InformacjeRecenzja - PC

Clementine powraca! Recenzja The Walking Dead: A New Frontier

... Kamil Ostrowski

Najsłynniejsza seria tworzone przez Telltale doczekała się swojej kolejnej odsłony. Jak wypada trzeci sezon Żywych Trupów w wersji interaktywnej?

Telltale Games udało się aż dwukrotnie sprzedać nam ten sam produkt – drugi sezon The Walking Dead w zasadzie powielał elementy znane z pierwszej serii i nie zebrał podobnego poklasku co przygody Lee Everetta. Oczywiście przyszło wcielać nam się w inną bohaterkę, jednak Clementine przecież znaliśmy bardzie dobrze. Mała dziewczynka z biegiem czasu wyrosła na silną nastolatkę, produkt swoich czasów – ocalałego, który siłą woli, opanowaniem i przede wszystkim znajomością zasad rządzących światem opanowanym przez zombie, zawstydzić potrafiła w drugim sezonie niejednego dorosłego. Żeby jednak być całkiem szczerym, to przeboje Clementine z drugą grupą szczególnie nie zapadły mi w pamięć. Oczywiście niezapomniany finał i ogólny wydźwięk pozostał w mojej głowie, aczkolwiek o ile historię Lee jestem w stanie z pamięci powtórzyć krok po kroku, tak perypetii jego niegdysiejszej podopiecznej już nie. Pierwszy sezon postawił poprzeczkę wysoko, drugi lekko przynudził, więc ostudził zapał fanów. Deweloper ma jednak szansę się zrehabilitować, a The Walking Dead: A New Frontier to nic innego, jak kolejna szansa Telltale Games na zrobienie na nas wrażenia. Jak na tle poprzedników wypada najnowsza seria?

Ties That Bind Part I

Jak przystało na „pilot” pierwszy odcinek przybliża nam sytuację, przedstawia nowe postaci i przypomina mechanikę. Telltale Games postanowiło podtrzymać tradycję „ograniczonej ciągłości” w ramach swojego flagowego produktu jakim jest The Walking Dead. Co to oznacza? Mamy nowego głównego bohatera, którego poczynaniami kierujemy – to Javier Garcia, niegdyś niepoważny i lekkomyślny awanturnik, dziś siłą rzeczy opiekun bratowej i dwójki nastoletnich dzieci brata z pierwszego małżeństwa (wiem, wiem – to skomplikowane). Pierwsze sceny trochę przynudzają, co jest dosyć zrozumiałe. Goręcej robi się mniej więcej w środku i na końcu, chociaż pierwsza część Ties That Bind ogólnie wypada raczej spokojnie. Możliwe, że deweloper, twórcy serialu i scenarzyści komiksu tak mnie już znieczulili, że znając realia świata przedstawionego z góry godziłem się na jakąś śmierć, która nadałaby wypadkom odrobinę tempa. Bardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem jest jednak, że po prostu coś nie pyknęło w scenariuszu, w związku z czym nic nie pyknęło w moim sercu, kiedy zobaczyłem „ten szokujący zgon”. Tylko nie miejcie mi za złe spojlera – wiadomo było że ktoś zginie, przecież to The Walking Dead!

Dwa zdania na temat konstrukcji opowieści i mechaniki. Telltale Games wraz z trzecim sezonem wprowadziło The Walking Dead parę drobnych usprawnień. Podczas fazy eksploracji możemy nacisnąć przycisk „Shift”, aby szybciej się poruszać. Lepiej widoczny jest również ekwipunek, chociaż w gruncie rzeczy to kwestia bardziej niż drugorzędna, bo The Walking Dead pozostaje „samograjem”, grą przygodową przygotowaną zgodnie ze „współczesnymi trendami”, tudzież interaktywnym filmem, to znaczy produkcją opartą o dialogi, a nie kombinatorykę z przedmiotami. Mówcie co chcecie, ale mi takie podejście odpowiada.

Nowością jest również inny ważny element – retrospekcje które przeżywa Javier, a które są osadzone w czasach z początku wybuchu apokalipsy zombie. Decyzje podjęte w przeszłości mogą mieć wpływ na jego relacje z rodziną, chociaż nie zauważyłem tego w ramach pierwszego odcinka. Pozwalają nam też lepiej poznać historię głównego bohatera.

