InformacjeBez prądu - film

Dorastanie w tempie autodestrukcji, czyli The End of the F***ing World

... Kamil Ostrowski

Ten serial dla każdego będzie nieco inny ale wszystkim będzie się podobał. Wszyscy przecież przeżywaliśmy męki dorastania.

Jeżeli macie wolne cztery godziny, to przygotujcie sobie coś dobrego do jedzenia, nalejcie to, czego lubicie się napić i rozsiądźcie się wygodnie na kanapie. Mam dla Was dobry serial, w sam raz na jedno popołudnie, góra dwa wieczory. Osiem dwudziestominutowych odcinków to w sam raz, żeby dobrze opowiedzieć prostą historię, o lekko postmodernistycznym odchyle.

Pokolenie Z. Kim właściwie są? Przeczytaliście pewnie już dziesiątki artykułów na ten temat, bo przy każdej zmianie generacji socjologowie, psychologowie, politolodzy, pedagodzy i cała reszta osób o tytułach naukowych gwarantujących niestabilność zatrudnienia zadają sobie trud odpowiedniego zakwalifikowania, usystematyzowania i ocenienia kolejnego Pokolenia Wielkich Zmian®. Tylko jak postrzegają siebie sami przedstawiciele „zetek”, czyli osób urodzonych po 2000 roku? Twórcy The End of the F***ing World postarali się odpowiedzieć na to pytanie, ubierając całość w krótką formę, co też wyszło im zaskakująco sprawnie.

Aktorzy spektaklu: James (Alex Lawther) i Alyssa (Jessica Barden). Oboje młodzi, tuż przed osiemnastymi urodzinami. Obydwoje mają ze sobą spore problemy. Nie potrafią się dostosować, nie mają przyjaciół, nieszczególnie radzą sobie z odpowiedzią na pytanie „po co właściwie to wszystko?”. Obydwoje zakładają maski młodych i gniewnych, każde na swój sposób. Każde z nich wyładowuje na świecie swoje troski, problemy, kompleksy. Oczywiście ich losy splatają się ze sobą, a ostatecznie wyruszają w podróż po Anglii. Dodajcie do tego trochę czarnego humoru… i fakt, że James chce zamordować Alyssę. Sytuacja szybko staje się absurdalna i nieprzewidywalna, aczkolwiek młodym zdaje się to nie przeszkadzać.

Uwielbiam to, jak The End of the F***ing World na szerokiej płaszczyźnie wyśmiewa pokolenie Z. Jak udaje, że jest czymś więcej, czymś oryginalnym, że jest wyjątkowym płatkiem śniegu, tylko po to, żeby ostatecznie pokazać jak bardzo typowa jest historia każdego pokolenia, któremu zdaje się, że jest „tym jedynym”. Jest w tym nihilistycznym rozczarowaniu pewien rodzaj spokojnego szumu historii. W pewnym momencie, gdzieś pod koniec serialu widzimy, jak główni bohaterowie już zupełnie zbliżają się do zwyczajnych, ludzkich postaci, jak opadają z nich kolejne maski. Wreszcie, po latach udawania, po latach błądzenia, znajdują siebie tam, gdzie znaleźli się wszyscy zagubieni nastolatkowie na przestrzeni wieków. Jest w tej zwyczajności, odnalezionej w zalewie niezwykłości, poniekąd wymuszonej przez samych bohaterów, coś absolutnie oryginalnego, a jednocześnie to takie typowe. Każde pokolenie ma swój specyficzny „smaczek”, chociaż ostatecznie jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. I czegokolwiek byśmy się nie spodziewali, cokolwiek byśmy nie zrobili, świat się nie zawali.

Spójrzcie tylko co napisałem powyżej. To moje zdanie na temat „co autor miał na myśli”. Przed oddaniem recenzji porozmawiałem z jeszcze paroma osobami. Okazało się, że każdy miał zupełnie inne zdanie na ten temat. Co prawda nie brakowało elementów wspólnych, ale różne osoby zwracały uwagę na różne aspekty, dla mnie czasami marginalne. Wszyscy się zgodzili, że to serial o dorastaniu. Ale co w tym dorastaniu było najważniejsze? Dla jednych był miłość. Dla innych nazywanie własnych uczuć. Dla jeszcze kogoś innego najważniejsze w The End of the F***ing World było odarcie się z niewinności jeżeli chodzi o „duży” świat, w tym „dorosłych”. Mam wrażenie, że jak każde dobre kino/telewizja, ten serial oddziałuje na widzów w sposób uwarunkowany przez ich własne życie. Jest w tym coś magicznego, jak krzywe zwierciadło ukazujące przejaskrawiony, wypaczony obraz naszego własnego dorastania.

Nie byłoby The End of the F***ing World bez genialnych młodych aktorów, którym idealnie udaje się powiązać ze sobą przesadną, obłudną pewność siebie z młodzieńczym strachem, z niepewnością dorastania z naiwnością reakcji. Nawet gdy James i Alyssa rozmawiają ze sobą ordynarnie o seksie, w chwilę później słyszymy w ich głosie i w ich mimice wahanie, tak typowe dla dorastającej młodzieży. Ich pewność siebie w sytuacjach kryzysowych przykrywa panika. Buta opada wraz z trzęsącymi się rękoma, nawet gdy twarz wciąż zastyga w założonej masce.

Swoje robi też świetna, wrażliwa na ujęcia i światło praca kamery, a takżei ścieżka dźwiękowa. Na pewno na dłużej zostanie ze mną motyw przewodni, który obecny jest zresztą już w zwiastunie (znajdziecie go powyżej). Pozostałe utwory dobierane są idealnie, stanowiąc muzyczne tło nie tylko dla przyspieszonego procesu dorastania tych konkretnych nastolatków. Równie dobrze może robić za soundtrack do dojrzewania każdego z nas.

The End of the F***ing World to krótka, ale niezwykła opowieść. To historia o spadaniu z konia, uczeniu się na błędach, poznawaniu świata, siebie i wreszcie o prawdziwej, zmieniającej życie miłości. Odświeżające doświadczenie, naprawdę warto rzucić okiem.

Najnowsze
Lubisz nas?