InformacjeRecenzja - PC

Styx - złośliwe bydlę, ale i świetny złodziej - recenzja Styx: Shards of Darkness

... Małgorzata Trzyna

Styx: Shards of Darkness to bardzo dobra gra dla fanów skradanek - zarówno weteranów, jak i tych, którzy nieczęsto sięgają po ten gatunek.

Rozpoczynając zabawę, trzeba zrobić sobie szybki rachunek sumienia, ile gier tego typu ukończyliście i podjąć decyzję, na jakim poziomie trudności zagrać. Im wyższy poziom, tym bardziej wyczuleni strażnicy i tym więcej obrażeń otrzymuje nasz bohater. Jednak nawet na najłatwiejszym poziomie walka właściwie nie wchodzi w rachubę, a sztuka polega przede wszystkim na przemykaniu niepostrzeżenie tuż pod nosami strażników.

Fabuła

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy Styx - utalentowany, nieuchwytny złodziej, przyjmuje zlecenie wykradnięcia szkatuł z żołdem dla straży. Wkrótce po wykonaniu zadania spotyka się z Helledryn, panią kapitan oddziału M.A.S.A.G.R.A., specjalizującego się w eksterminacji goblinów. Okazuje się, że kobieta nie próbuje go zabić, ale ma dla niego specjalne zadanie - ukraść berło ambasadora Arsidiego. Styx, skuszony obietnicą sporej nagrody, zgadza się wykonać misję. Oczywiście, byłoby zbyt prosto, gdyby zrobił swoje i otrzymał zapłatę, fabuła gry ma znacznie więcej do zaoferowania. Mroczne elfy czczące ogromnego robala i przeprowadzające krwawe rytuały, dziwne sojusze, zwroty akcji, zdrady i zemsta - to wszystko splata się w całkiem ciekawą opowieść, w której centrum znajduje się tytułowy goblin.

Styx jest niewielkim, paskudnym stworzeniem, które znacznie różni się od przedstawicieli swojego gatunku: potrafi gadać i jest znacznie sprytniejszy niż reszta jego braci. Nie dba o nic poza własnymi wygodami i nie sili się nawet na odrobinę uprzejmości. Jego sarkastyczne komentarze często mnie rozśmieszały, podobnie jak popkulturowe nawiązania np. do Assassin's Creed, Terminatora 2 czy Władcy Pierścieni. Czasem jednak chciałoby się wyrwać Styksowi niewyparzony język, za rzucanie wulgaryzmami i obrażanie dosłownie każdego: od NPC-ów przez twórców gry po samych graczy. Tak jest: jeśli Styx zginie, jego piękna inaczej morda pojawia się na ekranie, by nawrzucać graczom, że są pozbawieni rozumu albo ponarzekać na projektanta lokacji. Z założenia przełamywanie w ten sposób czwartej ściany miało być zabawne - mnie niespecjalnie przypadło do gustu. Styx jednak taki właśnie jest: wredny i złośliwy, nie próbuje zyskać niczyjej sympatii. Trudno, nie muszę go lubić. Doceniam jednak kunszt osoby, która udzieliła mu głosu - naprawdę świetna robota.

Projekt lokacji

Sequel Styx: Master of Shadows jest lepszy niż poprzednia część. Gra wygląda świetnie na silniku Unreal Engine 4, dodano możliwość tworzenia przedmiotów, lokacje są większe i bardziej zagęszczone. Gdzie nie spojrzeć, znajdziemy przejście, kryjówkę, drzwi, linę albo uchwyty, dzięki którym swobodnie poruszamy się w labiryncie budowli i pomieszczeń. Sterowanie jest proste, responsywne i nie sprawiało mi generalnie problemów - poza momentami, w których źle wymierzyłam skok i zamiast złapać się liny albo wylądować na wąskim schodku leciałam prosto w przepaść.

W Styx: Shards of Darkness odwiedzamy różne lokacje, od nadbrzeżnego miasta przez majestatyczne, steampunkowe, latające statki po ponure, ukryte pod górami miasto mrocznych elfów. Lokacje te zostały zaprojektowane jako wielopoziomowe labirynty. Do celu można dotrzeć rozmaitymi drogami - zawsze można próbować przedostać się inną ścieżką, jeśli któraś trasa okazuje się zbyt silnie obstawiona strażnikami. W różnych zakamarkach poukrywano przydatne przedmioty, surowce czy znaleziska, których zebranie nagradzane jest dodatkowymi punktami. Do dokładniejszej eksploracji zachęciły mnie też misje poboczne, dzięki którym zdobyłam parę przydatnych przedmiotów typu sztylet pozwalający na bezszelestne zabijanie i pelerynę niewidzialności. Nie spodobało mi się natomiast to, że w niektórych misjach wraca się do już wcześniej odwiedzonych miejsc - z tą różnicą, że patrolują je nieco silniejsi i czujniejsi strażnicy.

Skradanie się i system walki

W złodziejskim fachu unikanie wrogów to podstawa. Żywiczny wzrok, jakim dysponuje Styx, pozwala podświetlić przeciwników oraz znajdujące się w okolicy znaleziska. Dzięki niewielkim rozmiarom bohater może schować się w każdym miejscu: szafie, skrzyni, dzbanie albo ciasnym tunelu. Goblin ma w zanadrzu sporo sztuczek, które pozwalają mu przemknąć niepostrzeżenie obok strażników i wyjść cało z każdej sytuacji: może gasić pochodnie na odległość za pomocą piasku, odwracać uwagę miotając brzęczącym naczyniem, zatruwać jedzenie, zabijać z ukrycia, eliminować wrogów na dystans za pomocą strzałek, tworzyć swojego klona i wysyłać go na zwiad, zakładać kwasowe pułapki albo na krótko stać się niewidzialnym dzięki mocy Żywicy. Kombinowanie, jakim sposobem najlepiej przemknąć do celu i coś zwędzić było dla mnie bardzo przyjemnym doświadczeniem.

