InformacjeFelieton

Disney nauczycielem życia - recenzja filmu Życie animowane

... Jakub Zagalski

Owen nie był typowym dzieckiem, któremu rodzice zabraniali ciągłego oglądania telewizji, bo dzięki kreskówkom ich autystyczny syn zaczął znowu mówić.

Film Rogera Rossa Williamsa, nagrodzony w tym roku na festiwalu w Sundance (Najlepszy Reżyser Filmu Dokumentalnego), to niezwykła opowieść o autystycznym chłopcu, który spędzając długie godziny na oglądaniu pełnometrażowych animacji Disneya powoli zaczyna przełamywać swoje bariery. Do trzeciego roku życia Owen Suskind był zdrowym, dobrze rozwijającym się dzieckiem. Wesołym, wygadanym, ciekawym świata. Po skończeniu trzech lat rodzice zaczęli dostrzegać niepokojące objawy. Owen nagle zamknął się w sobie, przestał mówić. Był rok 1993, kiedy lekarz zdiagnozował u niego klasyczne objawy autyzmu.

Syn reportera, zdobywcy Nagrody Pullizera piszącego dla Wall Street Journal natychmiast trafił pod specjalistyczną opiekę, jednak przez kolejny rok Owen nie wykazywał znaczącej poprawy. Rzeczywistość, która do niedawna dostarczała mu masy interesujących bodźców, zaczęła go przytłaczać. Rodzice czuli się, jakby ktoś porwał ich Owena. I chociaż próbowali wszystkich dostępnych wówczas metod i terapii, wiedzieli, że są bezsilni i już nigdy nie będzie tak, jak przed zdmuchnięciem trzeciej świeczki na urodzinowym torcie chłopca.

„Życie animowane” jest reklamowane jako historia autystycznego chłopca, który zaczął mówić dzięki filmom Disneya. To prawda, chociaż wpływ „Piotrusia Pana”, „Dzwonnika z Notre Dame” czy „Aladyna” na życie Owena dotyczył nie tylko poprawy komunikacji z innymi ludźmi. Bełkotliwe powtarzanie kwestii dobiegających z głośników telewizora było ważnym przełomem w walce z zaburzeniami, chociaż lekarze byli początkowo sceptyczni; uważali, że chłopiec powtarza zasłyszane dźwięki jak papuga, bez rozumienia ich znaczeń. Rodzice nie dali jednak za wygraną i z dnia na dzień dostrzegali postępy. Widzieli, że ich syn próbuje się z nimi komunikować „językiem Disneya”, który wkrótce przeistoczył się w normalną, jak na osobę z autyzmem, rozmowę.

„Odzyskanie” mowy było pierwszym krokiem do odnalezienia się chłopca w rzeczywistości, ale co najciekawsze, filmy Disneya przede wszystkim pomogły Owenowi zrozumieć otaczający go świat. Przerysowane, stereotypowe postacie z wyraźną mimiką były dla niego najlepszymi przyjaciółmi, bo właśnie bohaterowie kreskówek potrafili do niego dotrzeć w najlepszy sposób. Z jednej strony chłopiec zamykał się w moralnie czarno-białym świecie Disneya (w którym przecież nie występują odcienie szarości), z drugiej zaś przenosił podpatrzone zachowania do realnego świata. Codzienną rzeczywistość postrzegał przez pryzmat przygód ulubionych bohaterów; w oparciu o animowane realia tworzył sobie schematy i szablony, które pomagały mu uporządkować docierające do niego bodźce w kontaktach z najbliższymi, terapeutami itp.

„Życie animowane” nie jest biografią Owena Suskinda, który dziś jest dwudziestoparolatkiem, ma za sobą wystąpienie na francuskiej konferencji poświęconej autyzmowi i przyjaźni się z Jonathanem Freemanem (aktor podkładający głos Jafarowi z „Aladyna”) i Gilbertem Gottfriedem (Jago z „Aladyna”). To film o niezwykłej podróży i walce, jaką przebył autystyczny 3-latek znający na pamięć wszystkie pełnometrażówki Disneya, by móc odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Film jest niezwykle optymistyczny, budujący i wzruszający, jednak reżyser zadbał również o to, by widz nie miał wrażenia, że ogląda laurkę. Dlatego dowiadujemy się o prześladowaniu Owena przez rówieśników ze szkoły specjalnej, obserwujemy jego niełatwą relację z autystyczną sympatią. W końcu przekonujemy się, że życie w świecie Disneya może i jest bardzo pozytywne dla kilkuletniego chłopca z zaburzeniami, ale sprawa zaczyna się komplikować, kiedy dziecko staje się nastolatkiem i młodym mężczyznom. Bo chyba nie trudno zgadnąć, że „Król Lew” czy „Piotruś Pan” nie nauczy wszystkiego, co powinien wiedzieć o życiu dwudziestoparolatek (żeby tylko wspomnieć o relacjach damsko-męskich).

Film Williamsa to poruszający i świetnie zrealizowany dokument, skrupulatnie pokazujący nie tylko wpływ animacji na rozwój autystycznego chłopca, ale także uświadamiający, czym właściwie jest ten rodzaj zaburzenia. W jednej scenie Owen z naturalną dla siebie szczerością mówi, że wbrew pozorom osoba autystyczna nie jest kimś, kto chce żyć z dala od innych (stąd brak komunikacji i „dziwne” zachowania sugerujące, że ktoś taki żyje we własnym świecie). Wręcz przeciwnie. Aby to zrozumieć, potrzeba jednak dużej otwartości, wysiłku i cierpliwości. Dodatkowo przykład Owena pokazuje, że pomoc animowanych przyjaciół również może mieć tu bardzo duże znaczenie.

„Życie animowane” jest wyświetlane w wybranych polskich kinach od 4 listopada.

Najnowsze
Lubisz nas?