InformacjeRecenzja - PC

Recenzja Starcraft: Remastered, czyli dosłownie remaster i nic więcej

... Kamil Ostrowski

Co cieszy wydawcę szeroko pojętej popkultury bardziej niż tworzenie kolejnych odsłon na zasadzie fan-service? Wypuszczenie łatwego remake’u.

Ciężko jest nie odnieść wrażenia, że Starcraft: Remastered powstało nie z potrzeby serca, a wyłącznie dlatego, że szyszka w Activision doszła do wniosku, że sprzedawanie klasycznej wersji może źle wyglądać PRowo. Więc chociaż moim zdaniem stworzenie Starcraft: Remastered tak naprawdę nie było szczególnie nikomu do szczęścia potrzebne, tak nie mogę ukryć, że mając pretekst do sięgnięcia po raz kolejny po ten tytuł, ostatecznie ubawiłem się przednio. I co z tym fantem zrobić?

Wspomnienia powróciły momentalnie. Wystarczyło, żebym uszczknął paru misji z aż sześciu dostępnych kampanii (to były czasy, kiedy podstawka i dodatek miały łącznie sześć długich historii, po dwie dla każdej rasy, nie?), aby z całą mocą uderzyła jakość i geniusz hitu sprzed niemal dwudziestu lat (a dokładnie z roku 1998). Wystarczyło, żebym odpalił tryb dla wielu graczy, abym znów znalazł się przed monitorem CRT, z wypiekami na twarzy próbując okiełznać sterowanie potężną armią, złożoną z kilkudziesięciu jednostek. Wystarczyło, abym odpalił parę niestandardowych map (tzw. „umsów”), aby potrzeba obrony Helmowego Jaru, przemierzania Racoon City czy gry w Thinga (spokojnie, jest więcej kultowych map niestandardowych, wymieniłem tylko moje ulubione) objawiła się przede mną, powracając z zaświatów jak Kerrigan z zergowej niewoli. Ta gra to wciąż arcydzieło.

Nie oznacza to, że powrót na stare śmieci był zupełnie bezbolesny. Starcraft: Remastered tworzy dziwne wrażenie, jeżeli chodzi o sterowanie. Zupełnie nie próbowano majstrować przy sprawdzonych rozwiązaniach, efektem czego na dzień dobry dostajemy po twarzy sporą dawną anachronizmów, które owszem - świadczą o charakterze, a z czasem przerodziły się w cechy charakterystyczne Starcrafta (chociażby znaczne ograniczenie liczby zaznaczanych jednostek czy niemożliwość zaznaczenia więcej niż jednego budynku na raz), ale z drugiej strony potrafią mocno irytować. Nie zaprzeczę przy tym, że Starcraft pozostaje grą, która ma swego rodzaju lekkość czy też skillowość, jeżeli chodzi o przemieszczanie jednostek, zarządzanie bazą, używanie umiejętności specjalnych, itp. Jeżeli macie tylko odpowiednie umiejętności i staż, to gra w Starcrafta (Remastered) zaczyna przypominać taniec czy grę na pianinie. Wiele drobnych elementów, a do każdego z nich należy przyłożyć odpowiednią wagę, składa się na ostateczny efekt. Trochę popłynąłem, zdaję sobie z tego sprawę, ale bierzcie pod uwagę, że swego czasu spędziłem przy oryginale oraz przy sequelu tysiące godzin.

Nie mogę za to nie pochwalić Blizzarda za odświeżenie oprawy graficznej. Grę przystosowano do zabawy na ekranach 4K, a także poprawiono mnóstwo większych i mniejszych elementów. Zupełnie od nowa (chociaż oczywiście inspirując się oryginałem) przygotowano modele postaci, ich portrety znajdujące się na HUDzie, jak również portrety postaci wypowiadających się w czasie odprawy. Dużym plusem jest możliwość płynnego przybliżania i oddalania obrazu (chociaż o jego obrocie dalej zapomnijcie). Odświeżenie wizualiów to najlepszy powód, aby sięgnąć po wersję zremasterowaną.

Mniej zmian, ale również parę nowinek pojawia się kiedy zdecydujemy się pograć przez sieć. Profil tworzony w Starcraft: Remastered można połączyć z profilem swój klasyczny profil Battle.net, o ile graliśmy w oryginalną wersję w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Pojawił się również nowy układ menu w trybie sieciowym. Starociotom będzie pewnie ciężko się przestawić, ale z drugiej strony styl i projektowanie czuć mocno Starcraftem II, więc prawdopodobnie gracze którzy postanowili sięgnąć po klasykę będą mniej zdezorientowani, niż gdyby rzucić ich w objęcia przestarzałego interfejsu.

Jak bardzo bym nie kochał świata Terran, Protosów i Zergów, tak nie mogę niestety oprzeć się wrażeniu, że Blizzard nieco poskąpił jeżeli chodzi o „dopakowanie” wersji zremasterowanej, żeby nie powiedzieć że zrobiono ją po kosztach. Aż prosiłoby się, żeby udostępnić alternatywny, nieco nowocześniejszy interfejs wraz ze wszystkimi udogodnieniami (pozwólcie mi zaznaczać więcej budynków!). Do tego w zamian za zakup dostajemy ledwie parę drobnych dodatków do Starcrafta II. Podejrzewam, że na przeszkodzie mogły stanąć względy techniczne, ale… co mnie to właściwie obchodzi, skoro Activision „krzyczy sobie” za wersję Remastered małe-niemałe (w końcu ostatecznie warstwę audio-wizualną tylko odświeżono) piętnaście dolarów?

Jak to ładnie ujęto w jednym z „zagramanicznych serwisów” – Starcraft: Remastered pozwala zagrać w grę, którą dobrze pamiętacie, z grafiką jaką Wam się wydaje że pamiętacie. Genialny RTS ze stajni Blizzarda zestarzał się z gracją, a wszelkie zmarszczki i trudne do zniesienia niedoskonałości pokryto zgrabnym liftingiem. Jeżeli chcecie po raz pierwszy sięgnąć po ten tytuł i boicie się, że stara wersja Was odstraszy, to będzie to dobry zakup. Jeżeli czujecie się na siłach, albo wręcz chcecie zobaczyć oryginał, to nie ma powodu, aby sięgać po remaster. Gdyby chodziło o moje pieniądze, to schowałbym portfel do kieszeni.

PCStarcraft Remastered

  • Przyzwoicie odświeżona grafika
  • Nowa wersja jest kompatybilna ze starymi UMSami
  • Tryb rankingowy
  • To w dalszym ciągu świetna gra
  • Absolutny brak nowości. Nie znalazła się nawet jedna bonusowa, wcześniej niepublikowana misja?

Remaster w pełnym tego słowa znaczeniu

Najnowsze
Lubisz nas?