InformacjeRecenzja - konsole

Nazistom wstęp wzbroniony: recenzja Wolfenstein II: The New Colossus

... Piotr Nowacki

Najbardziej bezkompromisowy tytuł ostatnich lat.

Rok 1961. Minęło 13 lat od zakończenia II wojny światowej. Ostatecznym ciosem zadanym aliantom przez III Rzeszę było zrzucenie bomby atomowej na Manhattan. Po tej hekatombie Stany Zjednoczone zdecydowały się na kapitulację, co rozpoczęło erę nazistowskiej dominacji.

Jednak nie wszyscy są bierni wobec rządów Führera. W Wolfenstein: The New Order B.J. Blazkowicz, po spędzeniu kilkunastu lat w śpiączce, ponownie chwycił za broń, by zmierzyć się ze swoim nemezis: Wilhelmem Strasse, zdegenerowanym nazistowskim naukowcem, z którym wielokrotnie się ścierał w przeszłości.

Wolfenstein II: The New Colossus rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z poprzedniej części. Ośrodek generała Strasse został zrównany z ziemią, ale było to pyrrusowe zwycięstwo. Blazkowicz to wrak człowieka - zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Odniesione rany spustoszyły jego ciało, B.J zapadł ponownie w śpiączkę, tym razem trwającą kilka miesięcy. Po wybudzeniu nie miał czasu na rekonwalescencję. Tym razem musi zmierzyć się z Irene Engel, którą poznał jako kata w obozie zagłady. Nie pomaga jednak fakt, że Blazkowicz jest zmęczony ciągłą walką i wierzy, że tylko w śmierci znajdzie ukojenie.

Iron Sky spotyka dramat psychologiczny

Wolfenstein w interpretacji ekipy MachineGames jest naprawdę dziwnym tworem. Wydany ćwierć wieku temu Wolfenstein 3D był przede wszystkim eskapistyczną fantazją, w której mogliśmy się wcielić w dobrego amerykańskiego wojaka, który zabija złych nazistów – w tym samego Adolfa Hitlera, który do nas słał pociski z czterech obrotowych działek. Był to konflikt uproszczony do granic możliwości, bez żadnych dylematów, bez ukazywania okropieństw wojny.

Wolfenstein: The New Order zachował elementy tej uproszczonej, pulpowej wizji świata: był dobry Amerykanin, który walczył ze złymi hitlerowcami z monoklami na oczach, bazami na Księżycu i morderczymi robotami na podorędziu. Jednak ta baśń została uzupełniona o prawdziwą wojnę, holocaust, obozy koncentracyjne i zespół stresu pourazowego. Mimo karkołomności takiego połączenia, całość nie raziła.

W kontynuacji stonowano ukazanie zbrodni wojennych. Fikcyjna III Rzesza wciąż dopuszcza się równie okrutnych czynów, co w prawdziwym świecie, ale uniknięto tak dosłownych scen, jak można było zobaczyć w poprzedniej części we wcześniej wspomnianym obozie zagłady. Równocześnie dużo bardziej zostały zaakcentowane personalne tragedie. B.J. jeszcze mocniej zagłębia się w introspekcjach, skupia się na swoim pędzie ku śmierci, wraca wspomnieniami do dzieciństwa zniszczonego przez toksycznego ojca. Ostatnie, czego się spodziewałem w Wolfensteinie to wzruszenia, więc sceny najbardziej chwytające za serce zdecydowanie wzięły mnie z zaskoczenia.

Druga połowa gry przyjmuje już zdecydowanie odmienny ton. Bardzo trudno powiedzieć coś więcej nie psując radości, jaką przyniesie samodzielne odkrywanie niespodzianek, które przygotowali dla nas twórcy, jednak mogę powiedzieć tyle: w zestawieniu z końcówką The New Colossus. Wolfenstein 3D wygląda jak film dokumentalny o II wojnie światowej. Poniższy kadr, na którym ciężarna, uzbrojona w dwa karabiny, naga od pasa w górę Anya Oliwa klęczy skropiona krwią świeżo zabitych przez siebie nazistów jest pewnym wyznacznikiem ogólnego kierunku obranego przez scenarzystów, chociaż tak naprawdę nie oddaje to nawet promila tego, co się tam wyprawia.

