InformacjeFelieton

Lolocaust: czy PewDiePie faktyczne przesadził?

... Piotr Nowacki

Czy oburzenie na rzekomo antysemickie hasło w filmie PewDiePie'a jest uzasadnione?

Internetem zatrzęsła wiadomość o problemach Feliksa Kjellberga (znanego lepiej jako PewDiePie) spowodowanych przez jeden z jego ostatnich filmów, w którym najął za drobną kwotę dwóch mężczyzn, aby zatańczyli dla niego i pomachali kartką z napisem DEATH TO ALL JEWS. Burza rozpętała się w ekspresowym tempie, na gwiazdę Youtube’a posypały się gromy, film zniknął z serwisu, a jedna z firm-córek Disneya, która współpracowała z Feliksem (pozwolę sobie używać prawdziwego imienia youtubera, bo odmienianie jego przydomku to koszmar) natychmiastowo zerwała z nim kontrakt.

Przypadek Kjellberga to dobry pretekst, żeby porozmawiać o żartowaniu na tematy niewygodne, wolności słowa i o tym, co powinno być dopuszczalne w mediach. Najpierw jednak chciałbym zaznaczyć, że uważam, że nie powinno istnieć coś takiego, jak tematy tabu - także w sferze żartów. A jednak jestem równocześnie zdania, że krytyka, która spadła na Feliksa jest jak najbardziej zasłużona.

Sam uwielbiam czarny humor i żarty, które przekraczają granicę dobrego smaku. Niezmiennie bawi mnie przeobrzydliwy skecz Billa Hicksa Goatboy, w którym przybiera maskę zdegenerowanego erotomana. Zawsze świetnie się bawię na filmach klasy B, które świadomie lub nie przekraczają granicę dobrego smaku. Nie są mi obce również żarty o Hitlerze, holokauście i nazistach - nawet w swoich tekstach dla gram.pl wielokrotnie wtrącałem trzeciorzeszowe suchary.

Kiedy stykamy się z takimi żartami warto zadać sobie kilka pytań: dlaczego one są śmieszne? oraz czemu mają służyć?. Ciekawym przykładem jest film Być albo nie być z 1942 roku. Akcja tej amerykańskiej komedii z 1942 roku rozgrywa się w Warszawie przed wybuchem oraz w trakcie II Wojny Światowej. Głównymi bohaterami filmu są żydowscy aktorzy, którzy wyszydzają Hitlera i nazistów oraz wykorzystują swój spryt, aby ich przechytrzyć. Tutaj nazizm jest wyśmiewany i wyszydzany, co dodawało widzom otuchy w obliczu zła prezentowanego przez Trzecią Rzeszę, a wyśmiany Hitler przestawał być taki straszny. Na podobnym mechanizmie opiera się wielu komików i kabareciarzy, których żarty na pierwszy rzut oka mogą wydawać się np. seksistowskie czy homofobiczne, ale w rzeczywistości wymierzają swoją satyrę przeciwko seksistom i homofobom.

Kadr z filmu Być albo nie być

Oczywiście, czarny humor nie zawsze jest wymierzony w oprawców. Często kluczem jest np. absurdalny humor, jak w wypadku Monty Pythona, którzy wielokrotnie w swoich skeczach umieszczali nazistów. Jednak to, co zaprezentował PewDiePie w swoim filmiku to nie jest absurdalny humor, dwóch facetów tańczących z obraźliwym hasłem w ręku ciężko w ogóle nazwać żartem. Nie ma tutaj absolutnie niczego, co by usprawiedliwiało obecność takich treści.

Przede wszystkim kontekst

Na moją opinię o ostatnich wybrykach Feliksa wpływ ma również kontekst obecnych czasów. Jest duża szansa, że trzy lata temu nie przejąłbym się zbytnio takim wygłupem. Sporo się jednak przez ostatnie lata zmieniło. Nastroje nacjonalistyczne i ksenofobiczne narastają w zasadzie na całym świecie. Coraz częściej słychać o przypadkach przemocy, której ofiarami padają obcokrajowcy - co dotknęło także Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. Sytuacja jest na tyle napięta, że coraz częściej z ust przeciętnych ludzi słychać wypowiedzi, które idealnie mogłyby paść z ust nazistów, co udowodnił w dosadny sposób blog Freikorps Polen.

Kiedy więc PewDiePie robi żart, którego całą treścią jest “śmierć Żydom”, zapala się lampka ostrzegawcza. Jako autor z wielomilionową widownią powinien pamiętać, że jego słowa nie padają w próżni i powinien ponosić za nie odpowiedzialność. Takie idiotyczne żarty nie spowodują bezpośrednio, że ludzie zaczną organizować pogromy, ale przykładają małą cegiełkę do budowania nastroju ksenofobii. Warto przy tym zauważyć, że trzon współczesnej rasistowskiej propagandy to nie są nienawistne hasła wykrzykiwane przez smutnych panów w brunatnych koszulach. Dzisiaj rasizm jest ubierany w fatałaszki memów z żabą Pepe, dzięki którym takim treściom udaje się przeniknąć do mainstreamu. Kjellberg nie jest antysemitą ani rasistą, ale jego głupi żart uderza w dokładnie te same nuty, co propaganda neo-nazistów.

