InformacjeRecenzja - konsole

Robi się coraz mroczniej - recenzja Minecraft: Story Mode - Season 2

... Małgorzata Trzyna

Ktoś postanawia zabawić się kosztem Jesse, lecz dzięki przyjaciołom znajdziemy sposób na wybrnięcie z każdej opresji.

Minecraft: Story Mode - A Telltale Games Series było wypełnione dramatycznymi wydarzeniami: Jesse i jej/jego towarzysze musieli zmierzyć się z budzącym grozę Witherstormem, gotowym zniszczyć cały świat. Opowieść zakończyła się w momencie, gdy można było powiedzieć, że wszyscy (którzy wyszli cało z tej przygody) żyli długo i szczęśliwie, choć bycie słynnymi bohaterami oznaczało dla nich więcej obowiązków i mniej czasu na wspólne wyprawy w nieznane.

Minecraft: Story Mode - Season 2 to kontynuacja historii Jesse i niektórych jej przyjaciół (w grze można wybrać płeć i wygląd głównego bohatera, dla ułatwienia w dalszej części tekstu będę odnosić się do Jesse jako dziewczyny). Należałoby się spodziewać, że zgrana paczka znów wyruszy wspólnie na poszukiwanie przygód, jednak tym razem Olivia i Axel, nasi starzy znajomi, pojawiają się na bardzo krótko, są zbyt zajęci własnymi sprawami, by nam towarzyszyć. Główne role odgrywają znani już fanom Petra i Lukas, a także kilka zupełnie nowych postaci.

Jeśli pierwszy sezon macie za sobą, możecie zaimportować zapisane stany gry albo po prostu wybrać, jak decydowaliście w najważniejszych momentach. Swą przygodę z Minecraft: Story Mode możecie też śmiało zacząć od "dwójki", choć w grze pojawia się sporo nawiązań do wcześniejszych wydarzeń.

Hero in Residence, Giant Consequences, Jailhouse Block

Historia rozpoczyna się przypomnieniem, co działo się w sezonie pierwszym (jednak bez wdawania się zbytnio w szczegóły). Po krótkim wstępie wskakujemy w buty Jesse i bierzemy udział w przygotowaniach do święta upamiętniającego przeszłe wydarzenia w mieście Beacontown. Wśród zadań, jakich możemy się podjąć, jest zbudowanie monumentu z kolorowych bloków, pieczenie ciast czy wybór świnki, która wystąpi w roli Reubena - mądrego prosiaczka, który w pierwszej części był naszym najlepszym przyjacielem. Po ukończeniu tych sympatycznych mini-misji udajemy się na spotkanie z Petrą, co jest wstępem do kolejnej, wielkiej przygody.

Fabuła z początku zdaje się być lekka i wesoła, lecz z czasem historia staje się coraz mroczniejsza. Krok po kroku zostajemy wciągnięci przez Petrę w coraz większe tarapaty. W pogoni za tajemniczym stworzeniem, zagłębiamy się w korytarze kopalni i docieramy do dziwnego miejsca, gdzie na podwyższeniu unosi się niezwykła rękawica. Ciekawość pcha Jesse do przyjrzenia się bliżej temu przedmiotowi, zwłaszcza, że słyszy głos wypowiadający jej imię.

Któż oparłby się pokusie, nawet jeśli intuicja podpowiada nam, że lepiej byłoby trzymać się z daleka? Jednak co zostało odkryte, nie może być zakryte z powrotem (przynajmniej nie na długo), a kłopoty, w jakie pakuje się Jesse, zmuszają ją do szukania pomocy u pewnego legendarnego poszukiwacza przygód imieniem Jack.

Jack niechętnie zgadza się towarzyszyć nam w podróży. Do drużyny dołącza też jego pomocnik, Nurm, którego trudno zrozumieć, ale łatwo poczuć do niego sympatię. Wraz z nimi wyruszamy ku odległemu, niezbadanemu miejscu - znajdującej się pod wodą świątyni. Jak to zwykle bywa, w opowieściach bohaterowie bywają wspanialsi niż są w rzeczywistości, ale Jack ma dobry powód, by bez entuzjazmu zapuszczać się coraz głębiej w zakamarki budowli.

