InformacjeRecenzja - konsole

Dokąd zmierzasz Uliczny Wojowniku? Recenzja Street Fighter V: Arcade Edition

... Michał Grabowski

Wydanie Street Fighter V: Arcade Edition była kwestią czasu. Problem w tym, że po dwóch latach, mimo pewnych poprawek, nie zmieniło się zbyt wiele.

Dawno temu Mejste napisał recenzję Street Fighter V. Wystawiając grze ocenę 6.5/10 podsumował ją krótko: dobra gra, niepełnowartościowy produkt. Dziś, prawie dwa lata po premierze, mam okazję wziąć się za bary ze Street Fighter V: Arcade Edtion. Nigdy nie starałem się ujmować zasługom Street Fightera w FGC (z ang. Fighting Games Community). Mimo, iż zawsze byłem zwolennikiem Turnieju Żelaznej Pięści, to i tak szanowałem Capcom za to, że ich gra nadal trzyma się w ścisłej czołówce. Rok 2017 był świetny dla wielbicieli bijatyk, a ewentualne potknięcia niektórych marek można raczej uznać za wyjątki potwierdzające tę teorię.

Jak dobrze wiemy, w życiu pewne są tylko trzy rzeczy: śmierć, podatki i reedycje Street Fightera.

Naturalnym więc było to, że kilka lat po premierze Street Fighter V pojawi się wydanie kompletne* tego tytułu. Tym bardziej, że Capcom stale próbuje zachęcić graczy do swojej bijatyki. Głównie tych, którzy świadomie odpuścili sobie zakup gry ze względu na zastosowany w niej model biznesowy. Dlatego Arcade Edition jest wydaniem skierowanym głównie do tych niezdecydowanych.

Zmiany, ale nie do końca…

Pod względem grywalności nic się nie zmieniło: Street Fighter V to nadal piekielnie dobra bijatyka. Co prawda wprowadzenie dodatkowych V-Triggerów pozwala na zmianę strategii, ale ostatecznie nie wywracają one całego systemu do góry nogami. To tylko kolejna broń w arsenale możliwości, jakie daje nam gra w walce z wirtualnymi przeciwnikami. Szkoda tylko, że wraz z aktualizacją nie wprowadzono od razu kilku dodatkowych wojowników i trzeba będzie na nich trochę poczekać. Z pewnością o wiele większą rewolucją byłoby dodanie kilku nowych twarzy od razu, gdy czekalibyśmy na powrót dobrze znanych weteranów serii. Cieszy natomiast fakt, że decydując się na zakup Arcade Edtion otrzymujemy również wszystkie postacie z poprzednich dwóch sezonów. Zestaw 28 postaci na start może skusić wielu nowych graczy, a powracający do Street Fightera Cody, Blanka czy Sagat z pewnością zachęcą do regularnego zgarniania Fight Money. Nadal jednak weterani, którzy wsparli pieniądzem grę w dniu premiery pozostają w zasadzie z niczym.

A możliwości do zdobywania wirtualnej waluty również przybyło za sprawą specjalnych zadań czy Arcade Mode, w którym możemy wybrać konkretną odsłonę serii w stylistyce Street Fighter V. Sęk w tym, że o ile można uznać go za świetny powrót do przeszłości, to w praktyce wszystko sprowadza się do bazowania na zawartości aktualnej odsłony. Oznacza to również, że brakuje wielu klasycznych wojowników, a cały pomysł prezentuje się po prostu mizernie. Można jednak przełknąć gorzką pigułkę rozczarowania i spróbować zawalczyć o dodatkowe fundusze. Tym bardziej, że przydadzą się one w przyszłości. Na osłodę pozostają specjalne zakończenia oraz elementy odblokowywane w galerii. Szkoda tylko, że wykonanie pozostawia ostatecznie wiele do życzenia.

