InformacjeRecenzja - konsole

Brud, kurz i gamepad - recenzja Dirt 4

... Paweł Pochowski

Dirt powraca! Jednak ani jako Dirt Rally 2, ani jako prawdziwy następca Dirta 3. Czym więc Dirt 4 tak właściwie jest i komu można go polecić?

Codemasters to jednak lubi zaskakiwać. Dirt Rally był długo trzymany w tajemnicy, a świat dowiedział się o nim dopiero podczas debiutu w Steam Early Access. Dirt 4 nie był może sekretem, ale w tym przypadku niespodziewany okazał się kierunek, który obrali deweloperzy. Bo kto spodziewał się, że po zrobieniu jednej z najlepszych gier rajdowych w historii Brytyjczycy zamiast przykręcić śrubę, obiorą przeciwny kierunek? Ja nie.

W pewien sposób trudno się dziwić. Dirt Rally z całą pewnością nie był produkcją dla wszystkich. Osobiście bez kierownicy do niej nie podchodziłem i takie zachowanie radziłem każdemu, kto pytał mnie o opinię. Zapaleńcy mieli do pokonania niezły próg wejścia, bo poprzeczka z poziomem trudności wisiała wysoko. Pewnie się nie zdziwicie, że tym razem nie jest już tak trudno. Co więcej, tym razem do nowego Dirta podejść można także z padem. I o zgrozo, to nawet nieźle wychodzi.

Prawdą jest, że twórcy gry dostali trochę zeza i swój produkt nadal kierują do fanów symulacji, ale tym razem chcą także sprawić, by i rajdowcy z mniejszym zapałem nie czuli się pokrzywdzeni. Stąd też Dirt 4 dysponuje aż dwoma modelami jazdy. Pierwszy z nich jest zdecydowanie bardziej realistyczny, choć nie jest to ten sam system sterowania, który znamy z Dirt Rally, na co najwięksi fani z całą pewnością będą kręcić nosem. Nadal jednak twierdzę, że w ten sposób najlepiej gra się z wykorzystaniem kierownicy. Ale tym razem mamy też drugi system. Prostszy. Łatwiejszy. Znacznie bardziej łaskawy dla tych, którzy po prostu chcą usiąść sobie na kanapie i spędzić kilka przyjemnych chwil z grą wyścigową w roli głównej.

Co najważniejsze, prostszy system sterowania absolutnie nie robi z gry Need for Speeda – sprawia jednak, że auto zdecydowanie lepiej klei się do powierzchni, dzięki czemu trudniej stracić nad nim panowanie i zaliczyć efektywnego dzwona, choć nadal się da. W zależności od preferencji bardzo dokładnie ustawić można w czym oczekujemy pomocy, a gdzie idziemy „na całość”, dzięki czemu rozgrywka jest dość elastyczna i żadne wspomagacze nie są przymusowe. Choć uwielbiałem Dirt Rally na kierownicy, przy Dirt 4 specjalnie najwięcej czasu spędzałem grając padem, by testować nowy model jazdy. Pozwala on na spokojną jazdę i osiąganie niezłych wyników bez godzin treningu. Bądźmy jednak szczerzy – jeśli marzycie o całkowitym panowaniu nad autem w trudnych warunkach, szarpaniu się z koleinami błota czy śniegu i wyprowadzaniu aut z ciężkich, szutrowych poślizgów, nie obejdzie się bez kierownicy i symulacyjnej formy zabawy. I to niezależnie czy chcecie akurat wariować po rajdowych oesach czy wystartować w innych dyscyplinach.

