InformacjeFelieton

Odkrywanie gry Path of Exile cztery lata po premierze

... Adam Berlik

W takiej formule powróciliśmy niegdyś do Diablo III, natomiast teraz postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się Path of Exile.

Path of Exile zostało wydane 23 października 2013 roku i z pewnością od tego czasu sporo się w nim zmieniło. Nie było mi dane jednak tego doświadczyć, bo swoją przygodę z grą rozpocząłem kilka miesięcy temu od wersji beta na Xbox One, by po jej zakończeniu przenieść się na wersję komputerową. Łącznie spędziłem z diablopodobnym dziełem studia Grinding Gear Games kilkadziesiąt godzin, a jego odkrywanie aż cztery lata po premierze okazało się niekłamaną przyjemnością.

Pierwszą rzeczą, która z pewnością kojarzy się z Path of Exile (nawet tym, którzy w niego nie grali) jest drzewko umiejętności. Umiejętności przynajmniej z nazwy, bo w istocie wszystkie te rozgałęzienia oferują możliwość odblokowania rozmaitych perków, które będą zwiększały obrażenia zadawane konkretnym rodzajem broni, pozwolą na szybszą regenerację zdrowia czy też rozwiną jakąś statystykę postaci. O samych zdolnościach przeczytacie niżej, bo należy im się osobny akapit, natomiast wracając do drzewka umiejętności (zostańmy przy tym terminie) trzeba powiedzieć, że jest ono OGROMNE, bo składa się z ponad 1300 elementów.

W zależności od wybranej klasy postaci, nasz bohater zaczyna swoją przygodę na drzewku w innym miejscu, ale Path of Exile w żaden sposób nie ogranicza inwencji gracza, co w istocie sprawia, że początkowa decyzja wpływa jedynie na startowe statystyki oraz dostępne wyposażenie, które bardzo szybko można zmienić. Takie podejście do tematu powoduje z kolei, że w stosunkowo krótkim czasie możemy zrezygnować z bycia potężnym wojownikiem na rzecz maga, a nawet - oczywiście - połączyć te dwie klasy w jedną, zupełnie nową. Jeśli myślicie, że na tym koniec kombinowania, to jesteście w błędzie.

W trakcie rozgrywki zbieramy bądź kupujemy klejnoty, które będziemy umieszczać w slotach znajdujących się w poszczególnych elementach wyposażenia (hełmie, pancerzu, broni, itd.). Każdy z gemów ma określony kolor, podobnie jak slot, w którym możemy go umieścić, co sprawia, że nie wszystko wszędzie pasuje, a to z kolei zmusza - a jakże - do kombinowania. Zwłaszcza, że owe gemy naprawdę mocno się przydają. Nie tylko pozwalają na odblokowanie poszczególnych umiejętności, dzięki którym będziemy zadawać więcej obrażeń, a nawet przekształcimy obrażenia fizyczne na obrażenia od żywiołów. Gemy umożliwiają także odblokowanie dodatkowych ataków dla naszego bohatera, które będziemy aktywować uprzednio zdefiniowanym przyciskiem na klawiaturze lub myszce. Jak widzicie, klejnoty są naprawdę potężne, bo zwiększają nawet liczbę punktów życia i many (a nawet przyśpieszają ich regenerację), sprawiają że możemy na określony czas zablokować przeciwnikowi możliwość ataku czy też... A zresztą, jest tego tak dużo, że wymienianie kolejnych przykładów ewidentnie mija się z celem.

Path of Exile naturalnie jest grą MMO, ale dość nietypową, bo w istocie mamy tutaj kampanię podzieloną na 10 aktów, których ukończenie to zabawa na około 40 godzin, a po nich możemy wciąż siekać potworki i zbierać jeszcze lepszy ekwipunek za sprawą rozbudowanego endgame'u opartego na mapach, do których dostęp zdobywamy podczas rozgrywki i odblokowujemy za pomocą specjalnego urządzenia. Wszystko to możemy robić solo. Naprawdę, ale oczywiście znacznie lepiej i przyjemniej jest tłuc wrogów w gronie znajomych lub nawet w towarzystwie przypadkowych graczy, którzy chętnie podzielą się swoją wiedzą (tak było przynajmniej u mnie, kiedy to po połączeniu z innym użytkownikiem otrzymałem od niego szereg cennych wskazówek).

