InformacjeFelieton

Do ośmiu razy sztuka: recenzja filmu Piła: Dziedzictwo

... Piotr Nowacki

Nikt się nie spodziewał takiego zwrotu akcji: najnowsza Piła jest niezłym filmem.

Poprzednie Piły nie były dobrymi filmami. Nie przeszkodziło im to jednak w byciu filmami szalenie dochodowymi. Finansowy sukces był możliwy najprawdopodobniej z dwóch powodów. Przede wszystkim, Piła była jednym z pionierów gatunku gore: chociaż skrajnie brutalne powstawały już od wielu dekad, to dopiero ta seria skutecznie wprowadziła je do mainstreamu, przecierając przy okazji szlak dla takich filmów jak Hostel.Po drugie, filmy z tej serii były oparte na całkiem intrygującym zamyśle. Każda z pułapek Jigsawa była sadystyczną grą, z której można było ujść z życiem. Testowane było przede wszystkim to, jak daleko będziemy w stanie się posunąć, by siebie ocalić.

Niestety, ten aspekt psychologiczny, który, moim zdaniem, był potencjalnie najbardziej interesującą stroną tych filmów, został kompletnie sfuszerowany. Nic się w tych filmach nie trzymało kupy. Jigsaw poddawał swoje ofiary torturom, aby zaczęły doceniać swoje własne życie. Dlatego też do jednej z jego pułapek trafiła Amanda, narkomanka, która niszczyła siebie swoim nałogiem. Według filmu takie zetknięcie się ze śmiercią pozwoliłoby odkryć wartość własnej egzystencji, stałoby się swoistymi nowymi narodzinami. W rzeczywistości jednak Amanda najprawdopodobniej musiałaby się zmagać z zespołem stresu pourazowego, a jej uzależnienie od narkotyków tylko przybrałoby na sile.

Na dodatek “lekcje”, które dawał Jigsaw często nie miały absolutnie żadnego sensu. Również tutaj najlepszy będzie przykład Amandy. By zdjąć “wnyki” ze swojej głowy, musiała wyjąć klucz, który był schowany… wewnątrz drugiej osoby, która leżała w tym samym pokoju. Druga ofiara była żywa, ale wstrzyknięto w nią środek wywołujący paraliż. Jaką naukę mogła wyciągnąć z sytuacji, w której się znalazła?

Piła: Dziedzictwo rozgrywa się 10 lat po śmierci Johna Kramera, oryginalnego Jigsawa. Po długim okresie ciszy, kolejne osoby zaczynają ginąć… A wszystko zdaje się sugerować, że notoryczny morderca zmartwychwstał. Rozpoczyna się więc wyścig z czasem, a na szali stoją życia pięciu ofiar. Śledztwo prowadzi detektyw Holloran, porywczy glina, który lubi naginać zasady, a pomaga mu patolog Logan Nelson, były marines, dręczony przez wspomnienia z wojny w Iraku.

Równocześnie obserwujemy losy piątki pechowców, którzy trafili w kleszcze Jigsawa. Łączy ich jedno: wszyscy wypierają się dokonanych przez siebie zbrodni, a ich oprawca chce na nich wymusić wzięcie na siebie odpowiedzialności. By przeżyć, będą musieli ściśle się trzymać zasad gry, które ustalił ich oprawca.

Fabuła tego filmu nie jest scenariopisarskim majstersztykiem, ale jest co najmniej poprawna, co stanowi spory progres na tle poprzednich filmów. Nielogiczności są obecne, ale nie rażą, wątek detektywistyczny nie przynudza, historie ofiar również są w miarę interesujące. Próżno z kolei szukać strachów. Piła nigdy nie należała do tych horrorów, na których można było się czegokolwiek bać – widz mógł co najwyżej liczyć na sporą dawkę obrzydzenia. Dziedzictwo nie odbiega w znaczący sposób od tradycji serii, ale znajdzie się kilka scen trzymających w napięciu.

Warto też nadmienić, że nową Piłę można spokojnie obejrzeć bez znajomości poprzednich części. Pierwsze siedem odsłon bardziej przypominało kolejne odcinki serialu niż niezależne od siebie filmy. Obejrzenie którejkolwiek dalszej części bez znajomości poprzednich nie miałoby zbyt wiele sensu, w oderwaniu od siebie te filmy stają się całkowitym bełkotem. Ósma część na szczęście nie wymaga znajomości poprzednich, co działa zdecydowanie na jej korzyść.

Aktorskie kreacje są mocną stroną najnowszej Piły. Nie ma tam co prawda miejsca na brawurowe role i tespijskie popisy, ale aktorzy uwiarygodniają ekranowe wydarzenia. Pomaga również fakt, że jest co najmniej kilka postaci z którymi można autentycznie sympatyzować. Poprzednie Piły były zaludnione postaciami antypatycznymi lub totalnie wypranymi z osobowości, przez co ich losy mnie najczęściej zwyczajnie w ogóle nie obchodziły. Ponadto udało się uniknąć zachowań nieprawdopodobnych psychologicznie: już nikt nie próbuje nam wmówić, że konieczność odcięcia sobie nogi uczyni człowieka lepszym czy sprawi, że doceni swoje życie lub dostrzeże swoje błędy. Ponadto, ofiary zachowują się wiarygodnie – jestem w stanie uwierzyć, że osoby stojące twarzą w twarz ze śmiercią mogą postępować właśnie tak, ajk ekranowi nieszczęśnicy.

Piła: Dziedzictwo odchodzi również od wizualnych schematów poprzednich części. Porzucono szaroburą paletę barw i brudne, opuszczone fabryki oraz magazyny wyglądające jak jaskinie BDSM. Nie ma też irytującego, hiperdynamicznego montażu, który był plagą poprzednich filmów. Zamiast tego akcja została przeniesiona na opuszczoną farmę, a montaż już nie wywołuje nudności. Ogólnie rzecz biorąc, pod względem wizualnym film trzyma sie wizualnym standardów dla obecnie tworzonych horrorów.

Piła: Dziedzictwo nie jest w żadnej mierze filmem wybitnym. Jednak udaje jej się uniknąć większości grzechów poprzedników i powinien być w stanie przekonać wiele osób, którym poprzednie części nie przypadły do gustu. Jeśli ktoś ma ochotę na niezobowiązującą rozrywkę, a przy okazji w jego definicji “niezobowiązującej rozrywki” mieści się oglądanie rozczłonkowywania, mielenia i topienia ludzi kwasem, to nowa Piła będzie całkiem niezłym wyborem.

Najnowsze
Lubisz nas?