I tu właśnie pojawia się słowo klucz względem nowości w Dirt 4. Codemasters doskonale pamięta czasy swojej świetności. Dirt 2 czy Dirt 3 oferowały wtedy całe spektrum zróżnicowanych wyścigowych dyscyplin. Twórcy nieśmiało, ale uczynili jednak krok w tym kierunku, wprowadzając tym razem do zabawy obok rajdów i rallycrossu także takie elementy jak wyścigi samochodów terenowych, rajdową szkółkę czy poboczne minigierki rozgrywane w tym samym, rajdowym centrum. Wystartujecie tam w serii wyzwań dla Mini czy postaracie się przewrócić jak najwięcej ustawianych na trasie bloków podczas jednego przejazdu. Niestety, to tylko dodatki. Zawody off-roadowe nie są tak rozbudowane, a dodatkowo tras jest tam tylko kilka na krzyż. Nie da się też przemilczeć braku hillclimbu – licencja na Pikes Peak jest co prawda w rękach Sony, ale przecież mogliśmy ścigać się po nieprawdziwych trasach i też byłoby dobrze.

Dirt 4 oferuje za to znacznie bardziej rozbudowany i złożony tryb kariery, który mozolnie przeprowadza nas przez niższe klasy i pozwala na zapoznanie się ze wszystkimi mechanizmami zarządzania wyścigowym zespołem. A jest tego trochę więcej niż ostatnio – i nadal możemy zarówno dobierać sobie współpracowników, jak i zarządzać pracami dotyczącymi ulepszeń do auta, co i podpisywać umowy sponsorskie. Tym razem jednak gra nie zmusza do żmudnego grindu, obejdzie się też bez ciułania na wymarzone auto. Ekonomia jest uproszczona, a stawki podbite, dzięki czemu szybko możemy dorobić się niezłego budżetu, jak i kilku aut w garażu na dobry początek. Między innymi to właśnie to sprawiło, że kariera naprawdę nieźle wciąga i przykuwa do ekranu na całe godziny. Mamy tu kilka rajdowych klas i zróżnicowane zawody nie tylko w rajdach, ale też innych dyscyplinach, trzeba więc sukcesywnie uzupełniać braki w garażach.

Tym razem możemy jednak nabywać także samochody używane. Codemasters opracowało coś na wzór aukcji, na których kupujemy używane samochody – każde są dokładnie opisane, do zamontowanych w nich części, aż po szczegółową historię wozu. W ofertach można przebierać do woli, a co najważniejsze zakupione auta ulepszać montując lepsze części pokroju sprzęgła, hamulca czy silnika. Co do samych aut, znajdziecie tu kilkadziesiąt modeli – zarówno tych klasycznych, z lat 70-tych, przez grupę B, auta off-roadowe aż po nowoczesne rajdówki, choć nie bezpośrednio z klasy WRC, bo na to akurat Codemasters licencji nie ma. Ale spokojnie. Jest Mitsubishi, jest Subaru, jest Mini Cooper, jest Lancia Delta - są w sumie wszystkie auta, których potrzebujemy do dobrej zabawy.

W kwestii tras, Dirt 4 stawia raczej na minimalizm. Mamy tu pięć krajów – ścigamy się w Szwecji, Walii, USA, Hiszpanii oraz Australii, dochodzi do tego kilka torów do rallycrossu oraz landrush. Szału więc nie ma, dobrze jednak, że poszczególne kraje różnią się od siebie diametralnie, bo kompletnie czym innym jest przebijanie się przez śnieg po szwedzkich oesach, a czym innym jazda po australijskich bezdrożach czy walijskich lasach. Niestety – zapomnijcie o śmiganiu po lodowatych, górskich serpentynach w Monte Carlo, bo choć trasa była w Dirt Rally, tym razem jej zabrakło, nad czym ubolewam chyba najbardziej.