Zbieranie dodatków dla swoich postaci ułatwia również Extra Battle Mode. Za drobną opłatę w postaci Fight Money możemy stoczyć pojedynek z różnymi postaciami, a za spełnienie warunków wygranej otrzymujemy nowe stroje dla swoich ulubieńców. Nowością jest również Team Battle Mode, w którym zbieramy ekipę wojowników i próbujemy pokonać drużynę przeciwnika. Nic szczególnego, ani też odkrywczego, ale ostatecznie to właśnie takie tryby świetnie wpasowują się w ideę bijatyk. Zwłaszcza, gdy uda się zebrać grupkę znajomych, a wszyscy mają dość ciągłych pojedynków jeden na jednego.

Nowy, stary porządek.

Jak już wcześniej wspomniałem Street Fighter V: Arcade Edition to pozycja dla tych, którzy przez dłuższy czas wstrzymywali się z zakupem do momentu pojawienia się pełniejszego wydania bijatyki Capcomu. Takiego, który nie będzie wymagał dokupowania poprzednich karnetów sezonowych. I faktycznie – pod tym kątem Arcade Edition spełnia swoje zadanie. Wszelkie zmiany wprowadzone wraz z ostatnią aktualizacją są darmowe. Jeśli więc posiadacie już Street Fighter V, to aktualizacja z pewnością jest już na waszych dyskach. Ewentualnie musicie paroma kliknięciami sprawić, aby gra pobrała to, co trzeba. Tym samym zakup Arcade Edition jest zbędny.

Czy to jednak zmienia całościowy odbiór samej gry? Niekoniecznie. To nadal ten sam Street Fighter V, który pojawił się w 2016 roku. Różnica leży w kilku dodatkowych elementach, które znaliśmy z poprzednich odsłon serii. Arcade Editon nie jest rewolucją, ani też ewolucją bijatyki Capcomu. To raczej próba spełnienia wymagań społeczności gry, która wyszła w miarę przyzwoicie oraz sprowadzenia produktu na odpowiednie tory. Patrząc na to, co pojawiło się w grze wraz z Arcade Edition, to o wiele łatwiejsza do przełknięcia jest chociażby gorzka pigułka w postaci trybu fabularnego „A Shadow Falls”. Zawsze można pominąć wszystkie pojeddynki, obejrzeć cutscenki, a potem przechodzić każdą dostępną postacią Arcade Mode "piątki". Te z poprzednich odsłon raczej traktowałbym jako ciekawostkę, choć nie ukrywam – z mojego punktu widzenia powinno to zostać albo zrobione o wiele lepiej, albo niezrobione wcale. Z pewnością za jakiś czas nowe postacie uzupełnią braki w rosterach, ale nadal będzie to tylko biedna namiastka tego, co mogłoby w Street Fighterze się faktycznie pojawić.


Myślałem przez chwilę, czy nie powinienem zejść z oceną reedycji Street Fighter V do pułapu szóstki. Dlaczego? Ponieważ niektóre z elementów aktualizacji Arcade Edition są wykonane zwyczajnie na odwal. To tak, jakby Capcom w pewnym momencie napisał: "Są? Są. To w czym problem?". Potencjał na to, aby „Uliczny Wojownik” wrócił w blasku i chwale nie został w pełni wykorzystany.

Szkoda, bo Street Fighter V nadal piekielnie dobra bijatyka. Potrafi wciągnąć na długo w trybach sieciowych, a zabawa ze znajomymi również sprawia niesamowitą frajdę. Właśnie z tego powodu nie zszedłem poniżej oceny wystawionej dwa lata temu przez Mestego, a nawet podniosłem ją o jeden punkt. Gdyby Street Fighter V pojawił się na rynku z zawartością Arcade Edition, to zapewne taką ocenę bym temu tytułowi wystawił.

*„Kompletne”, ponieważ pewnie za rok czy dwa pojawi się kolejne, „kompletniejsze” wydanie Street Fightera.

PlayStation 4Street Fighter V

  • Powrót Arcade Mode
  • Możliwość nadrobienia poprzednich przepustek sezonowych
  • Zadania i wyzwania do wykonania
  • Mimo dwóch lat na karku - nadal świetna bijatyka!
  • Brak większych różnic względem podstawowej wersji SF V
  • Niewykorzystany potencjał klasycznych Arcade Mode
  • Na kultowe postacie z serii będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.

Ale to już było: Arcade Edition.

Najnowsze
Lubisz nas?