InformacjeBez prądu - film

Recenzja serialu Mindhunter, czyli typowy Fincher jest typowy (i dobry)

... Kamil Ostrowski

Opowieść o dwóch agentach FBI, którzy próbują rozwikłać zagadkę motywacji morderczych psychopatów to jedna z najciekawszych pozycji w tym sezonie.

David Fincher to jeden z niewielu reżyserów, których twórczość mam przerobioną od „a” do „z”. Wszystko co wyszło z jego rąk w najgorszym wypadku zasługuje na solidną czwórkę. Łyknąłem więc wszystko: od trzeciej części Obcego, przez świetne Siedem, równie dobrą Grę, boski Podziemny Krąg, niezły Azyl i Zodiak, aż po nowsze produkcje. Najmniej do gustu przypadło mi niestety dzieło najnowsze, czyli Zaginiona dziewczyna. Trudno nie było odnieść wrażenia, że reżyser wziął się za pulpowy kryminał dla gospodyń domowych i próbował dorobić do niego jakąś filozofię. Żeby nie było – zdaję sobie sprawę, że w wyżej wymienionym przypadku generalna percepcja jest inna, więc nie wykluczam że z jakiegoś powodu się mylę. Nawet jednak pomimo tego, że ostatni Fincher mi nie podpasował, to gdy usłyszałem, że tworzy serial dla Netflixa, od razu zapaliła mi się czerwona lampka.

Kiedy tylko doczytałem o czym dokładnie serial będzie, poczułem się już na poważnie zaintrygowany. Pionierzy badania psychiki seryjnych, psychopatycznych morderców z FBI. Zagadki kryminalne. Lata 70te. Rozmowy sam na sam z największymi „wariatami” z tamtych czasów, a to wszystko podlane sosem z lekkiej obsesji. Nie było niczego, co mogłoby pójść „nie tak”. Nic więc dziwnego, że wszystko poszło „tak”.

Od początku jesteśmy rzucani w sam środek problematycznej akcji. Młodego agenta Holdena Forda prześladuje problem morderców, których nie potrafi sklasyfikować. Reszta jego współtowarzyszy w walce ze zbrodnią określa tę grupę zbiorczym mianem „wariatów”, jednakże dla Holdena to za mało. Wciąż zadaje niewygodne pytania, stara się poruszyć skostniałe fundamenty na jakich stoi Biuro Federalne. Nie zawsze widzi się to jego szefowi, który w związku z tym dobiera go w parę z Billem Tenchem – pracownikiem działu behawiorystyki, którego głównym zajęciem jest jeżdżenie po kraju i szkolenie zwykłych policjantów, poprzez przekazywanie pigułki z FBIowskiej wiedzy. Holden szybko wpada na pomysł, aby wykorzystać częste podróże do skonfrontowania się z seryjnymi mordercami rozsianymi po całych Stanach Zjednoczonych. Na podstawie wywiadów z nimi ma nadzieję pozyskać wiedzę, która pozwoli na wypracowanie lepszych metod łapania przestępców.

Nie zdziwi Was pewnie, że postać Holdena Forda jest inspirowana prawdziwą postacią (Johna Douglasa, autentycznego agenta FBI), co dodaje tylko smaczku całości. Oczywiście mowa tylko o generalnych założeniach i koncepcji. Domyślam się, że wytworem wyobraźni twórców pozostają dokładne relacje na linii Holden-psychopaci, oraz Holden-współpracownicy (i dziewczyna), a które z biegiem czasu stają się równie ciekawe, co rozkładanie na czynniki pierwsze morderców. Sprawdza się tutaj stara zasada (i równie stary pomysł na fabułę), autorstwa Friedricha Nietzschego: „Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas.”. Nie będę za wiele zdradzał, aczkolwiek pisnę tyle, że zachowanie głównego bohatera i zdradzające go zachowania są bardzo nieoczywiste, co wzbudza zainteresowanie widza. Zwłaszcza w kontekście końcówki.

Zdecydowaną gwiazdą programu pozostają jednak psychopaci, mordercy, gwałciciele i zwyrodnialcy, z którymi „wywiady” przeprowadzają główny bohater i jego partner, wspomniany już Bill Tench (który w pewnym momencie również przekonuje się do koncepcji wnikania w psychikę psycholi). Jest ich relatywnie niewielu, bo zaledwie paru, aczkolwiek twórcy idąc w jakość, a nie w ilość, mogli pozwolić sobie na niespieszne, niewymuszone tempo w kolejnych spotkaniach. Dzięki temu mamy okazję, podobnie jak agenci FBI, wejść w niezdrową relację z potworami, którzy mają zazwyczaj na sumieniu przynajmniej parę niewinnych istnień. Dziwna, czasami niesmaczna to przeprawa, ale zdecydowanie pouczająca (znów, analogia pomiędzy widzem a bohaterami!).

Mindhunter to typowa robota Finchera, przy czym absolutnie nie poczytujcie tego jako zarzutu, bo w serialu jest wszystko co ten reżyser i producent w jednym ma do zaoferowania. Odwagę w obieraniu niespiesznego tempa, zamiłowanie do budowania napięcia, warsztat zaprawiony w różnego rodzaju kryminałach. Nie ma się do czego przyczepić. Widać, że swój pierwszy serial David Fincher robił z lekkością i przyjemnością. Pomimo dosyć ciągnącego się, balansującego na granicy nudy początku, ja również określiłbym Mindhuntera jako lekką przyjemność. Zakładając oczywiście, że widz lubuje się w obcowaniu z psychopatycznymi przestępcami.

Najnowsze
Lubisz nas?