Pisząc o Dirt 4 nie można przemilczeć debiutu Your Stage, a więc modułu tworzącego trasy w sposób proceduralny. Na papierze to ogromna nowość, bo w rajdach nie jeździ się na pamięć – tworzenie wiec nowych tras na potrzeby chociażby zmagań ze znajomymi to genialne posunięcie, bo pojedynek nigdy nie rozbije się to o znajomość trasy. Dodatkowo możemy określić samodzielnie jak długi ma być tworzony odcinek oraz jak bardzo kręty, dzięki czemu dostosujemy go do umiejętności i oczekiwań. W praktyce, to jednak jakby zalążek świetnego pomysłu na przyszłość, a technologia musi zostać jeszcze dopracowana. Jeżdżąc po trasach stworzonych z Your Stage można narzekać na monotonię, bo nie są one ani widowiskowe ani szczególnie charakterystyczne. Co gorsza, edytorowi zdarza się czasem dwu albo nawet trzykrotnie wygenerować obok siebie podobne sekcje zakrętów, które różnią się od siebie tylko minimalnie. Trudno więc na ten moment mówić o rajdowej rewolucji pod tym względem, choć to z całą pewnością niezła ciekawostka.

A jak wygląda Dirt 4? Pewnie doskonale wiecie, że Dirt Rally nie był najpiękniejszy, choć specjalnie stylizowany w raczej szarawą, wypłowiałą kolorystykę. Dirt 4 robi mały krok do przodu pod względem kolorów, ale raczej stoi w miejscu pod względem technologii. I to dość mocno widać. Mi to osobiście nie przeszkadza, bo gry wyścigowe muszą działać, a nie wyglądać… chyba, że nie mówimy o produkcjach symulacyjnych, a tych skierowanych do fanów gier zręcznościowych. A tym razem Dirt 4 się niestety w tą kategorię także łapie. I powiem wprost, w porównaniu do produkcji pokroju Forzy Horizon 3, wizualnie pomiędzy obydwoma grami jest znaczna przepaść. Modele aut jeszcze się jakoś bronią, ale tekstury drzew czy elementów otoczenia już niestety lekko kłują w oczy. Całkiem nieźle wypadają za to efekty pogodowe – gęsta jak mleko mgła wygląda trochę niczym z komiksu, ale za to daje na trasie nieźle popalić.

Dirt 4 to dobra rajdowa gra, ale część fanów Dirt Rally może być niezbyt zadowolona. Szczególnie ci, którzy nie lubią kompromisów. Nie da się trzymać za ogon dwóch srok. Z gry wyleciał hillclimb, nie ma w niej także świetnych tras z Monte Carlo. Mamy za to jeszcze fajniejszą karierę, ciekawostkę w postaci generatora tras, wyścigi off-road i model sterowania dla fanów zręcznościowej zabawy – jednocześnie zabrakło gdzieniegdzie więcej torów czy dyscyplin. W zestawie konsola + pad całość sprawdza się naprawdę dobrze, choć gdzieś tam czuję, że bardziej cieszyłbym się, gdyby Dirt Rally 2 powstał osobno, a Dirt 4 oddzielnie, nawet w jeszcze bardziej zręcznościowej wersji. Twórcy mogliby wtedy jeszcze mocniej poszaleć z zawartością, na co w tym momencie nie starczyło im chyba odwagi. Zagrać? Jeśli lubisz pojeździć rajdówkami na konsoli, to chyba trzeba. Gra jest przyjaźniejsza niż Dirt Rally i lepsza od rajdowej konkurencji. A to chyba wystarczająca rekomendacja.

Xbox OneDiRT 4

  • na padzie jeździ się przyjemnie
  • tryb symulacyjny to nadal spore wyzwanie
  • fizyka
  • przyjemniejszy i łatwiejszy start
  • wciągający tryb kariery
  • giełda aut
  • dodatkowe minigry
  • brak hillclimbu
  • brak Monte Carlo
  • chciałoby się więcej tras i torów
  • grafika już rdzewieje
  • gra straciła trochę swój hardkorowy charakter

Dirt 4 to nie Dirt Rally, co ma swoje zalety - szczególnie, jak chcecie pograć na gamepadzie

Najnowsze
Lubisz nas?