Mimo wszystko, tak drastyczna zmiana nastroju nie jest minusem. Wręcz przeciwnie: gdyby nie bogata w osobiste dramaty pierwsza połowa gry, bohaterowie nie byliby niczym więcej niż karykaturami żywcem wziętymi z serii Saints Row czy też Kung Fury, W obecnym kształcie zaś sprawiają wrażenie postaci z krwi i kości, które po prostu zmuszone zaistniałą sytuacją decydują się na coraz to bardziej szalone pomysły. I przede wszystkim, naprawdę zależało mi na bohaterach i interesowały mnie ich losy, co w strzelankach jest zjawiskiem nadzwyczaj rzadkim.

Na automacie można zagrać w całego oryginalnego Wolfensteina!

Jest to też po części zasługa świetnych dialogów. Bohaterowie rozmawiają soczystym, często wulgarnym, ale równie bogatym językiem, świetnie oddającym wielokulturowość ruchu oporu. Szkocki dialekt przeplata się z językiem Harlemu lat 60. i jidysz. Duży plus należy się także za to, że Niemcy zawsze posługują się swoim językiem ojczystym, za wyjątkiem momentów, gdy zwracają się do anglojęzycznych bohaterów. Mam nadzieję, że więcej utworów będzie brało przykład z Bękartów wojny, które wniosło taką wielojęzyczność do głównego nurtu popkultury.

Die Gewehre, die Pistolen und die Flinten

Podczas gdy ubiegłoroczny DOOM zdecydowanie odrzucił dziedzictwo współczesnych strzelanek w postaci systemu osłon czy regeneracji zdrowia, nowe Wolfensteiny stanowią kompromis między tradycyjnymi FPS-ami a tymi z ostatniej dekady. Podobnie jak w poprzedniej części, w The New Colossus zdrowie się w pewnym stopniu samoczynnie odnawia, jednak tym razem ma to jeszcze mniejsze znaczenie niż 3 lata temu. Regeneracji nie można ulepszyć w trakcie gry, usunięta została też możliwość leczenia się dzięki cichej eliminacji wrogów. Dlatego też apteczki będą przez całą grę najlepszym przyjacielem gracza.

Krycie się za osłonami również nie jest remedium na wszystko, do czego mogły przyzwyczaić gry typu Call of Duty. B.J. jest dosyć wrażliwy na kule wrogów, a przeciwnicy bardzo lubią zachodzić z flanki, więc chowanie się za murkiem nie zdaje rezultatu na dłuższą metę, szczególnie, że wrodzy oficerowie z lubością przywołują coraz to nowe posiłki. Z tego też powodu najskuteczniejszą metodą jest cicha eliminacja wrogów o wyższej szarży. Jeśli jednak zostaniemy wykryci, należy jak najszybciej uciszyć oficerów, aby nie zostać przytłoczonym przez wezwane wsparcie. Wolfenstein w ten sposób wymusza aktywność ze strony gracza, nie pozwala na jałowe siedzenie za osłonami.

Nie ma rewolucji, jeśli chodzi o dostępne graczom bronie. Wraca świetna automatyczna strzelba, tutaj pod nazwą Schockhammer, dostępne są też karabiny szturmowe, pistolety maszynowe czy też ulepszony, mocniejszy Laserkraftwerk – chociaż tym razem bez możliwości automatycznej regeneracji baterii. Pojawia się też znany z The Old Blood granatnik Kampfpistole. Najbardziej znacząca zmiana dotyczy wprowadzenia możliwości równoczesnego dzierżenia dwóch różnych rodzajów broni. Równoczesne prucie do przeciwników np. ze strzelby i działa laserowego sprawia szalenie dużo radości. Niestety, menu wyboru broni nie ułatwia zmiany Gewehren podczas walki: domyślnie czas nie zwalnia w chwili otwarcia kółka wyboru, co zniechęca do zmiany oręża podczas wymiany ognia.

Eine Reise nach Amerika

Podczas gry zwiedzimy szereg lokacji rozsianych po Stanach Zjednoczonych, od zniszczonego wybuchem bomby atomowej Nowego Jorku, przez nazistowskie instalacje wojskowe skryte pod pustyniami Nowego Meksyku, aż po getto utworzone w Nowym Orleanie. Najbardziej, moim zdaniem, w pamięć może zapaść radioaktywny, wymarły Manhattan, który dla mnie jest jedną z ciekawszych wizji postapokalipsy od czasów The Last of Us.

