InformacjeRecenzja - mobile

Quo vadis, Rovio? - recenzja Angry Birds Blast

... Taeri

Wściekłym ptakom ktoś obciął skrzydła.

Angry Birds było potęgą, kiedy na rynku rządziła pierwsza gra o wściekłych ptakach. Produkcja szybko zawojowała świat i doczekała się licznych kontynuacji i spin-offów. Dawno jednak Rovio nie uraczyło nas grą wartą pierwowzoru. Czy Angry Birds Blast wybije ptaki ponownie w górę?

Zacznijmy od tego, że Angry Birds Blast nie przypomina oryginalnych części z serii. Owszem, mamy tutaj delikatne odniesienia do pierwowzorów, jednak rozgrywka w niczym nie przypomina modelu ptak-proca-świnia. Mamy tutaj do czynienia z grą logiczną, podobną nieco rozgrywką do chociażby Candy Crush Saga. Tutaj jednak nie musimy łączyć bezpośrednio elementów tego samego koloru na planszy, gdyż te łączą się same, a naszym zadaniem jest usuwanie takich połączonych kafelek z pomocą jednego dotknięcia palcem. Im ich więcej, tym lepiej.

Usunąć można już „dwójki”, ale najbardziej korzystne do eliminowania są połączenia pięciu lub większej liczby elementów. Jeśli uda nam się takie zestawienie utworzyć, usunięcie go spowoduje pojawienie się power-upa. Będzie on się różnił w zależności od liczby zawartych w układzie elementów. Może być nim rakieta usuwająca jedną linię, bomba eliminująca kilka kafelek znajdujących się dookoła niej czy też farba pozwalająca na pozbycie się z planszy kafelków tego samego koloru. Jeśli takie „ulepszajki” znajdą się obok siebie, będą oddziaływały na siebie i uwalniały dodatkową moc destrukcji. Opcji ulepszeń nie jest dużo i nie są one specjalnie nowatorskie, więc jeśli mieliście wcześniej do czynienia z grami typu match-3, z pewnością połapiecie zasady już na pierwszym poziomie.

Angry Birds Blast stawia użytkownikowi pewne zadania do wykonania. Początkowo musimy uzbierać konkretną liczbę kolorowych ptaków w danej liczbie ruchów. Później pojawiają się dodatkowe wyzwania w postaci bąbelków i świń. Te, nie dość, że przeszkadzają na planszy, to dodatkowo budują potężne fortece, które rozwalamy z pomocą usuwania przy nich elementów. Całą koncepcja nie jest zła i po pewnym czasie łapiecie się na bezmózgim waleniu palcami po planszy w trakcie posiedzeń na toaletowym tronie, ale gra nie oferuje kompletnie niczego, czego nie oferowałyby inne gry tego typu. Może poza charakterystyczną oprawą graficzną.

Angry Birds Blast, podobnie jak poprzednie odsłony z serii, oparte jest na modelu free2play. Na szczęście Rovio nie zmusza użytkowników do wydawania kasy i istnieje możliwość przechodzenia gry bez konieczności dokonywania mikrotransakcji, jednak już po kilkunastu poziomach gra jednak sugeruje nam, że bez „ulepszajek” trochę się namęczymy. Możemy także obejrzeć specjalny trailer przed wskoczeniem do poziomu i dostajemy za to dodatkowy power-up, najczęściej w postaci bomby, jednak jest on przypisywany na poziom automatycznie i czasami bardziej wadzi niż pomaga w dalszej grze. Rovio nie jest tak chciwe, jak King przy Candy Crush Saga, jednak gra po jakimś czasie podnosi poziom ciśnienia o jakieś 200%.

Rovio już od dawna zapowiadało, iż ma zamiar porzucić produkcję gier na rzecz branży rozrywkowej. Problem w tym, że wszystkie „ptasie” produkty kojarzą się ze słynną serią, a na jej dalszy rozwój Finowie ewidentnie nie mają pomysłu. Wściekłe Ptaki powoli zaczynają tracić upierzenie. Nie zrozumcie mnie źle – Angry Birds Blast nie jest grą złą. Jest po prostu dobrze dopracowanym match-3, jakich znajdziecie setki w App Store i Sklepie Play. Szukacie ducha starego, dobrego Angry Birds? W takim razie pomińcie tę pozycję na swojej liście.

Angry Birds Blast

  • spora liczba poziomów
  • dobrze dopracowane match-3
  • oprawa graficzna
  • monotonna
  • mikrotransakcje

Rovio nie ma pomysłu na serię.

Najnowsze
Lubisz nas?