InformacjeBez prądu - film

Po prostu szkoda czasu, czyli kilka słów o CODumentary

... Paweł Pochowski

Obejrzałem "niezależny dokument o Call of Duty" i zdecydowanie Was przed nim przestrzegam.

Filmy prezentujące produkcje gier zza kulis to często świetna i niepowtarzalna okazja do tego, by zyskać zupełnie nową perspektywę spojrzenia na ulubiony tytuł. Kto odpowiadał za dane elementy czy mechaniki, jak zmieniały się w czasie planowane koncepcje i rozwiązania, z jakimi problemami spotykali się twórcy podczas produkcji? Takie obrazy to czasami także okazja do tego, aby zastanowić się nad tym, co nie do końca się udało i poszukać odpowiednich ku temu przyczyn. Taki Wiedźmin doczekał się dla przykładu ostatnio aż dwóch swoich filmów z okazji 10-lecia pierwszej części. Obydwa były naprawdę dobrze zrealizowane, wciągające i rozszerzały wiedzę o grze praktycznie każdego fana, który tylko poświęcił im czas. Mając to na uwadze, tym chętniej sięgnąłem po "niezależny dokument o Call of Duty", jak reklamuje swoje dzieło Jonathan Beales - reżyser, producent oraz scenarzysta CODumentary. I srogo się na nim zawiodłem. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że film jest nieaktualny. CODumentary powstawało przez pięć długich lat, Call of Duty wychodzi natomiast co roku. Zanim twórcy zdążyli więc podjąć decyzję o realizacji swojego przedsięwzięcia, następnie zaplanować poszczególne sceny, nagrać je, zmontować całość i przeprowadzić postprodukcję materiał się najzwyczajniej w świecie zestarzał. Nie ma tu ani słowa o tym, co wydarzyło się wokół Call of Duty przez ostatnie dwa lata, a dzieje się przecież sporo. Wydarzenia zatrzymują się wokół roku 2016, gdy promowany jest Infinite Warfare, a wydawca uparcie twierdzi, że kosmos to odpowiedni kierunek dla serii. Natomiast cały wątek II wojny światowej już po prostu się tu nie zmieścił.

I wiecie co? Bardzo dobrze. Po tym co zobaczyłem w CODumentary jestem pewien, że Jonathan Beales absolutnie nie byłby w stanie rzetelnie podejść do tego tematu i przedstawić go obiektywnie, tak jak i nie dał rady zrobić tego w innych aspektach swojego obrazu. CODumentary w pierwszych swoich minutach z dumą podkreśla, że nie jest w żaden sposób powiązane z Activision, ale na dobrą sprawę nawet gdyby twórcy brali w łapę, to i tak trudno byłoby przedstawić temat mniej przychylnie wobec wydawcy i twórców.

Mamy tu tak właściwie szybką przelotkę od początków serii aż po rosnącą popularność marki, także pod e-sportowym względem. Część filmu to po prostu chronologiczne opowiadanie o tym, co po kolei się działo - często mówią o tym powiązane z marką w mniej lub bardziej oczywisty sposób osoby. Nie uświadczycie tu jednak żadnych większych ciekawostek zza kulis produkcji, a spora część wypowiadanych tekstów brzmi mniej więcej następująco - "Gdy wyszła gry, wszyscy zwariowali na jej punkcie! Była taka świetna, piękna, intensywna, każdy mógł w to grać i ja też w nią grałem! Godzinami. A potem wyszła dwójka i graliśmy w nią dwa razy więcej, bo była dwa razy lepsza!". Podobne teksty słyszycie z różnych ust - fanów, profesjonalnych graczy, komentatora sportowego czy nawet mniej pobocznych, czasem okazjonalnych deweloperów. Nie liczcie jednak na żadne głośniejsze nazwisko.

Nie liczcie też na ani odrobinę krytyki wobec Call of Duty. Nie liczcie nawet na obiektywność, bo deweloperzy filmu udają kompletnie głuchych i ślepych na wszystko dookoła. Call of Duty było, jest i będzie najlepsze. CS:GO w grze przedstawione jest jako poboczna strzelanka online, która prawie umarłaby, gdyby nie wprowadziła skórek w ostatnim momencie. A fakt, że popularnością w e-sporcie gra bije CoD na głowę? Cóż, zapomniano. O Battlefield też właściwie zapomniano. Jak i o wszystkich wpadkach, słabszych częściach, problemach czy aferach Call of Duty. Wspomniano co prawda o tym, że w pewnym momencie właściwi twórcy serii (a więc Vince Zampella i Jason West) otrzymali wypowiedzenia i odeszli ze studia, ale o tym, jak cała sprawa się zakończyła już ani słowa. Ale brak obiektywizmu ani porządnej i ciekawej treści, to nie koniec moich zarzutów wobec tego dzieła.

Mam jeszcze dwa. Pierwszy z nich dotyczy uderzania w pompowane od lat tematy nierówności płci. Twórcy filmu nie zapomnieli więc dodać do niego wątku o tym, że pośród profesjonalnych e-sportowców mężczyźni zarabiają więcej od kobiet, co naturalnie jest niesamowicie krzywdzące i niesprawiedliwe, choć ocena ta nie jest poparta żadnymi wynikami, badaniami czy argumentami. Podobnie na siłę w całość wpleciono wątek niepełnosprawnego gracza, który w sumie ma za zadanie chyba tylko rozczulać widownię stwierdzeniami o tym, że gry wideo dla osób z problemami ruchowymi bywają wprost teleportem do innego świata. Jeżeli tak jest, to świetnie i absolutnie nie mam ku temu nic przeciwko poza faktem, że kulejące pod względem scenariusza i treści CODumentary wydaje się specjalnie uderzać w popularne tony i hasła, zupełnie nie przejmując się tym, że w żadnym przypadku nie ma w nim miejsca na logiczną dyskusję. To natomiast kolejny, doczepiony do całości i niedopracowany odpowiednio wątek, który potencjalnie zajmuje czas ciekawszym faktom o samej grze, które można było przedstawić w tym czasie. Ostatni z powodów to natomiast kwestia realizacji filmu od czysto technicznej strony. A ta jest przeciętna, co sprawia, że całość jeszcze bardziej nuży - nie liczcie na żadne ciekawe ujęcia, niestandardowe kadry czy efektowną postprodukcję. Realizacja filmu jest równie jałowa, jak jego scenariusz i realizacja.

CODumentary absolutnie nie mogę polecić. To paszkwil. Lepiej byłoby, by na realizację takich filmów nie tracono pieniędzy. Nie ma tu ani ciekawej treści, ani obiektywnego spojrzenia na fakty, ani nawet aktualnych wydarzeń. Przez większość czasu z ekranu leci czcza paplanina o tym, że Call of Duty jest najlepsze, a gracze je kochają, bo to największa marka - koniec. Dorzućcie do tego wszystkiego kompletnie przeciętną realizację i uderzanie w ckliwe czy populistyczne tematy, bez choćby próby ich analizy czy zrozumienia. Choćbyście mieli przez 93 minuty farmić skrzynki w nowym Battlefront II - uwierzcie, to lepsze od spędzania czasu z tym oto dziełem. Ostrzegam.

Najnowsze
Lubisz nas?