiem, który dodatkowo ma tę zaletę, że jest zasadniczo zrównoważony psychicznie. Jest wreszcie film The Room. Dzieło epokowe, które na całym świecie osiągnęło status kultowego. Gniot tak paskudny, że aż uroczy. Śmieszna, zapadająca w pamięć katastrofa, po której widać, iż jest wypadkową absolutnie szczególnych charakterów, okoliczności i czasów.

Tommy’ego i Grega poznajemy, gdy są u progu swoich „karier”. Obydwu łączy wspólne marzenie – zostać gwiazdami w Hollywood. Szybko przenoszą się do Los Angeles i próbują swoich sił w Mieście Aniołów. Rzecz jasna z ich umiejętnościami nie jest to łatwe, wobec czego postanawiają sami zasponsorować stworzenie filmu. No, w zasadzie to kasę wykłada Tommy, który jednak źródła swojego finansowego sukcesu utrzymuje w tajemnicy.

Ze wszystkich wyżej wymienionych „filarów” fabularnych najsolidniejszym jest postać samego Tommy’ego Wiseau. Ekscentryk, głupek, wizjoner, ignorant, człowiek nie z tego świata – ciężko jest zdecydować się, czy może na jakiś absurdalny sposób Wiseau nie jest bardziej autentyczny i prawdziwy, od cynicznego i fałszywego świata, nawet jeżeli jego gra aktorska to dno i metr mułu, nie wspominając o umiejętnościach w pisaniu scenariuszy. Kiedy na pierwszy plan wysuwa się Wiseau, wtedy okazję do popisania się ma James Franco, który wcielił się w postać czarnowłosego dziwaka. Aktorowi znanemu zazwyczaj z mało wymagających ról udało się przybrać dziwaczny akcent i trudną manierę Tommy’ego Wiseau, za co należą mu się gromkie brawa. Jego sposób bycia odpowiada zresztą za sto procent humoru w filmie – jest centrum tego dziwacznego wszechświata. Przyzwoicie poradził sobie również Dave Franco jako Greg Sestero. Reszta aktorów stanowi za tło i tak się zresztą zachowują.

Bawiłem się na tyle dobrze, na ile można było oczekiwać, biorąc pod uwagę hermetyczny charakter historii. Fascynacja The Room ma dziwaczną specyfikę – jest nieprzetłumaczalna, wymaga odpowiedniego nastawienia, bez kontekstu jest zupełnie bezsensowna i wreszcie potrzebny jest odpowiedni warsztat u widza, który ma ten film oglądać. Podobnie jest z Disaster Artist – po części jest to cecha spadkowa, po samodzielna właściwość dzieła Jamesa Franco.

Czy Disaster Artist jest filmem uniwersalnym i sprawdza się samodzielnie? Odpowiem: nie ma potrzeby, aby rozpatrywać go w zupełnej separacji od materiału źródłowego. To nie jest film dla widza masowego. To hołd oddany milionom fanów The Room na całym świecie. Możliwe, że w niewielki sposób poszerzy grono miłośników idealnie złego obrazu, ale nie w tym rzecz. Disaster Artist powstał z osobistego zachwytu nad tragicznym, ale szczerym filmem i czuć to od początku do końca. The Room to fenomen i rzecz jedyna w swoim rodzaju. Nie ma więc powodu, aby szukać w Disaster Artist przesłania uniwersalnego. Ono tutaj jest, ale gdyby rozpatrywać film w kategoriach obiektywnych, to będzie to rozrywka średniego kalibru. Dopiero w tandemie z inspirującym The Room ekranizacja tego dziwacznego zbiegu wydarzeń, charakterów i tajemnicy staje się naprawdę warta uwagi.

Disaster Artist to doskonała pozycja dla tych graczy, którzy wciąż dobrze wspominają The Movies czy Hollywood Pictures 2, a także dla tych którzy czekają na Movie Studio Tycoon.

Najnowsze
Lubisz nas?