InformacjeRecenzja - konsole

Przenośny pogromca demonów - recenzja Doom (Nintendo Switch)

... Jakub Zagalski

Udało się.

Zeszłoroczny powrót legendarnej strzelanki od id Software na konsole PS4, Xbox One i PC zgarnął u nas zasłużoną "dziewiątkę". W swojej recenzji Piotr Nowacki argumentował, że "nowy Doom to gra zaskakująco dobra. Udało się równocześnie zachować klasycznego ducha oraz zaimplementować nowe rozwiązania. W rezultacie mamy jeden z najlepszych powrotów po latach (…) bezkompromisowy i nowatorski w swoim podejściu do rozgrywki." (cała recenzja do przeczytania tutaj). Kilkanaście miesięcy później Doom wylądował na najnowszym dziecku Nintendo i zgodnie z oczekiwaniami – twórcy musieli pójść na pewne ustępstwa, by taka gra mogła w ogóle zaistnieć na relatywnie słabym sprzęcie, jakim jest Switch. Czy oznacza to, że posiadacze hybrydowej konsoli Nintendo zostali potraktowani po macoszemu?

Jeżeli słysząc hasło "Doom" i "Nintendo" w jednym zdaniu spodziewaliście się strzelania do grzybów w baśniowej krainie, to muszę was rozczarować. Port zeszłorocznej strzelanki id Software pod względem stylu, rozgrywki i zawartości jest wierny oryginałowi. To ta sama ultrabrutalna, waląca po uszach świetnie dopasowaną ścieżką dźwiękową gra, w której nie ma czasu na krycie się za osłoną, skradanie czy poznawanie wielowątkowej narracji. Jest szybko, bezkompromisowo i w starym stylu. Powraca ten sam tryb kampanii ze wszystkimi poziomami trudności, jest arcade i multiplayer dla maksymalnie 12 graczy. Posiadacze Switcha nie muszą się również martwić o brakujące DLC, bo wszystkie dotychczas wydane dodatki znajdują się w podstawce. Gdzie jest więc haczyk?

Jeżeli śledziliście zapowiedzi i przedpremierowe wywiady z twórcami tej wersji Dooma, z pewnością wiecie już, że gra nie wygląda na Switchu tak dobrze jak na mocniejszych konsolach Sony i Microsoftu. Nie mówiąc już o potężnych pecetach. Nie owijając w bawełnę – Doom na Switchu śmiga w 30 klatkach animacji na sekundę, czyli jest dwa razy "wolniejszy" niż zeszłoroczny pierwowzór. Ponadto rozdzielczość spadła do 720p z domyślnego 1080p na mocniejszych sprzętach. Niezależnie od tego, czy gramy na telewizorze ze Switchem wetkniętym w podstawkę, czy w trybie przenośnym, Doom utrzymuje taką samą rozdzielczość i płynność animacji. Gwoli ścisłości, czasami zdarzają się zwolnienia, ale w moim przypadku animacja chrupała zauważalnie niemal wyłącznie wtedy, gdy dochodziło do egzekucji. Dało się więc to przeboleć.

Wiem, że na wielu współczesnych konsolowców, nie mówiąc już o przedstawicielach pecetowej rasy panów, hasło "720p/30FPS" działa jak święcona woda na diabelskie pomioty, z którymi mamy do czynienia w Doomie. Nie ukrywam, że pierwszy kontakt ze Switchowym portem nie zrobił na mnie dobrego wrażenia – wszystko było jakieś takie mdłe, obiektom brakowało detali znanych z oryginalnej wersji, a oku przyzwyczajonemu do 60 FPS-ów (Super Mario Odyssey mnie rozpieścił) od razu coś nie pasowało. Ku mojemu zdziwieniu wystarczyło jednak kilka minut, by dotrzeć do pierwszego kill roomu, by na nowo poczuć zew krwi i rzucić się w wir bezlitosnej naparzanki z użyciem pierwszych broni i kończyn dokonujących widowiskowych egzekucji.

Mimo technicznych uproszczeń i ograniczeń Doom na Nintendo Switch to w dalszym ciąga ta sama świetna gra, która ponad rok temu rozkochała w sobie rzeszę niedowiarków, tęskniących za staroszkolnymi strzelankami. Poza trybem SnapMap twórcy nie wycięli oryginalnej zawartości, nie zmuszają również do machania Joy-Conami. Energiczne wychylenie kontrolera skutkuje atakiem wręcz/egzekucją, ale ten sam efekt osiągamy wciskając prawą gałkę. Sporym problemem może być dla niektórych rozmiar gry i obowiązkowej aktualizacji, która pozwala grać w trybie multiplayer. Cyfrowa wersja Dooma zajmuje prawie 22 GB, zaś multiplayerowa łatka aż 8 GB - Switch ma wbudowane 32 GB pamięci (minus miejsce na dane systemowe), więc jeżeli nie macie jeszcze 32-64 GB (albo większej) karty micro sd w swojej konsoli, to pora wybrać się na zakupy.

Jeżeli chcieliście przenośnego Dooma, to właśnie go dostaliście i zamiast narzekać na liczbę pikseli i FPS-ów, po prostu łapcie za broń i pokażcie demonom, kto tu rządzi. Wysoka ocena końcowa należy się za wierność oryginałowi i zaskakująco dobre, biorąc pod uwagę możliwości sprzętowe, wykonanie. To nie jest marna namiastka oryginału, jak chociażby Borderlands 2 na PS Vita. Jeżeli oprócz Switcha macie pod ręką PlayStation 4, Xboksa One czy peceta, a na dodatek nie lubicie grać poza domem, możecie zupełnie zignorować najnowsą wersję. Zeszłoroczny oryginał jest po prostu ładniejszy i płynniejszy, a poza tym znacznie tańszy. Z kolei każdy posiadacz konsoli Nintendo, który wyznaje zasadę, że nie samym Mario żyje człowiek, nie może przejść obok Dooma obojętnie. Wii U nie miało szczęścia do dużych gier od zachodnich developerów. Miejmy nadzieję, że pierwsze dziecko id Software na Switcha jest sygnałem, że Nintendo nie popełni drugi raz tego samego błędu. Bo jeśli tak mają wyglądać multiplatformy na małym ekranie, to nie mogę się doczekać kolejnych zapowiedzi.

Doom (Switch)

  • Wierny port, a nie żadna namiastka dużej gry
  • rozgrywka wciąga jak dawniej
  • wszystkie tryby i DLC w zestawie
  • Muzyka przestaje grać w dziwnych momentach
  • sporadyczne spadki animacji
  • brak SnapMap

Prawdziwy Doom na konsoli przenośnej

Najnowsze
Lubisz nas?