Bez wątpienia Path of Exile urzekło mnie również klimatem. Ten jest niezwykle mroczny i nawet podczas eksploracji lasów, gdzie słońce przebija się przez drzewa, można tutaj poczuć niesamowitą atmosferę. Nie mówiąc już o lochach wypełnionych licznymi pułapkami, w których pole widzenia ogranicza się do dwóch kroków na przód, a drogę nierzadko oświetlają nam jedynie czary rzucane przez hordy przeciwników. W dziele studia Grinding Gear Games próżno szukać kolorowej grafiki, nawet jeśli na ekranie widzimy jakieś barwy, to i tak zostały one odpowiednio stonowane, przez co atmosfera w grze jest naprawdę gęsta. I to jest świetne, bo łączy się bardzo dobrze z innym aspektem rozgrywki.

Path of Exile niewątpliwie jest grą o budowaniu odpowiednich buildów postaci. Jeśli będziemy źle inwestować zdobyte punkty na drzewku umiejętności, z czasem może okazać się, że czeka nas żmudny grind, bo regeneracja życia nie jest na odpowiednim poziomie, a przeciwnicy atakujący mocą żywiołów szybko zabijają naszego bohatera ze względu na brak odporności na tego rodzaju obrażenia. Oznacza to, że w pierwszym przejściu gry, kiedy gramy po omacku, można łatwo się tutaj pogubić, bo ogrom zdolności do odblokowania i liczba gemów naprawdę mogą przytłoczyć. Ale nie zmienia to faktu, że nawet jeśli w połowie kampanii zorientujemy się, że zrobiliśmy coś źle, i tak będziemy chcieli to naprawić zamiast rzucić grę w kąt, bo frajda z pokonywania stworków, nawet jeśli polega jedynie na grindowaniu, jest tutaj nie do opisania.

Tak rozbudowana, ciekawa, klimatyczna i dająca tyle niesamowitych możliwości gra z pewnością kosztuje krocie, prawda? Niekoniecznie. Path of Exile wybiło się na rynku hack'n'slashy nie tylko ze względu na świetnie zaprojektowaną rozgrywkę. Gracze docenili produkcję również dlatego, że jest ona dostępna zupełnie za darmo. ZA DARMO. Owszem, wiele gier wykorzystujących model biznesowy free-to-play z czasem przeradza się w pay-to-win i możemy je pobrać nieodpłatnie, ale po kilkunastu godzinach okazuje się, że bez sięgania do portfela nie osiągniemy dalszych postępów lub będziemy musieli spędzić w wirtualnym świecie wiele godzin, by zdobyć upragnione przedmioty. Tutaj tego nie ma. Dostępne z poziomu menu transakcje cyfrowe pozwalają jedynie na zakup kosmetycznych dodatków. Żaden z nich nie daje przewagi w trakcie walki i ten stan rzeczy (jak udało mi się dowiedzieć z sieci) nie zmienił się od samego początku i wszystko wygląda na to, że tak już pozostanie.

Jak już wspomniałem, spędziłem z Path of Exile łącznie kilkadziesiąt godzin, najpierw na Xboksie One, a potem na komputerze. Wciąż mam jednak wrażenie, że jestem na początku swojej przygody i wcale tego nie żałuję, bo Grinding Gear Games stworzyło naprawdę fenomenalny tytuł, który z powodzeniem można (a nawet trzeba) polecić fanom gatunku hack'n'slash, o ile o nim jeszcze nie słyszeli. Do zobaczenia na serwerach!