InformacjeFelieton

SNES Mini - recenzja - nostalgiczny powrót do przeszłości

... Katarzyna Dąbkowska

Nintendo ponownie trafia do naszych dziecięcych wspomnień. Czy warto ponownie się w nich zanurzyć?

NES w wersji Classic Edition był prawdziwym hitem. Pomimo tego, że użytkownicy narzekali na zbyt krótkie kable czy opóźnienia w przesyłaniu dźwięku, sprzęt cieszył się ogromną popularnością i w ciągu kilku minut znikał ze sklepowych półek. Graczom nie spodobała się również informacja o tym, że NES Mini zostaje wycofany z produkcji po kilku miesiącach od swojej premiery. Nintendo postanowiło drugi raz tego samego błędu nie popełnić i jeszcze przed trafieniem SNES-a w wersji Classic Edition zapowiedziało, że ma zamiar dostarczać graczom urządzenia regularnie do 2018 roku.

Wygląd

Jeszcze przed premierą Super Nintendo Entertainment System Classic Edition wyszło na jaw, że w środku urządzenie będzie miało dokładnie te same podzespoły co NES Mini – różnić się będą od siebie jedynie zainstalowanym emulatorem i wgranymi obok niego grami. Czy to lenistwo Nintendo? Nie, to całkiem mądre posunięcie, dzięki któremu firmie będzie łatwiej produkować jednocześnie SNES-a Mini i powracającego w przyszłym roku do sprzedaży NES-a Mini.

SNES Classic Edition to niezwykle mała konsolka, którą możemy upchnąć dosłownie wszędzie. W porównaniu do takich molochów, jak PlayStation 4, Xbox One czy też oryginalnego SNES-a wygląda pociesznie. Spokojnie zmieści się w jednej dłoni czy też tylnej kieszeni spodni, więc nie będzie problemu w przeniesieniem jej do mieszkania kumpla. To właśnie możliwość wspólnej gry jest jednym z tych elementów, które najbardziej odróżniają SNES-a Mini od NES-a Mini. Oczywiście, w przypadku NES-a możemy podpiąć dodatkowego pada, jednak nie był on częścią zestawu, co łączyło się z koniecznością zakupu dodatkowego kontrolera. W przypadku SNES-a drugi pad jest już dołączony do zestawu, co oczywiście zaowocowało wyższą ceną urządzenia.

Tak jak i w przypadku małego NES-a, tak i tu mamy konsolkę wyglądającą jak pomniejszona wersja sprzętu sprzed ponad dwudziestu lat. Przyciski działają tak samo, a po włączeniu świeci się czerwona dioda – wszystko jest na swoim miejscu. Z wiadomych względów nie działa przycisk Eject, bo przecież nie da się tu włożyć kartridża z grą, zaś nowością jest klapka, pod którą ukryte zostały porty do podłączenia padów. W oryginalnym SNES-ie zastosowano bardzo szerokie złącze, do którego wpinaliśmy kontroler – dla odmiany pady dodawane do SNES-a Mini korzystają z takiego samego złącza jak te od małego NES-a czy też akcesoria do Wii. Jedynym rozwiązaniem, które nie psułoby estetyki urządzenia była właśnie odchylana klapka. Mam pewne wątpliwości co do jakości jej wykonania, ale o tym przekonam się pewnie dopiero za kilka lat, kiedy ewentualnie odpadnie ze starości.

Dołączone do konsoli kontrolery są wiernymi kopiami swoich oryginałów, a jedynie wprawne oko zauważy niewielkie różnice jak inny kolor logo, bardziej matowe wykończenie czy wytłoczone zamiast nadrukowanych literki L i R na górnych przyciskach. Nintendo, choć nikt by się po nich tego nie spodziewał, usłyszało nasze narzekania na krótkie kable w NESie Mini i teraz przewód łączący kontroler z konsolą jest prawie dwa razy dłuższy. Wciąż daleko mu do przewodu jakim dysponował pad do oryginalnego SNES-a (230 cm vs 140cm), tak więc jeśli macie duży pokój i kawałek drogi z kanapy do telewizora, to nie obędzie się bez przedłużaczy czy siedzenia na podłodze.

