InformacjeZapowiedź - konsole

Pure Farming 2018 - już graliśmy - dobre, bo polskie

... Katarzyna Dąbkowska

Aby wypróbować swoich sił na wirtualnych polach w grze, udaliśmy się do niemieckiego Vaterstetten.

Niewielu wie, że to właśnie Techland wydawał w Polsce pierwsze Farming Simulatory produkcji Giants Software pod nazwą Symulator Farmy. I choć polski wydawca zachował prawa do tej nazwy, w 2012 roku gry szwajcarskiego dewelopera zaczęła wydawać firma Cdp.pl. Techland próbował stanąć w szranki z rolniczym gigantem, jednak z marnym skutkiem. Tym razem ma większe szanse, bo oto 13 marca pojawi się na horyzoncie Pure Farming 2018 od polskiej ekipy z Ice Flames. Grę widziałam już dwukrotnie na targach Gamescom, a trzecie nasze spotkanie odbyło się w niewielkiej miejscowości Vatterstetten, gdzie miałam okazję nie tylko przyjrzeć się lokalnemu gospodarstwu, ale i wypróbować swoich sił w grze na niemieckiej mapie.

Na wstępie słowo wyjaśnienia. Niemiecka mapa będzie dostępna w dniu premiery, ale jedynie jako dodatek. Rozszerzenie będzie darmowe, ale jedynie dla tych, którzy zdecydowali się na zamówienie przedpremierowe - pozostali będą musieli za DLC zapłacić. W standardowej edycji znajdziemy cztery mapy – Kolumbię, Włochy, Japonię i Montanę w Stanach Zjednoczonych.

Podczas rozgrywki wcielamy się w młodego rolnika, którego zadaniem jest rozbudowa farmerskiego imperium. Mapa niemiecka skupia się wokół tego, co dobrze nam znane. Możemy zatem sieć różnego rodzaju zboża, w tym pszenicę i rzepak, a także zająć się hodowlą zwierząt, w szczególności owiec, choć mamy też opcję zakupu krów czy królików.

Nie kojarzcie tego jednak z FarmVillem czy innymi pseudosymulatorami, które z rolnictwem mają tyle wspólnego, co seria Call of Duty z realizmem. Pure Farming 2018, podobnie jak Farming Simulator, będzie wymagał od was przynajmniej minimalnej wiedzy na temat rolnictwa. Gra świetnie odwzorowuje to, w jaki sposób musimy dbać zarówno o nasze plony, jak i trzodę. Odpowiadamy tutaj dosłownie za każdy najmniejszy nawet element. Nie raz i nie dwa wymsknie się wam niepoprawne słowo przy okazji prób podłączania sprzętu do traktora. Ważnym jest również to, aby jednak wiedzieć, jakich maszyn do czego używać. Z racji tego, że w rodzinie mam wielu rolników i posiadłam nawet umiejętność prowadzenia ciągnika, wiem, że kombajnem pola nie zaoram. Pomimo tego często miewałam problemy z rozpoznaniem niektórych „Transformersów”. Każda z maszyn wymaga nie tylko odpowiedniego połączenia, ale również ułożenia i uruchomienia. Wierzcie mi, niejednokrotnie będziecie się głowić nad tym, co najpierw opuścić, gdzie wyciągnąć rurę, jak podjechać i gdzie wszystko wysypać. Tak, to skomplikowane, ale też niezwykle satysfakcjonujące.

Ważna jest tutaj dokładność i to miejscami dużo bardziej wyszukana niż w Farming Simulator. Źle użyta maszyna nie zadziała. Samo jej ustawienie na polu również ma tu znaczenie. Przykładem może być pług, który, krzywo ustawiony, nie spełniał odpowiednio swojej roli. Są to małe smaczki, ale wpływają na realizm prowadzenia farmy. Podobnie jest tu z hodowlą zwierząt, która wymaga mozolnego ścinania trawy i wiązania jej w snopki. Zwierzaki jedzą, piją, starzeją się, a kiedy nie są już nam do niczego zdatne, oddajemy je na kaszankę i szynkę do najbliższej rzeźni. Nie martwcie się jednak o krwawe efekty, bo twórcy zapewnili mnie, że takowe się nie pojawią. Tak jak nie będzie tutaj dochodzić do wypadków przy pracy. W sumie jest to wykonalne, ale gra ma ocenę PEGI 3, więc dla dzieci ta część mogłaby być nieco niepokojąca...