Poszczególne poziomy dają sporą swobodę działania. Prawie zawsze dostępnych jest kilka alternatywnych ścieżek, często mniej oczywistych – bynajmniej nie są to wrzucone na odwal się szyby wentylacyjne, jak to wygląda w innych grach. Lokacje warto też eksplorować, aby znaleźć różne bonusy, od szkiców koncepcyjnych po ulepszenia do broni. Twórcom udało się znaleźć w tym złoty środek: z jednej strony warto zaglądać w przeróżne zakamarki, ale nie odciąga to uwagi na tyle, że B.J. zaczyna zaglądać za każdą firankę zamiast walczyć z nazizmem.

Sierpem i młotem brunatną hołotę

The New Colossus może nie przypaść do gustu tym, którzy nie lubią mieszania się gier do polityki. Już pierwszy zwiastu gry zniechęcił niektórych postacią jednego z liderów ruchu oporu, Hortona, który w dyskusji z B.J. Blazkowiczem wspominał o sprzeciwianiu się kapitalistom z Wall Street wysyłającym dzieci proletariuszy na śmierć. Jeżeli ktoś miał jakieś wątpliwości co do jego politycznych afiliacji, to fakt, że w pełnej wersji gry w jego kajucie można znaleźć flagę z sierpem i młotem na pewno je rozwieje.

W nowym Wolfensteinie pojawia się także Grace, przywódczyni grupy partyzantów, która zdaje się być wzorowana na historycznej partii Czarnych Panter. Ich współpraca z B.J. Blazkowiczem nie jest przypadkowa: w świecie ukazanym w grze biali mieszkańcy są najczęściej bierni lub wręcz entuzjastyczni wobec niemieckich okupantów, więc główna nadzieja na rozniecenie rewolucyjnych nastrojów leży w dyskryminowanych przez nazistów mniejszościach.

Obecność polityki w grach to kwestia bardzo dyskusyjna, dlatego też te wątki pozostawiam indywidualnej ocenie czytelników. Jeśli ktoś chce tylko postrzelać do nazistów, a od wszelkich ideologii woli trzymać się z daleka, niech się czuje ostrzeżony.

Auf Wiedersehen, Herr Hitler

Czy Wolfenstein II: The New Colossus jest grą idealną? Niekoniecznie. Rozdźwięk między szalonym humorem, personalnymi dramatami i okrutnymi zbrodniami nazistów może odrzucić niektórych graczy. Podobnie też niektóre rozwiązania w rozgrywce mogą nie przypaść każdemu do gustu – szczególnie dotyczy to faktu, że posiłki zdają się respawnować do momentu zabicia wszystkich oficerów. Mógłbym też się przyczepić faktu, że poziomy chwilami są dosyć trudne w nawigacji i łatwo się zgubić, co moim zdaniem może świadczyć o pewnych błędach w sztuce w projektowaniu poziomów… Szukanie jednak błędów jest w tym wypadku jedynie sztuką dla sztuki.

Gra przykuwa od pierwszej minuty i nie puszcza aż do momentu zobaczenia napisów końcowych. Sam zacząłem grać w środę wieczorem i skończyłem w czwartek po południu. Po skończeniu głównej kampanii licznik wskazywał ponad 16 godzin, a w międzyczasie robiłem tylko krótkie przerwy na uzupełnienie płynów i węglowodanów i pozwoliłem sobie na dwugodzinną drzemkę. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz gra mnie tak bezlitośnie wessała.

Polskich graczy mogą ucieszyć takie akcenty.

The New Colossus może się nie spodobać, ale na pewno nie pozostawi gracza obojętnym. Jest to tytuł wyjątkowy, która swoją idiosynkratyczną mieszanką skrajnie poważnej tematyki z szalonym humorem wyróżnia się nie tylko na tle innych gier, ale też wszystkich innych gałęzi kultury popularnej. O nowym Wolfensteinie najprawdopodobniej będzie się mówić przez najbliższe lata, i dlatego zasługuje na maksymalną notę.

Zamów Wolfenstein II: The New Colossus w sklepie gram.pl w wersji na PlayStation 4, Xbox One lub PC.

PlayStation 4Wolfenstein II: The New Colossus

  • Świetna fabuła i dialogi
  • nieszablonowa rozgrywka
  • szalony humor
  • interesujące lokacje
  • wszystko inne
  • Nic, o czym warto wspominać

O tej grze będzie się mówić przez lata.

Najnowsze
Lubisz nas?