InformacjeFelieton

Trafienie Krytyczne #20. Do kogo można strzelać?

... Sławek Serafin

Dziś Far Cry 5 i najbardziej zabawne zdarzenie z ubiegłego tygodnia

Nie wiem czy wiecie, ale kilka dni temu wydarzyło się coś tak niesamowicie zabawnego, że ja osobiście będę się z tego śmiał jeszcze przez przynajmniej pół roku. Co to takiego było? Otóż, powstała petycja obywatelska domagająca się od firmy UbiSoft wstrzymania produkcji gry Far Cry 5. Albo takiego jej przerobienia, żeby głównym przeciwnikiem w tejże grze nie byli uzbrojeni po zęby chrześcijańscy fundamentaliści ze Stanów Zjednoczonych. A to dlatego, że oni sobie nie życzą być w ten sposób przedstawiani w grze. Czy też w tekście kultury, w szerszym ujęciu problemu. Perełka. Coś wspaniałego. Ta petycja jest tak cudowna i pod tyloma względami, że już zawsze będę ją miał w sercu i w pamięci, wspominając w chwilach najtrudniejszych by poprawić sobie humor.

Domaganie się zmian w Far Cry 5 przez ludzi, którzy jednocześnie, i mam tu naprawdę na myśli jednocześnie, bo w samej petycji jest to kilka razy wspomniane, odmawiają innym szacunku i traktowania, którego sami wymagają, jest tak przepięknym przykładem ekstremalnej hipokryzji, że nie wiem, czy może istnieć doskonalszy. Ludzie, którzy plują na polityczną poprawność, którzy nie mają najmniejszych oporów przed dyskryminowaniem kogokolwiek, kogo po prostu nie lubią, oburzają się, że sami są dyskryminowani przez twórców gry komputerowej. Cudowne, nie? Nie mogę przestać się śmiać.

Oczywiście, hipokryzja jako taka jest wbudowana w ich światopogląd. Ci ludzie żyją nią jak tlenem. Muszą. W jaki inny sposób mogliby pogodzić wyznawanie kompletnie sprzecznych idei takich jak miłość bliźniego i nadstawianie drugiego policzka z jednej strony, a chęć posiadania jak największej ilości broni palnej z drugiej? Żeby funkcjonować w jakiś spójny sposób w takim paradoksie, trzeba być bezwzględnym hipokrytą, który po prostu w trosce o swoje zdrowie psychiczne podświadomie nie dostrzega belki w swoim oku, gdy szuka źdźbła w cudzym. Więc ja im się nie dziwię, że dla nich deprecjonowanie kogokolwiek innego poprzez ukazywanie tego kogoś jako „złego” w grze jest w porządku, ale gdy ktoś tak traktuje ich, to już jest niedopuszczalne. Będą bronić jak lwy tego, że w grze strzela się do czarnoskórych, skoro jej akcja jest osadzona w Afryce, bo to przecież ma sens. Ale gdy gra się w zaściankowej Ameryce to już strzelanie do rednecków sensu nie ma. Płaczę ze śmiechu. Powiedziałbym, że to idealna moralność Kalego, ale wydaje mi się, że zespół zasad, którymi ci ludzie się kierują ma niewiele wspólnego z moralnością.

Ale nie to jest zabawne. To znaczy, jest, i to strasznie. Jednak jeszcze śmieszniejsze jest to, że ci ubermensche… mają rację. Tak, Far Cry 5 ich deprecjonuje i dyskryminuje jako grupę społeczną. Mają pełne prawo protestować, bowiem nawet jeśli ten protest składa się w 99% z obrzydliwej hipokryzji, to wcale nie jest mniej zasadny. Każdy ma prawo wymagać, by do niego nie strzelano, prawda? Nawet wirtualnie. Nawet umownie. Tylko… co z tym zrobić?