Sprytne wykorzystanie możliwości Styxa pozwala całkowicie uniknąć bezpośredniej walki. Co prawda kiedy strażnik zostanie zaalarmowany i zaczyna atakować, wydzierając się w niebogłosy, wystarczy w odpowiednim momencie sparować jego cios - ale walka to ostateczność. Strażników zwykle zbiega się coraz więcej i zaczynają miotać w Styxa z odległości, więc szybkie znalezienie schronienia okazuje się znacznie lepszą opcją. Na późniejszych etapach, gdy pojawiają się przeciwnicy w ciężkich zbrojach, które skutecznie chronią przed sztyletem goblina, przeczekanie w kryjówce, aż się odczepią, to właściwie jedyne wyjście (poza wczytaniem gry).

Od czasu do czasu gra pozwala odetchnąć od standardowej zabawy w chowanego z patrolami. Każdą odmianę witałam z radością - w ten sposób rozgrywka nie była monotonna. Zdarzają się momenty, gdy trzeba po prostu znaleźć wyjście z lokacji pełnej pułapek, rozwiązać prostą zagadkę logiczną, przejść zręcznościowy etap albo pokonać bossa.

Rozwój postaci i wytwarzanie przedmiotów

Za wykonywanie misji głównych, misji pobocznych i realizowanie dodatkowych celów można zdobywać punkty do odblokowania rozmaitych umiejętności, podzielonych na pięć kategorii: skradanie się, walka, wytwarzanie pułapek, żywiczny wzrok czy klonowanie. Początkowo niełatwo mi było dokonać wyboru, bo każda umiejętność ma swoje zastosowanie, ale z czasem odblokowałam wszystko, co uznałam za przydatne. Byłam też mile zaskoczona, że da się wyłączyć każdą umiejętność i rozdysponować punkty na nowo po powrocie do kryjówki (albo w trakcie wykonywania misji, przy odpowiednim stole).

W kryjówce można też zmienić wyposażenie - choć trzeba dobrze się zastanowić, czy warto np. używać sztyletu, który bezszelestnie zabija, ale nie pozwala parować ciosów. Jest to idealna broń, jeśli stawiamy na unikanie alarmów, ale jeśli już zdarzy się coś sknocić, nie będziemy mieli jak się bronić.

W grze możemy też korzystać z bardzo prostego systemu rzemiosła, za pomocą którego stworzymy np. eliksir zdrowia, eliksir żywiczny, pułapki, wytrychy i inne, przydatne gadżety. Niezbyt głębokie kieszenie Styxa nie pozwalają mu nosić więcej niż trzech (lub po odblokowaniu ulepszenia pięciu) przedmiotów danego typu i kilkunastu sztuk surowców. Tak ograniczona liczba "zabawek" sprawiła, że nigdy nie czułam się zbyt potężna i musiałam dobrze się zastanowić, na którego z przeciwników wykorzystać pułapkę albo które drzwi otworzyć wytrychem.

Kooperacja

Twórcy pokusili się o dodanie trybu kooperacji - dla mnie jednak jest to raczej ciekawostka niż sposób na przechodzenie misji. Zabawa z towarzyszem może być świetna, jeśli możecie porozumiewać się z nim poza grą i obaj gracze mają odrobinę talentu do skradania się. Jednak w sytuacji, gdy wśród strażników buszują dwa gobliny, mamy dwa razy więcej okazji, by dać się wykryć i zabić. W trybie wieloosobowym, bez możliwości zapisania gry w dowolnym momencie, kooperacja niczego nie ułatwia - wręcz przeciwnie.

Podsumowanie

W Styx: Shards of Darkness miłośnicy skradanek poczują się jak w domu - wodzenie za nos sztucznej inteligencji i korzystanie z różnych sztuczek sprawia niemałą frajdę. To gra, w której trzeba wykorzystywać spryt, zamiast zabijać wszystkich, którzy staną nam na drodze. Jeśli jednak jesteście fanami rozwiązywania problemów za pomocą siły, lepiej sięgnijcie po inny tytuł.

Ukończenie Styx: Shards of Darkness zajęło mi 16 godzin - mniej więcej tyle właśnie potrzeba, by dotrzeć do napisów końcowych. Na tym jednak zabawa w grze się nie kończy - zamierzam jeszcze powtórzyć wszystkie misje, tym razem próbując sił wyzwaniach typu ukończenie poziomu w jak najkrótszym czasie, pozbieranie wszystkich znajdziek, nie zabijanie nikogo albo nie wszczęcie żadnego alarmu.

PCStyx: Shards of Darkness

  • ciekawie zaprojektowane lokacje
  • mnóstwo sztuczek do wykorzystania
  • prosty system wytwarzania przedmiotów
  • świetny voice-acting w przypadku głównego bohatera
  • poczucie humoru
  • możliwość zapisania gry niemal w dowolnym momencie
  • sporo rzeczy do zrobienia i wyzwań po ukończeniu wszystkich misji
  • oprawa audiowizualna
  • dobra fabuła
  • możliwość swobodnego rozdawania punktów umiejętności i cofania wyborów
  • kiepskie żarty Styxa po każdej śmierci
  • powracanie do wcześniejszych lokacji na późniejszych etapach gry
  • drobne problemy ze sterowaniem podczas skakania w kierunku lin i krawędzi
  • niewielkie zróżnicowanie przeciwników

Świetna propozycja dla fanów skradanek - trzeba tylko wybaczyć Styxowi, że jest złośliwym dupkiem.

Najnowsze
Lubisz nas?