Podczas wyprawy dowiadujemy się też o istnieniu Admina, który ponoć stworzył świat i ma ogromne moce, pozwalające mu bez trudu bez trudu budować wspaniałe konstrukcje. Legendarny Admin odegra ogromną rolę w tej opowieści... ale o tym musicie przekonać się sami. Dość rzec, że lokacje w grze prezentują się fantastycznie - zarówno podwodna świątynia, jak i miejsca, do których trafiamy później. Lodowa wieża z zegarem, oświetlona niebiesko-białymi światłami, sprawia, że chcemy zatrzymać się na chwilę i napawać się jej pięknem. Uwielbiam wprost zimowe scenerie - szczególnie po zmroku. Spore wrażenie robi też podziemne więzienie, do którego trafiamy w epizodzie trzecim oraz miasta, które mamy okazję odwiedzić.

Każdy epizod zabiera nas w nieco inne miejsce i stanowi właściwie odrębny rozdział opowieści, skupiający się na czymś innym. Każdy z nich kończy się też w sposób, który każe z niecierpliwością wypatrywać kolejnych rozdziałów historii. Dla tych, którzy nie znoszą przerywania fabuły w najciekawszych momentach irytującym napisem "ciąg dalszy nastąpi", najrozsądniej będzie poczekać na wydanie wszystkich epizodów, by nie umierać z ciekawości, jak Jesse i jej przyjaciele poradzą sobie z kolejnymi wyzwaniami.

Jak na świat Minecrafta przystało, wszystko wokół nas zbudowane jest z klocków, postacie są kanciaste, możemy walczyć z potworami nadciągającymi nocą, wytwarzać przedmioty przy stołach rzemieślniczych układając elementy składowe w odpowiedni sposób, a czasem nawet zbudować własny monument. Twórcy pokusili się też o parę żartów z mechanik ze zwykłego Minecrafta - uśmiechnęłam się np. w momencie, gdy jeden z towarzyszy powiedział, że przetrwał tylko dlatego, że steki wystarczają na bardzo długo - wystarczy zupełnie się nie ruszać; albo kiedy Jesse wybierała między zaklętym mieczem żelaznym a diamentowym, zastanawiając się, czy woli zadawać więcej obrażeń, czy mieć trwalszą broń. Doceniam tego typu drobiazgi.

Najważniejsza w grze jest fabuła i podejmowanie decyzji, choć większość z nich ma niewielkie znaczenie. Podczas zabawy dokonujemy licznych wyborów, które pociągają za sobą drobne konsekwencje typu nastawienie niektórych bohaterów do Jesse. Przykładowo, możemy zapewnić przyjaciół, że obdarzamy ich zaufaniem albo okazywać niezadowolenie, że mają przed nami sekrety. Zdarza się też, że spróbujemy rozwiązać dany problem po swojemu: możemy np. zadecydować, czy przekraść się pod nosami strażników, czy utorować sobie drogę w bezpośredniej walce. W epizodzie drugim, w zależności od dokonanego wyboru, możemy natknąć się na ciekawą mini-grę - strzelnicę - gdzie musimy uważnie przyglądać się pojawiającym się celom i szybko podejmować decyzje, które przyciski wybierać. Alternatywna ścieżka zaprowadzi nas do pomieszczenia, gdzie musimy odrobinę pomyśleć i rozwiązać parę zagadek, by znaleźć sposób na otwarcie przejścia. Jednak - jak to bywa w grach Telltale Games - nie ma wielkich rozgałęzień fabularnych. Dopiero w trzecim epizodzie pojawił się wybór, przy którym zawahałam się na dłużej, gdyż od niego zależał los jednego z towarzyszy. Czy jeszcze do niego wrócimy - okaże się w kolejnych epizodach.

Minecraft: Story Mode Season 2 jest grą single-player, lecz nie znaczy to, że nie możemy mile spędzić przy niej czasu z rodziną bądź znajomymi. Twórcy zaimplementowali tryb Crowd Play, dzięki któremu inni, za pośrednictwem urządzeń mobilnych, mogą aktywnie uczestniczyć w rozgrywce i głosować na poszczególne opcje dialogowe. W ustawieniach można zaznaczyć, czy decyzje będą podejmowane automatycznie zgodnie z wolą większości, czy też o wszystkim będzie decydować osoba z padem w ręku.

Jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki, gra nie stanowi zbyt dużego wyzwania. Powracają znane już z pierwszej części proste quick-time eventy, gdzie musimy w odpowiednim momencie wcisnąć przycisk, by wykonać unik i nie dopuścić, by nasz bohater skończył w tragiczny sposób. Porażka oznacza konieczność powtórzenia bardzo krótkiego etapu. Zdarzają się też okazjonalnie sekwencje walki, która jest nieco bardziej rozbudowana: możemy chodzić, robić uniki bądź atakować, jednocześnie uważając, by nie wyczerpać paska wytrzymałości. Stan gry zapisywany jest co jakiś czas, także w trakcie starć. Jeśli zginiemy, po wczytaniu odnowią się wszystkie serduszka naszego życia, więc nawet średnio sobie radząc z przeciwnikami, nigdzie nie utkniemy na dłużej.

Każdy epizod w Minecraft: Story Mode Season 2 zajmuje od jednej do dwóch godzin. Może to wydawać się niewiele, jednak po zsumowaniu czasu potrzebnego na ukończenie wszystkich rozdziałów zapewne okaże się, że jeden wieczór to za mało, by ukończyć grę.

Podsumowując - Minecraft: Story Mode Season 2 zgrabnie nawiązuje do pierwszej części, a jednocześnie oferuje zupełnie nową opowieść, w której istotną rolę odgrywają takie zagadnienia, jak przyjaźń, zaufanie, współpraca i rywalizacja. Historia, z początku lekka, z czasem staje się coraz mroczniejsza, a zakończenie każdego epizodu kończy się w taki sposób, byśmy nie mogli doczekać się kolejnego fragmentu fabuły. Liczne decyzje podejmowane w trakcie zabawy w niewielkim stopniu wpływają na rozwój wydarzeń, ale pojawiają się drobne rozgałęzienia. Rozgrywka składa się głównie ze śledzenia rozmów postaci, okazjonalnych walk, sekwencji QTE i prościutkich zagadek (do których jesteśmy już przyzwyczajeni). Na ich tle bardzo pozytywnie wyróżnia się etap ze strzelnicą. Świat gry wydaje się znacznie piękniejszy i ciekawszy do eksploracji niż w sezonie 1. W skrócie - zdecydowanie warto sięgnąć po grę, zwłaszcza jeśli pierwsza część przypadła wam do gustu.

Ocena trzech pierwszych epizodów: 8.0

Below the Bedrock

Pod koniec trzeciego epizodu Minecraft: Story Mode Season 2 Jesse udało się uciec z więzienia, a przy okazji uwolnić niezwykłą sojuszniczkę - Xarę. Tymczasem złowrogi Admin, który przybrał wygląd Jesse, zaczyna panoszyć się w mieście Beacontown. Dzielna drużyna bohaterów musi znaleźć sposób, by wrócić na powierzchnię i go pokonać. Zostają jednak zmuszeni zapuścić się jeszcze głębiej, aż pod skałę macierzystą. Należałoby się spodziewać, że czeka tam na nich tylko pustka, ale okazuje się, że jest tam świat, który niegdyś zbudowali trzej zaprzyjaźnieni Admini: Xara, Fred i Romeo. Czasy świetności tego miejsca już minęły, wygląda ono złowieszczo, niebezpiecznie, błąka się tam gigantyczny enderman. A jednak ktoś tam mieszka...

Dzięki przewodnictwu Xary, dowiadujemy się, że możemy wrócić na górę portalem, niestety - jest on zepsuty. Kobieta przeżywa załamanie, lecz Jesse ma w sobie tyle uroku osobistego, że bez większego trudu przekonuje ją, że czas zacząć działać. Podczas gdy Xara zajmuje się naprawami, ruszamy na poszukiwania specjalnej broni należącej do Freda, która jest niezbędna do aktywacji portalu. Niestety, przez przypadek drużyna denerwuje endermana i wpada w poważne tarapaty. I tu zaczyna się robić ciekawie - stajemy przed poważnym wyborem, czy ratować towarzysza? Pamiętamy, że już jednego członka drużyny musieliśmy kiedyś zostawić (z mocnym postanowieniem, że kiedyś po niego wrócimy), ale teraz nie będzie drugiej szansy - więc decyzja jest jeszcze trudniejsza. Niezależnie jednak od wyniku starcia z endermanem, kierujemy się ku twierdzy Freda.