Mechanika rozgrywki jest całkiem podobna do tego, co oferuje nam Farming Simulator. Widać tu, oczywiście, kilka zmian, ale ogólnie każdy kto grał w te gry nie będzie miał problemu z połapaniem się, o co dokładnie w tym chodzi. Zmianą z pewnością jest menu, które tutaj prezentowane jest z pozycji tabletu. Tak, w Pure Farming zarządzamy farmą nowocześnie. Nie musimy zatem udawać się do sklepu, by zakupić rolniczy sprzęt. Możemy zrobić to online, z dostawą do domu. Tabletowe aplikacje będą tez informowały nas o stanie naszego rolniczego imperium. W grze znajdziemy również opcję zakupienia drona, jednak co do tego mam mieszane uczucia. Z jednej strony świetnie nadaje się on do obserwacji pól i można szybko i niezwykle łatwo zakupić kawałek ziemi z pozycji latającego sprzętu. Osobiście jeżdżenie między polami w Farming Simulator doprowadzało mnie do szału i z takiej nowości powinnam się cieszyć. Z drugiej jednak strony odbiera to grze wspomnianej autentyczności, na który stawiają twórcy. Miłym dodatkiem, o którym nie mówiono na wcześniejszych pokazach, jest tu opcja wynajmowania pracowników, dzięki czemu możemy zająć się na roli czymś innym. Oczywiście, zapaleni fani z pewnością będą chcieli posiedzieć za kierownicą kombajnu i pokosić nieco na własną rękę, bo to niezwykle relaksujące zajęcie. Przed tym jednak czeka nas niezwykle irytujące część, czyli podczepianie sprzętów. Nie pomaga w tym praca kamery, która miejscami utrudnia czynność i często podjeżdżamy do przyczep „na czuja”.

Pure Farming 2018 to nie tylko sandboksowe mapy. Poza nimi studio Ice Flames przygotowuje również tryb kampanii oraz misje. W trybie kampanii wcielamy się w farmera z Montany, który dziedziczy zadłużone gospodarstwo po swoim ojcu. Z tego powodu też nie ma tutaj opcji zmiany rolnika na wersję kobiecą, ponieważ, jak twierdzą twórcy, zaburzyłoby to fabułę gry. Celem w tym trybie jest całkowita spłata bankowi „haraczu”, który pozyskany był na rozwój naszego gospodarstwa. Ważnym jest, że gra pozwoli nam przy tym na zakup gospodarstwa w innej części świata. Będziemy mogli przy tym podróżować pomiędzy lokacjami, jednak (realizm, realizm) będzie to A. kosztowne (bo przecież trzeba przetransportować maszyny) i B. czasochłonne (bo każda taka wycieczka to minimum kilka „growych” godzin w plecy).

Bardziej interesowały mnie jednak misje. Polegają one na wykonaniu pewnego zadania (czy też zadań) w określonym przez grę czasie. Pozwalają przy tym na wypróbowanie „na sucho” kilku dostępnych w grze map. W moim przypadku zainteresowanie padło na mapę kolumbijską, bo pierwszy raz w historii symulatorów mogłam legalnie hodować konopie indyjskie. Oczywiście, odmianę przemysłową, bez żadnych podtekstów.

W Pure Farming 2018 podoba mi się precyzyjne odwzorowanie maszyn. Twórcy postarali się o sporo licencji na ciekawe ustrojstwa, w tym sprzęty takich firm McCormick, DAR czy Landini. Świetnie prezentują się one w grze i widać, że włożono w nie sporo pracy. Słabiej wyglądają za to same uprawy. Łany pszenicy czy konopi nie prezentują się specjalnie okazale. Podczas prezentacji zapewniano mnie, iż jest to jeszcze wczesna wersja gry i niektóre rzeczy zostaną poprawione. Miejmy nadzieję, że zwrócą uwagę na ten element.

W Vaterstetten dowiedzieliśmy się również kilku ciekawych rzeczy na temat przyszłości gry. Twórcy potwierdzili, że mają zamiar wspierać produkcję na długo po jej premierze. Pojawi się sporo dodatków, ponieważ wciąż pozyskują licencje dla kolejnych maszyn rolniczych. Dodatkowo pracują nad nowymi mapami, ale nie zdradzili, do jakich krajów zabiorą nas tym razem. Raczej jednak nie stawialibyśmy na Polskę, bo niemiecka mapa pokrywałaby się w większej mierze z rodzimą. Ale nie mówmy jeszcze hop...

Po pierwszych pokazach gry pojawiły się u mnie obawy, że Pure Farming 2018 będzie nieco nieskładnym miszmaszem. Okazuje się jednak, że szykuje nam się ciekawy symulator, który może od razu nie pokona na rynku „rolniczego” giganta, jakim jest Farming Simulator, ale ma wszystko czego potrzeba, aby nawiązać z nim poważną walkę.

Najnowsze
Lubisz nas?