InformacjeRecenzja - konsole

Już w to kiedyś grałem - recenzja Sky Force: Reloaded

... Mateusz Mucharzewski

Na kontynuację świetnej zręcznościówki Infinite Dreams czekałem bardziej niż na wiele hitów AAA. Troszkę się przeliczyłem.

Rok temu recenzując Sky Force Anniversary zwracałem uwagę jak fantastycznie na konsolach sprawdziła się produkcja pochodząca z rynku mobilnego. W dodatku funkcjonująca do tej pory w modelu free-2-play. Po kilku godzinach niesamowitej zabawy od razu zacząłem wyczekiwać premiery kolejnej odsłony o podtytule Reloaded. Nawet nie sprawdzałem jej na telefonie komórkowym, aby nie psuć sobie przyjemności ogrywania „dużej” edycji. Ta ostatecznie trafiła na PS4, Xboksa One, Switcha i PC. Z wypiekami na twarzy zainstalowałem grę, a po chwili odpaliłem. Zaczyna się rozgrywka, od razu dostaję do dyspozycji całkiem przyzwoicie rozwinięty statek. Niszczę kolejnych przeciwników aż trafiam na bossa. Chwila i już moja maszyna rozpada się na milion kawałków. Trzeba zaczynać od nowa, od malutkiego i słabiutkiego stateczku.

Tak zaczyna się kolejna przygoda w świecie Sky Force. Dla osób, które nie znają marki szybkie wyjaśnienie. Produkcja gliwickiej ekipy Infinite Dreams to shoot 'em up w starym dobrym stylu – fani Galagi, Space Invaders czy Strikers 1945 powinni czuć się jak w domu. W grze do pokonania jest niewiele, bo raptem kilkanaście poziomów. Siłą Sky Force polega jednak na poziomie trudności. Dzięki zdobywaniu medali za konkretne działania (przejście levelu bez utraty życia czy zniszczenie wszystkich wrogów) non stop gra ustawia poprzeczkę coraz wyżej. Zdobywając monetki możemy jednak udoskonalać nasz statek, dzięki czemu rozgrywka jest nieco łatwiejsza. Niektóre plansze za pierwszym podejściem wydają się wręcz niemożliwe do wykonania, ale po godzinie zabawy udaje się je przejść bez większego problemu. Na tym polega więc siła Sky Force. Nawet ktoś taki jak ja, kto nie lubi grindowania potrafi bawić się rewelacyjnie.

Wszystko dzięki temu, że sama mechanika rozgrywki sprawdza się fantastycznie. Podobnie jak w Anniversary rozwalanie wrogów i patrzenie jak wypadają z nich gwiazdki sprawia sporo przyjemności. Najbardziej satysfakcjonujące jest jednak obserwowanie jak stopniowo zwiększają się możliwości naszego statku. Praktycznie co misję można dokonać chociaż jednego, drobnego ulepszenia, dzięki czemu przy następnym podejściu jest nieco łatwiej. Chociaż kolejne plansze szczególnie mocno się od siebie nie różnią, zawsze coś przykuwa do ekranu telewizora lub monitora. Na przykład chęć sprawdzenia jakie rodzaje przeciwników pojawią się w kolejnej planszy czy jaki boss czeka na nas na końcu. Każdy level kończy się jakimś większym pojedynkiem, co tylko urozmaica zabawę oraz dodaje jej dodatkowych emocji.

Wszystko co było dobre w Sky Force Anniversary trzyma również poziom w Reloaded. Sequel idealny? Wręcz przeciwnie. Niestety twórcy nie zdecydowali się na zbyt wiele zmian. W zasadzie jest ich tyle co nic. Podstawowa mechanika została nietknięta. System rozwoju statku wygląda niemalże identycznie. Jest tego wszystkiego chociaż więcej? Teoretycznie tak. Kampania została nieco wydłużona i zamiast po 9 misjach kończy się po kilkunastu. Zabawy jest więc odrobinę więcej, ale niczym nie różni się ona od poprzedniczki. Na szczęście Anniversary nie miało większych błędów, które zostałyby w Reloaded powtórzone. Tutaj możemy mówić o starej, sprawdzonej mechanice.

Nie jest jednak też tak, że zmian nie ma w ogóle. Są, ale raczej kosmetyczne. Zacznijmy od balansu rozgrywki. Wyraźnie widać, że poprzeczka w Reloaded została nieco podniesiona. Poziom trudności jest wyższy, co w tym przypadku sprowadza się głównie do konieczności dłuższego udoskonalania statku. Samych ulepszeń jest więc więcej. Rozwijać możemy dokładnie to samo co w poprzedniej odsłonie, ale teraz możemy to robić znacznie dłużej i częście. Sufit wyraźnie został podniesiony. Sprawia to jednak, że rozgrywka nieco się dłuży. Mechanika nadal dostarcza wiele radości, ale czasami chciałoby się, aby wszystko działo się nieco szybciej. Strzelanie do wrogów jest genialne, ale ileż można to robić na tej samej planszy?

Inną nowością są zbierane w czasie misji rzeczy. Już w Anniversary mogliśmy zdobywać karty. One w Reloaded powracają, ale dochodzą do nich nowe elementy. Na przykład części statków, dzięki którym po czasie możemy zmienić naszą maszynę na inną. Zdarzyło mi się również znaleźć małą sześcienną kostkę, która zamieniała się w dodatkowy statek sterowany przez AI. Szkoda, że był on bardzo słaby i szybko wróg go niszczył. Twórcy wprowadzili również system mini zadań. Wraz z postępami odblokowujemy drobne ulepszenia, na przykład skrzynię ze sporą liczbą gwiazdek na każdej planszy. Na tym niestety kończą się zmiany. Szkoda, bo dodanie kilku ciekawych nowości na pewno bardzo mocno podniosłoby poziom Sky Force Reloaded.

Z jednej strony nie mogę odmówić ekipie Infinite Dreams, że stworzyła genialną zręcznościówkę, od której ciężko się oderwać. Z drugiej jedynie kosmetyczne zmiany sprawiają, że znużenie pojawia się nieco wcześniej niż w Anniversary. Razi też fakt, że to jednak dokładnie ta sama gra, tyle że z innymi planszami. Ekipa deweloperska skopiowała dosłownie wszystko co się dało. Na pewno jest to pójście na skróty. Nie zmienia to jednak faktu, że Sky Force Reloaded potrafi wciągnąć. Jeśli ktoś nie miał wcześniej kontaktu z marką koniecznie musi sprawdzić ten tytuł. Dla takich graczy ocena końcowa powinna zostać podniesiona o minimum jedno oczko. Pozostali też będą się dobrze bawić, nawet z towarzyszącym uczuciem deja vu.

PCSky Force Reloaded

  • Sprawdzona i wciągająca mechanika
  • Od razu dostępna wersja na aż 4 platformy
  • Możliwość stworzenia jeszcze potężniejszego statku niż w Anniversary
  • Brak zmian w rozgrywce
  • Rozwój statku nieco się dłuży

Szkoda, że to nic więcej jak kopiuj/wklej poprzedniej, genialnej części

Najnowsze
Lubisz nas?