Ogólnie rzecz biorąc pilot nie był zły, aczkolwiek trudno mi go z czystym sumieniem ocenić jako dobry. Postaci są przyzwoicie zarysowane, chociaż może lekko naiwne jak na grupkę, która przeżyła już parę dobrych lat w świecie ogarniętym zalewem żywych trupów. Niemniej niezłe aktorstwo i porządne dialogi pozwoliły mi na załapanie pierwszego kontaktu z nowymi bohaterami. A Clementine? Ona jest po prostu bad-assem, który pokazuje jak się powinno załatwiać sprawy w zombie post-apo. Podoba mi się stawianie jej w tej pozycji.

Ocena pierwszego epizodu: 7.0

Ties That Bind Part II

Tworząc drugi epizod scenarzyści mieli nieco ułatwione zadanie. Postaci zostały przedstawione, nowa sytuacja również, związki nakreślono, można było więc zająć się tym co Telltale robi najlepiej – budowaniem więzi emocjonalnych i wykorzystywaniem tych więzi do emocjonalnego krzywdzenia odbiorcy.

Drugi odcinek to przede wszystkim bardzo dużo akcji, co przypadło mi do gustu po raczej ospałej pierwszej części. Bardzo dobre wrażenie zrobiła walka „miejska” z początku Ties That Bind Part II, jak również spore hordy zombiaków w dalszym biegu. Nieumarlaki zresztą rozegrano mądrze, bo słusznie założono, że już tylko wielkie stada mogą być groźne dla starych wyjadaczy w stylu Clementine i spółki. Chodzący trup ścieli się więc gęsto.

Telltale Games nie kryje się z tym, że w najnowszej serii nawiązuje do aktualnych wydarzeń z serialu. Przeciwnie – zdają się hołubić tym faktem, jednocześnie podchodząc do tematu od odrobinę innej strony. Nie będzie wielkim spojlerem, jeżeli zdradzę, że pojawia się wątek bliźniaczo podobny do serialowo/komiksowych „The Saviors” . Od początku nie brakuje wskazówek sugerujących, że twórcy nie dadzą nam łatwych odpowiedzi i to podejrzenie znajduje potwierdzenie w opadoszczękogennej końcówce pierwszego odcinka.

Sporo miejsca poświęcono też Clementine – zarówno jej życiu w czasach po wydarzeniach z drugiego sezonu, jak i świeższej historii. Co ciekawe, nasze wybory podjęte w poprzednich sezonach mają przełożenie na to, jaką osobą jest obecnie nastolatka, a także na kształt retrospekcji które widzimy (a które również rozgrywamy). Jeżeli nie możecie zaimportować zapisu z poprzednich odsłon, to nie martwcie się – trzeci sezon pozwoli Wam przed rozpoczęciem gry szybko odtworzyć kształt najważniejszych wydarzeń poprzez ręczne zaznaczenie odpowiednich wyborów. Jak się domyślacie w prosty sposób zachęca to do kilkukrotnego przejścia już wydanych epizodów, chociażby po to aby zobaczyć jak mogły się toczyć dalsze losy Clementine w zależności od wyborów z sezonu pierwszego i drugiego.

Na minus muszę zaliczyć natomiast fakt, że w czasie trwania drugiego odcinka nie odczułem jeszcze ani razu wrażenia, że moje wybory miały jakieś faktyczne konsekwencje, co jest przecież sztandarowym hasłem Telltale Games pojawiającym się na początku każdej ich gry (A New Frontier nie jest wyjątkiem). Jeżeli potraktujemy obydwa odcinki jako przedłużony prolog i duże „otwarcie”, na co wskazuje wszak jednolitość tytułów, to możemy na tę kwestię przymknąć oko, niemniej… szkoda.

Ogółem rzecz biorąc druga część Ties That Bind sprawiła o wiele lepsze wrażenie od pierwszej. Jest akcja, są faktyczne dramaty, są postaci z którymi można się utożsamiać, jest wreszcie spore zaskoczenie na końcu, które autentycznie pozostawiło mnie z potężną ochotą na więcej.

Ocena drugiego epizodu: 8.6

Najnowsze
Lubisz nas?