InformacjeRecenzja - PC

Po obu stronach barykady - Batman: The Evil Within

... Paweł Pochowski

Bohater, którego nikt nie chce, lecz wszyscy potrzebują po raz kolejny staje do nierównej walki ze złem w Gotham City. Kto tym razem zwycięży?

Niezbadane są wyroki Telltale Games. Podczas, gdy od lat odstawione na bocznym torze stoją takie serie jak Game of Thrones: A Telltale Games Series czy Tales from the Borderlands, opowieść o Batmanie doczekała się drugiego sezonu raptem w kilka miesięcy po zakończeniu pierwszej części. Osobiście nie mam nic przeciwko. Telltale całkiem zgrabnie kreśli swoją własną wizję Bruce’a Wayne’a o czym informowałem na bieżąco recenzując każdy epizod. Dziwni mnie tylko niespodziewana premiera The Evil Within, bo o istnieniu gry dowiedzieliśmy się bądź co bądź w ostatnim momencie.

Żałuję też, że Telltale nie kontynuuje innych swoich dzieł. Gra o Tron z całą pewnością nie była najlepszą produkcją, ale nie została opowiedziana do końca. Gracze, którzy zapoznali się z pierwszym sezonem zasługują na to, by poznać dalsze losy poszczególnych bohaterów. Tales from the Borderlands to natomiast inna para kaloszy. Świetny humor, wyraziste postacie, genialna oprawa audio – nic dziwnego, że fani marzą o kontynuacji, szkoda jednak, że to marzenie nie zostanie spełnione. Słaba sprzedaż gry sprawiła, że projekt wisiał na włosku już w połowie sezonu i możemy być wdzięczni, że doczekaliśmy jego końca. Szybki debiut drugiego sezonu Batmana podpowiada za to, że growy serial poświęcony Człowiekowi Nietoperzowi sprzedał się lepiej niż dobrze, a gracze zagłosowali za nim przede wszystkim za pomocą swoich portfeli. Widać, że marka robi swoje.

Jak przystało na kontynuację z prawdziwego zdarzenia, tuż po włączeniu Batman: The Evil Within otrzymujemy szansę na zaimportowanie zapisanego stanu rozgrywki z poprzedniej części albo przyspieszoną symulację wszystkich decyzji. Odniosłem jednak wrażenie, że ten drugi element nie działa najlepiej. Pamiętam doskonale, że wybrałem jedną z opcji, choć podczas zabawy gra usilnie próbowała wmówić mi, że wcale tak nie było. Na szczęście to prawie koniec problemów technicznych z tym tytułem. Prawie, bo jednorazowo byłem zmuszony do włączenia gry od początku, gdy na ekranie nie pojawiła się żadna możliwość interakcji z przedmiotami, a było to wymagane, aby popchnąć akcję naprzód. Po restarcie na szczęście całość działała już bezproblemowo. Na szczęście twórcom udało się uniknąć innych problemów z działaniem gry, które w przypadku poprzedniego sezonu były prawdziwym utrapieniem.

Historia rozpoczyna się z tak zwanego wysokiego C. To w końcu Gotham – miasto, które praktycznie nigdy nie zazna spokoju na dłużej, nic więc dziwnego, że Batman od samego początku ma mnóstwo roboty. A właściwie nie Batman, co Bruce Wayne, bo rozgrywka rozpoczyna się od pewnej imprezy, na której nasz bohater gości bez maski, za to w garniturze. Nie jest tu bynajmniej w celach towarzyskich, bo szybko dowiadujemy się kto i dlaczego jest jego obiektem zainteresowania. Zresztą, nie tylko jego, bo w chwilę później na imprezę wprasza się ktoś, kto będzie – poza Batmanem naturalnie – główną postacią. Przynajmniej w recenzowanym epizodzie.

Twórcy w pierwszym odcinku poradzili sobie naprawdę dobrze. Mamy tu do czynienia z ciekawą i wciągającą historią, której dokładne poznanie zajmuje ponad dwie godziny. Scenariusz szybko się rozkręca i wprowadza na scenę zarówno nowe, jak i znane już wcześniej postacie, stawiając je jednak w odmiennych sytuacjach. Nie brakuje tu ani dramaturgii, ani akcji, ani spokojniejszych momentów, kiedy możemy wykazać się zmysłem detektywistycznym. Nie brakuje też nowości. Walka czy elementy akcji to nadal QTE, ale tym razem wzbogacone o kilka nowych rozwiązań podczas których możemy wybrać sposób zaatakowania przeciwnika lub wykonać nowe sekwencje ruchów, aby uzyskać zamierzony cel. Odświeżenie formuły nie jest więc wielkie, ale za to wystarczające, aby nadal dobrze spędzać z produkcją czas i nie narzekać na stuprocentową powtarzalność atrakcji z poprzedniego sezonu.

Pewne rzeczy nie zmieniają się jednak nigdy i tak jest w przypadku konsekwencji podejmowanych przez nas wyborów. Gra tradycyjnie już stara się przekonać graczy, że mają tu coś do powiedzenia, ale prawda jest taka, że historia toczy się swoim torem i niewiele jesteśmy w stanie na to poradzić, a poszczególne decyzje wpływają na detale drugoplanowe. Telltale opracowało co prawda nowy sposób informowania o zmianach w sytuacji pomiędzy bohaterami i teraz nie tyle dowiadujemy się, że ktoś zapamięta sobie nasze słowa, co także dowiadujemy się, gdy nasza relacja z tą postacią ulega zmianie. Czasem przebiega to jednak zbyt gwałtownie i wcześniejszy trud i troska o danego bohatera potrafi spalić na panewce przez jedno złe słowo. Jednocześnie wracając do mojej początkowej myśli rozpoczynającej ten akapit – nie, żeby to właściwie miało coś zmienić. Szczególnie, że jak zwykle Bruce Wayne tudzież Batman staje przed wyborami z góry skazanymi na porażkę. Momentami trudno tutaj opowiedzieć się po dobrej stronie, z reguły obie są złe, a na co się nie zdecydujemy, i tak poniesiemy gorzkie konsekwencje. Ale chyba każdy, kto grywa w produkcje od Telltale w gruncie rzeczy musi to lubić. To właśnie ten element sprawia, że wydarzeniami na ekranie możemy się autentycznie przejąć. Nawet jeśli wiemy, że w gruncie rzeczy nie mamy na nie wpływu lub jest on marginalny.

Konkluzja po pierwszym odcinku nie może być inna niż zwykle. Lubicie Telltale? Podobał Wam się pierwszy Batman w ich wydaniu? Drugi sezon rozpoczyna się świetnie i daje szanse na to, że całość może być jeszcze lepsza od pierwszej części. Jednocześnie jeśli nigdy Was taka rozgrywka nie bawiła lub straciliście zainteresowanie nią wraz z kolejnymi produkcjami studia – nie liczcie na cud, bo ten nie nastąpił. Ode mnie – zasłużona ósemka. Czekam na więcej.

Ocena pierwszego epizodu: 8.0

Najnowsze
Lubisz nas?