InformacjeRecenzja - mobile

Młodzi gniewni - recenzja Bully: Anniversary Edition

... Katarzyna Dąbkowska

Rockstar serwuje kolejnego odświeżonego klasyka na mobilnych sprzętach.

Jak co roku Rockstar w okresie przedświątecznym w prezencie daje użytkownikom zremasterowaną wersję kolejnej gry ze swojej stajni. Tym razem jednak w App Store i Sklepie Play nie zadebiutowała pozycja z Grand Theft Auto w nazwie. Z okazji 10-tej rocznicy od wydania oryginalnej wersji gry, do wirtualnych sklepów trafiło mocno kontrowersyjne Bully. Czy Rockstar będzie w stanie odkurzyć popularność tego tytułu?

Na początek mała lekcja z historii - w Europie Bully pojawiło się pod zupełnie inną nazwą - Canis Canem Edit. Gra zdobyła uznanie zarówno wśród recenzentów, jak i graczy, jednak Rockstar nie zdecydował się na kontynuowanie pomysłu, najprawdopodobniej ze względu na mocno kontrowersyjną tematykę. Bully można porównać do GTA, ale w liceum. Sam tytuł wskazuje, że będziemy mieli tutaj do czynienia z brutalnością w szkolnych murach. Grę wielokrotnie krytykowano, nie tylko ze względu na, jak twierdzono, namawianie uczniów do brutalnych zachowań, ale także za motywy homoseksualne. Ostatecznie na wydanie „dwójki” się nie zdecydowano. Pojawiła się za to wersja rozszerzona gry - Scholarship Edition, która była bazą do omawianego tutaj Anniversary Edition.

Głównym bohaterem gry jest piętnastoletni James Hopkins, zwany Jimmym, który zostaje wysłany przez swoją niezbyt przyjemną matkę oraz nowego ojczyma do szkoły prywatnej. W Bullworth Academy poznaje dyrektora, który każe chłopcu trzymać się z daleka od kłopotów. Jimmy bardzo szybko przekonuje się, że w nowej placówce kłopoty będą towarzyszyć mu na porządku dziennym i nie będzie mógł ich uniknąć. Co więcej, nastolatek będzie walczył o swoją pozycję wśród rówieśników, nierzadko używając do tego najmocniejszego argumentu - pięści. Aby stać się popularnym, Jimmy musi stawać się liderem poszczególnych grup, od szkolnych osiłków po nerdów. Szybko zaprzyjaźnia się z Garym i podejmuje starania o przejęcie kontroli nad wszystkimi szkolnymi grupami. Ma w tym swój cel, ale nie będziemy zdradzać tu szczegółów, aby nie psuć Wam rozgrywki.

Model sterowania jest tu bardzo pomocny. Przypomina poprzednie, mobilne odsłony Grand Theft Auto. Przyciski sterowania pojawiają się w zależności od tego, jakie zadanie w danej chwili wykonujemy. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie i nie wprowadza niepotrzebnego chaosu do rozgrywki, szczególnie że sterowanie dodatkowo oferuje automatyczne namierzanie przeciwnika. Gra pozwala także na korzystanie z zewnętrznych kontrolerów, co z pewnością jest opcją znacznie wygodniejszą i przyjemniejszą, jednak nie jest to konieczność - grę można spokojnie skończyć z pomocą ekranu dotykowego. Ważne jest także, że niektóre elementy w Bully, jak przykładowo rozczłonkowywanie zwierząt, działają lepiej na ekranie smartfona, jednak wciąż jako lepszy model sterowania stawiam zewnętrzny kontroler.

Jednym z najważniejszych elementów w grze są bijatyki pomiędzy Jimmym i jego rówieśnikami. Model walki jest bardzo przejrzysty i łatwy do opanowania. Wbrew obawom i opinii o grze, Bully nie oferuje tutaj gęsto ścielącego się trupa na szkolnych korytarzach. Brutalność w grze jest w miarę zbalansowana i ogranicza się do mordobicia, a, powiedzmy sobie szczerze, nie takie rzeczy dzieciaki w swoim życiu widziały.