Zasilanie

Podobnie jak w przypadku poprzedniej minikonsoli, Nintendo zdecydowało się na najprostszy możliwy sposób podłączenia sprzętu – kablem HDMI łączymy się z telewizorem, zaś do złącza microUSB doprowadzamy zasilanie (obydwa potrzebne kable są w pudełku) . W zestawie nie znajdziecie kostki do ładowania, ale w dobie smartfonów wystarczy równie dobrze ta, która służy wam do „ożywiania” telefonów. Może być to równie dobrze telewizor, PlayStation 4, Nintendo Switch a nawet powerbank dający prąd o natężeniu przynajmniej jednego ampera.

Interfejs

Interfejs użytkownika w SNES-ie Mini niespecjalnie różni się od tego, co oferował NES Mini, ale po co zmieniać coś, co sprawdza się idealnie. Jest przejrzyście, wszystko działa bardzo płynnie, a jedyną wadą (dla leniwych) będzie brak opcji resetowania konsolki z poziomu kontrolera – chcąc zmienić grę, będziecie musieli wstać i wcisnąć przycisk reset. Tak jak i poprzednio mamy też możliwość zapisywania stanu gry po jej wyłączeniu, z tą różnicą, że teraz nasze sejwy są interaktywne i możemy przewijać swój postęp. Przykład? Wyłączyliście grę po przegranej walce z bossem. Robiąc zapis, wybieracie opcję cofania rozgrywki i ustawiacie sejwa na chwilę przez rozpoczęciem pojedynku. Świetny pomysł!

Nintendo ponownie umożliwiło graczom wybór pomiędzy opcją 4:3 (jak na starym kineskopie), trybem Pixel Perfect, który symuluje oryginalny format obrazu w wysokiej rozdzielczości oraz tryb filtrowania CRT. W odróżnieniu jednak od NES-a, SNES oferuje ramki, które wyświetlają się dookoła obrazu gry, tak abyśmy nie patrzyli na czarne pasy po bokach naszego panoramicznego TV. Gry wyświetlane są w 720p, co powoduje, że wyglądają bardzo dobrze nawet z bliska na sporych telewizorach. Renderowanie w 1080p byłoby miłym dodatkiem, ale domyślam się, że wymagałoby to zastosowania lepszych podzespołów i mogłoby negatywnie wpłynąć na cenę SNES-a Mini. Konsola ponownie udostępnia informację przy każdej grze o tym, czy można w nią grać w pojedynkę czy też jest możliwość zabawy w kooperacji.

Gry

Kiedy NES Mini nostalgicznie przypominał nam o 8-bitowych klasykach, SNES Mini wprowadza nas już w świat 16-bitów. Na liście gier znajduje się aż 20+1 (wpisuję tak nie bez przyczyny, ale o tym za chwilę) gier. Niby mniej niż w przypadku NES-a Mini, ale trzeba brać pod uwagę to, że te produkcje w porównaniu do tych z NES-a są dłuższe i oferują więcej zabawy. Na liście znajdziemy prawdziwe perełki ze stajni Nintendo takie jak Donkey Kong Country, Earthbound, The Legend of Zelda: A Link to the Past, Super Mario Kart czy Super Metroid. Do ważnych produkcji firm zewnętrznych należy włączyć takie tytuły jak Final Fantasy III, Mega Man X, Street Fighter II czy Contra III. Najważniejszym jednak tytułem na liście i swego rodzaju system sellerem (tą magiczną jedynką w 20+1) jest Star Fox 2. Dlaczego? Ponieważ ta gra nigdy nie trafiła do sprzedaży i zakup SNES-a Mini jest jedynym sposobem na to, aby w nią zagrać.

Podsumowanie

Nintendo ponownie trafia w nasze małe, dziecięce serduszka i oferuje to, na co tak naprawdę czekaliśmy. Konsola pozwala na ponowne rzucenie się w otchłań dzieciństwa i zanurzenie się w trudnych i wymagających, ale jednocześnie pięknych klasykach, które zdefiniowały gatunki gier, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj. Sama pokazuję teraz córce jak kiedyś wyglądały gry i z rozrzewnieniem patrzę na to, jak bardzo angażuje się w rozgrywkę. Trochę się też wzruszam, bo w sumie wyglądałam tak samo te dwadzieścia lat temu.