InformacjeRecenzja - konsole

Miej oczy dookoła głowy i nie daj się zabić - recenzja gry Matterfall

... Adam Berlik

Matterfall to bardzo udany twin-stick shooter od twórców Dead Nation, Outland czy Alienation. Sprawdźcie, dlaczego.

Maszyny obróciły się przeciwko ludziom - znacie ten schemat, prawda? To idealny pretekst, by zrównać z ziemią niemal wszystko, co spotkamy na swojej drodze. Niemal, bo świat przyszłości ukazany przez twórców Matterfall zamieszkują również nieliczni ocaleni, którym udało się przetrwać. Nie skupiamy się jednak wyłącznie na ratowaniu cywilów, ale całej naszej cywilizacji, gdyż chyli się ona ku upadkowi (ahh, te nieudane eksperymenty naukowców i chęć poznania technologii obcych). Ruszamy więc do boju w skórze nieustraszonej najemniczki, Avalon Darrow, która zrobi wszystko, by przywrócić dawny porządek.

Matterfall nie jest jednak oczywiście grą, którą zainteresujemy się ze względu na fabułę. Ta jest jedynie dodatkiem do rozgrywki - szczerze mówiąc kompletnie niepotrzebnym. Recenzowana produkcja należy do gatunku twin-stick shooterów, co oznacza, że wymaga skakania po kolejnych platformach i zmusza do walki z napotkanymi przeciwnikami. Autorzy ze studia Housemarque odpowiedzialnego wcześniej za tak udane tytuły, jak Dead Nation, Outland czy Alienation, oferują ciekawe urozmaicenia doskonale znanej formuły, w efekcie czego ciężko mówić o nudzie podczas eksplorowania lokacji.

Najważniejszym aspektem rozgrywki jest możliwość korzystania z niebieskiej materii (w grze obecna jest także czerwona, ale tej musimy unikać), dzięki której możemy ratować wspomnianych już ludzi, ale przede wszystkim tworzyć nowe platformy w określonych miejscach. Opisywany wynalazek służy także do unieruchamiania wrogów, których pokonanie w szybkim tempie może okazać się czasem praktycznie niemożliwe. Standardowo możemy również po prostu strzelać do oponentów za pomocą karabinu maszynowego (a później innych rodzajów broni, np. strzelby), korzystać z dodatkowych gadżetów (między innymi granatów), skakać po kolejnych obiektach otoczenia (pojedynczy lub podwójny skok), wykonywać powietrzne akrobacje, unikać obrażeń wślizgiem, zbierać punkty życia wypadające z poległych niemilców, kolekcjonować rozrzucone tu i ówdzie znajdźki czy wreszcie korzystać z wind bądź teleportów pozwalających na dostanie się do kolejnych miejscówek.

Matterfall jest grą trudną. Nie rzuca odbiorcy na głęboką wodę, skrupulatnie i czytelnie wyjaśniając poszczególne zasady rozgrywki. Z czasem jednak trzeba planować kilka ruchów na przód, by ogarnąć to, co dzieje się na ekranie. Zwłaszcza podczas walk z bossami na końcu każdego z trzech poziomów oraz w trakcie pokonywania ostatnich etapów. To właśnie tam autorzy sprawdzają dokładnie, w jakim stopniu ogarnęliśmy mechanikę zabawy. Testują również naszą zręczność i cierpliwość. Wielokrotnie powtarzanie tych samych fragmentów to jedna z cech gatunku do którego należy dzieło Housemarque. I to nawet na najniższym stopniu trudności! Ten najwyższy z pewnością adresowany jest do masochistów weteranów.

Co prawda twórcy Matterfalla kładą wszystkie karty na stół już w pierwszych minutach rozgrywki, a następnie żonglują rozwiązaniami przygotowanymi na potrzeby gry, nie odczuwamy monotonii ani przez chwilę. Choć wciąż obserwujemy te same obiekty (platformy, wrogów, materię itd.), ale w innym otoczeniu, zabawa potrafi wciągnąć ze względu na ciekawie zaprojektowane lokacje oraz wspomniany już poziom trudności. Jak to w tego typu grach bywa, początkowo odnosimy wrażenie, że autorzy przesadzili i danego etapu nie da się przejść nawet na "easy", ale kiedy zginiemy parę razy i zapoznamy się z układem platform i wrogów na danej przestrzeni, z czasem będziemy w stanie dojść do kolejnego punktu kontrolnego.

Matterfall nie należy do rozbudowanych produkcji. Całość oferuje zaledwie dwanaście lokacji, ale mimo to czuje się mocno zachęcony do powtarzania tych etapów i podkręcania swoich rekorów. Za przechodzenie lokacji otrzymujemy punkty. Mnożnik nabijamy popełniając jak najmniej błędów w trakcie zabawy, a dodatkowo możemy uzyskać lepszy rezultat jeśli na przykład dotrzemy do końca poziomu bez poniesienia śmierci. Wyniki trafiają oczywiście do sieci, gdzie możemy porównać je z osiągnięciami innych graczy.

Jeśli popatrzymy na dołączone screeny z Matterfalla, na pewno nie będziemy zachwycać się oprawą wizualną. Mimo wszystko gra ma swój niepowtarzalny klimat i pomimo niezbyt wysokiej jakości grafiki naprawdę może się podobać. Tak samo jak ścieżka dźwiękowa towarzysząca nam podczas rozgrywki. Jedyną wadą okazuje się wciąż powtarzany komunikat głosowy o zwiększeniu lub zmniejszeniu mnożnika. Można go było zastąpić jakimś dyskretnym napisem na ekranie czy też informacją przekazaną w formie dodatkowej ikonki.

Matterfall z pewnością nie rewolucjonizuje gatunku, ale jednocześnie ciężko wytknąć grze jakieś konkretne wady poza wspomnianą już długością kampanii. To solidny twin-stick shooter, który zadowoli wszystkich fanów gatunku, a także osobom ceniącym poprzednie dokonania studia Housemarque. Jednocześnie nie jest to produkcja dla każdego, bo poziom trudności wielu potencjalnych odbiorców może czasami przyprawić o zawrót głowy.

PlayStation 4Matterfall

  • ciekawie zaprojektowane lokacje
  • rozgrywka angażuje od początku do końca
  • konieczność wykorzystywania niebieskiej materii skutecznie urozmaica zabawę
  • skutecznie zachęca do bicia rekordów punktowych
  • klimatyczna oprawa audiowizualna
  • kampania mogłaby być nawet o połowę dłuższa
  • irytujący komunikat o zmniejszaniu lub zwiększaniu mnożnika

Gratka dla fanów gatunku

Najnowsze
Lubisz nas?