Felix, klasistowska kanalio

Przy całej kontrowersji związanej z antysemityzmem na drugi plan zszedł inny problem tego filmu, moim zdaniem równie znaczący. Oglądając ten film byłem zniesmaczony sposobem, w jaki traktował użytkowników serwisu Fiverr. To, że użytkownicy serwisu godzili się upokarzać za kilka dolarów było dla niego powodem do śmiechu. Niektórzy z pewnością zakrzykną “chcącemu nie dzieje się krzywda!”, bo przecież nikt ich nie zmuszał do przyjęcia takiego zlecenia, ale należy brać pod uwagę coś takiego tak zwany przymus ekonomiczny. Kiedy ktoś decyduje się zrobić coś uwłaczającego za tak drobną sumę, to najprawdopodobniej nie jest to dla niego przyjemność, tylko sposób na powiązanie końca z końcem.

Ten film Feliksa od razu przypomniał mi ubiegłoroczną “prowokację” Rafała Betlejewskiego, w której na potrzeby programu telewizyjnego proponował przypadkowym, zdesperowanym osobom fikcyjną posadę, która wymagała wykonywania prac niezgodnych z prawem, jak na przykład dostarczanie narkotyków czy szmuglowanie ludzi próbujących się przedostać za granicę. W teorii miał to być reportaż pokazujący obrazujący sytuację wykluczonych ekonomicznie, w rzeczywistości ten eksperyment jedynie grał na nadziejach i emocjach zdesperowanych osób, byleby tylko stworzyć atrakcyjny program telewizyjny.

Jednak przykład Feliksa jest dla mnie szczególnie odstręczający przez fakt, że jest on obrzydliwie bogaty - jego ubiegłoroczne zarobki szacuje się na 15 milionów dolarów. Kiedy widzę, jak milioner Pewdiepie zabawia się kosztem tych, którym mniej się poszczęściło, otwiera mi się gilotyna w kieszeni.

Te straszne media

Ciekawym wątkiem jest to, że Felix w ostatnim publicznym oświadczeniu zdaje się szczycić tym, że nie ma za sobą producenta czy innych osób, które współtworzą z nim jego kanał, co ma rzekomo jemu - i innym osobowościom Youtube’a - dawać przewagę nad tradycyjnymi mediami. Nie mógłby się bardziej mylić. To, że tradycyjne media to nie jest domena samotnych wilków, tylko wspólny wysiłek, pozwala na większą kontrolę, większą odpowiedzialność.

W tym samym oświadczeniu PewDiePie zwraca uwagę, że Wall Street Journal w swoim artykule, który rozpętał całą tę burzę rozmija się z prawdą. Tak, to jest fakt, w wielu wypadkach taka wewnętrzna kontrola zawodzi, również w tradycyjnych mediach pełno jest tekstów nierzetelnych, obraźliwych, kłamliwych. Jednak jeśli mam wybierać między kontrolą niedoskonałą a całkowitym jej brakiem - dla mnie wybór jest oczywisty. Poza tym uchybienia po stronie tradycyjnych mediów w żaden sposób nie powodują, że to, co robią blogerzy i youtuberzy staje się lepsze.

Warto też nadmienić, że przeprosiny Kjellberga z tego, jak i z poprzedniego filmu to klasyczne non-apology, czyli przeprosiny pozorne. Jego pierwsze wyrazy skruchy trudno brać na poważnie - zaraz po emisji klipu z hasłem DEATH TO ALL JEWS powiedział, że nie jest z tego dumny i wcale nie chciał, żeby tak wyszło - ale mimo wszystko nie było mu na tyle przykro, żeby feralny fragment wyciąć przed publikacją. W jego pełnym oświadczeniu jest jeszcze gorzej - jego przeprosiny były tylko i wyłącznie pretekstem do krytyki tradycyjnych mediów, na które zrzuca w zasadzie całą winę za to zdarzenie.

Wolność słowa

Reakcja na głupi żart Feliksa wcale nie była przesadzona. Bezlitosne piętnowanie treści ksenofobicznych jest wręcz naszym obowiązkiem. To, że nie miał złych intencji nie ma najmniejszego znaczenia. PewDiePie codziennie przyciąga przed ekrany miliony ludzi, popularności i wpływów może mu pozazdrościć większość celebrytów, dziennikarzy czy nawet polityków. Jako osoba na świeczniku powinien szczególnie uważać na swoje słowa i ich konsekwencje. Tłumaczenie “nie chciałem, żeby tak wyszło” to zdecydowanie za mało.

PewDiePie nie wyniósł z całego zajścia żadnej nauczki. W swoim ostatnim oświadczeniu robi z siebie ofiarę nagonki mediów, a swój film kończy pokazaniem środkowego palca. Ten gest był skierowany do dziennikarzy Wall Street Journal, ale tak naprawdę fuck you pokazał całemu światu - na usprawiedliwianiu nienawistnych haseł tracimy wszyscy. A to, że nie stały za nimi złe intencje nie ma w ogólnych rozrachunku żadnego znaczenia.

Najnowsze
Lubisz nas?