Na miejscu czeka nas niespodzianka - konkurs organizowany przez mieszkańców podziemi na cześć swego wielkiego lidera. Musimy wykazać się wiedzą na jego temat, by móc wygrać fantastyczną nagrodę. Co ciekawe, znalazło się też wyzwanie dla budowniczych. Zastanawiałam się, jak twórcy zamierzali poradzić sobie z ocenianiem wątpliwej jakości "sztuki nowoczesnej" z paru klocków na krzyż, ale wybrnęli z tego w sposób, który sprawił, że parsknęłam śmiechem. Później zaczyna się quiz. Pewnie zadajecie sobie pytanie - czy gdzieś, kiedyś słyszeliście o Fredzie? Nie? Jesse też nie ma bladego pojęcia, jaki był ów słynny Fred, ale skoro czegoś nie wie, zawsze może popytać NPC-ów. W ten sposób poznamy większość odpowiedzi - ale nie wszystkie. Jeśli jednak uważnie słuchaliśmy wcześniej słów Xary, nie będziemy mieli problemu, by zwyciężyć. Tak czy inaczej, wygrana w konkursie nie jest obowiązkowa, by popchnąć fabułę do przodu.

Wkrótce potem spotykamy starego znajomego z pierwszej części. Miło było zobaczyć tę zakazaną mordę jeszcze raz - chociaż z początku nie do końca było wiadomo, czy zasługuje on na entuzjastyczne powitanie. Dzięki niemu dowiadujemy się jednak ciut więcej o knowaniach złego Admina i możemy działać dalej.

Kłopoty z poszukiwaniem broni nie kończą się. Na kolejnym etapie wędrówki trafiamy na... arenę z falami mobków. Do pokonania mamy tyle fal, że włos się jeży na głowie - ale nie martwcie się, przecież w grach Telltale Games sztuka nie polega na tym, by wykazywać się zręcznością w walce i wytrzymałością godną największych zabijaków, szczególnie, że sterowanie nie należy do najwygodniejszych. Na szczęście są punkty kontrolne, więc nie ma problemu, nawet jeśli nie staramy się grać specjalnie dobrze. Jedynym irytującym momentem była konieczność wytworzenia dynamitu na stole rzemieślniczym, kiedy gra co chwilę informowała o zbliżającym się przeciwniku. Zanim sprawdziłam recepturę (tej akurat z normalnego Minecrafta nie pamiętałam) i ułożyłam składniki, z Jesse zrobił się naleśnik. No cóż, od czego są drugie próby...

Wszystko zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu czwartego epizodu, zbliżamy się do finałowego starcia z antagonistą, choć radość psuje myśl, że nie wracamy w komplecie. Co gorsza, musimy znów dokonać trudnego wyboru - kogo ratować? Możemy wmawiać sobie, że nasi przyjaciele dadzą sobie radę - tyle, że nigdy nic nie wiadomo. W końcu w pierwszym sezonie nie wszystkim udaje się przeżyć.

Minecraft: Story Mode Season 2 - Epizod czwarty ukończyłam w mniej niż dwie godziny. Pod względem fabularnym okazał się on całkiem ciekawy. Podobnie jak poprzednie rozdziały, oferował trochę walki, trochę prostych QTE, sporo wyborów bez znaczenia, parę decyzji, przy których musiałam poważnie się zastanowić, co ze mnie za człowiek, skoro pozwalam moim kompanom ryzykować życiem (nawet jeśli te wybory też były bez znaczenia). Z niecierpliwością wypatruję finału opowieści - niekoniecznie przez wzgląd na ostateczne starcie ze złym Adminem, ale przede wszystkim po to, żeby dowiedzieć się, jaki los spotkał towarzyszy, których musiałam za sobą zostawić.

Ocena czwartego epizodu: 8.5