Trzeba także pamiętać, że Bully to gra rozgrywająca się w szkole i wszystko dzieje się w pewnych ramach czasowych. Jest pora na obicie komuś facjaty na przerwie i pora na szkolne obowiązki. Tak, nasz bohater ma za zadanie chodzić na lekcje, które tutaj zaserwowane są w formie bardzo przyjemnych minigier. Ważnym jest, żeby je wygrywać, bo wtedy zyskujemy na tym zdobywając nowe umiejętności. I tak na lekcjach chemii musimy mieszać ze sobą różne substancje, by uzyskać dobry wynik, a na lekcjach angielskiego wymyślać słowa z podanego ciągu liter. Scholarship Edition dodało do gry również nowe lekcje - geografię, muzykę, biologię i geografię. Mnie najbardziej przypadły do gustu muzyka wprowadzająca nieco ubogiej wersji Rockbanda, a także biologia, na której mogłam przeprowadzać operacje na zwierzakach i wycinać im kolejne części ciała. Trzeba pamiętać także o napiętym grafiku i ramach czasowych, bo Jimmy musi, ze względu na charakter szkoły, kłaść się o określonej godzinie do łóżka. Oczywiście, można złamać zasady, bo przecież nikt nastolatka do tapczanu nie przywiąże, ale trzeba się liczyć z tym, że mogą nas złapać stróżujący nauczyciele. Tutaj model poszukiwań przypomina nieco ten, który mogliśmy już spotkać w Grand Theft Auto.

Bully nie jest grą liniową, więc poza wątkiem fabularnym możemy tutaj wykonywać także misje poboczne. Przeprowadzając je zdobywamy bonusy w postaci dodatkowych technik do obijania mordy. Gra pozwala także na rozpoczęcie wątków romantycznych i z tym także wiązały się wspomniane kontrowersje. Bully pozwala na pocałunki (bez scen seksu, oczywiście) nie tylko z płcią przeciwną, ale również z męskimi rówieśnikami, co trąca o motywy homoseksualne. Gra pozwala też na tworzenie prostych narzędzi do siania destrukcji, które pomagały w dalszej rozgrywce.

Jeśli chodzi o oprawę graficzną, Rockstar spisało się znakomicie. Widać tutaj gołym okiem, że firma wzorowała się na młodszych remasterach. Twórcy zaserwowali nam bardzo dobrze dopracowane tekstury i przyjemną dla oka oprawę. Niestety, wersję z dobrą rozdzielczością i wysokimi detalami udźwigną te nowsze sprzęty. Jeśli jesteście posiadaczami jakiegoś staruszka, wciąż możecie cieszyć się rozgrywką w Bully, ale na niższych ustawieniach. Jak to wygląda w praktyce, możecie zobaczyć dla porównania na załączonych powyżej i poniżej zrzutach ekranu.

Pamiętajcie także, że Bully to gra z wciągającą historią, zadaniami i nauką w szkole. To wszystko łączy się z kluczową rzeczą - znajomością języka angielskiego. Niestety, gra nie jest dostępna w polskiej wersji językowej, więc należałoby znać podstawy języka Wyspiarzy, by móc w pełni doświadczyć rozgrywki. To ważne chociażby ze względu na wspomniane lekcje angielskiego, podczas których należy podawać słowa z ciągu liter. Należy także pamiętać o tym, że Bully było tworzone z myślą o konsolach. Niektóre misje zatem trwają po kilkanaście minut, więc gra nie przypadnie do gustu wielbicielom krótkich posiedzeń ze smartfonem w toalecie.

Bully to gra nieco zapomniana. Jeśli więc nie mieliście jeszcze szansy, by poznać historię Jimmy'ego i jego starań o zdobycie popularności w Bullsworth Academy, zdecydowanie powinniście zainteresować się tą pozycją. Rockstar odwaliło kawał dobrej roboty serwując nam kolejny, świetny remaster na urządzenia mobilne. Gra nie jest dostępna w modelu free2play i trzeba będzie zainwestować w nią około 30 zł, ale produkcja jest warta każdego wydanego grosza.

Bully: Anniversary Edition

  • wciągająca fabuła
  • oprawa graficzna
  • ciekawe minigry
  • zadania poboczne
  • cięte dialogi
  • sporadyczne problemy ze sterowaniem

Rockstar odwaliło kawał dobrej roboty.

Najnowsze
Lubisz nas?