I o tym właśnie chciałem dziś powiedzieć. Zastanowić się tak kolektywnie z wami, do kogo można strzelać. W grach. Strzelać lubimy. I chcemy. Tylko do kogo, żeby nikogo nie obrazić? Z tym będzie problem. Tego typu gry nie są znane z tego, że ukazują świat w odcieniach szarości, wręcz przeciwnie, starają się go odmalować w czerni i bieli. My dobrzy, tamci źli. Nie ma miejsca na dwuznaczność, na wątpliwości, na próbę uczłowieczenia i zrozumienia przeciwnika, które mogłyby być argumentami za tym, żeby jednak kogoś móc podstawić w roli antagonistów z przypadku, nie złych tak naprawdę, ale po prostu walczących z nami z powodu, który nie podlega moralnej ocenie. Tak w strzelance być nie może, bo przecież mamy zabijać tych skubańców, więc musimy o nich myśleć jak o czystym źle. Już tacy jesteśmy, my ludzie, że walczyć ze złem lubimy, ale zwykłych ludzi, takich jak my, postawionych po drugiej stronie tylko w wyniku zbiegu okoliczności, zabijać raczej nie będziemy chcieli. A przynajmniej większość z nas taka jest. Są też inni. Ale to nie jest felieton o nich.

Do kogo więc można strzelać? Cóż, do Niemców oczywiście. Jeśli są w mundurze Wehrmachtu czy tam Waffen SS i umówimy się, że jest II wojna światowa, to można. Nawet dzisiejsi Niemcy będą strzelać, bo wiedzą, że co jak co, ale tamta wojna była prawdziwą krucjatą i walką ze złem, jak żadna inna prawie. Oczywiście, to nie jest aż takie proste, ale na potrzeby gier wystarczy. II wojna światowa jest dobra. A właściwie odpowiednio zła. I pewnie dlatego nowe Call of Duty idzie w jej stronę, zwinnie unikając jakichkolwiek oskarżeń o dyskryminację. A reszta historycznych wojen? W sumie też może być. Jeśli tylko twórcy danej gry będą się trzymać realiów wiernie, to nikt nie ma im prawa słowa powiedzieć, że kogoś deprecjonują przedstawiając go w taki a nie inny sposób, prawda? Czyli tutaj też jesteśmy na bezpiecznym terenie. Tyle, że odpowiednio atrakcyjnych wojen nie ma zbyt wiele, bo niestety większość z nich jest całkowicie niejednoznaczna moralnie. Zwłaszcza te świeższe. A te stare już nikogo nie obchodzą. I nie ma w nich broni automatycznej, a co to za strzelanka bez walenia seriami z biodra, nie? No właśnie.

Więc kto zostaje? Terroryści, oczywiście. Ale tego tematu już mamy dość. Jest go za dużo, jest zbyt prawdziwy i zbyt bolesny, żeby się nim jeszcze bawić. To może bandyci? Cóż, niby tak, ale protesty Boliwijczyków odnośnie Ghost Recon: Wildlands pokazują, że jednak nie. Kto jeszcze? Cóż, zombie to pewniak. Tylko niech nie będą jednego koloru skóry. Ale żywe trupy są spoko. Strzelałbym. I do kogo jeszcze? Do robotów. Do robotów można, nie obrażą się. I do korporacji też. Nikt nie lubi korporacji, a najmniej pracownicy tychże. Tylko nie do jakiejś konkretnej, prawdziwej, bo one mają najlepszych prawników na świecie. A przynajmniej najlepiej opłacanych. Niestety, sami prawnicy też odpadają, nie ważne, jak wielką mielibyśmy ochotę, z tego samego powodu co korporacje. To kto jest jeszcze bezpiecznym celem? Ci co zawsze. Kosmici. Do Obcych można grzać do woli, jak chcemy i gdzie chcemy.

Największym problemem niestety jest to, że bardzo dużo ludzi myli tych pisanych wielką literą i tych pisanych małą. I uważa, że do tych drugich też można strzelać. Nie, nie można. To nie ich wina, że są obcy.

Powyższy felieton wyraża osobiste poglądy autora i nie może być utożsamiany z całą redakcją portalu

Najnowsze
Lubisz nas?